piątek, 23 stycznia 2015

48. I'll make it feel like the first time

       50 000 wyświetleń!!!! Nawet nie wiecie, jak jesteśmy Wam wdzięczne, nasz cudowny gangu! Teraz tylko wygrać sondę i po prostu niebo! NIEBO! 
A potem może uda się 100 000 :O Kto wie?
Kochamy Was i dziękujemy! Jesteście wspaniałe! 

No i, jak obiecałyśmy, tak robimy! :> 

A. <3 & M. xx

#TTDff



I'll make it feel like the first time

Milena

        Weszłam do apartamentu obładowana torbami i rzuciłam je wszystkie niedbale na podłogę. 
        - Kornelia? - zawołałam. Brak odpowiedzi. Pomieszczenie wydawało się puste, lecz już po chwili zobaczyłam wychylającą się zza drzwi różową czuprynę. Kok Kornelii był w totalnej rozsypce. 
        - Tak? - zapytała zachrypniętym głosem, próbując skupić na mnie wzrok. 
        - Spałaś. - powiedziałam oskarżycielsko i zaczęłam tupać nerwowo stopą. Zrobiła minę winnego dziecka i przygryzła wnętrze policzka. 
        - Tak... - odpowiedziała cicho, jakby bała się, że miałam zaraz czymś w nią rzucić. Nie była daleka od prawdy. Miałam ochotę kopnąć ją w tyłek. 
        - Wiesz ile te rzeczy ważą? - warknęłam na nią, wskazując na porozrzucane po podłodze toboły. 
        - Przepraszam! Już ci pomagam - zawołała, podbiegając do sterty. Machnęłam na nią ręką i złapałam za uchwyty połowy z toreb.
        - Teraz to się w swój zgrabny tyłeczek pocałuj. Dzwoniłam do ciebie z dziesięć razy. - powiedziałam, niosąc spożywcze zakupy do kuchni. Kornelia poczłapała za mną, trzymając w rękach ich resztę. Położyłyśmy reklamówki na blacie i zabrałam się za uzupełnianie lodówki. Kornelia wyciągnęła z górnej szafki szklankę i wlała do niej wody z kranu. Oparła się o piekarnik, wpatrując zamyślona w przestrzeń przed sobą. Popijała powoli wodę, nie odzywając się w ogóle, a gdy lodówka była już pełna, nie wytrzymałam i spojrzałam na nią zaciekawiona. 
        - Co jest? - zapytałam, stając obok niej. Wzruszyła ramionami i wzięła kolejny łyk wody. Zagryzła wargę, a potem nabrała głośno powietrze w płuca i spojrzała mi prosto w oczy. 
        - Śniło mi się coś. - powiedziała, marszcząc lekko brwi. Patrzyłam w niebiesko-szare tęczówki, próbując wyłapać, znajdujące się w nich, emocje. 
        - Co takiego? 
        - Calum… - spuściła wzrok i odwróciła się, wkładając pustą szklankę do zlewu. Uśmiechnęłam się szeroko i szturchnęłam jej ramię, domyślając się dlaczego zachowywała się tak dziwnie. 
        - Uuu… Czyżbyście byli tam niegrzeczni? - drażniłam się z nią, a na jej usta wpłynął nieśmiały uśmiech. Po chwili jednak znów spoważniała. 
        - To było takie realne, wszystko się zgadzało… 
        - Takie sny też się zdarzają. - podrapała się po czole i oparła łokcie na blacie, zakrywając dłońmi usta. Nagle zreflektowałam się, zdając sobie sprawę, co mogły znaczyć jej słowa. 
        - Zaraz, zaraz. Jak to “wszystko się zgadzało”? Kornelia, nie chcesz chyba powiedzieć, że ty coś z Calumem…
        - Nie! Jezu, Milena, nie jestem dziwką. - żachnęła się, rzucając mi urażone spojrzenie. Uniosłam dłonie w obronnym geście. 
        - Dobra, dobra! Chciałam się upewnić - usprawiedliwiłam się, a ona przekręciła oczami. 
        - Kocham Louis’ego. - powiedziała, a jakaś niewidzialna siła wzdrygnęła mną nieznacznie. Kornelia mówiła o miłości z taką łatwością, gdy ja jeszcze nie byłam pewna swoich uczuć. Nie byłam pewna swojego osobistego dostępu do tych uczuć. 
        - Więc czemu się zadręczasz? - wyciągnęłam z lodówki jogurt i zatopiłam w nim łyżeczkę. Kornelia opadła czołem na blat i jęknęła przeciągle z bezradności, a potem odepchnęła się od półek, kierując się ku salonowi. Podążyłam za nią, opadając z jogurtem w rękach na fotel. Kornelia położyła się na kanapie, niczym na kozetce u psychologa i zakryła twarz dłońmi. 
        - Po prostu. Ten sen był taki realistyczny. Nie było Louis’ego, ty byłaś na zakupach, Calum przyszedł i doszło do różnych rzeczy. Milena miałam w tym śnie niewybaczalne myśli. - wyjaśniła, a ja parsknęłam śmiechem, oblizując ze smakiem łyżeczkę. 
        - Kornelia, to tylko sen. Nie zdradziłaś Louis’ego. 
        - Podobało mi się… 
        - Jasne, że ci się podobało! Calum to przystojny facet, sama chętnie zasmakowałabym tych peeeełnych ust. Oczywiście, gdybym była wolna - zaśmiałam się, ale Kornelia nie wydawała się być przekonana. Przygryzła paznokieć, wpatrując się ślepo w sufit. Przyjrzałam się jej uważnie, analizując jej reakcje. 
        - Kornela… 
        - Hm?
        - Czujesz coś do Caluma? - ściszyłam swój głos i odłożyłam jogurt na stolik, skupiając całą swoją uwagę na przyjaciółce. Zacisnęła wargi, nie odpowiadając przez chwilę. 
        - Chciałabym móc się z nim spotykać. - oznajmiła wymijająco. 
        - Czujesz coś do niego? - naciskałam, a ona przekręciła oczami i spojrzała na mnie wymownie. 
        - Oczywiście, że nie! Tęsknię za nim, owszem. Lubię go, owszem. Ale nie kocham go! - oburzyła się, siadając gwałtownie. Podciągnęła pod siebie nogi i westchnęła ciężko, a ja załamałam ręce. 
        - No to czego się stresujesz? - zapytałam, kręcąc głową. 
        - Bo zdradziłam Louis’ego…
        - We śnie. 
        - I mi się to podobało. 
        - We śnie. 
        - Poszłam z nim do łóżka… 
        - We śnie! 
        Nasza krótka wymiana zdań zakończyła się jej prychnięciem i moim chichotem. Paranoja Kornelii musiała zostać czasem poskromiona, a to zadanie zwykle przypadało mnie. Nie oskarżałam jej o erotyczne sny, w których głównym bohaterem nie był Louis. Zdarzało się najlepszym. 
        - Nie będę w stanie spojrzeć mu w oczy - mruknęła pod nosem, skubiąc uparcie dół swojej męskiej koszulki. 
        - Louis’emu? - pokręciła głową i ponownie opadła, jak długa na kanapę. 
        - Calumowi…
        - I dobrze! To ułatwi wam przestrzeganie zakazu spotykania się - przyklasnęłam w dłonie a ona schowała twarz za poduszką i warknęła wściekle. 
        - Chcę się z nim spotykać. - złość w jej głosie zdawała się być szczera. Nie było w nim zniecierpliwienia, żartu czy kpiny. Kornelia była niezadowolona z systemu grup Harry’ego i Michaela, co wzbudziło mój niepokój. 
        - Ale nie możesz. Nawet jeśli, to sama wiesz, że podobasz się Calumowi. Chyba nie chcesz, żeby twój sen się sprawdził, co? - ostrzegłam ją, a ona wychyliła się nieśmiało zza poduszki. 
        - Nie sprawdziłby się i nie wiem czy mu się podobam - odparła. Rzuciłam jej pełne politowania spojrzenie. 
        - Słyszałaś co powiedziała Phoebe na imprezie Harry’ego. Poza tym wszystko od niego krzyczy “kocham Kornelię” - zakpiłam. Kornelia nie zdawała się być przekonana. Jej mechanizmy obronne i potrzeba spotkania z Calumem pozwalały jej wmówić sobie, że łączyła ich tylko przyjaźń, ale czułam, że podświadomie wiedziała, że miałam rację. Udowodniła mi to jej kapitulacja, gdy wzruszyła ramionami i ruszyła do swojej sypialni odświeżyć się po popołudniowej drzemce. 
        Jeszcze jeden dzień bez Harry’ego, aż w końcu rzuciłam się w jego ramionach na lotnisku, czując obezwładniającą ulgę, że wylot za granicę nie skończył się tak, jak za ostatnim razem, w Irlandii. Pochylał się nade mną, ściskając mocno, a jego walizka leżała obok nas, rzucona na samym środku terminalu. Wpiłam się zachłannie ustami w jego wargi, nadrabiając każdy odebrany nam tego weekendu pocałunek. 
        Kornelia spoczywała teraz w ramionach Louis’ego, niczym świeża żona, którą miał zaraz przeprowadzić przez próg. Gdy na nich spojrzałam, zauważyłam powściągliwość gestów mojej przyjaciółki i przekręciłam oczami, wiedząc, że wciąż zadręczała się swoim snem. Louis również coś zauważył, bo postawił ją na nogi i zapytał o powód jej nastroju. 
        - Nic się nie stało - powiedziała, wbijając wzrok w podłogę. Louis przytrzymał jej podbródek, zmuszając, by ponownie na niego spojrzała. 
        - Przecież widzę - szepnął. Westchnęłam ciężko i oderwałam się od Harry’ego, zmierzając w ich kierunku. 
        - Kornelia się martwi, bo zdradziła cię w śnie - wyjaśniłam, a ona zrobiła wielkie oczy, patrząc na mnie z wyrazem szoku. Sprzedałam jej kuksańca w bok i zaśmiałam się wesoło. Louis zacisnął wargi, patrząc na mnie podejrzliwie, gdy kąciki jego ust unosiły się powoli. 
        - Och nie, to straszne! Z kim? - zapytał, sztucznie oburzonym tonem. Kornelia już brała oddech, by odpowiedzieć, ale ją wyprzedziłam. 
        - Z Harrym - wypaliłam, wiedząc, że ten fakt będzie dla Louis’ego łatwiejszy do przetrawienia, niż wiadomość o chłopaku, o którego Louis już i tak był dość zazdrosny. 
        - Tak… Z Harrym - Kornelia spojrzała na mnie z wdzięcznością, gdy Harry zrównał się ze mną i objął mnie w pasie. 
        - No wiesz, Kornelia, mogłaś powiedzieć to umówilibyśmy się na jakąś upojną noc - zażartował, a moja przyjaciółka uśmiechnęła się nieśmiało. To zabawne, że tak błaha sprawa, jaką był zwykły sen, obudził w niej dawną nieśmiałość. Od czasu spotkania z chłopakami, a tym bardziej porwania, Kornelia powoli budowała w sobie pewność siebie i przebojowość, którą zgubiła gdzieś poprzedniego dnia. 
        - Tylko, jeśli mógłbym popatrzeć - powiedział Louis, popychając zaczepnie Harry’ego. 
        - A ja dołączyć - dodałam, wspierając grupę wsparcia, która walczyła o przywrócenie Kornelii dobrego humoru. W końcu zachichotała, podniesiona na duchu i wtuliła się w Louis’ego. 
        - Nie, dzięki. Ty mi w zupełności wystarczasz - powiedziała, a Louis zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. 
        - Tęskniłem - powiedział, a ona kiwnęła głową. 
        - Ja bardziej - odparła. Harry pocałował mnie w czoło i ponownie się we mnie wtulił. 
        - A ja najbardziej - szepnął mi do ucha, wywołując przejmujące ciepło w sercu. 
        Niewiele musiało minąć czasu, by Harry ponownie zaplanował wzięcie udział w wyścigu. Od jakiegoś czasu była to jego rutyna. Praca, uczelnia, ja, wyścig. Niemal zapomniałam, że większość z tych rzeczy zawdzięcza nielegalnej działalności. Pracowaliśmy w podobnych godzinach, więc nie cierpiałam mocno przez jego nieobecność, a gdy już wracałam z Little Things, zwykle czekał na mnie w mieszkaniu lub zabierał do swojej willi. Przyzwyczaił mnie do wygód, lecz z każdym kolejnym wyścigiem w moim sercu pojawiał się niepokój. 
        Staliśmy na lotnisku wśród kilkudziesięciu innych osób, gdzie Harry zabrał mnie, by potwierdzić swoją obecność w jutrzejszym wydarzeniu. W miejscu, w którym zwykle znajdował się start, stał teraz mały stolik, przy którym siedziała seksowna brunetka, zbierająca zapisy. Ciągnęła się do niej długa kolejka, której widok nieco mnie zaskoczył. W wyścigu nie brało zwykle więcej niż dziesięciu kierowców, a w kolejce stało ok pięćdziesięciu osób. Harry pocałował mnie w policzek i kazał na siebie poczekać, a sam podbiegł do stolika, wymijając bezczelnie czekających ludzi. 
        Pokręciłam z niedowierzaniem głową, gdy chłopak, który miał wpisać się właśnie na listę, został odepchnięty bezceremonialnie przez Harry’ego i zaczął wykłócać się o swoje miejsce. Harry powiedział mu coś, czego nie dosłyszałam aż wreszcie chłopak ustąpił z wściekłym wyrazem twarzy. Parsknęłam śmiechem na okropne maniery mojego chłopaka. Powinnam mu zwrócić uwagę, ale jakaś cząstka mnie lubiła tego wrednego, bezczelnego typa. W końcu taki właśnie był, gdy widzieliśmy się po raz pierwszy. 
        Nagle widok na niego zasłoniły mi blond loki, które splotła czerwona bandana. Napięłam mięśnie, na widok uśmiechniętej twarzy, w której policzkach pojawiły się dołki. Tylko go tutaj brakowało…
        - Hej, hej, heeeej, kobieta Stylesa! Znów się spotykamy! - Irwin przejechał palcem wzdłuż mojego ramienia, wywołując we mnie obrzydzenie. Oddaliłam się od niego i zmierzyłam nienawistnym spojrzeniem. 
        - Ostatnio, gdy Cię tu widziałem wymieniliśmy całkiem namiętnego ślimaczka, pamiętasz? - zapytał, a ja przekręciłam oczami, wypatrując, ponad jego ramieniem, Harry’ego. Pochylał się teraz nad stołem, a brunetka trzymała w zębach długopis, zerkając na niego uwodzicielsko. Ani się waż, suko!
        - Hej, blondi, głucha jesteś? - Ashton chwycił mój nadgarstek i przyciągnął brutalnie do siebie. Wściekła popchnęłam mocno jego ramię i odwróciłam się do niego plecami. 
        - Odpierdol się, Irwin - warknęłam, ruszając w stronę garażów, w których stał motor Harry’ego. Ashton zarechotał nisko, a potem znów poczułam jego długie szczupłe palce na swojej skórze. Niewiele myśląc, zamachnęłam się i, odwracając do niego, uderzyłam z całej siły płaską dłonią w policzek. Napiął się na sekundę, po czym otworzył usta, nastawiając szczękę i chwycił się za czerwieniejące miejsce. Nie mogłam uwierzyć, że dalej uśmiechał się do mnie, jak idiota. 
        - Jesteś chory - powiedziałam, kręcąc z niedowierzaniem głową, a on przytaknął bez wahania. Oblizał wargi, patrząc na mnie przeciągle. 
        - Mam nadzieję, że ślad zejdzie do jutra. Muszę ładnie wyglądać do zdjęć, gdy wygram ten wyścig - rzucił, jak gdyby nigdy nic, a moje serce zabiło szybko. Patrzyłam na niego w otępieniu, czując, że moje nogi zaczynają powoli mięknąć. 
        - Ścigasz się jutro? - zapytałam, nim zdążyłam się ugryźć w język. Ashton wydął, jakby z bezradności, wargi i westchnął ciężko. 
        - Taa… Pierwszy wyścig od… Cóż… Dłuższego czasu 
        - Od czasu, jak zostałeś zawieszony po próbie zamordowania Harry’ego - syknęłam, mrużąc z nienawiścią oczy. Rozpromienił się nagle, a swoje długie palce zatopił w blond lokach. 
        - Słyszałaś o tym? Ach! Moja reputacja mnie wyprzedza - przycisnął ręce do piersi w udawanym zachwycie. Miałam ochotę uderzyć go po raz kolejny, ale wtedy przy jego boku pojawił się Harry. 
        Odepchnął go bezceremonialnie ode mnie i złożył na moim czole troskliwy pocałunek. 
        - Czegoś szukasz, Irwin? - zapytał, a ten pokręcił głową. 
        - Chciałem sprawdzić tylko jak te urocze pośladki mieszczą się w mojej ręce - odpowiedział, pokazując nam swoje dłonie. Uścisk Harry’ego na mojej talii znacznie się wzmocnił, ale poza tym stał przed Irwinem, robiąc wrażenie niewzruszonego. 
        - Całe szczęście moja kobieta potrafi walczyć. Ładny siniak - wskazał z kpiącym uśmieszkiem na zaczerwieniony policzek Ashtona. Blondyn zaśmiał się cicho, strzelił dwa razy karkiem i, jak gdyby nigdy nic, odwrócił się od nas plecami, zmierzając ku brunetce, która wciąż zerkała tęsknym wzrokiem na Harry’ego. 
        - Idiota - mruknął pod nosem Styles i skierował nas ku Maserati. 
        Droga powrotna okazała się jedną z najbardziej niezręcznych chwil, jakie przeżyłam z Harrym. Nie mogłam uwierzyć, że nie powiedział mi o udziale Irwina w wyścigu. Wszystkie moje nerwy były teraz nader wrażliwe, myśli pędziły wokół tego, co opowiedzieli mi o blondynie Liam i Zayn. Ashton nigdy nie grał czysto, często wygrywał, pozbywając się Harry’ego z toru. Wyścig miał się odbyć już jutro, a ja myślałam, jak odciągnąć mojego chłopaka od tego wydarzenia. 
        Gdy znaleźliśmy się w moim i Kornelii mieszkaniu, Harry nie wytrzymał i ujął moją twarz w dłonie, patrząc na mnie zmartwionym wzrokiem. 
        - Co się dzieje? - zapytał, a we mnie wezbrała fala wściekłości. Oderwałam jego dłonie od swoich policzków i odepchnęłam Harry’ego od siebie. - Milena? - był zdezorientowany. 
        - Jak mogłeś nie powiedzieć mi, że Irwin bierze udział w tym wyścigu? - syknęłam, zaciskając pięści. 
        Wyraz zrozumienia zabłysnął w oczach Harry’ego. Wyciągnął do mnie rękę, ale odsunęłam się gwałtownie. Przełknął ciężko ślinę i splótł palce z tyłu głowy.
        - To było nieuniknione! Jego zawieszenie minęło kilka dni temu, więc byłem pewien, że wskoczy, w któryś z pierwszych wydarzeń - wyjaśnił, lecz zamiast mnie uspokoić, sprawił, że miałam ochotę do niego podbiec i nim szarpnąć. Nie mogłam go puścić na ten tor. Nie mogłam pozwolić, by Irwin dokończył to, co zaczął rok temu. 
        - I nie zamierzałeś mi powiedzieć? - warknęłam oskarżycielskim tonem. 
        - Wiedziałem, że będziesz się denerwować - odparł, a ja wybuchnęłam złowieszczym, pozbawionym wesołości śmiechem. 
        - Och, ciekawe dlaczego! - krzyknęłam, a w moich oczach stanęły łzy. Nie mogłam mu pozwolić tak ryzykować. Nie mogłam… Gdy tylko zobaczył, że płaczę podbiegł do mnie i zamknął w mocnym uścisku, cierpliwie czekając aż przestanę się wyrywać. 
        - Hej, hej, hej! - zawołał, przyciskając moją głowę do swojej piersi - Dziecino, spokojnie. Pozbawili go możliwości ścigania się na rok! Nie będzie taki głupi, by znów mnie zaatakować. Wszyscy podchodzą do niego z podwójną ostrożnością - szepnął, a ja odetchnęłam głośno, próbując zdusić w sobie budującą się panikę.  Westchnęłam ciężko i zaczęłam wykręcać palce. Harry spojrzał na mnie z góry i położył dłoń na moim podbródku, zmuszając mnie, bym na niego popatrzyła. Choć podniosłam głowę moje oczy powędrowały w bok, a w ich kącikach wciąż czaiły się łzy. 
        - Robiłem to już tysiące razy - powiedział cicho i pogłaskał mnie po policzku. Zaśmiałam się bez wesołości i w końcu zwróciłam swój wzrok ku szmaragdowi. Pokręciłam głową, nie będąc w stanie nic powiedzieć i przestąpiłam z nogi na nogę. - Dlaczego jesteś zła? - zapytał cicho, uważnie obserwując każdy mój ruch. Zmarszczyłam brwi. 
        - Dlaczego? Bo to jest totalnie głupi pomysł. - powiedziałam cicho i odepchnęłam jego dłoń. Odwróciłam się do Harry’ego plecami i podeszłam do drzwi swojej sypialni. Nie patrząc na to czy za mną ruszył, weszłam do środka i usiadłam na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach, próbując uspokoić nerwy i po chwili ciszy usłyszałam jak drzwi wejściowe się zatrzaskują, a ja zostaję sama w apartamencie. Świetnie... Nie ma to jak dobra rozmowa przed tak ważnym dniem. Warknęłam zła na siebie, że zamiast wyjaśnień wybrałam ucieczkę. W duchu miałam nadzieję, że Harry podąży ze mną, ale przecież wiedziałam jaki on jest. Jak kochał wyścigi. Nigdy nie zgodziłby się na rezygnację. Wstałam z łóżka i przyjrzałam się sobie w wielkiej lustrzanej szafie. Moje oczy były nieco zaczerwienione, lecz zdołałam powstrzymać płacz, zanim zamieniłabym się w totalną katastrofę emocjonalną. Weszłam do łazienki i odkręciłam zimną wodę w umywalce. Pochlapałam nią twarz i wypuściłam ciężko powietrze z ust. 
        Gdzie była Kornelia kiedy jej potrzebowałam? Wiedziałam, że musiałam z kimś o tym porozmawiać. Wiedziałam, że jeśli bym tego nie zrobiła prawdopodobnie wyładowałabym złość na czymś zupełnie niewinnym, a tego nie chciałam. Jeszcze tego brakowało, by w tym całym stresie borykać się z poczuciem winy. Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni telefon i wybrałam numer do przyjaciółki. Długo nie odbierała, lecz, gdy już miałam się rozłączyć usłyszałam w słuchawce jej wesoły głos. 
        - Mileno? Słucham Ciebie - powiedziała i zachichotała na coś, co nie dotarło moich uszu. Już sam jej wesoły głos poprawił mi nieco humor. Zazdrościłam jej tego nastroju, ale wiedziałam, że z jej pomocą mogłabym go również osiągnąć. 
        - Muszę z tobą pogadać - oznajmiłam, brzmiąc nieco zbyt nerwowo. Odchrząknęłam, by oczyścić struny głosowe.
        - Co się stało? - głos Kornelii zniżył się o kilka tonów i usłyszałam jak uciszyła kogoś po drugiej stronie linii. Domyśliłam się, że była z Louis’m. Westchnęłam cicho. Nie wiedziałam czy powinnam teraz wyrywać ją z randki tylko dlatego, że miałam wątpliwości co do jutrzejszego wyścigu. Może rzeczywiście przesadzam. Może to nic takiego... 
        - Jesteś zajęta? - zapytałam w końcu.
        - Nie tak bardzo, by zignorować przyjaciółkę w potrzebie - odpowiedziała szczerze. Odetchnęłam z ulgą i, choć wciąż z lekkim poczuciem winy, zapytałam. 
        - Mogłabyś wpaść do mieszkania? Nie zabiorę ci dużo czasu. Potrzebuję rozmowy... 
        - No pewnie! Louis, podwieziesz mnie do domu? - zapytała po angielsku mężczyznę, a ja uśmiechnęłam się do siebie i usłyszałam głos Louis’ego po drugiej stronie, odpowiadający, że chętnie to zrobi. Podziękowałam cicho i się rozłączyłam. Nie wiedziałam gdzie byli, więc nie byłam pewna ile czasu miałam dla siebie. Postanowiłam jednak poprawić makijaż i ułożyć od nowa włosy. Gdy już umieszczałam na głowie ostatnią wsuwkę, drzwi do apartamentu otworzyły się z impetem. 
        - GWARDIA POCIESZYCIELSKA ZGŁASZA GOTOWOŚĆ - usłyszałam wrzask przyjaciółki z salonu i zaśmiałam się głośno, prawie tracąc oddech. Gdy wyszłam z sypialni wciąż się trzęsłam, próbując powstrzymać chichot. Kornelia przywitała mnie szerokim uśmiechem, a za nią stał Louis w pięknym czarnym, szytym na miarę garniturze. Nie miał pod nim koszuli, a tylko czarny t-shirt z szerokim dekoltem, spod którego majaczył tatuaż na jego klatce piersiowej. Wytarł z oka łezkę, która opadła podczas jego chichotu. Zauważyłam, że Kornelia miała na sobie piękną długą pastelowo-różową suknie na jedno ramię, ozdobioną drobnymi kryształkami w talii i na dekolcie. Dół kreacji był luźno puszczony, dając sporą swobodę ruchu. Jej długie różowe włosy splecione były w piękny warkocz zaczynający się od prawej strony głowy i opadający na jej lewe ramię. 
        Rozszerzyłam oczy w zdziwieniu, a fala poczucia winy ponownie dopadła mnie ze zdwojoną siłą. Przerwałam w ważnym wydarzeniu, przerwałam randkę, na którą oboje wystroili się jak na bal. Może nawet byli na jakimś balu?
        - O matko, Kornelia dlaczego mi nie powiedziałaś, że masz jakieś super eleganckie spotkanie?! - prawie krzyknęłam w złości. Umyślnie użyłam języka polskiego, by nie irytować moją reakcją Louis’ego. 
        - Przestań, głupia. Byliśmy w operze, ale spektakl już dawno się skończył. Prawda jest taka, że i tak mieliśmy już zbierać się do domu - Wiedziałam, że ta ostatnia część zdania była kłamstwem. Kornelia była beznadziejna w wymyślaniu historyjek, ale gdzieś z tyłu mojej głowy pojawiła się ogromna wdzięczność, że mimo tak osobliwej sytuacji, przyjaciółka uznała pocieszenie mnie za coś ważniejszego. Pokręciłam głową, by dać jej znać, że nie podobała mi się ta sytuacja. Parsknęła na mnie i przewróciła oczami, co tak bardzo nie pasowało do jej eleganckiego stroju. Louis spojrzał na nią a potem na mnie i zmarszczył brwi. Na jego ustach pojawił się niepewny, zdezorientowany uśmiech. 
        - Eeee... Więc o co chodzi? - zapytał cicho - bo wiecie. Nie jestem najlepszy z języka polskiego - dodał i puścił mi oczko. Posłałam mu zadziorny uśmiech. 
        - Nic ważnego. Opieprzałam tylko Kornelię, ze pozwoliła mi przerwać waszą ważną randkę - odpowiedziałam szczerze. Louis, podobnie jak Kornelia, przekręcił oczami. Ta dwójka tak bardzo do siebie pasowała. Uśmiechnęłam się marzycielsko, a moja przyjaciółka i jej chłopak spojrzeli na mnie w zdziwieniu, oboje przekręcając głowę w bok, jak zdezorientowane szczeniaki. Parsknęłam śmiechem. Kto by pomyślał, że można poznać kogoś tak podobnego do siebie gdzieś w obcym dalekim kraju. A Kornelia martwiła się głupim snem. Prędzej piekło by zamarzło niż ona go zdradziła… Westchnęłam głośno i usiadłam na kanapie. 
        Kornelia kiwnęła głową w moją stronę, a potem odwróciła się do Louis’ego. Położyła swoje malutkie dłonie na jego piersi i popchnęła go delikatnie w stronę wyjścia. Mężczyzna patrzył na nią w dół z uśmiechem, w którym kryło się tak ogromne uczucie, że zakręciło mi się w głowie. Dopatrzyłam się w nim również delikatnej zadziorności, gdy stanął jak kamień, a moja drobna przyjaciółka nie była w stanie go ruszyć, choć pchała z całej swojej siły. Wreszcie warknęła pokonana i tupnęła stópką jak zbuntowany pięciolatek. Louis zaśmiał się głośno, odchylając głowę, a potem wyciągnął ręce, ujął Kornelię w pasie i szybkim ruchem podniósł ją tak, że ich twarze znajdowały się na tym samym poziomie. Nogi mojej przyjaciółki zwisały bezwładnie, a jej ręce owinęły się wokół szyi mężczyzny. Wpatrywali się sobie głęboko w oczy, aż Louis cmoknął ją delikatnie w usta. Kornelia udała, że nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia i rzuciła mu surowe spojrzenie. 
        - Idź już. Kobiety muszą porozmawiać. - powiedziała szorstko, lecz wiedziałam, że to tylko gra. Psotny uśmiech przebiegł po twarzy Louis’ego. 
        - Wiesz, że się nie ruszę jeśli mi czegoś nie dasz. - powiedział cicho. Poczułam, jak gorąco przebiega po mojej twarzy. Głupio było mi patrzeć na ich uczuciowe gesty. Odwróciłam wzrok i zaczęłam wpatrywać się w ciemne okno. 
        - Louis, spadaj - usłyszałam Kornelię. W jej głosie czaił się śmiech. 
        - Czekam - Louis zabrzmiał teraz nieco poważniej, ściszył głos o kilka tonów. Potarłam dłonią szyję, czując się coraz bardziej niezręcznie. Zwykle nie miałam nic przeciwko uczuciowym momentom. Z Harrym również nie przejmowaliśmy się, jeśli para naszych przyjaciół była obok, a my chcieliśmy okazać sobie uczucia, często w bardzo namiętny sposób. Lecz to, że musiałam im przerwać w randce, że specjalnie dla mnie tutaj przyjeżdżali i że to przeze mnie Kornelia wyganiała z apartamentu swojego chłopaka, sprawiło, że poczułam się nieswojo. Cały ten wieczór był dla mnie emocjonalną jazdą bez trzymanki.
        - Głupek - szept Kornelii został zastąpiony odgłosem namiętnego pocałunku, a mnie ścisnęło w żołądku z zazdrości. Kłótnia z Harrym już zdążyła na mnie podziałać. Zaczęłam wykręcać nerwowo palce i, gdy pocałunek dobiegł końca, odwróciłam się w stronę pary, uśmiechając słabo. Mężczyzna pomachał mi energicznie zanim drzwi zatrzasnęły się przed jego nosem z hukiem. 
        - Suka! - usłyszałam jego przytłumiony, pełen udawanego zarzutu wrzask. 
        - Dupek! - odkrzyknęła Kornelia i walnęła pięścią w drewno. 
        - Do jutra! Już tęsknię - słowa kontrastowały z jego wciąż urażonym tonem.
        - Nie mogę się doczekać! - wściekłe warknięcie mojej przyjaciółki nie pasowało zupełnie do jej rozpromienionej twarzy. 
        Zachichotałam na tę groteskową scenę i, zdejmując buty, usadowiłam się wygodnie na kanapie, podkulając pod siebie nogi. Usłyszałyśmy kroki na korytarzu i miałam pewność, że zostałyśmy same. Kornelia odwróciła się w moją stronę i niemal wskoczyła w fotel stojący naprzeciwko kanapy. To, że nie potknęła się o materiał sukni było cudem. Obserwowałam jak mości sobie miejsce w miękkiej poduszce i sadowi się wygodnie. 
        - Jesteście słodcy - powiedziałam z uśmiechem i wskazałam wzrokiem na drzwi, za którymi kilka sekund temu stał Louis. 
        - Mhm... Jak miód z uszu - odpowiedziała sarkastycznie Kornelia, lecz widziałam w jej oczach, że uczucie, które żywi do mężczyzny było silniejsze, niż mogłam to sobie wyobrazić  - No dobra. Mów co się dzieje - spojrzała na mnie z zachęcającym uśmiechem - ALBO NIE! CZEKAJ - wykrzyknęła i wstała - zdejmę z siebie to cudo - chwyciła za materiał swojej pięknej sukienki i pobiegła do sypialni po prawej stronie. Zachichotałam. Zmiana ubrania nie zajęła Kornelii dużo czasu i już po pięciu minutach wróciła do salonu w bladoróżowym, wygodnym dresie. Jej makijaż i fryzura wciąż były perfekcyjne. Ponownie usadowiła się wygodnie na fotelu przede mną i spojrzała wyczekująco w moje oczy. 
        - Harry ma jutro wyścig... - zaczęłam bez zbędnych wstępów. Kornelia pokiwała głową w zrozumieniu. Wiedziała. - Louis ci powiedział? - zapytałam. 
        - Ta... Nie martw się. Robił to już wiele razy. Sama przecież byłaś na kilku z tych wydarzeń. - odpowiedziała cicho i sięgnęła, by ująć moją dłoń w swoją. Uśmiechnęłam się do niej słabo i poczułam jak łzy ponownie próbują wtargnąć na moje policzki. 
        - To było zupełnie coś innego. Wiesz co to za wyścig teraz, prawda? Wiesz kto z nim będzie konkurować. - wbiłam w nią napięte spojrzenie, a uśmiech całkowicie znikł z mojej twarzy. 
        - Irwin. - obrzydzenie w oczach mojej przyjaciółki było tak wyraźne, że aż sama je poczułam. Dałam za wygraną i łzy popłynęły w dół opadając na materiał jeansów. 
        - Irwin... - szepnęłam - Wiesz, że on nigdy nie gra czysto - ścisnęłam jej dłoń mocno. 
        - Ale Harry jest doskonałym kierowcą. Nie przejmuj się, on zdaje sobie sprawę z tego z kim będzie konkurował 
        - Łatwo ci mówić. To nie Louis będzie jutro na jednym torze z tym psychopatą - warknęłam. Czułam, że emocje brały nade mną górę, ale nie potrafiłam ich powstrzymać. Kornelia zmarszczyła brwi, ale nie puściła mojej ręki. Zamiast tego spojrzała w moje oczy i, ledwo zauważalnie, kiwnęła głową.
        - Rozumiem twoje obawy. Mnie również nie podoba się ten pomysł. Ale nie zmusimy ich do zmiany zdania. Poza tym Irwinowi grozi ponowna dyskwalifikacja, jeśli zagra nieczysto. Po co miałby tak ryzykować? Znów! - miała rację. W końcu tor miał być pełen sędziów, a Irwin już raz dostał nauczkę za swoje nieczyste zagrania. Może rzeczywiście reagowałam zbyt paranoicznie. Uśmiechnęłam się do niej i wysłałam przepraszające spojrzenie. Poczułam się winna, że ją zaatakowałam, ale wiedziałam, że to rozumiała. Jej twarz pojaśniała i dopiero wtedy uścisk dłoni się rozluźnił. Kornelia uniosła ręce, rozciągnęła kręgosłup i spojrzała za okno. Jesienny wieczór był piękny i gdyby nie jasne światła Londynu, na niebie błyszczałyby tysiące gwiazd. 
        - Przebieżka? Tak dla odstresowania i doładowania się endorfinami - zapytała, gdy ponownie spojrzała w moją stronę. 
        - ooo tak - odpowiedziałam i pobiegłam do sypialni, by założyć swój strój do biegania. Kornelia zrobiła to samo, a następnie powędrowała do łazienki, zmyła makijaż i zmieniła warkocz w wysoko położonego kucyka. Czekając na nią założyłam już wygodne buty i zaczęłam się rozciągać. Dołączyła do mnie po kilku minutach, a następnie wybiegłyśmy z hotelu w stronę pobliskiego parku. 
        Uwielbiałam biegać, szczególnie  wieczorami, gdy chłodny wiatr otulał moją twarz. Serce biło szybciej i już po kilku minutach poczułam przejmujące szczęście, dzięki ogarniającym mój organizm endorfinom. Muzyka w słuchawkach nadawała tempo moim krokom, więc biegłam nieco przed Kornelią. Już dawno ustaliłyśmy, że każda wybiera swoją własna prędkość. Zwykle zależała ona od piosenek w naszych odtwarzaczach. Nie zdziwiłam się więc, że Kornelia już po chwili mnie wyprzedziła. I tak na zmianę. 
        Biegałyśmy pół godziny, okrążając park. Mijałyśmy pary na romantycznym spacerze, osoby bawiące się ze swoimi psiakami i kilku samotników. Było tu magicznie o tej porze. Mimo późnej godziny, w parku wciąż tliło się życie. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy dwaj przystojni mężczyźni podążyli za nami wzrokiem, kiedy ich mijałyśmy. Kornelia rzuciła mi wtedy porozumiewawcze spojrzenie i obie zaśmiałyśmy się serdecznie. To, że miałyśmy swoich chłopaków, nie oznaczało, że przestałyśmy czuć się dobrze, gdy zwróciłyśmy na siebie uwagę innych.
        Wreszcie wróciłyśmy do mieszkania i, rozchodząc się do swoich sypialni wzięłyśmy szybki prysznic. Przebrałam się w długie luźne spodnie od piżamy i szeroki t-shirt i, prawie równo z Kornelią, weszłam do salonu. Stres troszkę ustąpił, więc usiadłyśmy na kanapach i zaczęłyśmy rozmawiać o różnych sprawach, które odganiały moje myśli od tego nieszczęsnego wyścigu. 

        Obudziłam się wcześnie rano, a po sekundzie błogiej nieświadomości, mój umysł zalała fala myśli o dzisiejszym wydarzeniu. Ścisnęłam nieświadomie pięści i przewróciłam się na drugi bok. Moje oczy napotkały boski szmaragd. Podskoczyłam na materacu, zaskoczona. Twarz Harry’ego wyrażała ból, gdy sięgnął dłonią do mojego policzka i pogłaskał go delikatnie. Zamknęłam oczy poddając się tej pieszczocie. Cieszyłam się, że przyszedł,nie byłam zła, że wtargnął do mojego łóżka. Jedyne co czułam to szczęście, że był teraz przy mnie, że postanowił spędzić ten poranek ze mną. 
        Ujęłam jego dłoń w swoją i zmarszczyłam brwi, przypominając sobie jak skończyła się nasza wczorajsza rozmowa. Ponownie spojrzałam na niego i wzięłam głęboki oddech. 
        - Przepraszam - powiedziałam cicho, a on pokręcił wolno głową. 
        - Nic się nie stało. Doskonale rozumiem Twoją reakcję. - odpowiedział. Pochylił się nade mną i cmoknął mnie delikatnie w szyję. Westchnęłam cicho i przybliżyłam się do niego. Objął mnie mocno ręką i, gdy położyłam głowę na jego piersi, zaczął głaskać mnie wolno po plecach. 
        - Nim się obejrzysz będzie po wszystkim - szepnął cicho, a ja ścisnęłam w pięści jego koszulkę. Miałam nadzieję, że się nie mylił. Nic więcej nie mówił. Nie musiał. Chciałam leżeć tak przy nim całą wieczność, zapominając o całym świecie. Teraz czułam się bezpiecznie. Teraz, gdy wiedziałam, że nie był na mnie zły mogłam spać spokojnie. Opuściłam powieki i dałam się ponieść senności. 

        Poczułam natrętne łaskotanie na plecach, więc ręką starałam się strzepnąć jego źródło. Niestety to coś, co sprawiało, ze miałam gęsią skórkę wciąż nie dawało za wygraną. Otworzyłam oczy. Słońce świeciło prosto w moją twarz, sugerując, że było około ósmej. Jak przez mgłę pamiętałam co działo się wcześniej dzisiejszego poranka. Kolejne łaskotanie. Wspomnienia od razu wróciły, a ja spojrzałam przez ramię na Harry’ego. Uśmiechnął się do mnie, a potem pocałował w szyję. 
        - Dzień dobry, kochanie. Znowu - poczułam ciepło jego oddechu na skórze. Po kręgosłupie przeszły mnie ciarki. Wplotłam palce w jego loczki i pociągnęłam do góry, by na mnie spojrzał. Szmaragd badał każdy szczegół mojej twarzy, a ja poczułam jak wpłyną na nią rumieniec. Szeroki uśmiech zagościł na jego ustach, gdy pogłaskał jeden z moich policzków. 
        - Tyle czasu, a ty wciąż się rumienisz ... - szepnął i przycisnął swoje wargi do moich. Bez zastanowienia oddałam pocałunek, z którego nie odrywaliśmy się przez dłuższy czas. Mój oddech przyspieszył, czułam jak przez ciało przechodzą fale gorąca, z każdym zetknięciem palców Harry’ego z moją skórą. Gdy w końcu odsunęłam się delikatnie od niego, by złapać oddech ten zrobił zabawną, zawiedzioną minę. Piękne pełne różowe wargi wygięły się w podkówkę. Zachichotałam cicho i cmoknęłam go szybko, a potem odchyliłam kołdrę, by wygramolić się z łóżka. Harry podążał za mną zdziwionym wzrokiem. 
        - A ty dokąd? - zapytał z udawaną obrazą. 
        - Pod prysznic - odpowiedziałam, niby to obojętnie. Wyraz twarzy mężczyzny od razu się zmienił. Widziałam drapieżnika, który właśnie zlokalizował ofiarę. 
        - Och. W takim razie... - nie dokończył. Wstał z łóżka i prędko zdjął przez głowę swój t-shirt. W ostatniej chwili powstrzymałam westchnienie zachwytu nad jego imponującym wytatuowanym ciałem. Mięśnie brzucha wyraźnie odznaczały się pod pięknym motylem. W samych jeansach wyglądał wyjątkowo kusząco. Uśmiechnęłam się do niego uwodzicielsko i, nie patrząc czy za mną idzie, weszłam do łazienki, po drodze zrzucając na podłogę koszulkę od piżamy. Nie musiałam długo na niego czekać. Po kilku sekundach poczułam jak jego długie ręce owijają mi się wokół talii, a tors przyciska do moich nagich pleców. Ogarnęła mnie gęsią skórkę, a ciepło pod moim brzuchem budowało się coraz szybciej, osiągając swój szczyt, gdy opuszki palców Harry’ego sięgnęły gumki moich spodni od piżamy. Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło obijać się o żebra. Po chwili stałam już całkowicie naga w objęciach mężczyzny moich marzeń, czując jego usta na swojej szyi, którą odchyliłam, by dać mu do niej większy dostęp. Jęknęłam cicho, gdy poczułam jego palce na wewnętrznej części uda. Dłoń, która do tej pory wciąż spoczywała na talii, przesunęła się w górę, delikatnie obejmując moją pierś. Zacisnęłam powieki i usta, starając się nie jęczeć zbyt głośno, świadoma, że Kornelia wciąż prawdopodobnie była w apartamencie. Nie udało mi się jednak kompletnie milczeć i z moich ust wydobyło się kilka mruknięć. 
        - Nie powstrzymuj się, kochanie. Kornelia śpi... - szept Harry’ego rozległ się tuż przy moim uchu, a jego palce wdarły się nagle między moje nogi. Po całym moim ciele przeszła ogromna fala rozkoszy, prawie powalając mnie na ziemię. Tylko dzięki silnym objęciom Harry’ego wciąż stałam wyprostowana.
        - O boże... - szepnęłam, łapiąc spazmatycznie oddech. Cichy, zmysłowy śmiech mężczyzny przeszył mnie do szpiku kości, gdy zaczął poruszać palcami po mojej łechtaczce. Obezwładniające uczucie ekstazy przysłoniło cały mój świat. Tym razem nie byłam w stanie powstrzymać krzyku. Instynktownie zaczęłam kołysać biodrami synchronizując swoje ruchy z ruchami dłoni Harry’ego. Bezwiednie sięgnęłam do jego loków i zacisnęłam na nich palce. Syknął cicho i poczułam jego zęby na płatku ucha. Mruknęłam jak kotka, doznająca boskiej pieszczoty. Czułam, że byłam blisko spełnienia. Pociągnęłam go mocniej za włosy, a drugą ręką uczepiłam się jego spodni. 
        - Harry... - moje jęki stawały się coraz głośniejsze, a oddech szybszy. Harry szeptał mi do ucha nieprzyzwoite rzeczy, zachęcając do orgazmu. Jego język błądził po mojej szyi i uchu, zostawiając parzące ślady w miejscach, które dotykał. Nie mogłam wytrzymać, czułam zbliżający się orgazm. Przygryzłam wargi, próbując powstrzymać krzyki. 
        - Dalej, dziecino. Dojdź dla mnie - gdy tylko wyszeptał te słowa, poczułam jak nogi uginają się pode mną, a całe moje ciało przechodzą uderzające fale rozkoszy. Nie byłam pewna czy krzyczałam. Jedyne na czym mogłam się skupić to przejmujące spełnienie ogarniające każdy centymetr mojej skóry. Świat rozmazał mi się przed oczami i po chwili opadłam bezwładnie w ramiona Harry’ego. Bez większego wysiłku ujął mnie w talii, powstrzymując od osunięcia się na ziemię. Oddech powoli zaczął mi się uspokajać, zmysły ponownie zyskiwały ostrość. Poczułam za swoimi plecami duże wybrzuszenie, które sugerowało jak ta sytuacja zadziałała na Harry’ego. 
        - Jesteś taka seksowna, dziecino - mruczał do mojego ucha, wciąż przytrzymując moje osłabione ciało. Przycisnął do mnie biodra, a ja sięgnęłam dłonią i pochwyciłam wybrzuszenie. Zadrżał niemal niezauważalnie. Słyszałam, że jego oddech przyspieszył, ale, po chwili mojej pieszczoty, złapał mnie za nadgarstek i odciągnął od swojego ciała. 
        - Prysznic - powiedział z uśmiechem, a ja spojrzałam na niego z wyrzutem. 
        -Chcę się odwdzięczyć - powiedziałam, odwracając się twarzą do niego i sięgając dłońmi rozporka jego spodni. Pozwolił mi się rozebrać, lecz gdy chciałam ująć w dłoń jego członek, ponownie złapał mnie za nadgarstki. Stał tam, piękny, wysoki, gotowy, a mimo to nie pozwolił mi się dotknąć. Zirytowało mnie to. Warknęłam cicho, gdy spróbowałam się wyrwać, lecz Harry tylko zaśmiał się cicho i pokręcił głową. 
        - Powstrzymaj się, dziecino - szepnął mi do ucha, zbliżając się tak, ze czułam jego twardość na swoim brzuchu. - Chcę Cię wziąć... Całą... Na łóżku. Sprawić, że ten orgazm, który właśnie przeżyłaś będzie niczym w porównaniu do tego, który przeżyjesz tam... Nie przedłużajmy tego - jego słowa sprawiły, że, niemal od razu, poczułam wilgoć między nogami. Odsunęłam się delikatnie i bez słowa kiwnęłam głową. Puścił do mnie oczko, spoglądając na mnie z góry, a potem wskazał głową na kabinę. 
        - Prysznic - powtórzył i pchnął mnie w jej stronę. Odsunęłam szklane drzwi i puściłam ciepłą wodę, która otuliła moje ciało gęstą parą. Harry stanął za mną, wysoki, dominujący. Delikatnym ruchem dłoni odwrócił mnie do siebie i nim zdążyłam coś powiedzieć, jego usta przycisnęły się do moich w zachłannym pocałunku. Uniosłam ręce i zacisnęłam w pięści brązowe, wilgotne loki. Sięgnął w dół do moich ud i, unosząc mnie bez wysiłku, przycisnął do ściany. Splotłam nogi wokół jego bioder, czując jak podniecenie rośnie we mnie z każdą sekundą. Wzmocniłam zachłannie uścisk, sprawiając, że mruknął zmysłowo i zacisnął palce na moich pośladkach. Jęknęłam, odchylając nieco głowę i spoglądając w jego zielone oczy. 
        Woda spływała po jego idealnej twarzy, szyi i torsie, sprawiając, że wyglądał jeszcze seksowniej niż zwykle, gdy wpatrywał się we mnie głodnym wzrokiem łowcy. Poruszyłam się sugestywnie na jego biodrach, a jego źrenice rozszerzyły się, prawe pozbawiając oczy charakterystycznej zieleni. Ustami zaczął znaczyć szlak od linii mojej szczęki do szyi. Uwielbiałam, gdy mnie tam całował. Westchnęłam, gdy poczułam delikatne ugryzienie, a potem ciepło jego języka. 
        - Pieprzyć prysznic - usłyszałam stłumiony przez szum wody głos. Sięgnął na oślep do kurków i je zakręcił, a w łazience nastała cisza, przerywana tylko naszymi przyspieszonymi oddechami. Harry spojrzał mi prosto w oczy. Przejmująca czerń ogarnęła cały mój świat, gdy oderwał mnie od ściany i bez cienia wysiłku zaniósł do sypialni. Stanął przy krawędzi łóżka i powoli pochylił się nad nim, delikatnie kładąc mnie na miękkim materacu. Podciągnęłam się nieco na łokciach i chwyciłam dłonią jego szyję. W ułamku sekundy, w którym nasze oczy się skrzyżowały, dostrzegłam, że podjął decyzję, a potem pochylił się i złożył na moich ustach gwałtowny pocałunek. Czułam w tym geście całą kumulującą się w Harrym niecierpliwość, jego podniecenie i namiętność. 
        Ścisnął moją pierś, sprawiając, że wciągnęłam gwałtownie powietrze, a potem pochylił się nad nią i zaczął ssać rozkosznie sutek. Nie byłam w stanie powstrzymać dźwięków wydobywających się z moich ust. Powtarzałam jego imię jak magiczne zaklęcie, które miało doprowadzić mnie do spełnienia. Warknął gardłowo, a ja poczułam delikatne wibracje na skórze. Kolanem wdarł się między moje nogi, rozchylając je szeroko. Pisnęłam cicho, próbując powstrzymać szalejący oddech. Ponownie poczułam jego usta na swojej szyi, przyprawiające mnie o niekontrolowane dreszcze. Wolną dłonią głaskał zewnętrzną część mojego uda, wspinając się w górę, by w końcu ścisnąć mój bok. 
        - Chcę ciebie - jego gorący szept odbił się erotycznym echem w mojej głowie. Syknęłam, podniecona do skraju możliwości. 
        - Tak... - tylko to zdołałam z siebie wydusić. 
        - Chcę ciebie tylko dla siebie. Pieprzyć cię tak, jak nikt nigdy tego nie robił i nie zrobi... - przygryzł płatek mojego ucha, a dłoń, która spoczywała na moim biodrze przesunęła się w dół brzucha. Zacisnęłam usta, powstrzymując głośny jęk i pokiwałam tylko głową. Zmysłowy, cichy śmiech przeszył mnie do szpiku kości. 
        - Boże... - jęknęłam i, oślepiona podnieceniem, sięgnęłam między nasze ciała, by chwycić jego członek. Był bosko gotowy. Duży i twardy, ledwo mogłam go objąć, swoją małą dłonią. Harry wciągnął głośno powietrze i ponownie poczułam zęby na swoim uchu. 
        - Bądź moja - głos jaki wydobył się z jego gardła był niski i zachrypnięty. 
        - Tak... - poruszyłam dłonią, na co zaklął soczyście i wcisnął głowę w zagłębienie między moją szyją a ramieniem. 
        - Co mam zrobić? - zapytał, zbijając mnie na chwilkę z pantałyku. Przestałam poruszać dłonią, lecz, gdy dotarło do mnie, o co mu chodziło, położyłam wolną rękę na jego plecach i przyciągnęłam go bliżej siebie. Poczułam między nogami jego ciepło. Och... tak bardzo go w tym momencie pragnęłam. 
        - Weź mnie - szepnęłam mu do ucha. Dzikie warknięcie, jakie wydobyło się z jego ust, zaserwowało mi kolejną porcję dreszczy. Jego reakcja była błyskawiczna. Położył obie moje ręce nad głową i przytrzymał nadgarstki swoją dłonią. Drugą sięgnął między nas i już po chwili czułam rozdzierającą rozkosz, gdy brutalnie wbił się we mnie z moim imieniem wypisanym na jego ustach. Jęknęłam głośno i szarpnęłam się pod przejmującym uczuciem ekstazy, jednak przyszpilone do łóżka ręce, ograniczały swobodę moich ruchów. Zdana na łaskę Harry’ego, należałam do niego i to on decydował co w ciągu kolejnych kilku chwil miało się ze mną stać. 
        Wysunął się ze mnie powoli, by zaraz ponownie wbić się, mocniej i głębiej, sprawiając, że przed moimi oczami zabłysnęły gwiazdki. Krzyknęłam, gdy poczułam jak jego penis rozpycha mnie cudownie, drażniąc nerwy, o których istnieniu do tej chwili nie wiedziałam. Z wysiłkiem otworzyłam oczy i napotkałam wzrok Harry’ego. Czarne oczy były przymglone, a brwi zmarszczone. Oddychał gwałtownie, gdy poruszał się coraz szybciej. Mięśnie jego ramion były napięte, ukazując każdy ich szczegół. Poczułam, że uścisk na nadgarstkach się wzmacnia, a głowa Harry’ego opada, sięgając językiem skóry mojej szyi i ramienia. Kakofonia zmysłów, która mnie ogarnęła, sprawiała, że straciłam nad sobą panowanie. Jęki wydobywające się z moich ust na pewno obudziły już dawno Kornelię, ale miałam to gdzieś. Jedyne na czym chciałam się teraz skupić to ten moment, ta chwila, to uczucie, które budowało się we mnie nieubłaganie. 
        - Harry - wykrzyknęłam słabo, czując, że zaczynam powoli dochodzić. Podniósł głowę i spojrzał na mnie zaintrygowany. 
        - O nie, nie, nie... - szepnął ze złowieszczym uśmiechem i spowolnił ruchy. Nadchodzący orgazm nieco ustąpił, a ja westchnęłam głośno i mruknęłam z dezaprobatą. 
        -Jeszcze nie teraz, dziecino - zachrypnięty głos Harry’ego działał na mnie jak wabik. Chciałam się podnieść, by go pocałować, lecz on wciąż przytrzymywał moje ręce. Zaśmiał się cicho i nagle pociągnął mnie w górę, usadawiając na swoich kolanach. Korzystając z okazji wdarłam się językiem do jego ust. Opadłam na jego członka i, nie przerywając pocałunku, zaczęłam zmysłowo i powoli poruszać biodrami, znacząc małe koła. Poczułam delikatną wibrację, gdy jęknął w moje usta. Ścisnął moje plecy i zaczął na nie lekko naciskać, przyspieszając tempo moich ruchów. Ponownie poczułam przyjemne napięcie. Pod zamkniętymi powiekami widziałam miliony iskier, które, z każdym ruchem wybuchały coraz jaśniej. Odsunęłam twarz na kilka centymetrów i przyłożyłam swoje spocone czoło do jego. Nasze ciężkie, szybkie oddechy mieszały się ze sobą, w rytm zsynchronizowanych ruchów ciał. Harry pociągnął mnie delikatnie za mokre włosy, zmuszając do odchylenia głowy i odsłonięcia szyi. Ugryzł ją niespodziewanie, wywołując mój stłumiony pisk i zostawiając na niej wyraźny ślad. Słyszałam, że jego oddech robi się coraz głośniejszy, spazmatyczny. Kilka niskich jęków było jak najbardziej intymna pieszczota, wzmagająca potrzebę spełnienia. 
        Moje westchnienia zamieniły się w ciche jęki, które z czasem stawały się coraz głośniejsze, gdy czułam, że byłam blisko orgazmu. Harry obnażył zęby i syknął głośno, ściskając mocno moje biodra. 
        - Kurwa... Milena... - jego desperacki jęk podziałał na mnie jak katalizator, wywołujący orgazm. Poczułam, że całe moje ciało napina się pod wpływem przejmującej, nieopisanej ekstazy. Krzyknęłam głośno i zaczęłam drżeć pod wpływem wszechobecnego doznania. Wbiłam paznokcie w plecy Harry’ego i po chwili poczułam jego niekontrolowane warknięcie, a następnie rozlewające się w moim wnętrzu ciepło, gdy doszedł chwilę później. Przycisnął mocniej moje ciało do swojego i rozluźnił mięśnie, a moja głowa opadła bezwładnie na jego ramię. Poruszaliśmy się jeszcze chwilę, delikatnymi ruchami, aż w końcu wysunął się ze mnie ostrożnie, bez zmiany pozycji naszych ciał. Siedzieliśmy tak chwilę wtuleni w siebie, normując szaleńczy oddech, gdy nagle usłyszałam głośny trzask, a do mojej sypialni wparowała Kornelia.