środa, 11 czerwca 2014

4. Maybe I'll get drunk again

                                                 Maybe I'll get drunk again 

Milena


        Przeszkadzało mi towarzystwo tych dwóch typków. Pomyślałam, że może, jeśli nie będziemy protestować i wchodzić z nimi w konfrontacje, szybko znudzą się naszym towarzystwem i sobie pójdą. Starałam się rozmawiać tylko z Kornelią, lecz jej częste śpiewanie i zamawianie drinków nieznośnie mi to utrudniało. Podczas pierwszej wykonanej przez nią piosenki, przy stoliku panowała kompletna cisza. Pomogło mi to znieść długie momenty sam na sam z Harrym, gdy Louis poszedł zamówić whisky. Rozproszenie, w postaci głosu Kornelii, było mi więc bardzo na rękę. Niestety, sytuacja pogorszyła się dla mnie po powrocie mojej przyjaciółki do stolika. Zauważyłam, że między nią a Louis’m trzaskały iskry, więc, gdy wreszcie przestał ją komplementować, zajęli się rozmową, ignorując wszystko, co działo się wokół nich. Gdy Kornelia skończyła drinka i wstała od stolika, by zamówić sobie następnego, mężczyzna pobiegł od razu za nią. Świetnie. Znów sam na sam z Harrym. Bez jakiegokolwiek czynnika rozpraszającego.
       Nie wiedziałam na czym zawiesić wzrok ani gdzie podziać ręce. Czułam się okropnie niekomfortowo w tym towarzystwie. Wreszcie postanowiłam udać, że jestem niezwykle zainteresowana listą kontaktów w moim telefonie. Przejeżdżałam palcem po ekranie, udając, że przyglądam się czemuś ważnemu. Niedługo jednak cieszyłam się słodką ciszą. 
       - Chodź ze mną na spacer - usłyszałam niski głos. Parsknęłam głośno i, z niedowierzaniem wypisanym na twarzy, spojrzałam na mężczyznę.
       - Śnisz - warknęłam i wróciłam do przeglądania listy. Westchnęłam ciężko, bo zajęcie to nie było tak zajmujące, jakbym chciała. Położyłam więc telefon na stole i postanowiłam wsłuchać się w fałszywe dźwięki wychodzące z gardła zabawnego łysolka, stojącego teraz na scenie. Wiedziałam, że Harry wbija we mnie wzrok, który przyprawiał mnie o dreszcz irytacji. Potarłam ręką szyję i utkwiłam wzrok w blacie stołu. 
       - Gdzie się zatrzymałyście? - głos miał neutralny, jakby pytał o pogodę.
       - Gdzieś, gdzie na pewno nie chciałybyśmy cię widzieć - syknęłam bez patrzenia w jego stronę
       - Na jak długo zostajecie w Londynie? - kolejne pytanie. Westchnęłam ciężko i zacisnęłam pięść. 
       - Nie twoja sprawa
       - Chodź ze mną na kolację - zaśmiałam się cicho, bez wesołości i pokręciłam w niedowierzaniu głową.
       - Nie - powiedziałam krótko.
       - Jutro?
       - Nie.
       - Wpadnę po ciebie o szóstej. 
       - Co?! - dopiero teraz spojrzałam na niego i zauważyłam, że trzyma mój telefon. Ja chyba śnię. Wyrwałam czym prędzej urządzenie z jego ręki i spojrzałam w ekran. Przeglądał folder „notatki”, w którym, oczywiście, miałam zapisany adres naszego hotelu. Przeklęłam się w duchu, że umieściłam go właśnie tam i zanotowałam w myślach, by od teraz używać mniej oczywistych miejsc do zapisywania ważnych informacji. 
       - Czy ty masz coś z głową? - warknęłam cicho, nie chcąc robić kolejnej sceny. Zaśmiał się cicho i przytaknął. 
       - Ty mi w niej zawróciłaś - mruknął zmysłowo. Głos utknął mi w gardle, gdy jego oczy zwróciły się ku moim. Ledwie wytrzymałam to głębokie spojrzenie. Zadrżałam. 
       - To co? Kolejna piosenka? - Louis odsunął krzesło dla Kornelii, a ona przytaknęła ochoczo. Chłopak klasnął w dłonie i podbiegł do dj-a, by zamówić nowy utwór dla mojej przyjaciółki. Ja jednak ciągle wpatrywałam się w ogarniający mnie szmaragd, który na chwilę przyćmił wszystko dookoła. 
       - Jutro - szept wydobył się z pełnych różowych ust, lecz nie byłam w stanie odpowiedzieć. W głowie, jak szelest chmary motyli, pobrzmiewało to słowo. Jutro....

***

       Wieczór powoli dobiegał końca. Widziałam, że po kilku, postawionych przez Louis’ego, drinkach wzrok Kornelii stał się nieco mniej obecny. Mimo to, wciąż sprawiała wrażenie trzeźwej. Znałam ją na tyle, by wiedzieć, że to tylko pozory. Mnie również kręciło się w głowie, chociaż wypiłam mniej od przyjaciółki. Harry nie próbował nawiązać ze mną już więcej konwersacji. Klaskał tylko entuzjastycznie za każdym razem, gdy Kornelia wychodziła śpiewać i śmiał się głośno z żartów Louis’ego. Czasami jednak jego oczy zasłaniała ciemna mgła i w tych momentach siedział cicho, wpatrując się w przestrzeń gdzieś nad nami. Intrygowało mnie o czym wtedy myślał, ale nie chciałam pytać, by nie rozpocząć niepotrzebnej konfrontacji. 
       - Chyba już czas na nas - powiedziała Kornelia i wstała z krzesła potykając się niezdarnie o nogę stolika. Louis pospiesznie ruszył na ratunek, lecz moja przyjaciółka w porę złapała równowagę i zaśmiała się głośno. Podniosłam się z miejsca i nałożyłam szybko płaszczyk. 
       - No to idziemy - oznajmiłam i ruszyłam prędko w stronę wyjścia. Zauważyłam, że nikt nie szedł za mną, więc odwróciłam się, by popędzić przyjaciółkę. Ta rozglądała się wokół siebie jakby czegoś szukała. 
       - Ej Milena! Ej. Ej telefon zgubiłam - powiedziała głośno. Nieco za głośno. Zaśmiałam się, bo wiedziałam, że, choć wciąż próbowała to ukryć, była okropnie pijana. Westchnęłam głośno, pokręciłam głową i wróciłam do stolika, by dołączyć do jednostki poszukiwawczej. Patrzyliśmy pod stołem, w torebkach, Kornelia nawet poszła sprawdzić toaletę, lecz po telefonie nie było śladu. Widziałam, że gniew i strach nieco otrzeźwiły moją przyjaciółkę. 
       - Mam! - krzyknął Louis i uniósł w górę rękę z białym iPhonem 5s w dłoni. Odetchnęłam z ulgą. Kornelia posiadała wiele ważnych informacji na swoim telefonie i nie chciałabym, żeby go zgubiła. To mogłoby zepsuć nasze humory aż do końca wycieczki. Kornelia zaklęła głośno i wypuściła ciężko powietrze z płuc. Podziękowała mężczyźnie i wzięła od niego aparat. Wreszcie narzuciła niedbale płaszcz na ramiona i wyszliśmy z pubu. 
       Skręciłyśmy w alejkę prowadzącą do naszego hotelu, a Harry i Louis, bez wahania, podążyli za nami. Nie było sensu powstrzymywania ich od odprowadzenia nas, ponieważ Harry doskonale znał położenie naszego noclegu. Byłam pewna, że już dawno podzielił się tą informacją z przyjacielem. Opatuliłam się więc płaszczykiem, chroniąc skórę przed chłodnym wiatrem wieczoru i przyspieszyłam, prując przed siebie, i nie zwracając uwagi na to czy natręty idą za nami, czy nie. Kornelia szła krok za mną w ciszy, szybko przebierając swoimi krótkimi nogami. Dziwiłam się, że nie rozmawia z Louis’m. Przecież przegadali praktycznie cały czas pobytu w pubie karaoke. Widziałam, że kilka razy mężczyzna przekraczał granicę, co spotykało się z dezaprobatą mojej przyjaciółki, ale jednak myślałam, że para dogadywała się bardzo dobrze. Może stało się coś, czego nie byłam w stanie zarejestrować? Cóż... Pewnie dowiem się w hotelu
      Droga upłynęła nam w ciszy, przerywanej co jakiś czas krótkimi dialogami mężczyzn. Wreszcie dotarliśmy do drzwi wejściowych małego hoteliku, w którym zatrzymałyśmy się z przyjaciółką. Wiktoriański budynek, wznoszący się na 7 pięter, pomalowany był białą farbą, która odpadała w kilku miejscach. Okolica była dosyć spokojna, choć nie dało się ukryć, że znajdowaliśmy się w biedniejszej części Londynu. 
       Spojrzałam na Kornelię, a potem na mężczyzn i kiwnęłam głową w ich stronę, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Harry wbił we mnie szmaragdowe spojrzenie, a jego usta ułożyły się w słowo „jutro”, po czym rozszerzyły w tajemniczym uśmieszku. Przełknęłam ciężko ślinę i uciekłam wzrokiem, szukając wsparcia u przyjaciółki. Ta spojrzała na mnie niewyraźnie i zaczęła szukać w torebce kluczy. Gdy metal zabrzęczał w jej palcach podniosła głowę i uśmiechnęła się nieszczerze do natrętów. 
       - No. To... Dzięki za ten.. Ehm.. MIŁY wieczór. Żegnam - powiedziała. Wiedziałam, że jej nieuprzejmość była w połowie spowodowana upojeniem alkoholowym. Wciąż jednak zastanawiałam się co wywołało przejmujący chłód, ziejący od niej w kierunku Louis’ego. Ciekawość zżerała mnie do tego stopnia, że zaczęłam stąpać z nogi na nogę w zniecierpliwieniu. Bezceremonialnie odwróciłyśmy się do mężczyzn plecami i niemal wbiegłyśmy do hotelowego holu. Kornelia zatrzasnęła za nami drzwi i przekręciła oczami, a potem ruszyła do przodu, w kierunku schodów. Nasz pokój znajdował się na trzecim piętrze, lecz po całym dniu chodzenia po Londynie nawet taki dystans okazał się niemałym wyzwaniem. Gdy niezdarnie wspinałam się po stopniach, moje nogi wydawały się ciężkie jakby zrobione z ołowiu. 
       Kornelia niemal wbiegła na trzecie piętro i otworzyła z impetem drzwi, prowadzące do naszego pokoju. Zaśmiałam się cicho i weszłam za nią do środka. Pomieszczenie nie było duże. Przy ścianach, po obu stronach drzwi, znajdowały się dwa małe łóżka nakryte białymi pościelami. Po lewej stronie wejścia znajdował się mały kineskopowy telewizor, a obok niego, drzwi prowadzące do skromnej łazienki, w której znajdowała się toaleta, prysznic i miniaturowa umywalka. Nie było to pięć gwiazdek, lecz, na dwa tygodnie, w zupełności nam wystarczało. 
       Rzuciłam się na łóżko po prawej stronie i z przeciągłym jękiem zsunęłam ze stóp obcasy. Przed wieczornym wyjściem do klubu zwiedzałyśmy miasto, więc, gdy tylko wróciłyśmy z wycieczki, wbiegłyśmy do hotelu by się przebrać. Wzięłyśmy szybki prysznic, zmieniłyśmy trampki na szpilki i sportowe wygodne ciuchy na coś bardziej eleganckiego. Następnie ja zajęłam się poprawianiem naszych makijaży, Kornelia wyszukiwaniem najodpowiedniejszych miejscówek, a potem ruszyłyśmy na spotkanie temu okropnemu wieczorowi. 
       Potarłam z cichym sykiem palce u stóp. Teraz wiedziałam, że zakładanie szpilek po tak męczącym dniu było wielkim błędem. Czego się nie robi dla pięknego wyglądu. Spojrzałam na Kornelię, która także opadła na swoje łóżko. Jej włosy tworzyły różową aureolę wokół głowy, a ręce rozłożyła na boki. Zachichotałam, rozbawiona jej bezbronną pozą. Warknęła głośno, a jej dłonie powędrowały do twarzy. 
       - No dobra! Gadaj - powiedziałam, wyginając się w łuk i rozciągając mięśnie pleców.  Kornelia potarła oczy, rozmazując moje piękne dzieło, a z jej ust wydobyło się kolejne warknięcie. 
       - Ogólnie to było spoko, nie? - powiedziała gestykulując żywiołowo. Kiwnęłam głową w całkowitym zrozumieniu, lecz nie odezwałam się, dając jej znak, by kontynuowała.  - Ale, do cholery, musiał spieprzyć. Siedzimy sobie gadamy i nagle on mówi jakby to chciał się jutro ze mną zobaczyć. No to ja na to, że nie. Że się nie znamy, że nie mam na to ochoty. No to on, że się poznamy i ogólnie, kiedy poszłam do kibla, nie? Normalnie wziął sobie mój telefon i ukradł mój numer! Mój numer, kurwa, rozumiesz? Powiedział, że jeśli się nie zgodzę na spotkanie to będzie do mnie dzwonił co pięć minut i że nie mam myśleć, że kłamie, bo on jest śmiertelnie poważny! I wiesz, że zgubiłam telefon, nie? NIE ZGUBIŁAM! Dopiero kiedy on mi go dał ogarnęłam, że on cały czas miał go przy sobie. Po prostu byłam zbyt pijana, żeby to wiedzieć w tamtym momencie. Ale zdałam sobie z tego sprawę dopiero kiedy wracaliśmy do hotelu i musiałam się walnąć w ten mój głupi łeb. Na bank miał ze mnie ubaw. NOSZ KURWA - wyrzuciła to wszystko z siebie jednym tchem, a ja wybuchnęłam śmiechem na jej nieskładną wypowiedź, która nijak się miała do poprawnej polszczyzny. Wiedziałam, że wciąż przez nią przemawiał alkohol, ale rozumiałam wściekłość, która nią targała. Louis zachował się jak ostatni kretyn i sama miałam teraz ochotę pacnąć go w ten zbyt pewny siebie łeb. Nie uszło jednak mojej uwadze podobieństwo jej przygody do tego, co wydarzyło się między mną i Harrym. On też „wykradł” informacje z mojego telefonu, gdy nie patrzyłam. 
       Opowiedziałam Kornelii o mojej sytuacji. Po chwili zdałam sobie sprawę, że nie powiedziałam jej jeszcze o moim pierwszym konflikcie z mężczyzną. Przedstawiłam jej więc relację z tego, co powiedział mi w Bobbles. Jeszcze zanim skończyłam jej błękitne oczy pociemniały z wściekłości. Wstała gwałtownie z łóżka i cisnęła pięściami w powietrzu. 
       - CO?! - ryknęła, a ja podniosłam ręce, by ją uciszyć. Jeszcze tego brakowało, żeby sąsiedzi złożyli na nas skargę. 
       - Zamknij się, kretynko - powiedziałam ze śmiechem, a ona pokręciła energicznie głową, lecz ściszyła głos o kilka tonów. 
       - Co za gnojek! Nie wychodź z nim jutro! - warknęła, podchodząc do leżącej w nogach jej łóżka walizki. Wyciągnęła z niej zwiniętą w kulkę szaro-różową piżamkę i zanurkowała wśród ciuchów w poszukiwaniu ręcznika. Obserwując ją, sięgnęłam do swojej torby podróżnej w poszukiwaniu kosmetyków do zmywania makijażu. 
       - Nie zrobię tego. Gość przekroczył wszelkie granice, nie mam zamiaru za to z nim wychodzić. - powiedziałam.
       - I dobrze - Kornelia zatrzasnęła za sobą drzwi łazienki i usłyszałam plusk wody dochodzący spod prysznica. Starłam makijaż wilgotnymi chusteczkami i posmarowałam twarz kremem nawilżającym. Podeszłam do łóżka Kornelii i wyciągnęłam z jej walizki szczotkę do włosów. Przeczesałam moje długie miodowe kosmyki i związałam je w luźny kok. Gdy moja twarz była już gotowa, usiadłam na łóżku w oczekiwaniu na zwolnienie się łazienki. Kornelia weszła do sypialni po pięciu minutach, ubrana w piżamkę, składającą się z krótkich szortów i luźnej koszulki. Większość jej garderoby była w, jej ulubionym, różowym kolorze, zupełnie niepasującym do jej charakteru. 
       Kornelia była zabawna, a jej zainteresowania należały raczej do męskich. Lubiła szybkie samochody, gry wideo i ostrą muzykę. Jej wygląd był więc pełen sprzeczności. Słodki róż kontrastował z odważnymi tatuażami, a niski wzrost mógłby sugerować, że jest niewinną dziewczynką. Nic bardziej mylnego. To szalona i odważna kobieta. Jej niska samoocena to kolejna sprzeczność, której w niej nie rozumiałam. Kornelia była jedną z piękniejszych dziewczyn jakie widziałam i wiele razy zauważyłam jak mężczyźni się za nią oglądali. A jednak, moja przyjaciółka ciągle wmawiała mi, że powtarzam jej to tylko dlatego, że się przyjaźnimy. Może kiedyś będę w stanie wybić jej z głowy te okropne myśli.
       Spojrzała na mnie zagadkowo, przechylając głowę w bok. Otrząsnęłam się ze swoich rozważań i machnęłam ręką, dając jej znać, że nie myślałam o niczym szczególnym. Podeszła do łóżka i włożyła ubranie, które miała dzisiaj na sobie do luźno leżącej reklamówki. Ściągnęła z włosów ręcznikowy turban, a wilgotny róż opadł na jej plecy. Ziewnęłam głośno, chwyciłam w dłonie swoją piżamę i ręcznik, i wstałam z łóżka. 

3. Some people live just to play the game

                               Some people live just to play the game

 Kornelia


       Pobiegłam za Mileną do wyjścia, rzucając tylko przepraszające spojrzenie Louis’emu. Dlaczego jego przyjaciel musiał okazać się dupkiem? Akurat zaczynałam dogadywać się z Błękitnookim, a teraz muszę wychodzić. Westchnęłam ciężko i dogoniłam przyjaciółkę dwie ulice od nieszczęsnego baru. Szła pospiesznym krokiem, stukając głośno obcasami. Harry musiał powiedzieć coś naprawdę okropnego, skoro Milena była tak zdenerwowana. Prawie biegłam, by dotrzymać jej kroku. 
       - Hej! Zwolnij - powiedziałam i chwyciłam ją za ramię. Westchnęła przeciągle i spojrzała na mnie przepraszająco. 
       - Nie powinnam cię namawiać, by wejść do tego klubu. Przepraszam też, że zrujnowałam twój wieczór. Wiem, że bawiłaś się lepiej ode mnie - wyrzuciła z siebie te słowa jednym tchem i spojrzała na chodnik. Zaśmiałam się ciepło i chwyciłam ją za dłoń. 
       - Przestań, głupia. Ten wypad okaże się fajny tylko w momencie, gdy obie będziemy się świetnie bawić. - pokręciła głową i otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz jej przerwałam - OBIE! Rozumiesz? Jesteśmy tu, bo są twoje urodziny, nie będziemy ich marnować na jakichś dwóch nowo poznanych typków - powiedziałam i dałam jej kuksańca w bok. Uśmiechnęła się smutno i ścisnęła moją dłoń. Jej usta ułożyły się w słowo „dziękuję”, a ja tylko wyszczerzyłam zęby. Rozejrzałam się po okolicy. Trafiłyśmy na jedną z bardziej zatłoczonych ulic centrum, więc do głowy wpadł mi pewien pomysł. 
       - Hej. Jest wcześnie. Może poszukamy innego lokalu?
       - Nie... Nie mam na to ochoty. Poza tym już wyczerpałyśmy limit wydatków na dzisiejszy wieczór. - odpowiedziała cicho i skręciła w uliczkę, prowadzącą do naszego hotelu. Pokręciłam głową i zatrzymałam ją. 
       - Więc wykorzystamy oszczędności jutrzejsze. - powiedziałam z uśmiechem i nakierowałam ją z powrotem na centrum. - Jutro możemy pogłodować - dodałam, a ona zaśmiała się cicho. Wreszcie! Właśnie na to czekałam. Rozchmurzyła się nieco, więc zaczęłyśmy szukać jakiegoś klubu. Po krótkim czasie trafiłyśmy na przytulny bar karaoke. Uwielbiałyśmy tego typu imprezy, więc nawet się nie zawahałyśmy, by wejść do środka. W przeciwieństwie do nieszczęsnego ekskluzywnego pubu, wejściówka nic nie kosztowała. 
       Wystrój baru był bardzo ciemny. Na brązowych ścianach wisiały cztery ekrany z wyświetlanymi tekstami piosenek karaoke, a w najdalszym od wejścia lewym rogu znajdowała się malutka scena, na której ochotnicy mogli dać swój wokalny występ. Po prawej stronie od wejścia stał prostokątny bar, za którym krzątał się rozweselony barman, ubrany w białą koszulę i czarne spodnie na szelkach. Serio, co jest z tymi londyńczykami i szelkami? Zaśmiałam się sama do siebie i podeszłam do stolika, stojącego w prawym rogu naprzeciwko wejścia. Powiesiłyśmy płaszczyki na krzesłach i, nic nie mówiąc, podeszłam do baru. Wiedziałam co Milena chciałaby zamówić i domyślałam się, że w tym miejscu będzie nas stać na piwo, jeśli wykorzystamy nieco jutrzejszych oszczędności. Wątpiłam jednak, że dostanę tutaj jakieś drinki. Oparłam się łokciami o drewniany, wypolerowany blat i czekałam aż barman obsłuży dwie wysokie i chichoczące dziewczyny. Widziałam jak do nich mruga i z nimi flirtuje. Uśmiechnęłam się do siebie. Barman już na odległość zarażał wesołym entuzjazmem. Gdy postawił na barze dwa drinki przybiłam sobie mentalną piątkę, widząc, że mi się poszczęściło i może nawet będę w stanie wypić dzisiaj moje ulubione Sex On The Beach. Chłopak podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. 
       - Co dla ciebie, moja droga? - zapytał 
       - Trzy piwa, w tym jedno z sokiem. A do tego jedno Sex On The Beach - usłyszałam za sobą znajomy głos i zesztywniałam - Resztę zatrzymaj dla siebie - dodał, a ja dostrzegłam nad sobą rękę, która podawała właśnie barmanowi dwieście funtów. Chłopak otworzył szeroko oczy i oddał pospiesznie pieniądze mojemu niechcianemu towarzyszowi. 
       - Przyjacielu, za ten zestaw zapłacisz około piętnastu funtów, to zdecydowanie zbyt duży napiwek - powiedział, bez cienia kpiny. Był uroczy. Po prostu martwił się o wydatki swojego klienta. 
       - Jeżeli drink zadowoli moją towarzyszkę, dodam jeszcze sto - usłyszałam w zachrypniętym głosie, że usta, z których się wydobywał były rozszerzone w uśmiechu. Barman wyszczerzył zęby i szybko zabrał się za przygotowywanie drinka. Zacisnęłam pięści na blacie baru i przygryzłam dolną wargę. Czy to naprawdę się działo? Wreszcie odważyłam się odwrócić, a moje oczy spotkały się z głębokim błękitem oczu Louis’ego. 
       - Chyba sobie jaja robisz - warknęłam i popchnęłam bezceremonialnie jego ramię, torując sobie drogę do stolika, przy którym zostawiłam Milenę. Zdałam sobie sprawę, że już zauważyła niewygodne towarzystwo, które pojawiło się w barze, bo w rękach trzymała płaszcz, szykując się do wyjścia. Wstała z krzesła, gdy do niej podeszłam. Pokręciłam głową, patrząc na nią wymownie, a ona zaklęła pod nosem. Wyraz jej twarzy wyrażał obrzydzenie i wściekłość w jednym. Widocznie Louis i Harry bardzo chcieli popsuć nam dzisiejszy wieczór. 
       - Zaraz coś kurwa rozpieprzę - warknęła moja przyjaciółka intensywnie przyglądając się osobie stojącej kilka metrów za mną. Nie wiedziałam czy był to Louis czy Harry, ale prawda była taka, że nie miało to znaczenia. Chciałyśmy miło spędzić ten wieczór, zapomnieć o incydencie w drogim pubie, a tymczasem oni skutecznie nam to uniemożliwiali. Westchnęłam ciężko i zaczęłam nakładać na ramiona płaszczyk, lecz poczułam jak coś ciągnie go za moimi plecami. Warknęłam głośno i odwróciłam się gwałtownie, wyszarpując materiał z dłoni Louis’ego. 
       - Serio?! SERIO?! - syknęłam i odepchnęłam go od siebie. Był ode mnie o wiele wyższy, więc nie zrobiło to na nim specjalnie wrażenia, ale przynajmniej przekazałam mu, co myślę o ich aktualnym zachowaniu. O dziwo, nie mogłam nigdzie znaleźć wzrokiem Harry’ego. Dobrze, może wstydził się pokazać po swoim okropnym zachowaniu. Zapięłam ostatni guzik płaszcza i wbiłam wzrok w Louis’ego, dając mu do zrozumienia, że chcę, by się odsunął. Nie zrobił tego. Patrzył na mnie tymi swoimi wesołymi oczkami, nie ruszając się z miejsca. Rzucał mi wyzwanie, ale ja nie miałam ochoty bawić się w jego gierki. Stawka była za duża, a ja naprawdę chciałam, by moja przyjaciółka dobrze spędziła swoje urodziny. Wiedziałam, że nie miałam powodu, by gniewać się na Louis’ego. Większość czasu, spędzonego z nim, w pubie był dla mnie w porządku. Czułam jednak zobowiązującą solidarność z Mileną i postanowiłam stanąć za nią murem. 
       - Daj spokój - wyrzucił z siebie błagalnie, gdy straciłam cierpliwość i próbowałam bezskutecznie odsunąć go na bok. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na niego z wyrzutem. 
       - Nie, to wy dajcie spokój. Chcemy po prostu przyjemnie spędzić wieczór. Skąd w ogóle wiedzieliście, że tutaj jesteśmy? - zapytałam, choć domyślałam się odpowiedzi. 
       - Śledziliśmy was - odpowiedział niski głos, dochodzący zza pleców Louis’ego. Po chwili Harry pojawił się po jego prawej stronie i wbił swój wzrok w Milenę, która dosłownie kipiała złością. Przewróciłam oczami. 
       - Świetny sposób na podryw dwóch samotnych kobiet w obcym mieście. Troszkę przerażające, nie uważacie? - odezwała się za mną Milena, a ja uśmiechnęłam się z wredną satysfakcją. Louis zrobił minę, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę jak ta cała sytuacja wyglądała, ale zaraz potem otrząsnął się i zaśmiał. Pokręcił gwałtownie głową, a potem wskazał na Harry’ego. 
       - Chcemy wam wynagrodzić to nieszczęsne spotkanie w Bobbles. - powiedział i uśmiechnął się słodko. Harry spojrzał na niego z poirytowaniem i pokręcił głową. Błękitnooki westchnął i dodał - no dobra, ja chcę wam to wynagrodzić. Proszę, nie idźcie sobie. Chyba, że do Bobbles. Ta dziura przyprawia mnie o ciarki. - rozejrzał się z obrzydzeniem po barze i zadrżał, by bardziej zobrazować swoje słowa. Spojrzałam na Milenę z uśmiechem, a ona, rozumiejąc o co mi chodzi, również się uśmiechnęła. 
       - Ok. Spędzimy z wami czas, ale tutaj - powiedziała i zaczęła ściągać z siebie płaszcz. Ja również się za to zabrałam i obie usiadłyśmy przy naszym dwuosobowym stoliczku. Harry przewrócił oczami i rozpiął guzik marynarki. Louis w tym czasie porwał dwa krzesła z sąsiedniego stołu i przystawił je do naszego. Usiadł po mojej prawej stronie, Harry po lewej i nastała krępująca cisza. Świetnie. Szykuje się nieziemska noc.Prychnęłam sama do siebie, wywołując zdziwione spojrzenia moich towarzyszy. Wzruszyłam tylko ramionami i, nic nie mówiąc, wstałam, co wywołało kolejną falę zdezorientowania. Podjęłam decyzję. Podeszłam do dj’a karaoke by zamówić sobie piosenkę. Milena nigdy nie chciała ze mną śpiewać, w takich sytuacjach, ale zawsze stawała się moją najgłośniejszą fanką, gdy brałam do ręki mikrofon. Uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo i rozluźniła troszkę. Podczas karaoke rozmowa jest nieco utrudniona ze względu na często niedotknięte talentem, krzyczące do mikrofonu osoby. To ułatwi nam ignorowanie naszych intruzów i cieszenie się wieczorem chociaż w połowie. Gdy wróciłam do stolika, na blacie stały już trunki, które zamówił Louis. Rzuciłam się do mojego drinka i w trzech łykach wypiłam połowę. Mmmm... Idealny Sex On The Beach. 
       - Smakuje? - usłyszałam identyczne pytanie jak w Bobbles. Zaśmiałam się na to deja vu i pokiwałam głową, ponieważ alkohol w ustach uniemożliwił mi mówienie. Louis chyba zrozumiał skąd ta wesołość i również zachichotał. Spojrzał na bar, a potem przeprosił nas i wstał. Obserwowałam jak podchodzi do chłopaka za blatem i podaje mu sto funtów. Zrobiłam wielkie oczy i zakrztusiłam się drinkiem. Jak bogaci byli ci dwaj mężczyźni? Sto funtów... Sto funtów to jedna piąta kwoty, którą wzięłam ze sobą na tę wycieczkę, a tym czasem on tak po prostu oddaje te pieniądze obcemu facetowi za nic. 
       - Można powiedzieć, że nie głodujemy - podskoczyłam na dźwięk niskiego głosu, który rozległ się po mojej lewej stronie. Harry musiał zauważyć moje zdziwione spojrzenie. Nie uśmiechał się, patrzył na mnie obojętnie jakby takie wyrzucanie pieniędzy było dla niego codziennością. Cóż, sądząc po tym wieczorze, chyba tak właśnie było. Już chciałam zapytać czym on i jego przyjaciel się zajmują, lecz dj zapowiedział piosenkę, którą sobie zamówiłam, więc musiałam wejść na scenę. Oczywiście Milena zaczęła kwiczeć i klaskać, a ja poczułam jak się rumienię. Z głośnika rozbrzmiał wstęp do piosenki „If I ain’t got you” Alicii Keys i już po chwili z mojego gardła wydobywał się zachrypnięty sopran.
      Zauważyłam, że Louis stanął w połowie powrotnej drogi do stolika i przyglądał mi się z nutą zdziwienia i podziwu. Dopiero, gdy jakaś dziewczyna zwróciła mu uwagę, by się odsunął, potrząsnął głową i ruszył ponownie, wciąż się we mnie wpatrując. Poczułam przyjemne łaskotanie w żołądku. Louis nic nie powiedział, ale jego wzrok mówił sam za siebie. Podobał mu się mój śpiew i, choć próbowałam być solidarna z Mileną i wymusić w sobie niechęć do przyjaciela Harry’ego, musiałam przyznać, że sprawiło mi to satysfakcję. Gdy w ostatnim refrenie przeciągnęłam mocny wysoki ton, bar rozbrzmiał oklaskami, a ja zdążyłam zauważyć, że to właśnie Louis rozpoczął owacje. Milena kwiczała swoim przeraźliwie głośnym głosem i klaskała entuzjastycznie. Zaśmiałam się cicho do mikrofonu, podziękowałam za oklaski i zeszłam ze sceny. Aplauz trwał jeszcze przez chwilę, aż na scenę nie wszedł kolejny ochotnik - niski, łysy chłopak w okularach. 
       W podskokach dotarłam do naszego stolika i uśmiechnięta od ucha do ucha pociągnęłam duży łyk, opróżniając kieliszek. Louis wciąż klaskał, patrząc na mnie z otwartymi szeroko ustami i pełnymi podziwu oczami. Przestał dopiero gdy zachichotałam i przytrzymałam mu ręce. Wyraz jego twarzy wciąż jednak pozostawał taki sam. Patrzył na mnie jakby zobaczył niezwykle zabawnego ducha. 
       - Wow! - wykrzyknął w końcu - WOW! - zalałam się rumieńcem i spojrzałam w dół na swoje ręce, schowane między udami. Dostałam kilka komplementów w życiu, ale wciąż nie byłam pewna co do swojego wokalu. Wiedziałam, że technicznie nie należę do najlepszych, ale śpiewanie sprawiało mi przyjemność, więc postanawiałam z tego nie rezygnować. Każdy komplement jaki dostawałam traktowałam raczej jako konieczną uprzejmość niż wyraz podziwu. Dopiero teraz w pełni uwierzyłam, że ten błękitnooki mężczyzna mógł być naprawdę zachwycony. Wyraz jego twarzy był niezwykle szczery. Nie znałam go jednak, więc możliwe, że jest po prostu świetnym kłamcą. Ach, Kornelia. Musisz podnieść swoją samoocenę - zanotowałam sobie w myślach i podziękowałam cicho mężczyźnie za tak żywą reakcję. 
       - Żartujesz? To było świetne! - wykrzyknął aż osoby przy sąsiednim stoliku spojrzały na niego z wyrzutem. Przeprosiłam ich spojrzeniem i powiedziałam Louis’emu, żeby się zamknął. Zaśmiał się, chyba po raz tysięczny dzisiejszego dnia i spojrzał w moje oczy z wesołą iskierką. Postanowiłam wytrzymać tym razem i nie spuszczać wzroku. Jego uśmiech powoli zmieniał swój charakter aż z tryskającego wesołością przeszedł w ciepły i czuły. Zwilżył wargi i spojrzał na moje usta, a ja przełknęłam ślinę i szybko sięgnęłam po słomkę. Przyjemny dreszcz, jaki przeszedł przez mój kręgosłup, otępił mnie tak, że dopiero po kilku sekundach zorientowałam się, że zasysam powietrze. Co to było? Jedno spojrzenie błękitnych oczu na usta, a moją duszę ogarnęła ciepła iskra. 
       - To było naprawdę dobre - z rozmyśleń wyrwał mnie niski głos Harry’ego. Potrząsnęłam głową i spojrzałam na niego niewidzącym wzrokiem. 
       - Co? - zapytałam, nie do końca wiedząc o czym mówi. Uśmiechnął się porozumiewawczo do Louis’ego. 
       - Twój śpiew. Masz bardzo dobry głos - wyjaśnił i wskazał głową na scenę. Och, śpiew, tak. Śpiewałam. 
       - Och... Dziękuję - powiedziałam cicho i, chwiejąc się, wstałam, by pójść po kolejnego drinka. Nie byłam pijana, nie czułam alkoholu w głowie. Szum, który w niej się pojawił był zupełnie innej natury. Natury, której nigdy nie znałam. Potknęłam się o swoje krzesło, ale zdążyłam uratować sytuację. Zaśmiałam się nerwowo, poprawiłam koronkową bluzeczkę i ruszyłam w stronę baru. Barman uśmiechnął się do mnie szeroko.
       - Rozumiem, że drink smakował? - zapytał, wycierając szmatką wielki kufel. 
       - Och, bardzo! Właśnie przyszłam po następny - powiedziałam i mrugnęłam do niego przyjaźnie. 
       - Ja płacę - Louis stanął obok mnie i od razu spojrzał mi w oczy. Przestań, człowieku... 
       - Nie, proszę. Nie lubię mieć długów - powiedziałam i sięgnęłam do torebki po portfel. Mężczyzna położył swoją dłoń na mojej. Poczułam na skórze tysiące gorących iskierek, które powędrowały szybko aż do kręgosłupa. Gęsia skórka na moich ramionach była za bardzo widoczna. Zarumieniłam się, lecz miałam nadzieję, że Louis w bladym świetle tego nie dostrzeże. 
       - Nie pożyczam ci tych pieniędzy - powiedział cicho i ujął w dwa palce niesforny kosmyk moich włosów. - Chcę tylko żebyś się dobrze bawiła - założył go za ucho, a jego palce musnęły mój policzek, gdy sięgnął do swojego portfela. Skóra, w miejscu jego dotyku, paliła mnie przyjemnie. Usiadłam na stołku barowym i skrzyżowałam nogi, by powstrzymać nieco uczucie podniecenia gromadzące się pod brzuchem. Kornelia, co się z tobą dzieje! 
       - Sześć funtów - byłam wdzięczna, że barman zdążył w idealnym momencie skończyć przygotowywanie drinka. Moje napięcie sięgało zenitu, wiec rozproszenie było mile widziane. Louis podał chłopakowi siedemdziesiąt funtów.
       - Zatrzymaj resztę - powiedział
       - Jej, dzięki stary - oczy barmana zaświeciły się ze szczęścia. Prawdopodobnie dostał dzisiaj więcej pieniędzy w napiwkach niż przez cały tydzień pracy. 
       - Nie wydaj na pierdoły - zażartował Błękitnooki i położył dłoń na moich plecach, by poprowadzić mnie do stolika. 

2. Milena

                                                     I hate a man like you!

       Uśmiechnęłam się, gdy moja przyjaciółka utarła nosa temu zarozumiałemu dupkowi. Zobaczyłam jednak, że jej żart musiał mu się spodobać, bo w jego oczach zatliły się wesołe ogniki i ujrzałam rząd białych równych zębów. Przedstawili się sobie, a ja mogłam dosłownie wskazać moment, w którym Kornelia poczuła sympatię do tego roześmianego typka. Zdziwiła mnie jej początkowa, przesadnie nieśmiała postawa. Zwykle była osobą niezwykle głośną i dowcipkującą, i choć wśród chłopaków nie czuła się zbyt komfortowo, nigdy nie osiągnęło to takiego poziomu jak dzisiaj. Cieszyłam się, że powoli wracała do starej siebie. 
      W przeciwieństwie do szklanki Kornelii, moja była wciąż pełna. Nie odważyłabym się wypić drinka tak szybko jak ona. Nie teraz, gdy obok mnie siedział zabójczo przystojny posiadacz pięknych szmaragdowych oczu, który aktualnie ponownie zaczął bawić się moimi włosami. 
      - Znam teraz imię Twojej przyjaciółki, ale nie znam Twojego. - niski głos zabrzmiał w moich uszach jak najpiękniejsza muzyka. Spojrzałam na niego z psotnym uśmiechem. Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, a oczy skanowały moją twarz, zatrzymując się na chwilę na wargach. Serce zabiło mi mocniej, gdy przypomniałam sobie jego próbę pocałowania mnie przy barze. Duma nie pozwalała mi na takie zachowania, lecz pełne różowe wargi przyciągały co chwilę mój wzrok. Przyłapałam się na tym, że znów zaczęłam się w nie wpatrywać, więc szybko się otrząsnęłam i upiłam łyk drinka. 
      - I co w związku z tym zrobimy? - odpowiedziałam zawadiacko i zaczęłam bawić się słomką, nieprzerwanie wyciągając i z powrotem zanurzając ją w alkoholu. Poczułam jak delikatnie pociągnął jeden kosmyk moich włosów, a następnie pochylił się, prawie dotykając ustami mojego ucha. 
      - Może mi je zdradzisz - szepnął, a jego duża dłoń powędrowała na moje udo. Przyjemny dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie, a oddech nieznacznie przyspieszył. Odchrząknęłam cicho, chwyciłam dwoma palcami jego nadgarstek i przeniosłam go na skórzaną kanapę. Gardłowy cichy śmiech ogarnął wszystkie moje zmysły, lecz starałam się zachować spokój i nie dać po sobie poznać, co ten mężczyzna robił z moim ciałem. Byłam wybredna, to prawda. Często uciekałam od związków i szukałam wad w każdym nowo poznanym mężczyźnie. W tym momencie jednak, żadna z nich nie przychodziła mi do głowy. Choć mężczyzna machał mi przed oczami zbytnią pewnością siebie i bezczelnością, w jakiś dziwny, niezrozumiały dla mnie sposób, nie przeszkadzało mi to zupełnie. Czy byłam tak płytka, że ignorowałam je tylko ze względu na jego piękny wygląd? Nie... To nie mogło być to. Coś tkwiło w tym zielonookim diable. Jakaś tajemnicza energia, która przyciągała mnie do niego jak światło ćmę. 
      Ocknij się, Milena! To wredny facet, który myśli, że może zdobyć każdą. Zachowaj godność i odsuń się od niego! - słyszałam ten irytujący głosik gdzieś w tyle mojej podświadomości i wiedziałam, że miał rację. Spojrzałam w oczy Hazzy - jak nazwał go jego kolega - i zaraz tego pożałowałam. Szmaragd wwiercał się w moją duszę, jakby chciał wyczytać odpowiedź z moich myśli. Przez te wszystkie przemyślenia prawie zapomniałam, że coś właśnie próbował ze mnie wyciągnąć. Kiepski z niego detektyw, skoro potrafi rozproszyć przesłuchiwaną osobę przy pierwszej lepszej okazji. 
      Postanowiłam przybrać pokerową twarz i nie dać się więcej zwieść typowemu flirciarzowi. Zwróciłam się frontem do baru, założyłam nogę na nogę i poprawiłam ponownie spódniczkę, gdy odsłoniła zbyt dużą część uda. 
      - Jeśli zasłużysz to się dowiesz - powiedziałam, starając się brzmieć jak najbardziej obojętnie. Ponowny śmiech tuż przy moim uchu, a potem uczucie ciepła, gdy jego język owinął się wokół płatka na kilka sekund. Wciągnęłam gwałtownie powietrze i odwróciłam głowę, ponownie patrząc mu prosto w oczy z wyrazem szoku na twarzy. Mrugnął do mnie w pół uśmiechu, a potem wyprostował się i opadł na oparcie. Wziął szklankę do ręki i zanim upił łyk usłyszałam ciche: 
      - Podasz mi je wcześniej niż myślisz. - otworzyłam usta w oburzeniu i zacisnęłam pięść. Czy on właśnie...?
      - Co proszę? - zapytałam tonem ociekającym jadem. Po raz pierwszy ujrzałam jego zęby, gdy uśmiechnął się szeroko. Piękne, białe i proste. Serio, czy znajdę coś w jego wyglądzie, co nie jest idealne?
      - Słyszałaś - powiedział i znów przyłożył szklankę do swoich pełnych ust. 
      - Owszem, słyszałam. Pytam co to ma znaczyć - warknęłam i utkwiłam w nim wzrok, czekając na odpowiedź. 
      - Zrobiłaś się mokra, gdy ledwo Cię dotknąłem. Wyciągnięcie z ciebie imienia nie powinno być wyzwaniem - zmierzył mnie spojrzeniem i uniósł jedną brew. Czy on to właśnie powiedział? Czułam jak złość rośnie we mnie z każdą sekundą. Wstałam gwałtownie i wzięłam drinka w rękę,
      - Pieprzony gnojek - syknęłam i wylałam cała zawartość kielicha na twarz mężczyzny. Zakaszlał lekko, a potem ze spokojem wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki chusteczkę i powoli wytarł twarz, uśmiechając się przy tym wrednie. Tego było już za wiele. Szarpnęłam za torebkę leżącą na sofie i ominęłam go bezceremonialnie. Dopiero wtedy zauważyłam, że zrobiłam scenę. Kornelia wpatrywała się we mnie wielkimi oczami, a jedyne co wyczytałam z tego spojrzenia to pytanie: „zwariowałaś?!”. Lou zanosił się śmiechem, a kilka osób w dalszej części sali pokazywało nas sobie palcami i szeptało do siebie. Wypuściłam ciężko powietrze i bez słowa ruszyłam w stronę wyjścia. 
      - Milena! - Kornelia krzyknęła za mną. 
      - A nie mówiłem? - usłyszałam słowa Hazzy. Odwróciłam się na pięcie i zacisnęłam pięści tak mocno, że czułam paznokcie wbijające mi się w skórę. Niewiele myśląc zaczęłam iść w jego kierunku z dłonią przygotowaną do wymierzenia mu siarczystego policzka. 
      - Wow, wow, wow, wow, wow! - Lou podszedł pospiesznie do mnie i stanął na drodze, kładąc dłonie na moich ramionach - Uspokój się. Nie chcesz chyba zostać stąd wywalona - powiedział cicho, by nikt nas nie słyszał. Wiele par uszu było aktualnie nadstawionych, by dowiedzieć się nieco więcej o zaistniałej sytuacji. Lou uśmiechnął się uspokajająco i pochylił, by zrównać swoje oczy z moimi. - Hej... On taki jest. Potrafi być okropny w relacjach damsko-męskich, ale to naprawdę świetny facet, uspokój się, porozmawiajmy. - jego ton był ciepły, życzliwy. Świetnie. Z dwóch przystojnych facetów to ten chamski musiał przyczepić się do mnie. Nie żebym życzyła Kornelii takiego samego traktowania. Żadna dziewczyna nie powinna usłyszeć takich słów. 
      - Nic mnie nie obchodzi, że zostanę stąd wywalona. I tak wychodzę. Chcę tylko dać twojemu przyjacielowi to, na co zasługuje - wyrzuciłam z siebie te słowa i odepchnęłam Lou, torując sobie drogę. 
      - Wróciłaś, by przyznać mi rację? - Hazza puścił mi oczko i wstał. Znacznie górował teraz nade mną, ale nie odebrało mi to odwagi. Żaden gnojek nie będzie mnie tak traktował. Nic nie mówiąc, zamachnęłam się z płasko otwartą dłonią. Jakie było moje zdziwienie, gdy mężczyzna zareagował błyskawicznie i chwycił mój nadgarstek w połowie drogi. Zacmokał kilka razy i pokręcił głową, jak rodzic, który nie pozwala swojemu dziecku wejść do lunaparku. 
      - Nieładnie, skarbie... Bardzo nieładnie. Chyba nie chcesz, żebym się pogniewał - mruczał cicho z nosem oddalonym o kilka milimetrów od mojego 
      - Grozisz mi? - zapytałam przez zęby. Jeszcze tego brakowało. Damski bokser. Chciałam wyrwać swoją rękę z jego uścisku, lecz był zbyt mocny. 
      - a, a, a, a, a... - pomachał mi palcem wskazującym wolnej ręki w geście dezaprobaty i pociągnął wyżej mój nadgarstek, tak, że musiałam się jeszcze bardziej do niego zbliżyć. Teraz nasze nosy dosłownie się stykały, a ja nie marzyłam o niczym innym jak tylko wyjść z klubu i postarać się poprawić ten beznadziejny wieczór. Że też musiałam nalegać, by odwiedzić to przeklęte miejsce. 
      - Puść mnie - warknęłam, ponownie szarpiąc się w jego uścisku. 
      - Zdradź mi swe imię - powiedział cicho, a jego szyderczy grymas znikł, gdy szmaragd zaczął wpatrywać się we mnie intensywnie. 
      - Już je poznałeś, więc mnie puść! 
      - Chcę, żebyś ty mi je podała - uścisk nie ustępował. Usłyszałam jak ktoś za mną pyta czy wszystko w porządku, a Lou odpowiada, że sytuacja jest pod kontrolą. Ochrona? Barman? Zaciekawieni gapie? Wszystko jedno, miałam za złe Lou, że odesłał tę zainteresowaną osobę. 
      - Puść mnie - powtórzyłam już nieco głośniej. Nie odpowiedział. Pokręcił tylko głową wciąż wpatrując się we mnie w oczekiwaniu. - Głuchy jesteś? Chcę, żebyś mnie kurwa puścił 
      - Imię - jego głos przeszedł na niższe tony. Nie wiedziałam, że było to możliwe i niechętnie musiałam przyznać przed sobą, że zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Warknęłam z poirytowaniem i westchnęłam ciężko. 
      - Milena - wydusiłam. Uścisk nie zelżał. Wręcz przeciwnie, Hazz pociągnął moją rękę do siebie, a potem poczułam na swoich ustach pełne, zadziwiająco delikatne wargi. Zanim zdążyłam pomyśleć, moje ciało zdecydowało za mnie. Wyrwałam się z tego niezręcznego pocałunku i odepchnęłam mężczyznę nieco od siebie. Tym razem nie był na tyle szybki i moja dłoń spotkała się boleśnie z jego policzkiem. Nie spojrzał na mnie od razu. Potarł brodę i zaśmiał się bezgłośnie wpatrzony w bok, w który go nakierowałam. Wreszcie jego oczy spotkały się z moimi, a ja ze zdziwieniem dostrzegłam wesołe iskry tańczące pośród zieleni. 
      - Harry - jego imię odbiło się echem w mojej głowie. - Miło cię poznać, Mileno. 

1. Kornelia

                                                      I'm on a highway to hell

    - Nie ma mowy - parsknęłam i odwróciłam się od ochroniarza. Milena spojrzała na mnie swoimi oczyma szczeniaka i wydęła wargi. 
    - No dalej! Są moje urodzinyyyy! - złożyła dłonie jak do pacierza. 
    -Milena, 40 funtów za wejście? Jestem ciekawa ile drinki będą kosztować. - warknęłam, zaglądając do portfela. 
    Było około dziewiątej wieczorem, a my stałyśmy przy wejściu ekskluzywnego londyńskiego baru. Nad drzwiami wisiały złote litery układające się w nazwę miejscówki: „Bobbles”. Neonowe lampki oświetlały wejście na biało i żółto, a kolejka była oddzielona od reszty chodnika słupkami połączonymi złotym grubym sznurem. Rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu jakiegoś tańszego lokum, ale Milena wciąż patrzyła na mnie błagalnie. Nie mogłam powstrzymać chichotu na widok tej żałosnej miny, ale zaraz potem westchnęłam zrezygnowana i pokręciłam głową. 
    - Och, no daj spokój! Zapłacę za nas obie! - powiedziała - A bawić możemy się „na sucho” - dodała i puściła mi oczko. Zmarszczyłam brwi.
    - Nie, nie, nie, nie! Nie ma mowy, żebyś traciła 80 funtów w swoje urodziny. Jeśli tak bardzo chcesz to ja zapłacę. - powiedziałam i wyciągnęłam z mojego dużego różowego portfela jedną z kart kredytowych. Wyciągnęłam rękę, by podać ją ochroniarzowi, lecz Milena chwyciła mnie gwałtownie, a jej grzywka zakołysała się, gdy szybko pokręciła głową. 
    - W takim razie każda płaci za siebie! - powiedziała i wyciągnęła gotówkę. 
     Westchnęłam ciężko i powiedziałam ochroniarzowi po angielsku, że płacimy osobno. Z bólem serca patrzyłam na kwotę pieniędzy wyświetloną na terminalu, gdy wystukiwałam kod pin. 
     Że też musiałyśmy przejść obok tego baru. Wiedziałam, że gdy tylko Milena zobaczy szyld od razu będzie chciała tam wejść. Bar, w którym często goszczą angielskie gwiazdy. Jak na tak atrakcyjne miejsce, cena wydawała się być dość niska, lecz dla naszych portfeli wciąż zdecydowanie za wysoka. Wypuściłam ciężko powietrze z płuc i przekroczyłam próg. Mały korytarzyk, który nas przywitał nie był zbyt imponujący. Zimne białe marmury otaczające ściany mogły robić wrażenie, lecz spodziewałam się złota, kiczu i barokowego przepychu. Nic takiego mnie nie spotkało. Po prawej stronie znajdowała się szatnia, w której siedział szczupły wysoki chłopak. Na jego nosie spoczywały ogromne okulary z czarnymi oprawkami, był odziany w czarną koszulę i spodnie przytrzymane na białych szelkach. Pokręciłam głową, oceniając ten przesadnie staranny wygląd i podałam mu swój wiosenny płaszczyk. Otrzymałam numerek, przynależący do wieszaka, na którym został umieszczony i poczekałam na Milenę, gdy ta podawała chłopakowi swój płaszcz. 
     Ruszyłyśmy razem w głąb korytarza i już po chwili naszym oczom ukazało się o wiele większe pomieszczenie z ogromnym okrągłym barem na jego środku. Ściany i podłogi były wyłożone czarnym i białym marmurem, a sam bar wydawał się być wykonany z jakiegoś rodzaju metalu. Przy ścianach wokół rozstawione zostały stoliki z białymi skórzanymi kanapami. Widziałam nasze zniekształcone odbicia na barze, gdy dotarłyśmy do jego krawędzi i usiadłyśmy na stołkach. W naszych uszach rozbrzmiewał klasyczny rock, który nie pasował do tego futurystycznego miejsca. Wzruszyłam ramionami na swoją myśl i zamknęłam oczy, wsłuchując się w dźwięki AC/DC. 
     Kołysałam delikatnie głową wczuwając się w muzykę, gdy poczułam, że coś szarpie mnie za ramię. Milena trzymała w ręce menu drinków z dołączonymi cenami. Mochito - 20 funtów, Sex On The Beach - 25. Ceny rosły z każdą stroną menu, a ja bałam się spojrzeć na pięć ostatnich. Zaczęłam się głośno śmiać i pokręciłam głową na tę niedorzeczność. Cóż, picie miałyśmy z głowy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, by poszukać jakiegoś bardziej odpowiadającego miejsca, lecz wszystkie stoliki były zajęte. Na chwilę zatrzymałam wzrok na marmurowej kolumnie, gdy dotarło do mnie, że w czasie skanowania pomieszczenia dojrzałam wyjątkowo piękną twarz. Wróciłam wzrokiem do tego miejsca i uśmiechnęłam się do siebie. 
     Przy jednym ze stolików vipowskich zobaczyłam mężczyznę, którego głowa ozdobiona była burzą ciemnych loków. Uważnie obserwowałam jak zielone oczy wpatrują się w twarz swojego rozmówcy, a dołki w policzkach raz po raz zaznaczają szczery uśmiech. Poczułam jak mój oddech robi się płytki, gdy jego towarzysz odwrócił się, a ja zobaczyłam piękne niebieskie oczy ozdobione niewiarygodnie ciemnymi długimi rzęsami. 
     Moje serce przyspieszyło nieznacznie na ten widok. Obaj mężczyźni w tym momencie przebiegali wzrokiem przez salę, jakby szukali czegoś z uwagą. Bez przerwy śledziłam błękitne oczy, które przejechały po mnie bez zatrzymania, kontynuując rozglądanie się. Zielone oczy jednak zatrzymały się nieco dłużej, a ja spłonęłam rumieńcem. Zobaczyłam jak na policzku zaznacza się dołeczek. 
     Czy on właśnie puścił mi oczko? Wzięłam gwałtowny oddech i odwróciłam wzrok do baru. Nie... To niemożliwe. Tak boscy faceci nie zainteresowaliby się zwykłymi dziewczynami, które musiały mocno nadwyrężyć swoje portfele, by dostać się do tego baru. Na pewno było po nas widać, że nie jesteśmy tutejsze. Może to są stali klienci. Może przeszukują salę, by znaleźć znajomych lub, wręcz przeciwnie, świeżą krew... 
     - Milena! - powiedziałam tak cicho jak tylko mogłam, przebijając się przez głośną muzykę. Przyjaciółka spojrzała na mnie z zaciekawieniem, ale nie musiałam nic więcej mówić, bo jej wzrok zaraz zawisł nade mną. Chwila... Zbyt wysoko. 
     - Cześć - usłyszałam za sobą niski zachrypnięty głos. Serce załomotało mi w klatce piersiowej, gdy wolno odwróciłam głowę w lewą stronę. Błękitne i zielone oczy zasłoniły mi widok na salę. Poczułam jak Milena ukradkiem szturcha mnie w plecy, tak, by mężczyźni tego nie widzieli. 
     - No cześć - odezwała się, a w jej głosie usłyszałam uśmiech. Spojrzałam na nią szybko i zrobiłam wielkie oczy. Ona tylko mrugnęła do mnie i położyła nogę na nogę. Dosłownie widziałam jak w jej umyśle całe ciało przestawia się na tryb „flirt”. Zawsze zazdrościłam jej tej pewności siebie. Tego, że potrafiła zacząć odpowiednią gadkę, że umiała pociągnąć ją w dobrym kierunku. Ja, mimo mojej względnie wysokiej samoocenie, przy facetach traciłam całą swoją kreatywność, a język plątał mi się żałośnie. Czasami rzucałam żenującym żartem i zwykle postanawiałam nie odzywać się już do końca spotkania. 
     Czułam się osaczona. Zielonooki miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. Jego kolega był nieco niższy, lecz, dla mojego metra pięćdziesięciu, wciąż wyglądał gigantycznie. Milena również nie należała do najwyższych kobiet, lecz jej aktualna postawa i pewność siebie sprawiały, że miałam wrażenie jakbym była o połowę mniejsza niż jestem. 
     Uniosłam ponownie wzrok i moje oczy napotkały przejmujący błękit, a następnie zobaczyłam rząd równych białych zębów, gdy chłopak uśmiechnął się szeroko. Przy kącikach jego rozweselonych oczu pojawiły się zmarszczki, a duża dłoń powędrowała do zmierzchwionych włosów, robiąc jeszcze większy bałagan na głowie. Zielone oczy wpatrywały się intensywnie w Milenę, a w kąciku jego ust igrał psotny uśmieszek. Po raz kolejny zauważyłam uroczy dołeczek w policzku. W zasadzie to mężczyzna wyglądał słodko. Ostre rysy twarzy, lekko kwadratowa szczęka były niezwykle męskie, lecz jasne zielone oczy i te dołeczki w policzkach dodawały mu dziecięcego uroku. W przeciwieństwie do błękitnookiego, nie miał zarostu, a jego szczękę zdobił tylko mały pieprzyk. 
     - Nie jesteście stąd - zaczął, a ja zdałam sobie sprawę, że ten niski zachrypnięty głos należał właśnie do niego.  - Nie jesteście nawet z tego kraju - dodał. Spojrzałam na Milenę i zaśmiałam się nerwowo. Potrafił poznać akcent po dwóch słowach. Nie, żeby było to bardzo trudne, lecz przy głośnej muzyce mogło to zrobić wrażenie. 
     - Nie. - odpowiedziała moja przyjaciółka i zamilkła. Wiedziałam, że stara się być tajemnicza, nie podając zbyt wielu informacji. 
     - Skąd jesteście? - głos błękitnookiego był nieco wyższy, lecz chrypka, której byłam fanką, również okazała się być w nim obecna. Spojrzałam na niego, ale, gdy zdałam sobie sprawę, że intensywnie się we mnie wpatruje, od razu opuściłam wzrok. Ach, gdybyśmy miały pieniądze. Kilka drinków i moja pewność siebie podskoczyłaby nieznacznie - tak, bym była w stanie normalnie z nimi rozmawiać. Teraz pewnie po raz kolejny zmarnuję szansę na ciekawą noc. 
     Wzdrygnęłam się, gdy poczułam na swoim podbródku palec. Co do...?! Błękitnooki skierował moją twarz w swoją stronę i pogładził moją skórę kciukiem zanim opuścił dłoń. Moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki i po raz kolejny poczułam intensywne szturchanie na plecach. Nie wiedziałam czy zaśmiać się z podekscytowania Mileny czy może warknąć na mężczyznę, by więcej tego nie robił. Czułam się żałośnie, więc postanowiłam coś z tym zrobić. Odchrząknęłam i poprawiłam delikatnie dekolt. 
     - Z Polski - powiedziałam, starając się brzmieć jak najbardziej pewnie. Zielonooki tym razem uśmiechnął się od ucha do ucha i przeszedł za moimi plecami, by stanąć obok Mileny. 
     - Słowianki - powiedział, bawiąc się jej długimi blond włosami. Znałam Milenę i wiedziałam, że długo nie będzie sobie pozwalać na tak bezczelne zachowanie, lecz widziałam też, że chłopak musiał jej się niezwykle podobać, bo moment, w którym odtrąciła jego rękę miał miejsce nieco później niż zwykle w podobnych sytuacjach. Niski śmiech omamił moje uszy, gdy mężczyzna potarł dłoń, jakby gest Mileny sprawił mu ból.
     - Nic dziwnego, że takie piękne. A jakie waleczne. - mruknął i pochylił się nad moją przyjaciółką. Wciągnęłam głośno powietrze, a w moich uszach zadźwięczało. Czy on tak na poważnie? Moja wewnętrzna feministka walczyła zaciekle, by uwolnić się z klatki nieśmiałości. Nie musiałam jednak reagować, ponieważ Milena była szybsza. Położyła dłoń na klatce piersiowej chłopaka i zaśmiała się zmysłowo. 
     - Chyba śnisz, słoneczko - powiedziała, odpychając go zanim ich usta złączyłyby się w pocałunku. Poczułam za sobą wibracje, gdy błękitnooki zaśmiał się cicho. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak blisko mnie się znajdował. 
     - Daj spokój Hazza, nie strasz dziewczyn - powiedział rozbawiony i oparł się o bar. Te słowa dodały mi odwagi, więc prychnęłam, unosząc przy tym wymownie brwi. Nie bałam się bezczelnego flirciarza. Byłam zniesmaczona jego zachowaniem i przytłoczona urodą ich obu, lecz na pewno się nie bałam. Byłam prawie pewna, że Milena czuła to samo. 
     Błękitnooki uśmiechnął się jeszcze szerzej, jakby moja reakcja niezwykle go rozbawiła. Jego wzrok powędrował od moich oczu do ust i z powrotem po czym przejechał  wolno językiem po swoich wargach. Przełknęłam ciężko ślinę na ten wymowny gest, lecz uśmiech ponownie zagościł na ustach chłopaka, więc się nieco rozluźniłam. Biła od niego zarażająca wesołość i już po chwili również się uśmiechnęłam. 
     - Co pijecie? - zapytał Hazza, spoglądając na bar. Wyglądał tak, jakby oderwanie oczu od Mileny sprawiło mu wielki wysiłek. Zawołał gestem barmana, który już zmierzał w naszym kierunku. Spojrzałam po raz kolejny na menu i westchnęłam ciężko. Chętnie napiłabym się na odwagę, lecz nasze nędzne oszczędności nie pozwalały na topienie ich w alkoholu. 
     - Nic - odpowiedziałam cicho i zamknęłam kartę. Z okładki patrzyło na mnie tęsknie pomarańczowo-czerwone Sex On The Beach. Obaj mężczyźni zmarszczyli brwi w zdziwieniu, a Hazza powiedział barmanowi, że ma chwileczkę poczekać. Błękitnooki spojrzał na moje dłonie, które wcisnęłam między uda, starając się opanować zażenowanie. Co miałyśmy powiedzieć? Że przyszłyśmy do ekskluzywnego klubu, bo chciałyśmy trafić na jakąś gwiazdę. Że nie mamy więcej pieniędzy, bo większość oszczędności, przeznaczonych na dzisiejszy dzień, została wykorzystana przy wejściu do baru? Cień zrozumienia pojawił się na twarzy błękitnookiego i kiwnął głową w kierunku Hazzy, prowadząc jakiś niemy dialog. 
     - Na nasz koszt - powiedział uprzejmie i otworzył niedawno zamknięte przeze mnie menu. - Wybierz to, na co tylko masz ochotę - dodał już nieco ciszej, bym tylko ja mogła to usłyszeć. Po plecach przebiegł mi dreszcz i spojrzałam ponownie w jego błękitne oczy. 
     - Ja... Nie wiem. - powiedziałam cicho i miałam ochotę spoliczkować się za tę nieznośną nieśmiałość. Wzrok znów powędrował do moich dłoni i postanowiłam go więcej nie podnosić. Byłam pewna, że chłopak jest już mną poirytowany, lecz nie mogłam nic na to poradzić. Bałam się spojrzeć na jego twarz, by nie zobaczyć zniecierpliwienia lub przewracania oczami. Jakże się zdziwiłam, gdy do moich uszu dotarł cichy chichot, a menu zamknęło mi się przed oczami. 
     - Richie, dla mnie to, co zwykle, a dla damy Noir Charm - byłam wdzięczna, że wybrał za mnie, chociaż przeszywało mnie poczucie winy, że traci na mnie ponad dwadzieścia funtów. Czułam jednak, że sprzeciw nie przyniósłby tu żadnego skutku. Barman puścił oczko błękitnookiemu i zwrócił się ku Hazzie. 
     - Ten sam zestaw - powiedział z uśmiechem i spojrzał na Milenę. - Może przysiądziecie się do nas? - wskazał ręką vipowski boks i ostrożnie położył rękę na plecach Mileny. Miałam ochotę zaśmiać się na ten upór w dotykaniu mojej przyjaciółki, lecz gest był na tyle grzeczny, że nie obudził we mnie żadnego mechanizmu obronnego. Rozejrzałam się za innymi stolikami, lecz wszystko wciąż było zajęte. Nie chciałam całego wieczoru spędzić przy barze, ale nie wiedziałam też czy chcę go spędzić z tymi bezczelnymi typkami. Zauważyłam, ze kilka par kobiecych oczu było zwrócone w naszym kierunku. Piękna czarnowłosa kobieta dosłownie wypalała wzrokiem dziurę w dłoni spoczywającej na plecach Mileny. Chciałam bliżej poznać historię tego miejsca i jego gości. Czy oni wszyscy się znają? Czy jesteśmy tutaj świeżynkami, które zostaną chętnie wywalone na zewnątrz przy pierwszym lepszym popełnionym błędzie?
     - Myślę, że posiedzimy tutaj, dzięki - powiedziałam nieco bardziej stanowczym tonem niż zamierzałam i zaczęłam obserwować barmana, przygotowującego nasze drinki. Zauważyłam, ze wlewa do głębokiego kielicha jakiś szkarłatny alkohol, znajdujący się w wykwintnie grawerowanej butelce. Chwycił z półki nad sobą dużą złotą kwadratową butelkę i dodał nieco przezroczystego płynu. Kilka innych rzeczy, za które chwycił, wyglądało równie bogato. To nie był zwykły Sex On The Beach. Ten drink musiał być o wiele droższy. 
     Musiałam zostawić te myśli na później, notując w głowie, by sprawdzić cenę Noir Charm, gdy zostaniemy same, bo w tej chwili odezwał się chłopak po mojej lewej stronie. 
     - Hm... Jak chcecie, ale myślę, że nasze lokalne hieny szybko przeżują was i wyplują z dziką satysfakcją - powiedział z zawadiackim uśmiechem i wskazał na brunetkę, której przed chwilą się przyglądałam. Więc znali się. Klub był jednym z tych, w których mają stałych ekskluzywnych członków. Kim byli Ci mężczyźni, którzy właśnie z nami rozmawiali i kupowali drogie drinki? 
     - Poza tym, myślę, że wasze boskie pośladki nie wytrzymają długo siedzenia na tych okropnych stołkach - Hazza spojrzał ukradkiem na pupę Mileny i rzucił porozumiewawczym uśmieszkiem w stronę błękitnookiego. - Co nie, Lou? - dodał. Lou... takie było imię mojego „towarzysza”? Przynajmniej mogłam przestać nazywać go w głowie błękitnookim, choć uważałam, że ta ksywka dobrze podsumowywała to, co najbardziej w jego twarzy zwracało moją uwagę. 
     - Dwa razy Noir Charm i dwa razy Whisky. Miłej zabawy chłopaki - barman wtrącił się akurat w momencie, w którym Milena otwierała usta, by się odgryźć. Zanim zdążyłyśmy coś zrobić Hazza chwycił szybko nasze drinki, Lou dwie szklanki z whisky i obaj rzucili nam uśmiechy, w których tliło się wyzwanie. Westchnęłam ciężko i pokręciłam głową, a Lou szturchnął mnie ramieniem i wskazał z entuzjazmem boks. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na Milenę, by dowiedzieć się co o tym sądzi. Wydęła wargi i uniosła brwi w geście „a co nam szkodzi”, po czym zeskoczyła zwinnie ze stołka i ruszyła przed siebie. Ponowne westchnienie wydarło się z moich płuc i zrobiłam to samo. Nie chciałam patrzeć na naszych towarzyszy, ale w duszy wiedziałam, że na ich twarzach gości wyraz satysfakcji. 
     Milena szybko usiadła przy stole i poprawiła spódniczkę, by odkrywała jak najmniej skóry. Ja w moich jeansach czułam się dosyć komfortowo, lecz biała koronkowa bluzeczka, którą miałam na sobie i czarny stanik pod nią, wyraźnie przyciągały wzrok Błękitnookiego. Usiadłam jak najbliżej Mileny i ze zniecierpliwieniem czekałam aż Hazza odda nam nasze trunki. 
     Gdy tylko szkło dotknęło blatu stołu, moje palce owinęły się ochoczo wokół kielicha i pociągnęłam zdrowy łyk. Słodki smak eksplodował w moich ustach jak owocowe marzenie. Czułam maliny i banany, ale gdzieś w tle majaczyła ledwo wyczuwalna gorycz alkoholu. Tak smacznego drinka nie piłam jeszcze nigdy. Aż zamknęłam oczy delektując się mozaiką słodkości, która ogarniała moje podniebienie.
     - smakuje? - usłyszałam po swojej prawej stronie rozbawiony głos. Nie otwierając oczu tylko pokiwałam głową i jęknęłam w aprobacie. Chichot. Piękny chichot. Ach, gdyby tylko nie był takim palantem. Zmarszczyłam brwi i otworzyłam wreszcie oczy. Kolejny łyk drinka, kolejne zamknięcie oczu, kolejna eksplozja smaków. Piłam szybko ze względu na swoją dużą tolerancję na alkohol. Milena zawsze śmiała się ze mnie, że byłam nieekonomiczna, wydając strasznie dużo pieniędzy na alkohol podczas naszych babskich wypadów do pubów. Jej kręciło się w głowie po dwóch, ewentualnie trzech piwach. Mnie po pięciu, może sześciu. Największy problem polegał na tym, że wolałam pić drinki, które kosztowały o wiele więcej niż kufel piwa. Nasze wyjścia na miasto zawsze kończyły się smutnym podsumowaniem moich wydatków. Pewna egoistyczna część mnie cieszyła się więc, że ten wspaniały drink nie został kupiony za moje pieniądze. 
     - Hej, hej, zwolnij. Nie chcemy Cię stąd wynosić - zażartował Lou, gdy po kilku minutach w kielichu nie było już połowy drinka. Milena wybuchnęła śmiechem i przekręciła oczami. 
     - Proszę Cię, ona mogłaby wypić więcej od Was dwóch razem wziętych i jeszcze byłaby trzeźwa - machnęła dłonią jakby odganiała się od muchy i pociągnęła skromny łyk alkoholu. - Mmmm... pyszne - mruknęła do siebie i podobnie jak ja, zamknęła oczy, napawając się słodkim smakiem. 
     Spuściłam nieco oczy, zawstydzona po jej słowach, a słomka szybko powędrowała jak najdalej od moich ust. Co się ze mną działo? Zachowywałam się jak mała dziewczynka, która miała wystąpić przed setką rodziców na szkolnej wywiadówce. Zawsze byłam nieco nieśmiała, lecz nigdy do takiego poziomu. Może nigdy nie miałam okazji rozmawiać z tak pięknymi i zbyt pewnymi siebie facetami. Przekręciłam oczami na swoje nielogiczne zachowanie i postanowiłam sobie w duszy, że od teraz będę nieco odważniejsza. A przynajmniej spróbuję być. Słomka wróciła do moich ust i pociągnęłam kolejny spory łyk. Kielich był dosyć wysoki, lecz jeden nie wystarczył, bym poczuła na sobie efekt słodkiej trucizny. W tym momencie przeklinałam w duchu tę swoją tolerancję. Lekki szum w głowie na pewno pomógłby mi rozluźnić się nieco i rozgadać. 
     - No tak się składa, że ja też mam mocną głowę. Chcesz się pościgać? - zapytał Lou i chwycił swoją szklankę z łobuzerskim błyskiem w oku. Uniosłam brwi i uśmiechnęłam się z politowaniem. Kolejny łyk. 
     - Lepiej nie. Nie chcemy Cię stąd wynosić - zażartowałam, używając jego własnych słów. Trafiony! Choć szybko to ukrył, zdążyłam ujrzeć wyraz zaskoczenia na jego twarzy. Uśmiechnął się szeroko i mrugnął do mnie. 
     - Louis - powiedział unosząc szklankę jak do toastu. 
     - Kornelia - odpowiedziałam i stuknęłam w nią swoim kielichem.