piątek, 7 listopada 2014

34. You can hear it in the silence

You can hear it in the silence*

Kornelia

      Poirytowana zdałam sobie sprawę, że przez cały weekend nie mogłam pozostać sam na sam z Louis’m, podczas gdy Milena z Harrym… Warknęłam wściekle do siebie, czując irracjonalną zazdrość. Ironia losu: ta, która nie chciała tutaj wracać, o wiele lepiej spędzała pierwsze dni w Anglii niż ta, która marzyła, by ponownie się tu znaleźć. Westchnęłam ciężko, spoglądając przez szybę Audi R8, które poruszało się szybko po ulicach Londynu. 
   - O czym myślisz? - zapytał Louis, który siedział za kierownicą, skupiając swój wzrok na drodze. Spojrzałam na jego przystojny profil, a z moich ust ponownie wydostało się przeciągłe westchnienie. 
   - O tobie - przyznałam, kładąc swoją dłoń na jego, spoczywającej na automatycznej skrzyni biegów. Uśmiechnął się szeroko i zerknął na mnie ukradkiem. 
  - Intrygujące… - powiedział i splótł swoje palce z moimi. - O czym dokładnie? 
  Zamilkłam na chwilę, a potem zacisnęłam wargi i, zdobywając się na odwagę, z psotnym uśmiechem, uwolniłam swoją dłoń i przeniosłam ją na udo mężczyzny, sięgając palcami jego wnętrza. Auto zatoczyło się nieznacznie, gdy Louis zadrżał zaskoczony. 
  - O tym i tamtym… - mruknęłam i przesunęłam rękę do miejsca między jego nogami. Zobaczyłam, jak zaciska zęby, próbując skupić się na widoku przed nim. W aucie zrobiło się nagle gorąco, a ja, z niezrozumiałą satysfakcją, wiedziałam, że byłam tego sprawczynią. Louis odchrząknął cicho, gdy zaczęłam poruszać dłonią w górę i dół. Materiał jego spodni zaczął się lekko napinać. Moje palce odnalazły metal rozporka i zabrały się za jego odpinanie. Zaskakiwała mnie moja odwaga, ale postanowiłam nie pozwolić jej uciec zbyt szybko. 
  - Cholera… - syknął Louis, uderzając głową w zagłówek fotela i przełykając ciężko ślinę. Samochód nieco zwolnił, a ja uśmiechnęłam się z satysfakcją i włożyłam dłoń do jego spodni, łapiąc dużą twardość. Louis warknął gardłowo, a silnik zajęczał żałośnie. Duża dłoń pochwyciła mój nadgarstek i mężczyzna powstrzymał mnie delikatnym ruchem, przekładając moją rękę z powrotem na drążek biegów 
  - Kornelia, prowadzę… - powiedział niechętnie, jakby walczył sam ze sobą. Uparcie wyciągnęłam ponownie ku niemu rękę i pogłaskałam go delikatnie po szyi. 
   - To przestań - szepnęłam, ciągnąć go nieznacznie za włosy. Uśmiechnął się i zatrzymał samochód. Serce zabiło mi mocniej i opanowało mnie nieograniczone uczucie ekscytacji, więc odpięłam szybko pas i wspięłam się na jego kolana, przyciskając natychmiastowo swoje usta do jego. Poruszyłam sugestywnie biodrami, a on warknął złowieszczo i ścisnął dłońmi moje pośladki. 
  - Tak bardzo za tobą tęskniłam - wyszeptałam, a on zaśmiał się gardłowo i położył dłonie na moich ramionach, oddalając mnie od siebie. 
  - Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym cię wziąć tu i teraz - warknął, dla potwierdzenia ściskając delikatnie moją pierś. Zamknęłam oczy w unoszącej mnie błogości.
  - Ale spóźnisz się do pracy. Nie chcesz tego robić w pierwszy dzień, prawda? - dodał i wskazał podbródkiem miejsce za oknem Audi. Spojrzałam w tamtym kierunku i ujrzałam tylne wejście Irresistible. Jęknęłam żałośnie i klepnęłam go w ramię. Otworzyłam drzwi od strony kierowcy i zsunęłam się z Louis’ego, by wyjść na zewnątrz. Poprawiłam swoją sukienkę, wyprostowałam wstążkę we włosach i rzuciłam Louis’emu oburzone spojrzenie. Uniósł ręce w geście bezradności i sam wyszedł z auta, zapinając dyskretnie rozporek. Jego spodnie wciąż były zbyt ciasne. Zacisnęłam palce na pasku torebki, zagryzając wargę. Bez słowa podeszłam do, wyprostowanego już, Louis’ego i chwyciłam w pięści jego koszulę. Spojrzał na mnie z półuśmiechem, czekając na kolejny ruch.
  Pociągnęłam go do siebie za miękki materiał i złączyłam swoje wargi z jego. Nie oponował. Poruszał powoli ustami, oddając mi głębokie pocałunki, wprawiające mnie w błogie otępienie. Moja dłoń sama powędrowała w dół, ponownie badając rosnące wybrzuszenie. Louis zachichotał w moje usta i chwycił mnie za nadgarstek.
  - Kornelia, mały napaleńcu, co dzisiaj z tobą jest? - zapytał, oddalając się ode mnie nieznacznie. Zagryzłam wnętrze policzka i spojrzałam na niego w napięciu. Sama nie wiedziałam, co się ze mną działo. Jedyne, co mną kierowało od samego poranka to pożądanie, ogromne pożądanie, czekające tylko na swoje spełnienie. Tęskniłam za dotykiem Louis’ego, tęskniłam za uczuciem wypełnienia, które mi dawał za każdym razem, gdy się kochaliśmy. Nie miałam go ponad dwa tygodnie. To zdecydowanie zbyt dużo czasu na abstynencję. Nasza rozmowa na dachu w sobotę tylko dolała oliwy do ognia, rozbudzając gorąco, które tliło się we mnie przez całą niedzielę. Ale w niedzielę, ku mojej irytacji, Louis leczył kaca.
  A teraz nie mogłam powstrzymać moich prymitywnych zapędów, zamieniając się w niewyżytego zboczeńca, który nie potrafi oderwać rąk od swojego partnera. Louis czekał cierpliwie na odpowiedź, wciąż uśmiechając się do mnie uprzejmie. Wypuściłam ciężko powietrze z ust i pokręciłam głową. 
  - Nic. - wzruszyłam ramionami i odwróciłam się w stronę drzwi wejściowych restauracji. Zdążyłam pokonać kilka kroków, nim zostałam złapana w pasie i pociągnięta w tył. Trafiłam plecami na barierę w postaci torsu Louis’ego, a ręce mężczyzny odnalazły drogę do moich piersi i ud. Mruknęłam zadowolona i położyłam głowę na jego ramieniu. 
  - Dziś w nocy… Pokażę ci jak za tobą tęskniłem - warknął mi do ucha obiecujące słowa, a potem odepchnął mnie od siebie delikatnie, nim zdążyłam jeszcze otrząsnąć się z, zaistniałej między nami, chwili intymności. Świat zawirował przede mną, więc potrząsnęłam łagodnie głową i pchnęłam metalowe drzwi. Zaskrzypiały nieprzyjemnie głośno, na co skrzywiłam się mimowolnie. Przeszłam przez spiżarnie i kuchnię aż znalazłam się w głównym pomieszczeniu Irresistible. Czułam, że nogi same niosły mnie po restauracji, gdy myślami powracałam uparcie do wyobrażeń dzisiejszej nocy. Wreszcie miałam doczekać się tego, czego tak brakowało mi przez ostatnie dwa tygodnie… Ugh, Kornelia, potrzebujesz odwyku. 
  Wkroczyłam na scenę, rozkładając na pulpicie teksty i ustawiając statyw mikrofonu odpowiednio do swojego wzrostu. Louis już zajmował swoje stałe miejsce, patrząc na mnie przeszywającymi oczami i przekazując owym spojrzeniem obietnice, które doprowadzały mnie na skraj świadomości. Miałam ochotę zaciągnąć go do łazienki na szybki numerek, ale zdawałam sobie sprawę, że nie tak chcę zapamiętać nasz pierwszy seks po moim powrocie. Pragnęłam, by było nam obojgu wygodnie, wyjątkowo… 
  - Kornelia! - znajomy głos przywitał mnie wesołym wrzaskiem. Spojrzałam na George’a, kroczącego szybko w moją stronę i uśmiechnęłam się szeroko. Przytuliłam go na powitanie, pytając o życie, a on, nie przebierając w słowa, wyraził swoje zadowolenie z mojego powrotu. Byłam wdzięczna, że przyjął mnie tak ciepło, choć Louis poruszył się nerwowo w swoim krześle, gdy zobaczył nasz uścisk. Puściłam wtedy do niego oczko, pokazując, że nie miał powodu, by być zazdrosny. Do otwarcia pozostało jeszcze kilkanaście minut, więc postanowiliśmy poćwiczyć trochę z Georgem. 
  Po czwartej piosence przerwał nam huk zamykanych drzwi, a do restauracji wparował, niczym najsilniejsza wichura, Niall we własnej osobie. Otworzyłam szeroko oczy, zdając sobie sprawę, że po raz pierwszy widzę mojego szefa w tym miejscu. Uśmiechał się od ucha do ucha, a Louis wstał, by się z nim przywitać. Zamknął go w niedźwiedzim uścisku i poklepali się nawzajem po plecach, a potem blond czupryna zwróciła się w moją stronę. 
  - Panno Madej! - wrzasnął, a jego głos potoczył się echem po opustoszałym pomieszczeniu. Uśmiechnęłam się nieśmiało, nie bardzo wiedząc jak powinnam się zachować i zeszłam ze sceny, wychodząc mu na spotkanie. Podałam mu rękę, ale jej nie uścisnął. Zamiast tego przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich policzkach dwa buziaki. Zaśmiałam się zakłopotana, spoglądając nerwowo na Louis’ego. Mrugnął do mnie porozumiewawczo, a ja widziałam, że miał niezły ubaw z niezręczności, w jaką wprowadził mnie jego przyjaciel. Zmrużyłam oczy, rzucając mu mordercze spojrzenie i natychmiastowo zmieniłam wyraz twarzy, gdy tylko Niall się ode mnie oddalił. Ze zdziwieniem zauważyłam, że na jego ustach widniało małe rozcięcie, a policzek był obsypany malutkimi zadrapaniami. Dyskretnie przyjrzałam się rankom, lecz postanowiłam o nie nie pytać. 
  - Naprawdę super, że postanowiłaś wrócić - powiedział mój szef, a uśmiech wciąż nie schodził mu z twarzy. Podziękowałam nieśmiało i potarłam nerwowo ramię. Niebieskie oczy przyglądały mi się z zaciekawieniem. 
- Mam coś dla ciebie - oznajmił, sięgając do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Zmarszczyłam brwi w zdziwieniu, a potem zamarłam, gdy zobaczyłam gruby plik banknotów, który pojawił się w jego dłoni. Chyba nie miał na myśli TEGO?!
  - Zaliczka. Dwanaście tysięcy. Wiem, że to mniej niż twoja wypłata, ale mam nadzieję, że na ten miesiąc starczy. Żebyście miały za co żyć - wyjaśnił i mrugnął do mnie porozumiewawczo. Rozdziawiłam usta, patrząc na niego, jakby urwał się z innej planety. Czy on naprawdę właśnie zamierzał mi podarować dwanaście tysięcy funtów w gotówce? O tak? Bez powodu? Louis wstał ze swojego krzesła i podszedł do nas dziarskim krokiem. Odebrał od Nialla gruby plik i schował go do kieszeni. Wciąż stałam osłupiała, nie potrafiąc poruszyć nawet mięśniem. 
  - Jak widzisz, moja kobieta jest aktualnie w szoku, więc zaopiekuję się jej wypłatą - zażartował i objął mnie w pasie, szczypiąc zaczepnie w miejsce, poza zasięgiem wzroku Nialla. Zamrugałam szybko kilka razy, odzyskując świadomość świata zewnętrznego, a moje usta zaczęły rozszerzać się powoli w uśmiechu. 
  - Ale za co? Po co? Jak to? - wydusiłam z siebie. Czułam, że, nawet gdybym próbowała, nie potrafiłabym przestać wyszczerzać zębów. 
  - Za pieniądze mojej firmy. Żebyście mogły przeżyć ten miesiąc w Londynie. Normalnie - odpowiedział Niall na każde moje pytanie i parsknął śmiechem, widząc moją groteskową minę. - Za mało? Za dużo? - dodał, ważąc w dłoniach niewidzialny ciężar. 
  - W sam raz - odparłam i poklepałam marynarkę Louis’ego w miejscu, w którym znajdowały się banknoty. On i Niall wybuchnęli śmiechem, a ja dołączyłam do nich po kilku sekundach. To życie już mi się podobało, pomyślałam, patrząc marzycielsko na rozweseloną twarz Tomlinsona. Był tak piękny, beztroski. Błyszczące oczy pozwalały mi zapomnieć o jego niebezpiecznym zawodzie. Niedługo jednak nacieszyłam się tym uśmiechem, bo nagle Louis spoważniał, patrząc z napięciem na wejście restauracji. Spojrzeliśmy z Niallem w to miejsce, a ja zrozumiałam nagłą zmianę nastroju. 
  W progu drzwi stała niska dziewczyna o długich brązowych włosach. Phoebe… Patrzyła na Nialla smutnym wzrokiem, a potem ruszyła w naszą stronę, stawiając uważnie kroki. 
  - Pheebs, co tu robisz? - zapytał cicho blondyn. Jego głos był niezwykle łagodny, jakby każdy ostrzejszy ton mógł fizycznie zranić drobną osóbkę, stojącą teraz przed nim. Zwróciłam głowę ku Louis’emu, zakłopotana zaistniałą sytuacją. Ścisnął tylko delikatnie moje biodro, wpatrując się w brunetkę. 
  - Caroline powiedziała, że będziesz tu dzisiaj  - wyjaśniła dziewczyna, ściszając głos. - Przyszłam… Przyszłam z prośbą - dodała niepewnie, zacinając się w połowie. Niall napiął się cały, a żyła na jego skroni zapulsowała. 
  - Czy on coś ci… 
  - Nie! - przerwała mu szybko, kładąc dłonie na jego nadgarstkach w uspokajającym geście. - Niall, do cholery, musisz zrozumieć, że nie możesz tego kontynuować. To, co stało się wczoraj… 
  - Podniósł na ciebie rękę! - warknął mój szef, a ja nagle poczułam, że nie powinnam być świadkiem tej rozmowy. Wtuliłam się mocniej w Louis’ego, nie wiedząc do końca co powinnam ze sobą zrobić. Byłam pewna, że George, przy fortepianie, nie słyszał nawet jednego słowa, czego zazdrościłam mu niezmiernie. Czułam się jak intruz, nieproszony gość, który teraz obawiał się wywołanej niezręczności, jeśli spróbuje wycofać się do domu. 
  Phoebe pokręciła szybko głową, a ja zauważyłam, że jej palce wbijają się jeszcze bardziej w skórę Nialla. 
  - To był przypadek! Nic by nie zrobił! - powiedziała
  - Gdyby mnie tam nie było…
   - To mielibyśmy u siebie mniej osób do leczenia. - dziewczyna brzmiała na coraz bardziej poirytowaną. Puściła ręce blondyna i odsunęła się od niego o krok. 
  - “U siebie”… - szepnął, wpatrując się w nią nieobecnym wzrokiem. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i przekrzywiła głowę, rzucając mu karcące spojrzenie. 
  - Tak, Niall. Pogódź się z tym, proszę! Wiesz dlaczego nie jesteśmy już razem, przestań więc wtrącać się w moje sprawy - rzuciła zimnym tonem, a mnie nagle zrobiło się żal tego, wesołego zwykle, faceta. Niespodziewanie ciemne oczy brunetki, skierowały się ku mnie i Louis’emu, a przez jej twarz przebiegł wyraz zakłopotania, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę ze świadków owej rozmowy. Niall podążył za nią wzrokiem i machnął niedbale ręką, po czym potarł nerwowo brodę. 
  - Louis wie o wszystkim - wzruszył ramionami, uspokajając tymi słowami dziewczynę. Kiwnęła głową i uśmiechnęła się do Tomlinsona. 
  - Wybacz… - powiedziała, a Louis pokręcił głową. 
  - Nie ma sprawy Pheebs, wyjaśniliśmy sobie już wszystko z Michaelem. - odparł. Phoebe kiwnęła głową, rzucając mu wdzięczne spojrzenie. 
  - Chociaż wy trzej macie poukładane w głowach - westchnęła i ponownie zwróciła się ku mojemu szefowi. Patrzył na nią smutnymi oczami, pocierając powoli kark. 
  - Proszę cię, Niall. Nie wtrącaj się w nasze sprawy. Nigdy więcej - ostrzegła go, a jej ciemne tęczówki były pełne determinacji. Niall zacisnął szczękę i pokręcił głową. Szarpnął się, jakby chciał wykonać krok w jej stronę, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie. 
  - Nie ufam mu - szepnął, a ja ledwo usłyszałam treść jego słów, wypowiedzianych zza dłoni, którą zakrył usta. Brwi Phoebe wystrzeliły w górę.
  - Nie musisz. Ważne, że ja mu ufam - rzuciła. Choć próbowała zabrzmieć pewnie, jej głos załamał się w połowie, a wyraz twarzy złagodniał mimowolnie. Ku zaskoczeniu wszystkich, podeszła powolnym krokiem do Nialla i położyła dłonie na jego ramionach. Patrzył na nią zszokowany, czekając na to, co zamierzała zrobić, a potem z zamkniętymi oczami przyjął złożony na jego policzku pocałunek. Jeszcze przez kilka sekund nie podnosił powiek, jakby zachowując w pamięci ten drobny, acz czuły gest. Sięgnął po dłoń dziewczyny i ujął ją w swoją. Przyłożył drobne palce do swoich warg, a potem spojrzał wreszcie na brunetkę smutnymi oczami. 
  - Proszę… - powiedział wprost w jej opuszki. Poruszyłam się niespokojnie, pociągając dyskretnie Louis’ego za koszulę. Nie powinniśmy się temu przypatrywać. Czułam, że zachowuję się niegrzecznie, lecz Louis zdawał się niezwykle zainteresowany odbywającym się przed nami przebiegiem zdarzeń. Wpatrywał się w parę skupionym wzrokiem, jakby analizował uważnie każdy ich ruch. Jakby stał na straży… 
  Phoebe pokręciła głową z rezygnacją i wysunęła swoją dłoń z uścisku Horana. Pogłaskała go jeszcze delikatnie po policzku, a potem cofnęła się o kilka kroków. 
  - Pamiętaj o co cię poprosiłam. - powiedziała tylko, kiwnęła głową w naszą stronę, w niemym pożegnaniu, a potem odwróciła się do wyjścia i zniknęła za drzwiami. 
Spojrzałam zmartwiona na Nialla. Stał w tej samej pozycji, w jakiej zostawiła go ta drobna dziewczyna, wpatrując się w miejsce, w którym zniknęła. Chciałam coś powiedzieć, lecz nie wiedziałam, czy mogłam. Nie powinnam była przysłuchiwać się całej tej rozmowie, lepiej nie wtrącać się w nieswoje sprawy. 
  - Musisz uważać, stary - pierwszy odezwał się Louis, przerywając tę otaczającą nas ciszę. Ścisnął moją rękę, a potem puścił mnie, by podejść do przyjaciela. - Nie przekraczaj granicy. - powiedział, kładąc dłoń na jego ramieniu. Niall pokiwał powoli głową w odpowiedzi, lecz się nie odezwał. 
  - Ona zdecydowała pół roku temu. Musisz się z tym pogodzić. Wiesz, że Clifford byłby zmuszony zadziałać, jeśli byś próbował ją odbić. 
  - Wiem - rzucił pospiesznie Niall, zwracając się wreszcie ku Tomlinsonowi. Spojrzał mu w oczy z napięciem, a mięśnie jego szczęki napinały się w zastraszającym tempie. 
  - Wiem… - powtórzył już ciszej i mniej pewnie. Wtedy też do restauracji weszli pierwsi goście. Spojrzałam za siebie. George machał do mnie desperacko, a ja podniosłam kciuk w górę, dając mu znać, że za chwilę do niego dołączę. 
  - Ja… - zaczęłam, nie będąc pewną co powinnam powiedzieć. 
  - Jasne, praca wzywa. Wybacz, że przywitaliśmy się w takich okolicznościach. Mimo to, cieszę się, ze do nas wróciłaś - Niall przejął pałeczkę, uwalniając mnie zupełnie od niezręczności minionej sytuacji. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i podeszłam do Louis’ego. Złożyłam mu pospiesznego buziaka na ustach, a potem podbiegłam truchtem do sceny i rozpoczęłam z Georgem nasz pierwszy, od dwóch tygodni, występ. Niall usiadł przy stoliku Louis’ego, z którym rozpoczął jakąś zażartą dyskusję. Jego twarz wciąż nie odzyskała wcześniejszych barw. Po godzinie wyszedł gdzieś i już nie wrócił, a Louis wpatrywał się we mnie uważnym wzrokiem, uśmiechając się z czułością raz po raz. 
  Restauracja opustoszała około godziny dwudziestej trzeciej. Zebrałam swoje teksty i wrzuciłam do czarnej teczki, po czym podziękowałam George’owi za wspaniały występ. Uśmiechnął się uprzejmie, rzucił kilkoma komplementami, a potem wybiegł czym prędzej z Irresistible, tłumacząc się spotkaniem ze swoją narzeczoną. Zachichotałam, gdy w pośpiechu, zapomniał o różnicy poziomów między sceną a parkietem i prawie wywinął koziołka. Na szczęście w porę złapał równowagę, machnął do mnie jeszcze ręką na pożegnanie i zniknął za drzwiami, jak zrobiła to Phoebe. Odetchnęłam z ulgą, że tego wieczora nie spotkało mnie więcej nieprzyjemnych niespodzianek i podeszłam do, cierpliwie czekającego na mnie, Louis’ego. Wyciągnął do mnie rękę, którą pochwyciłam bez słowa i skierowaliśmy się powolnym krokiem do tylnego wyjścia z restauracji. 
  - Wszystko w porządku? - zapytał, gdy stanęliśmy przy lśniącym wśród nocnych latarni, Audi. Uśmiechnęłam się słabo i kiwnęłam głową. Uniesienie, które odczuwałam przed otworzeniem restauracji, ulotniło się gdzieś bezpowrotnie. Znaczyłam kręgi na skórze dłoni Louis’ego, wpatrując się w nasze splecione palce. Ten nie odrywał ode mnie badawczego wzroku, czekając na jakiekolwiek słowa. Gdy ich nie otrzymał, pochylił się ku mnie i przycisnął usta do mojego czoła. Zamknęłam oczy, oddając się przyjemnemu uczuciu. Co takiego się stało? Co się zmieniło? Coś w spojrzeniu Nialla, ta dziwna tęsknota, której nie mógł powstrzymać. Phoebe była dla niego nieosiągalnym celem. Domyślałam się co mógł czuć. Sama usychałam samotnie w Polsce przez dwa tygodnie. Ostatnie szaleńcze dni nie pozwoliły mi, bym mogła skupić się na tym, jak bardzo wdzięczna byłam, że znów mogłam wplątać się w objęcia Louis’ego, że znów mogłam go pocałować, dotknąć jego włosów. Niall nie mógł ponownie poczuć smaku warg Phoebe. Zabraniał mu kodeks. Nawet gdyby chciał, Louis stał obok, gotów powstrzymać jakiekolwiek odważniejsze ruchy. 
  Współczułam Niallowi. Nie znałam go dobrze, widziałam go tylko kilka razy w życiu, a jednak przez ten czas zdążyłam go polubić. Wydawał się być wesołą osobą, która rzadko popadała w smutek. Widząc cierpienie, przyćmiewające jego, zwykle wesołe, oczy, poczułam, jakbym sama otrzymała cios w serce. To mogłam być ja. Milena mogła się nie zgodzić. Mogłyśmy zostać w Polsce, pozbawione możliwości kontaktu z Louis’m i Harrym. Na myśl o tym zrobiło mi się słabo. Oparłam się, więc o maskę Audi i wzięłam głęboki oddech. 
  - Kocie, co się dzieje? - Louis pochwycił moją twarz w obie dłonie i zrównał swoją twarz z moją. 
  - Nic… Po prostu… Mogło mnie tu nie być. Mogłam zostać w Polsce - szepnęłam, nie patrząc mu w oczy. Zmarszczył brwi, zdezorientowany. 
  - Chcesz wrócić? - zapytał cicho, zupełnie opacznie rozumiejąc moje słowa. Uśmiechnęłam się uspokajająco i pokręciłam natychmiast głową. 
  - Nie! Nie, nie, nie! Nigdy - powiedziałam, zachrypniętym głosem i wpiłam się ustami w jego usta, próbując przekazać mu w tym pocałunku całą tęsknotę, całe szczęście i obawy, które płonęły we mnie, parząc boleśnie. Przycisnął mnie do siebie, a ja domyśliłam się, że wreszcie zrozumiał, co chciałam mu przekazać. Ścisnął w pięści moje włosy, otulił mnie ramieniem w pasie i trzymał w swoim mocnym uścisku, a ja w tym momencie upewniłam się, że nigdy mnie nie puści. Nigdy nie pozwoli mi upaść, oddalić się od niego. Tęsknił tak samo, jak ja. Nie wierzyłam, że mogło być inaczej. 
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, chłodząc, rozgrzaną emocjami, skórę. Louis oderwał się ode mnie i oparł swoje czoło o moje, zaciskając przy tym powieki. Starł kciukiem wilgotną, słoną łzę, a potem wyprostował się całkowicie i wziął głęboki oddech. 
  - Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej. Że nie dowiedziałaś się w inny sposób - szepnął, patrząc mi prosto w oczy. Domyśliłam się, że mówił o swoim biznesie. Pokręciłam głową. 
  - Mam gdzieś, co robisz. Jestem tu z tobą i to się liczy - odparłam. Louis zaśmiał się bez wesołości i zamknął oczy, przyciągając moje dłonie do swojego serca. 
  - Wcale tak nie myślisz. - powiedział. Zacisnęłam wargi, czując, że ma rację. Wcale nie miałam gdzieś, że Louis był przestępcą. Przeszkadzało mi to. Wciąż nie wiedziałam z czym miało się to wiązać. Nie poznałam tego świata, lecz wiedziałam, że niedługo to nastąpi. Coś uderzy w nas, coś uświadomi mnie i Milenę, że to nie jest zawód zwykły, jak każdy inny. Byłam tego pewna, lecz wypierałam tę myśl, próbując udawać, że już zawsze będzie tak, jak teraz. Tak, jak było przed naszym powrotem do Polski. 
  - To niebezpieczny świat - szepnął, ujmując w dłoń mój policzek. 
  - Wiem - skłamałam. 
  - Postaram się, by ominęły cię jego najtrudniejsze szczegóły - spojrzał na mnie z niewyobrażalną determinacją, Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i kiwnęłam głową, postanawiając zakończyć ten temat. Nie chciałam, by ten wieczór zamienił się w pasmo niewygodnych rozmów. 
  - Do mnie? - zapytał, a ja przytaknęłam, wdzięczna, że postanowił nie ciągnąć mnie za język. 


***

   To nie seksu potrzebowałam tej nocy. Prymitywne popędy zostały przysłonięte czymś głębszym. Zlustrowałam wzrokiem śpiącego Louis’ego, którego ramię było przerzucone przez moją talię. Oddychał miarowo, gdy śledziłam opuszkami palców kształt jego szczęki, jego kości policzkowych. Czułam pod palcami miękką fakturę jego skóry, szorstki zarost, gładkie włosy i nie mogłam dostatecznie nacieszyć się tym doznaniem. Ucałowałam jego nagie ramię, jego policzek i czoło, uśmiechając się do siebie. Mruknął coś przez sen, a potem jego powieki uchyliły się nieznacznie. Światła Londynu pozwoliły mi dostrzec jego, teraz ciemne, tęczówki. 
  - Co się gapisz? - zapytał niskim zachrypniętym głosem, a ja zaśmiałam się cicho. 
  - Przepraszam, że cię obudziłam - szepnęłam, łaskocząc go palcami po piersi. Zamruczał błogo i zamknął z powrotem oczy, mlaskając zabawnie. 
  - Nic nie szkodzi, mogę się tak budzić każdej nocy - odparł, a ja poczułam jak przyjemne ciepło wypełnia mnie od stóp do głów. Pochyliłam się i złożyłam delikatny pocałunek na jego chłodnych wargach. Odpowiedział podobnie, nie wykonując zbyt gwałtownych, głębokich ruchów. Nawet nasze języki nie zaznały swego dotyku, jakby bały się zepsuć tego magicznego momentu niewinności. 
  Gdy wreszcie odsunęłam się od niego, Louis cmoknął mnie jeszcze w nos i przyciągnął ramieniem bliżej siebie. 
  - Nie uciekaj już ode mnie, proszę… - szepnął, wtulając twarz w moją szyję. Zacisnęłam powieki, czując jak moje serce przyspiesza lekko, odpowiadając na tę prośbę. 
  - Nigdy… - zapewniłam, głaszcząc go powoli po włosach. Otworzył oczy i spojrzał na mnie przeszywającym wzrokiem, za którym krył się komunikat, sprawiający, że każdy mój mięsień zadrżał z emocji…

***

  Weszłyśmy z Mileną do pięknego centrum handlowego, którego ściany zostały ozdobione marmurami, a poręcze przy schodach świeciły złotem. Westchnęłam głośno, zdając sobie sprawę, że właśnie nadszedł moment, w którym mogłam dać upust swoim pierwotnym kobiecym instynktom zakupowym. Zacisnęłam dłoń na nadgarstku przyjaciółki i pociągnęłam ją gwałtownie w głąb burżuazyjnej plątaniny sklepów. Od razu skierowałam się do działu z gadżetami, ale Milena zatrzymała się gwałtownie i pokręciła głową. 
  - Ciuchy! - powiedziała szybko i, tym razem to ona, pociągnęła mnie za rękę. Zaparłam się mocno. 
  - Nie! Playstation 4! - przytupnęłam nogą, jak małe dziecko i skrzyżowałam ramiona na piersi. Przekręciła oczami i wypuściła ciężko powietrze z ust. Jej dłonie powędrowały na biodra, a stopa zaczęła wystukiwać szaleńczy rytm. 
  - Rozdzielamy się? - zapytała zniecierpliwionym głosem. 
  - Nie! Widziałaś jak wielkie jest to miejsce? Zgubimy się! - odpowiedziałam. Rzeczywiście, budynek miał siedem pięter, a każde z nich było labiryntem sklepów bez większego schematu zwiedzania. Jedynym drogowskazem okazały się być tablice informacyjne, wiszące nad schodami przy wejściu na każde piętro. Niestety, skromne w treści, nie były zbyt pomocne. Milena warknęła zrezygnowana i ruszyła w stronę sklepu elektronicznego. Pisnęłam zadowolona i entuzjastycznie klasnęłam w dłonie.  
  - Zajmie nam to tylko chwilkę, obiecuję - rzuciłam spojrzenie, mające upewnić ją o prawdziwości tych słów, i pobiegłam do wielkiej góry niebieskich pudeł z kryjącymi w sobie konsolami nowej generacji. Nigdy nie byłam dobra w oszczędzaniu pieniędzy, więc świadomość, że miałam ich nadmiar napawała mnie świetnym nastrojem i spokojem ducha. Sięgnęłam ochoczo po jedno z pudeł i prawie pobiegłam do kasy, przy której stał wysoki przystojny mężczyzna w idealnie wykrojonym garniturze. 
  - Witamy w domu towarowym Harrods, czy to będzie wszystko dla pani? - zapytał, zachowując oficjalny, karykaturalnie zbyt uprzejmy głos, a ja nie mogłam powstrzymać cisnącego się na usta chichotu. Widziałam, że Milena powstrzymuje parsknięcie, a jej zaczerwienione oczy wskazywały, że kosztowało ją to sporo wysiłku. Uniosłam wysoko i dumnie głowę i kiwnęłam, sięgając ostentacyjnie po mój dawno zużyty i, zupełnie niepasujący do tego miejsca, portfel. Zauważyłam krótkie wymowne spojrzenie, którym zaszczycił mnie mężczyzna, lecz szybko przybrał swoją firmową „nasz-klient-nasz-pan” minę i posłał mi przemiły uśmiech. Podałam mu czterysta funtów i cierpliwie czekałam aż zapakuje konsolę w śliczną torbę. 
  - Dziękuję bardzo - powiedziałam, szczerząc się do niego i chwytając ją łapczywie. Gdy wychodziłyśmy ze sklepu życzył nam miłego dnia i szybkiego powrotu, a my tylko odpowiedziałyśmy uprzejmymi uśmiechami. 
  Stojąc na błyszczącej od złota klatce schodowej, westchnęłam marzycielsko i przydusiłam torbę do piersi. Milena zmierzyła mnie oceniającym wzrokiem i postukała się palcem w czoło, sugerując co myśli o takim zachowaniu. Pokazałam jej język i ruszyłam w kierunku sklepów z damskimi ciuchami. 
  Nigdy nie rozumiałam bogaczy. Wszystkie te drogie markowe rzeczy okazały się brzydkie, nudne i jednolite. Choć nie oszczędzałam na gadżetach i nowinkach technologicznych, uświadomiłam sobie, że nowo zarobionych pieniędzy na pewno nie wydam na luksusowe ubrania. Przechodząc obok stoiska Chanel, Milena wciągała co chwilę powietrze, wzdychała i łapała się za serce, ale ja ze znudzeniem wpatrywałam się przed siebie i zastanawiałam, jakie gry dokupić do mojego nowego cudeńka. Musiałam odsunąć od siebie te myśli, gdy nagle z impetem wpadłam na Milenę, która zatrzymała się gwałtownie, zachwycona jakimś przedmiotem, znajdującym się przed jej nosem. Rozcierając obolałe ramię, które ucierpiało najbardziej przy kolizji, wyciągnęłam szyję, by spojrzeć ponad ramieniem przyjaciółki. Wpatrywała się, jak zahipnotyzowana, w dużą, kremową torebkę, zaakcentowaną złotymi uchwytami i zamkami. Przy zamknięciu na cienkim łańcuszku zawieszone były, otoczone złotym okręgiem, litery „MK”. Milena od dawna mówiła, że marzyła o torebce Michaela Korsa, a teraz stała w dziale, w którym roiło się od różnych ich modeli. 
  - Rozumiem, że właśnie znalazłaś rzecz, na którą przeznaczysz część swojej zaliczki? - zagaiłam ją żartobliwie, sprawiając, że ocknęła się ze swojego małego transu. Nie mówiąc nic, pokiwała wolno głową, z rozdziawionymi ustami. Zaśmiałam się głośno i popchnęłam ją do przodu, by wybrała, idealną dla siebie, torebkę. Dzisiejszego ranka, gdy wróciłam do naszego mieszkania, Milena poinformowała mnie, że Zayn również wręczył spory plik banknotów. Postanowiłyśmy więc zaszaleć nieco i, w ramach świętowania, przeznaczyć część tych pieniędzy na rzeczy, o których od dawna marzyłyśmy, ale nie było nas na nie stać. Oczywiście moje myśli od razu powędrowały do nowej konsoli do gier. Jesteś dużym dzieckiem, Kornelia… 
  Zaśmiałam się, gdy zobaczyłam błysk w oczach Mileny, podającej ekspedientce odpowiednią ilość pieniędzy. Przekręciłam oczami, widząc, że zapłaciła za torebkę więcej niż ja za moje Playstation. Irracjonalny świat mody… 
  - O matko, matko, matko, Korneliaaaaa!!! - pisnęła, przyciskając drogi dodatek do swojej piersi. Tym razem to ja rzuciłam jej spojrzenie pełne politowania. Tak… W kwestii wydawania pieniędzy zdecydowanie się od siebie różniłyśmy. 
  Po drodze do kolejnego sklepu elektronicznego, w którym zamierzałam zakupić kilka gier, do mojego nowego dziecka, wstąpiłyśmy do drogerii, żeby dopieścić nieco nasz zmysł węchu. Od razu rzuciłam się do półki, na której stały różowe flakoniki Guerlain i pochwyciłam jeden z nich. Wreszcie! Milena trzymała w dłoni fioletowego Aliena, a jej oczy ponownie zabłyszczały z ekscytacji. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem na nasze irracjonalne zachowanie. Osobom, które wcześniej ledwo było stać na drobne przyjemności, nie powinno się dawać takich sum pieniędzy. 
  Humor dopisywał nam, jak nigdy, więc, chodząc po domu towarowym, żartowałyśmy, popychałyśmy się, kwiczałyśmy, ściągając na siebie uwagę, elegancko ubranych, klientów.
  - Słyszysz tę fontannę? - zapytałam Mileny, gdy przechodziłyśmy obok ślicznego brodzika, z którego woda tryskała wysoko stałym strumieniem. Jej szum odbijał się od wysokich ścian Harrodsa. Milena spojrzała na mnie z zainteresowaniem i kiwnęła głową. - To ja na widok Loius’ego - zażartowałam, a moja przyjaciółka parsknęła głośno, po czym dopadł ją niekontrolowany chichot. Wyszczerzyłam zęby, sama powstrzymując się od śmiechu i wkroczyłam do ogromnego sklepu ze sprzętem elektronicznym. Milena ruszyła do sklepu z biżuterią, który znajdował się nieopodal.
  Bez problemu dostrzegłam półki z grami, do których podbiegłam szybko. Wybrałam kilka tytułów, na których temat czytałam wcześniej dobre recenzje, i już miałam kierować się do kasy, gdy moją uwagę przykuło stanowisko, które pozwalało na wypróbowanie najnowszej konsoli. Przy nim, z padem w ręku, stał wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, który grał w jedną z moich ulubionych gier. Podeszłam bliżej, starając się, by mnie nie zauważył i zaczęłam obserwować jego potyczkę z wirtualnymi wrogami. Po kilku nieudanych walkach i odrodzeniach nie wytrzymałam. 
  - Na tego przeciwnika najlepiej użyć magii - doradziłam mu, a on podskoczył i odwrócił się szybko w moją stronę. Zamarłam. Myślałam, że nic, nie mogło mi zepsuć tego dnia, ale jednak pomyliłam się. 
  - Hood… - syknęłam, a Calum uśmiechnął się szeroko. 
  - Kornelia! - zawołał wesoło, a ja postanowiłam nie pytać skąd zna moje imię, skoro nigdy mu się nie przedstawiałam. Doskonale znałam odpowiedź na to pytanie. Rzuciłam mu wymuszony uśmiech i już miałam odwrócić się do wyjścia, gdy zatrzymał mnie w pośpiechu. 
  - Poczekaj. Proszę - odwiesił na stojak czarnego pada i podszedł do mnie powoli. - Wróciłaś? - zapytał, a ja przekręciłam oczami. 
  - Serio, mógłbyś chociaż udawać, że wiesz o mnie tyle, ile sama ci powiedziałam. Czyli nic - warknęłam, poprawiając w dłoni ciężką torbę z konsolą. Podrapał się po brodzie z zakłopotaniem wypisanym na twarzy. 
  - Ponoć o wszystkim wiecie - szepnął, rozglądając się naokoło. - Więc nie muszę niczego udawać - dodał, bynajmniej nie napastliwie. Jego ton był łagodny, prawie przyjazny. Ciężko było mi zachować defensywną pozycję, gdy z jego strony, nie otrzymałam żadnej ofensywy. 
  - Macie u nas szpiega? - zapytałam, zbyt późno łapiąc się na tym, że właśnie utożsamiłam się z grupą przestępców. Calum zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 
  - Nie. Styles rozmawiał z Cliffordem. Wyjaśnili też sobie, że mój powód wyjazdu do Polski nie był tak złowieszczy, jak oryginalnie wasi chłopcy myśleli - wzruszył ramionami, a ja zamrugałam szybko. 
  - Chciałeś przyjechać do mnie… - mruknęłam niepewnie. 
  - To prawda - odparł bez wahania, a mnie zakręciło się w głowie. Dlaczego mi to mówił? Dlaczego tutaj? 
  - Możesz wyjaśnić? - zapytałam przez zaciśnięte zęby, a on spojrzał za siebie na ekran, na którym wyświetlał się komunikaty pauzy. Wskazał na niego podbródkiem i uniósł jedną brew. 
  - Jeśli ty wyjaśnisz mi jak pokonać tego skurwiela - odparł, uśmiechając się psotnie, niczym dziecko. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad złożoną ofertą, a potem kiwnęłam głową. Głupia gra w zamian za informacje? Dlaczego miałabym się nie zgodzić? Podeszliśmy do konsoli, a ja wzięłam w rękę głównego pada. Wyłączyłam pauzę i zabrałam się za granie. 
  - Ten gościu jest odporny na ataki ręczne. Jedynym sposobem, w jaki idzie go pokonać to magia. Ale tylko magia ognia. Mrozem go nie załatwisz. - wyjaśniłam, sprawnie przyciskając odpowiednie guziki. Moja postać omijała zgrabnie wroga i z łatwością zadawała mu poważne obrażenia. Calum stał obok mnie, obserwując w ciszy rozgrywkę. Co jakiś czas kiwał głową, przy bardziej skomplikowanym manewrze, a gdy wreszcie wróg został pokonany, przyklasnął entuzjastycznie. 
  - Wow! Naprawdę nieźle! - mimowolnie uśmiechnęłam się na jego komplement. - Może pogramy kiedyś razem, co? - zaproponował, a ja parsknęłam i pokręciłam głową. Uśmiech spełzł z jego twarzy, jakby zdał sobie z czegoś sprawę. 
  - Jesteś z Tomlinsonem, prawda? - zapytał przyciszonym głosem. 
  - Tak. - odpowiedziałam bez wahania, uśmiechając się w duchu, że mogłam to oficjalnie potwierdzić. Nasza ostatnia wspólna noc tylko bardziej mnie w tym utwierdziła. 
  - Cóż… więc nie pogramy razem - mruknął, jakby niezmiernie go to bolało.
  - Nie. - wzruszyłam ramionami. Był miły, to prawda, ale nie zamierzałam sympatyzować z wrogiem. - A teraz gadaj, po co chciałeś mnie “odwiedzić” w Polsce - dodałam, pamiętając o jego obietnicy. Zaśmiał się cicho i wziął głęboki oddech. 
  - Spodobałaś mi się. Gdy dowiedziałem się, że już nie jesteś z Tommo, uznałem, że to dobra szansa na poznanie cię lepiej - odpowiedział bez najmniejszego zażenowania, a ja osłupiałam. Co jest z tymi facetami w grupach przestępczych? Ich tendencja do szybkiego przywiązywania się do kobiet była zdecydowanie niepokojąca. Skrzywiłam się nieco, nie do końca wiedząc co mu odpowiedzieć. Załamał bezradnie ręce, jakby dla podkreślenia swoich słów. 
  - Przecież widziałeś mnie raptem trzy razy - powiedziałam, patrząc na niego, jak na szaleńca. 
  - I zdecydowałem, że chciałbym sprawdzić, czy rzeczywiście jesteś tak w porządku, na jaką się wydawałaś. 
  - Byłam dla ciebie wredna przy każdej okazji 
  - Pozornie - zatkało mnie. Dobra, ten facet, na pewno był zbyt zarozumiały. Miły, ale zarozumiały. 
  - Jestem pewna, że to było szczere - uśmiechnęłam się do niego ironicznie. Zagryzł wnętrze policzka, a jego ciemne oczy skanowały dokładnie moją twarz. Splótł dłonie za głową, sprawiając wrażenie jeszcze większego, niż był. 
  - Nawet jeśli tak było, to zaintrygowałaś mnie. - wyznał. 
  - To trochę niepokojące. Chciałeś wylecieć do innego kraju za dziewczyną, którą widziałeś trzy razy w życiu? 
  - Taaa… to rzeczywiście brzmi, jak coś szalonego. Ale w tym życiu, gdy nie wie się, co nastąpi kolejnego dnia, człowiek żyje chwilą - powiedział cicho, zmieniając postawę. Wreszcie przestał patrzeć mi w oczy, gdy wbił wzrok w podłogę. Opuścił ręce wzdłuż ciała i zgarbił się nieco. Od razu wyczułam napięcie, które nad nim zapanowało. W tym świecie… Calum żył w tym samym świecie co Louis. Czy rzeczywiście jego świat polegał na niewiedzy czy nastąpi jutro? Czy to dlatego Louis i Harry reagowali tak przesadnie? Dlatego sprowadzili nas do Anglii? “Człowiek żyje chwilą…” To nie były pocieszające słowa. Nagle zapragnęłam zadzwonić do Louis’ego, dowiedzieć się, czy jest bezpieczny. Spojrzałam w czarne oczy Caluma, w których teraz odbijał się, ledwo dostrzegalny, smutek. Co, jeśli mówił prawdę? Co, jeśli uznał mnie za kogoś wartego uwagi, więc chciał poznać mnie bliżej zanim… Zanim…  
  - To tylko handel… - szepnęłam w nadziei, że potwierdzi moje słowa. Wbił we mnie pełen napięcia wzrok. 
  - Lekcja numer jeden, Kornelia. To nigdy nie jest “tylko handel”. Ostrzegałem cię przed Tomlinsonem… - odparł, a ja zadrżałam ze strachu. 
  - W czym jesteś lepszy od niego? - zapytałam ostrym tonem. 
  - Pewnie w niczym. No, może w grach - zażartował, wskazując na ekran między nami. Nie zaśmiałam się. Nie było mi do śmiechu. Czy mogłam choć jeden dzień nacieszyć się beztroską i luzem? 
  - Ale nie sprowadziłbym cię tutaj, gdzie jest niebezpiecznie - napięcie w jego głosie wywołało falę wątpliwości w mojej głowie. Słowa Caluma brzmiały na szczere. Zasiał ziarno wątpliwości w mojej głowie, które mogłam wyplenić lub pielęgnować. “Hood jest przeciwieństwem wszystkiego, co miłe”. Dlaczego więc tak starał się mnie ochronić? Prowadziliśmy przez chwilę bitwę spojrzeń, a potem usłyszałam nieznany męski głos, na którego dźwięk Calum odwrócił się szybko za siebie. 
  - Cal! Skończyłeś? - mężczyzna o brązowych włosach, nastroszonych we wszystkie strony, podszedł do Hooda i poklepał go po ramieniu. Spojrzał na mnie z góry, a potem uśmiechnął się szeroko. W jego brwi błysnął metal. 
  - Kornelia Madej! Wreszcie możemy się poznać! - zawołał, a ja o mało nie zemdlałam, gdy wypowiedział moje imię. Skąd wiedział, że to ja? - Michael Clifford, jestem pewien, że wiele o mnie słyszałaś - wyciągnął do mnie rękę, a ja uścisnęłam ją niepewnie. Nie wiedząc czemu, w żołądku poczułam łaskotanie strachu. Nie będąc w stanie nic powiedzieć, kiwnęłam tylko głową w odpowiedzi. Czy spodziewałam się kogoś takiego, słysząc tyle o Michaelu? Ten mężczyzna wyglądał, jak żywcem wyciągnięty z punkrockowego teledysku. Czarna skóra, ozdobiona ćwiekami, zawisła na jego ramionach, nogi wcisnął w ciemne rurki, a na stopach miał stare, zniszczone Conversy. 
  - Chętnie bym z tobą pogawędził, ale spieszymy się - powiedział, uśmiechając się do mnie szeroko i ponownie poklepując Caluma. Ten kiwnął głową w potwierdzeniu. 
  - Idź, dogonię cię - powiedział do Clifforda. Spodziewałam się sprzeciwów, lecz Michael pożegnał się z nami kulturalnie i wyszedł ze sklepu. Wciąż nie mogłam wydusić z siebie słowa. Co się właśnie stało? 
  - Cóż… Czas na mnie. Może kiedyś uda nam się znowu razem pograć - Calum uśmiechnął się niepewnie i wyciągnął do mnie rękę. Powoli uniosłam swoją, a potem uścisnęłam jego dłoń. 
  Jeszcze kilka chwil po tym, jak mnie wyminął, stałam w tym samym miejscu, analizując to niecodzienne spotkanie. To było to. To był ten bodziec, który miał rozpocząć tsunami myśli o słuszności podjętej przeze mnie decyzji. “To nigdy nie jest “tylko handel””. Oczywiście, że nie. Dlaczego jednak więcej dowiedziałam się od potencjalnego wroga niż od własnego partnera? 
  Będąc już w mieszkaniu, opadłam na swoje duże łóżko i wlepiłam wzrok w sufit. Cholera, było tak dobrze! Przypomniałam sobie zeszłą noc, desperację w głosie Louis’ego i to spojrzenie, tak znaczące, przekazujące tak wiele. Nie… Nie zrobił tego, by mnie skrzywdzić. Nikt nie patrzy na kogoś w taki sposób, gdy mu nie zależy. Nigdy… 
  Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę. 
  - Kocie? - usłyszałam po drugiej stronie piękny głos. Długa pauza poprzedziła moje kolejne słowa. Louis cierpliwie czekał, aż zbiorę się w sobie. 
  - Nie uciekaj ode mnie, dobrze? - szepnęłam wreszcie do słuchawki, nie do końca wiedząc, dlaczego to robiłam. Przez chwilę słyszałam tylko cichy szum zakłóceń i oddech Louis’ego. 
  - Nigdy - odpowiedział, a, choć nie widziałam jego twarzy, jego ton upewnił mnie, że właśnie złożył obietnicę nie do złamania.  


*usłyszysz to w ciszy 

niedziela, 2 listopada 2014

33. I've watched you change

Czerwona czcionka!
Więcej nie trzeba mówić :D ENJOY! 


 I've watched you changed*




Milena

       Dokładnie o siedemnastej obudził mnie natrętny dzwonek do drzwi. Jęknęłam głośno i przekręciłam się na plecy. Idź sobie… pomyślałam o upartej osobie, stojącej za drzwiami mieszkania. Gdy dźwięk rozbrzmiał w moich uszach po raz trzeci, podniosłam się powoli, by sprawdzić kto to. 
        - Ja pierdolę. IDĘ, IDĘ! - usłyszałam w salonie krzyk Kornelii i uśmiechnęłam się do siebie. Nie musiałam wstawać. Spojrzałam na zegarek, a z moich ust ponownie wydobył się podłużny jęk. Musiałam. Powinnam zacząć szykować się na imprezę Louis’ego. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie. Ostatnie dni były zbyt stresujące. Nawet spotkanie pożegnalne w Poznaniu, które miało być miłe i przyjemne, musiało wprowadzić kolejną dawkę nerwów do mojego organizmu. Potrzebowałam rozluźnienia, a Louis bohatersko przybywał mi z pomocą. Zsunęłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki, zabierając ze sobą kosmetyczkę. Umyłam twarz i zęby. W pewnym momencie zamarłam, ze szczoteczką w ustach, gdy usłyszałam lekkie stukanie, jakby ktoś pukał do drzwi sypialni. Skupiłam całą swoją uwagę na dźwiękach, z niej dochodzących, lecz nic podobnego nie powtórzyło się już więcej. Wzruszyłam ramionami i wypłukałam usta, po czym nałożyłam lekki makijaż. Nie wzięłam do toalety rzeczy, więc wyszłam z niej w bieliźnie i zaczęłam przeszukiwać, nierozpakowaną jeszcze, walizkę, by znaleźć coś odpowiedniego na imprezę. Zadrżałam z zimna, więc przerzuciłam przez ramiona białe prześcieradło. Trzeba będzie zmniejszyć moc klimatyzatora. 
        - Jesteś popierdolona, wiesz o tym? - Harry… Odwróciłam się do drzwi sypialni i zamarłam. Poczułam łaskotanie w żołądku i pot na dłoniach. Od czasu chwili intymności w barowej łazience, sytuacja między nami stała się, co najmniej, niezręczna. Tłumaczyłam sobie, że dałam mu się pocałować przez, wpływający na moje myślenie, alkohol, ale nie do końca była to prawda. 
        Kornelia odmruknęła coś w odpowiedzi, czego nie byłam w stanie zrozumieć, rozległo się krótkie “mhm… uwielbiam…” Harry’ego i nagle moje drzwi zostały otwarte z impetem. Wzdrygnęłam się i zakryłam pospiesznie białymi fałdami cienkiego materiału prześcieradła. 
        - Nie potrafisz pukać?! - syknęłam na niego, patrząc w dół i sprawdzając, czy każdy skrawek mojej skóry jest zablokowany przed jego wzrokiem. Uff, wystawały tylko palce od stóp. Harry wszedł do sypialni i zatrzasnął drzwi za sobą, a potem bez słowa ruszył w moją stronę. 
        - Co ty… - zaczęłam, lecz przerwał mi, przyciskając swoje usta do moich. Niewiele się zastanawiając, zarzuciłam mu ręce na szyi, przez co prześcieradło straciło zaczepienie i opadło bezgłośnie na podłogę. Harry objął mnie w pasie i przycisnął do siebie, poruszając zmysłowo swoim językiem wokół mojego. Westchnęłam cicho w jego usta i zacisnęłam pięści na jego miękkich lokach. Zapach drogich męskich perfum otulił mnie, niczym najsłodszy narkotyk. Wiedziałam, że powinnam odepchnąć Harry’ego, powinnam wyzwać go, że wtargnął nieproszony do mojej sypialni, że dotyka mnie bez pozwolenia, ale słowa gdzieś umknęły, zagubione w sieci tęsknoty. 
        Delikatne opuszki jego palców zaczęły balansować niebezpiecznie blisko krawędzi mojej koronkowej białej bielizny. Zassałam jego dolną wargę, czując rosnące dreszcze pożądania. Cholera, tak dobrze było być blisko niego. Duże dłonie zacisnęły się nagle na moich pośladkach, co przywróciło mi chwilowo zdolność myślenia. 
        - Uh… Harry, co ty - zaczęłam, próbując się od niego odsunąć
        - Zamknij się - warknął, zawiązując nagle materiał majteczek na swoich palcach i pociągając go mocno. Koronka rozerwała się z trzaskiem, a ja wciągnęłam ze świstem powietrze, uświadamiając sobie, że stałam teraz przed nim naga od pasa w dół. 
        - Harry! - skarciłam go, patrząc na zniszczoną bieliznę.  Puściłam jego włosy i zasłoniłam się dłońmi, na co pokręcił głową w dezaprobacie, odrzucił na bok biały materiał i chwycił mnie za nadgarstki.
        - Kupię ci nowe - rzucił tylko i naparł na mnie, przesuwając w stronę łóżka. Moje kolana zetknęły się z miękkim materacem i ugięły, przez co opadłam na niego z cichym szumem. 
        - Nie możesz tego robić - powiedziałam cicho, bez przekonania, gdy przełożył przez głowę swój luźny, czarny t-shirt. Jego wytatuowane ciało wyglądało bosko, umięśnione, seksowne… Ciepło przebiegło po moim ciele, skupiając całą swoją moc między nogami. Cholera, ten facet będzie dla mnie zgubą. 
        - Czego? - zapytał z groźbą w głosie i przełożył jedną nogę przez moje uda, klękając nade mną. Moje myśli rozpierzchły się bezpowrotnie, mimo całej woli ich skupienia. Przełknęłam ciężko ślinę, gdy Harry pochylił się do mnie i otworzył mi usta językiem. - Czego? - powtórzył szeptem, a wibracje tego słowa dotarły do najintymniejszych miejsc mojego ciała. 
        - Uh… Tego… wchodzić tutaj… Kiedy… - jęknęłam cicho, gdy duża dłoń zacisnęła się na mojej piersi. 
        - Kiedy? - drażnił się ze mną. Polizał leciutko moją dolną wargę. SKUP SIĘ, MILENA! Jego język odnalazł drogę do mojej szyi, pieszcząc ją rozkosznie ciepłymi pocałunkami. 
        - Kiedy… Kiedy się przebieram. Bez, cholera - wsunął pode mnie rękę i rozpiął bez problemu stanik 
        - Słucham - mruknął i przygryzł delikatnie mój obojczyk 
        - Bez pukania - dokończyłam wreszcie, oddychając głęboko. Cichy, niski śmiech połaskotał moją skórę. 
        - Spełniam tylko rozkazy twojej przyjaciółki - uwolnił moje piersi z krępującego je stanika, a jego usta od razu odnalazły drogę do jednej z nich. Zassałam głośno powietrze, czując, że nie wytrzymam już długo. Mogłam dojść od samego dotyku jego ciepłych ust na mojej wrażliwej skórze. Nie obchodziło mnie, co Kornelia mu nagadała, potrzebowałam go w sobie tu i teraz. Nagle pisnęłam cichutko, gdy jego palce odnalazły drogę do mojego wnętrza. Zagryzł wargę, patrząc na mnie przymglonymi oczami. 
        - Już się bałem, że nigdy więcej nie zobaczę tych rumieńców - szepnął i poruszył dłonią, wprawiając mnie w niekontrolowane dreszcze. - Tak gotowa - dodał, a ja zamknęłam oczy, czując jak ponownie wypełnia mnie swoimi palcami. - Ale się do tego nie przyznasz, prawda? - warknął i odsunął swoją cudowną dłoń ode mnie, pozostawiając wrażenie nieznośnej pustki. Zacisnęłam zęby, poirytowana. Wilgotne palce dotknęły skóry mojego uda, na którym zacisnęły się nieznacznie. Zagarnęłam w pięści materiał pościeli i spojrzałam na Harry’ego. Jego oczy skanowały moją twarz, a rozszerzone źrenice zdradzały, jak bardzo był podniecony. Mimo to przerwał swoje ruchy i oparł łokieć na materacu, wpatrując się we mnie, jak idiota. 
        - Harry, do chu…
        - Powiedz to - syknął, zmieniając nagle pozycję i przyciskając moje nadgarstki do materaca. Kurwa… Gorąco wybuchło we mnie nowym płomieniem, gdy poczułam na sobie wybrzuszenie, rozciągające materiał jego spodni. 
        - Przyznaj jak bardzo tego chcesz. Próbujesz zasłonić się dumą, próbujesz pokazać światu, jaka jesteś silna i niezależna, udajesz, że pocałunki w Polsce nie miały miejsca, a mimo to leżysz tutaj mokra, jęcząca moje imię. - mruczał, znacząc przy tym długie ścieżki po wewnętrznej części mojego uda. Wydałam z siebie gardłowe warknięcie. 
        - Przyznaj, że pragniesz poczuć mnie w sobie, że tęskniłaś za tym od ostatniego czasu, że żałowałaś wyjazdu do Polski, bo nie mogłaś zaznać tego uczucia więcej niż przez jedną noc. - otulił oddechem moje ucho, a ja szarpnęłam się lekko, by uwolnić ręce, jednak jego uścisk był zbyt mocny. - Czekam… - polizał skórę mojej szyi, a ja przełknęłam ciężko ślinę. 
        - Harry… - zaczęłam cicho, drżącym głosem. Mruknął podłużnie na znak, że słucha. - Chyba śnisz - warknęłam i uśmiechnęłam się szyderczo. Spojrzał na mnie przymrużonymi oczami - A teraz po prostu wypełnij swój obywatelski obowiązek i zdejmij spodnie - dodałam, zbierając w sobie rozszarpane resztki silnej woli. Półuśmiech ozdobił jego piękną twarz, uwydatniając dołek w jednym z jego policzków. Puścił moje ręce, ale tylko po to, by przyciągnąć mnie za biodra bliżej siebie i wpić się ustami w moje usta. Pod nagą skóra czułam szorstki materiał jego czarnych spodni, których tak bardzo chciałam się pozbyć. Sięgnęłam więc rękami w dół i chwyciłam za guzik, odpinając go z łatwością, a potem przechodząc do rozporka. Spodnie Harry’ego współpracowały ze mną, jakby same domagając się rozebrania. Przenosząc dłonie na jego biodra, by zsunąć przeszkadzający materiał, moje palce napotkały coś zimnego i twardego. Mój uśmiech zbladł, a gdy Harry zorientował się co robię również spoważniał. Zbadałam dokładnie przedmiot, którego dotykałam i chwyciłam wyrzeźbioną rękojeść. 
        - Cholera, Milena, przepraszam, zapomniałem - mężczyzna skrzywił się i położył swoją dłoń na mojej, powstrzymując mnie przed pochwyceniem pistoletu. Wreszcie oderwałam wzrok od jego szmaragdowych oczu i spojrzałam zafascynowana na kaburę wiszącą swobodnie na specjalnym pasku. Broń wyglądała tak niewinnie, cicha i zimna, niezdolna do wyrządzenia krzywdy bez czyjejś pomocy. 
        - Gdzie byłeś, zanim tu przyszedłeś? - zapytałam, nie odwracając wzroku, jakby pistolet miał zniknąć, gdybym to zrobiła. 
        - Rozmawiałem z Cliffordem - odpowiedział szczerze, niepewnie. Cała jego zarozumiałość, która napędzała nasze pożądanie, zniknęła gdzieś w mgnieniu oka. - Musiałem wyjaśnić jedną sprawę, a przezorny zawsze ubezpieczony, nawet jeśli nie miało to związku z interesami - dodał, nie czekając na pytania. Kiwnęłam głową w zrozumieniu, zastanawiając się co to dla mnie znaczyło. Ze zdziwieniem przyjęłam w sobie brak jakichkolwiek negatywnych emocji, związanych z bliskością tego śmiercionośnego przedmiotu. W niezrozumiały sposób uważałam lśniący pistolet za coś ładnego, coś, co mogło dobrze pasować do mojej małej dłoni. Zgrabny, elegancki. Cholera, zamieniam się w Kornelię… Sięgnęłam ponownie po zimny metal, ale nie wyciągnęłam go z kabury, świadoma swojej niewiedzy dotyczącej broni. 
        - Nauczysz mnie strzelać? - zapytałam, zaskakując tym samym i siebie i Harry’ego. 
        - Co? - zamrugał kilka razy zdezorientowany. Dosłownie widziałam trybiki, przekręcające się w jego głowie, gdy analizował co mogłam mieć na myśli, zadając to pytanie. 
        - Chcę, żebyś nauczył mnie, jak obchodzić się z bronią - wyjaśniłam. - A teraz chcę, żebyś wreszcie dokończył to, co zacząłeś - dodałam, przyciągając go do siebie i całując głęboko. Początkowo jego ruchy były bardzo ograniczone przez kierujące nim wciąż osłupienie, a potem, jakby ocknął się z zamyślenia, wyciągnął język i pocałował mnie gwałtowniej i namiętniej niż kiedykolwiek. Włożył dłonie pod moje plecy i przyciągnął mnie do siebie, prawie unosząc nad łóżkiem. Zaśmiałam się w jego usta, czując, jak utracone na chwilę pożądanie wraca do mnie ze zdwojoną siłą. 
        - Zdejmij. Te. Spodnie. - wysapałam, próbując sięgnąć ich krawędzi, lecz, wciąż trzymana przez Harry’ego, nie byłam w stanie się ruszyć. Położył mnie z powrotem na materacu, a potem spojrzał wyczekująco w moje oczy. Jego oddech był przyspieszony, a wzrok głodny, jak u polującego drapieżnika. Z łatwością odczytując jego sugestie, ponownie sięgnęłam do jego spodni. Były już odpięte, więc zsunęłam je szybko, razem z bokserkami, a moim oczom ukazał się naprężony członek Harry’ego. Poczułam nagłą potrzebę chwycenia go w dłonie i dotykania w sposób, który wprawiłby Stylesa w niekontrolowane jęki, lecz ten miał inne plany. Odtrącił delikatnie moją dłoń i bez ostrzeżenia przejechał palcem po mojej płci. Wypuściłam gwałtownie powietrze z płuc i zacisnęłam pięści. 
        - Ja tutaj rządzę - warknął i wprowadził jeden palec do mojego wnętrza. Jeszcze się okaże, pomyślałam, lecz pożądanie nie pozwoliło mi wydusić nawet słowa. Pokiwałam tylko posłusznie głową, próbując powstrzymać cisnące się do ust jęki, gdy pieścił mnie rozkosznie. Och, nie baw się już ze mną… 
        Gdy już miałam błagać go o litość, Harry wpił się ustami w moją szyję, a potem rozdzielił moje uda dwoma szybkimi ruchami. Chciałam zaśpiewać z radości, napięcie w dole brzucha było nie do wytrzymania. Nawet nie zauważyłam kiedy sięgnął do kieszeni, leżących teraz na ziemi spodni i wyjął z niej foliową paczuszkę. Z amoku wyrwał mnie jej szelest, lecz nie na długo, bo zaraz po tym przyjęłam Harry’ego w sobie z głośnym krzykiem rozkoszy. Wsuwał się we mnie powoli i głęboko, statycznym tempem, wywołując eksplozję doznań. Głaskał przy tym moje uda, przysuwał mnie bliżej siebie i przygryzał raz po raz uwrażliwioną skórę szyi i piersi. Nie mogłam nic zrobić, tylko poddać się jego cudownym ruchom, odwdzięczając mu się za te wspaniałe doznania, jęknięciami ekstazy. Klęłam raz po raz, gdy trafił w wyjątkowo czułe miejsce, a przed moimi oczami rozbłyskiwały kolorowe gwiazdy. Sam Harry obserwował mnie z uwagą, jakby nie chciał uronić nawet jednego mrugnięcia, jednego gestu zaciśnięcia warg. Dyszał ciężko, wyrzucał czasami z siebie przekleństwa i bezwstydne komentarze, które sprawiały tylko, że szybciej zbliżałam się do szczytowania. 
        W pewnym momencie przyspieszył swoje ruchy, jego palce wbiły się w moją skórę, a z ust wydarło się kilka niskich warknięć. Nie mogłam przestać patrzeć na tę piękną twarz ozdobioną teraz wyrazem czystej namiętności. Czułam, że zbliżam się do krawędzi orgazmu i wiedziałam, że Harry również już tam był, aż w końcu doszedł z głuchym jęknięciem, ciągnąc mnie za szyję, by złączyć swoje wargi z moimi. Gdy poczułam jego język skrupulatnie badający każdy milimetr mojego, wypełniły mnie niekontrolowane fale spełnienia, przez które nie mogłam powstrzymać kilku pisków wysłanych wprost w usta Harry’ego. Drżałam spazmatycznie, zaciskając uda na jego biodrach, czując jego rozpychającą mnie męskość i nie chciałam zmienić tej pozycji już nigdy. 
        Opadłam bezwładnie na materac, a z każdego mięśnia uciekły resztki sił. Harry z przyspieszonym jeszcze oddechem wysunął się ze mnie i wstał z łóżka. Ruszył do łazienki, a po kilkudziesięciu sekundach wrócił nagi, wysoki, piękny i stanął obok mnie. Spojrzałam na niego przez mgłę, panującego jeszcze nade mną echa doznanego orgazmu i uśmiechnęłam się słabo. Wyciągnęłam do niego rękę i przyciągnęłam do siebie. Opadł na łóżko, kładąc dłonie po obu stronach mojej głowy. 
        Nie odzywał się, wodząc wzrokiem po mojej twarzy, zatrzymując się na chwilę na ustach. Nawet rozkoszne otępienie nie mogło powstrzymać wrażenia, że coś było nie tak. Zmarszczyłam brwi w zmartwieniu i położyłam dłoń na policzku Harry’ego. 
        - Co się dzieje? - zapytałam, przypominając sobie, jak odsunął się ode mnie po pocałunku na Tower Bridge. Czy teraz miało być to samo? Uśmiechnął się słabo i pokręcił głową. 
        - Nic - odparł i zaczął znaczyć łaskoczące kółeczka wokół mojego sutka. Zadrżałam i zagryzłam wargę, czując, że niedawno wyładowane pożądanie, zaczyna ponownie się we mnie budować. 
        - Jeżeli nie chcesz, żebym cię tutaj dosiadła, to przestań to robić - szepnęłam z zamkniętymi oczami i usłyszałam jego chichot. Przerwał pieszczotę tylko po to, by zacząć wodzić palcami po moim brzuchu. Lepiej… Otworzyłam oczy. 
        - Powiedz mi - nalegałam, widząc, że jego nastrój nie uległ zmianie. Zacisnął wargi, uwydatniając dołeczki w policzkach i spojrzał na mnie w napięciu. 
        - Naprawdę chcesz, żebym nauczył cię korzystać z broni? - zapytał, a ja uśmiechnęłam się do niego uspokajająco i pokiwałam głową. - Dlaczego? 
        - Przeczuwam, że sporo jej będzie wokół mnie, skoro już jestem tutaj… Wolałabym wiedzieć jak jej użyć… W razie wypadku… - przełknęłam nerwowo ślinę. Weszłyśmy z Kornelią w niebezpieczne towarzystwo, a ja nie wiedziałam, czego się spodziewać. Harry zacisnął szczękę i zatrzymał ruchy dłoni. 
        - Nie będzie żadnego “wypadku” - warknął, patrząc na mnie z determinacją. Przez chwilę prowadziliśmy niemą bitwę spojrzeń, aż w końcu kiwnęłam głową z łagodnym wyrazem twarzy. Zaczęłam gładzić palcami wierzch jego dłoni. 
        - Tak, czy inaczej. Chciałabym, żebyś to dla mnie zrobił - powiedziałam cicho i splotłam jego palce ze swoimi. Harry patrzył przez chwilę w nicość za mną, zastanawiając się nad prośbą, którą teraz wysunęłam, a potem pokręcił głową z zamkniętymi oczami i ścisnął moją dłoń. 
        - Wolałbym nie - rzucił, unikając mojego wzroku. Zmarszczyłam brwi, nieprzyjemnie zaskoczona jego słowami. 
        - Dlaczego? - zapytałam, puszczając jego rękę i odsuwając się nieznacznie. Westchnął ciężko, patrząc na mnie z wyrzutem i oparł się na łokciu. Jego szczęka zacisnęła się kilka razy. 
        - Powiedz mi - nalegałam, widząc, że próbuje coś przede mną ukryć. 
        - To głupie… - mruknął, kręcąc głową. 
        - Harry… - zaczęłam, lecz przerwał mi szybko 
        - Po prostu uważam, że jesteś na to zbyt niewinna. Jeszcze miesiąc temu nie wiedziałaś, że nasz interes istnieje. Myślałaś, że jestem jakimś niewinnym biznesmenem, a dzisiaj masz w głowie obraz mnie, jako kryminalisty. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że, mimo to, postanowiłaś tu wrócić, ale… - jęknęłam przeciągle i zamknęłam mu usta swoją dłonią. Jego oczy rozszerzyły się w lekkim szoku, ale przestał mówić, więc odsunęłam ostrożnie rękę. Z głębokim westchnieniem wstałam z łózka i podeszłam do walizki. 
        - Przestań mnie traktować, jak pieprzoną rusałeczkę, która boi się widoku broni - warknęłam, wyjmując z niej miętową, koronkową sukienkę. Harry usiadł na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, zakrywając się prześcieradłem. 
        - Jeszcze wczoraj nie chciałaś nawet o tym rozmawiać, a dzisiaj nagle chcesz uczyć się strzelać. To chyba normalne, że będę przy tobie ostrożny - powiedział, wyraźnie powstrzymując się przed podniesieniem głosu. 
        - Miałam całą noc i trochę dnia na myślenie . W końcu z jakiegoś powodu tu wróciłam, prawda? Nie myśl, że teraz nagle ucieknę - wzruszyłam niedbale ramionami, choć czułam, wypełniającą mnie powoli, irytację. Zdziwiona usłyszałam za plecami cichy śmiech Harry’ego. Odwróciłam się w jego stronę, by ujrzeć, że wpatruje się w podłogę z szerokim uśmiechem, ozdabiającym jego piękną twarz. Zamrugałam szybko, zdezorientowana.
        - Co jest takie zabawne? - zapytałam, sięgając po, leżące na ziemi, majtki, tylko by po chwili przypomnieć sobie, że zostały całkowicie zniszczone przez silne ręce Harry’ego. Na samo wspomnienie tego, co przed chwilą zrobiliśmy, poczułam gorąco wpełzające na moją twarz. Odwróciłam się do walizki i wyciągnęłam z niej nową parę koronkowej bielizny. 
        - Twoja przyjaciółka powiedziała coś bardzo podobnego. - wyjaśnił, wychylając się za łóżko i chwytając zniszczony skrawek materiału. Spłonęłam rumieńcem, gdy, jak gdyby nigdy nic, zaczął się nim bawić. Cholera, naprawdę zamieniam się w Kornelię, pomyślałam i pokręciłam głową, odwracając wzrok od delikatnego materiału w rękach Harry’ego. Włożyłam nową bieliznę i sukienkę, i podeszłam do łóżka. 
        - Pomożesz? - zapytałam, odwracając się do niego plecami i wskazując na zamek, znajdujący się na plecach. 
        - Chętnie - odparł i dotknął ciepłymi dłońmi mojej skóry. Zadrżałam nieznacznie i potrząsnęłam głową, próbując przywołać się do porządku. Gdy sukienka została już zapięta, odwróciłam się do Harry’ego i zarzuciłam mu ręce na szyję. Uśmiechnął się krzywo i przyciągnął mnie bliżej siebie, sprawiając, że zachwiałam się, gdy moje kolana uderzyły o materac. Westchnął cicho, a jego długie palce odnalazły drogę do krawędzi sukienki i uniosły ją nieco. Leniwy dotyk z tyłu moich ud przyprawił mnie o gęsią skórkę. Harry przygryzł wargę i posłał swoje dłonie nieco wyżej. Odchrząknęłam ostrzegawczo, a on zaśmiał się tylko i odsunął na bok krawędź moich majtek. Zadrżałam. 
        - Nauczysz mnie strzelać? - zapytałam z zamkniętymi oczami, ledwo sklejając słowa. Długie palce odnalazły drogę do najczulszego miejsca w moim ciele. Wciągnęłam powietrze przez zęby i zacisnęłam mocno pięści na jego lokach. 
        - Nauczę - wymruczał i poruszył palcami, a przed moimi oczami pojawiły się gwiazdki. Jęknęłam cicho i popchnęłam go mocno, zmuszając, by położył się na łóżku. 
        - Dobrze. Postaraj się, więc nie psuć teraz żadnej części mojej garderoby - warknęłam, siadając na twardniejącej męskości. 

        Impreza u Louis’ego okazała się być miłą odskocznią od rzeczywistości. Nie mogłam odsunąć od siebie wrażenia, że wszystko zaczęło nagle układać się tak, jak powinno. Natrętne myśli nie zaprzątały mi głowy, a przy Harry’m zaczęłam czuć się równie komfortowo, jak przed odnalezieniem skrytki w jego domu. Coś podpowiadało mi, że owe wrażenie spokoju jest złudne i wszystko zostanie zburzone z kolejnym odkrytym sekretem Stylesa, lecz postanowiłam to zignorować. Miałam dość zamartwiania się, dość nerwów. Chciałam cieszyć się chwilą i wolnymi dniami, ponieważ w poniedziałek czekał mnie stresujący powrót do Little Things, więc trzymałam się tego postanowienia od rana. 
        Harry nie mógł oderwać ode mnie swoich rąk, przez co nie doczekaliśmy końca imprezy, bo zostałam zaciągnięta do naszego mieszkania, gdzie mężczyzna zajął się mną w podobny sposób, jak tego ranka. Gdy następnego dnia, obudziłam się w pustym łóżku, odnalazłam na poduszce karteczkę z wiadomością wypisaną pięknym charakterem pisma. 

        “Obowiązki wzywają. Wyglądałaś tak UROCZO, że wolałem Cię nie budzić. Ach! Pamiętasz o tej swojej idiotycznej prośbie? Cóż, mam do Ciebie taką słabość, że zarezerwowałem strzelnicę na przyszły tydzień. Mam nadzieję, że się cieszysz. 

P.S. Wpadnę wieczorem Cię pomęczyć. 
P.S. P.S. Tak naprawdę nie obudziłem Cię, bo nie chciałem, żebyś ponownie rzuciła się na mnie ze swoimi napalonymi szponami.
P.S. P.S. P.S. Zboczeńcu”



        Parsknęłam śmiechem i opadłam z powrotem na miękki materiał. Czy rzeczywiście tak łatwo potrafiłam wybaczać? Czy tęsknota zupełnie przyćmiła mi logiczne myślenie? A może Kornelia miała rację? Może czasami trzeba posłuchać swoich emocji? Nie znałam odpowiedzi na te pytania, ale wiedziałam jedno. Byłam zadowolona. Nie wiedziałam, czy mogłam użyć słowa “szczęśliwa”, ale na pewno byłam zadowolona. Wskazywał na to uśmiech, który nie potrafił spełznąć z mojej zarumienionej twarzy. Jeżeli związek z przestępcą miał przyprawić mnie o dobry humor, niech i tak będzie. W końcu, rzadko pozwalałam sobie na małe szaleństwo. Małe szaleństwo…
        Postanowiłam wykorzystać ten dzień na spełnienie wyznaczonego sobie jeszcze w Polsce zadania. Odnalazłam w portfelu, podany mi przez Karolinę, adres Liama i udałam się w wyznaczone miejsce jeszcze przed południem i około dwunastej zapukałam w ciężkie drewniane drzwi apartamentu jednego z londyńskich wieżowców. Przez głowę przebiegła mi myśl, że powinnam uprzedzić Liama o mojej wizycie, ale przypomniałam sobie, że nie miałam jego numeru telefonu. Usłyszałam za drzwiami ruch i po chwili w korytarzu rozległ się metaliczny dźwięk zamka. 
        Liam stanął przede mną w zwykłych jeansach i luźnym t-shircie. Poza kilkudniowym zarostem, nie różnił się zbytnio od mężczyzny poznanego na pierwszej imprezie Louis’ego. Uśmiechnął się na mój widok, lecz jego oczy wyrażały zdezorientowanie. 
        - Cześć? - przywitał się niepewnie i otworzył szerzej drzwi, wpuszczając mnie do środka. 
        - Hej - rzuciłam wesoło i przyjęłam zaproszenie. Weszłam do bogato zdobionego salonu pełnego antyków i klasycznych mebli, które wprawiły mnie w osłupienie. Nie wiedząc czemu, spodziewałam się prostoty i nowoczesności. Liam wkroczył za mną do pomieszczenia i wcisnął dłonie w kieszenie jeansów. 
        - Więc… Nie chciałbym być niegrzeczny, ale co tu robisz? - zapytał, a ja potarłam nerwowo ramię. No właśnie, co tu robisz, Milena? 
        - Um… Chciałam zobaczyć, jak się miewasz - odpowiedziałam wymijająco i udałam, że niezwykle zainteresowała mnie drewniana komoda, na której poustawiane były książki obite w  skórzane oprawy. Liam spojrzał na mnie litościwie i uśmiechnął się nieznacznie. 
        - Czytaj: “chciałam zobaczyć czy nie ćpasz”? - rzucił, a ja zamarłam, czując jak oblewa mnie pot. Ten facet na pewno wiedział, jak wprowadzić niezręczność do konwersacji. Wskazał ręką fotel, więc usiadłam, z ulgą przyjmując daną mi chwilę na zastanowienie się nad odpowiedzią. 
        - Herbaty? - zapytał, a ja pokręciłam głową. Wzruszył więc ramionami i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie. 
        - Jak ci idzie? - zapytałam, postanawiając nie owijać w bawełnę. Oboje wiedzieliśmy, co stało się tamtego dnia w Little Things, nawet jeśli Liam był zbyt naćpany, by kontrolować swoje zachowanie. Oparł łokcie na kolanach i pochylił się, patrząc na mnie uważnie. Nie wiedziałam czy przekroczyłam granicę, ale jeśli tak było, nie mogłam tego cofnąć. Za późno na odwrót. Milczał przez dłuższą chwilę, a potem westchnął ciężko. 
        - Harry cię przysłał… - warknął i opadł plecami na oparcie fotela. 
        - Co? - zapytałam, zdezorientowana. Parsknął kpiąco i pokręcił głową, po czym zacisnął szczękę. 
        - Powiedziałaś mu? - skrzyżował ręce na piersi, patrząc na mnie z wyrzutem, a ja uniosłam wysoko brwi. 
        - Oczywiście, że nie. Zwariowałeś? - syknęłam oburzona i wstałam z fotela - To był błąd. Pójdę już - dodałam, ruszając w stronę drzwi wyjściowych. 
        - Poczekaj. Wybacz! - zawołał za mną, a ja zatrzymałam się w progu salonu i odwróciłam ponownie w jego stronę. - Usiądź - poprosił, patrząc wymownie na fotel. Westchnęłam ciężko i ponownie opadłam na miękką skórę. Liam badał mnie przez chwilę spojrzeniem po czym wziął głęboki oddech. 
        - Mam wzloty i upadki - mruknął, wzruszając ramionami, patrząc w okno, za którego rozpościerał się widok na, płynącą leniwym nurtem, Tamizę. Kiwnęłam w zrozumieniu głową. 
        - Potrzebujesz czegoś? Kornelia pracowała…
        - Nie. - przerwał, nim zdążyłam skończyć swoją propozycję. - Mam swoich lekarzy, a wy dwie jesteście zbyt blisko Stylesa i Tomlinsona - powiedział bez cienia emocji w głosie. Poruszyłam się nerwowo w fotelu, zastanawiając, czy dobrze zrobiłam, przychodząc tu. Liam wydawał się poirytowany moją obecnością, a ja mimo całej swojej dobrej chęci, miałam ochotę opieprzyć go za okazywaną mi niewdzięczność. 
        - Myślałam, że jesteście przyjaciółmi - powiedziałam, tonem zimniejszym, niż zamierzony. Liam zaśmiał się bez wesołości i kiwnął głową z nieobecnym wzrokiem. 
        - Jesteśmy, jesteśmy… Ale są rzeczy, o  których nawet przyjaciele nie powinni wiedzieć. - nagle jego głos obniżył się o kilka tonów, a na twarzy odbiło się zmęczenie i cień smutku. Ten widok chwycił mnie za serce, odpychając całą złość. Liam cierpiał, choć próbował to ukryć. Nie powinnam być dla niego tak surowa. Miał rację, moja bliskość z Harrym i Kornelii z Louis’m mogła odpychać go od spoufalania się na temat swojego nałogu. Przecież Karolina wyjaśniła nam, że konsekwencje mogłyby być poważniejsze, niż myślałyśmy.
        - Liam… Jest coś, co mogę dla ciebie zrobić? - zapytałam, patrząc na niego uważnie. Uśmiechnął się słabo i wzruszył ramionami. Zaczął bawić się nitką, która wystawała z materiału jego spodni, milcząc przez chwilę. 
        - Nie mówić Harry’emu? - powiedział cicho. 
        - Coś poza tym? - pokręcił głową i wstał, więc zrobiłam to samo. 
        - Nie… Ale dzięki za propozycję - rzekł i wymusił w sobie uśmiech. Domyśliłam się, że chce być sam, więc ruszyłam w stronę wyjścia. 

        - Jeśli jednak będziesz czegoś potrzebował… Proszę, zadzwoń do mnie - powiedziałam przez ramię, nim zamknął za mną drzwi. Podziękował tylko cicho i po kilku minutach byłam już w wagonie metra, zastanawiając się czy kiedykolwiek przyjmie moją propozycję. 

*Widziałem, jak się zmieniasz