niedziela, 17 sierpnia 2014

20. I dreamt about you nearly every night this week. How many secrets can you keep?

Kornelia



  Donośny trzask wyrwał mnie z bardzo przyjemnego snu. Zerwałam się na miękkim materacu, mrużąc oczy w ciemności, by dostrzec powód mojej pobudki. Zobaczyłam niewyraźną blond czuprynę mojej przyjaciółki, więc wyjęłam telefon spod poduszki i spojrzałam na zegarek. 3:20. Jak dobrze, że pracuję wieczorami. Pochyliłam się, sięgając nocnej lampki i już po chwili w pokoju zapanowała jasność, przy akompaniamencie cichego kliknięcia. O, o... Włosy Mileny były w totalnym nieładzie, a jej mina wyrażała absolutną wściekłość. Spojrzała na mnie z wyrzutem, jakbym to ja była winna jej złego humoru i warknęła głośno. 
- Mam pytać? - odezwałam się cicho z obawą w głosie. Zacisnęłam zęby w oczekiwaniu na atak skierowany w moją stronę, ale nic takiego się nie wydarzyło. Milena wypuściła tylko głośno powietrze z płuc i opadła bezwładnie na swoje łóżko. Obserwowałam ją uważnie, starając się wyczytać coś z tej wściekłości, lecz sen wciąż zaćmiewał mój umysł. Kolejne westchnienie rozbrzmiało w cichym pomieszczeniu, a potem Milena wzięła głęboki oddech. 
- Pocałował mnie - powiedziała, a ja poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Poprawiłam się gwałtownie na materacu i wbiłam w przyjaciółkę wyczekujący wzrok. Ta jednak przestała się odzywać, jakby to jedno, zaskakujące zdanie, miało mi wystarczyć jako wyjaśnienie. 
- NO IIIII?? - zawołałam podekscytowana, pokazując szaleńczym machaniem ręki, że ma kontynuować. 
- W sumie to ja go pocałowałam. - mruknęła, wpatrując się niewidzącym wzrokiem gdzieś w ścianę. Poczułam ogarniającą mnie ekscytację i zakryłam usta dłonią. - W sumie to on mnie, ale ja mu pozwoliłam. - ton Mileny był całkowicie wyprany z emocji. Zmarszczyłam brwi skonsternowana. 
- Więc... Dlaczego jesteś taka wściekła? - zapytałam, czując się coraz bardziej zagubiona w zaistniałej sytuacji. Wtedy Milena zabrała się za wyjaśnianie. Jak Harry zabrał ją na Tower Bridge, jak to nagle po pocałunku coś mu się odwidziało, jak wracali do hotelu w ciszy, jak na pożegnanie skinął tylko głową i odjechał bez słowa, gdy tylko Milena wysiadła z samochodu. Podrapałam się po głowie, starając zrozumieć zachowanie mężczyzny, lecz nie znalazłam żadnego możliwego, logicznego powodu. 
- Więc, jesteś zła, bo...? - zachęciłam ją do dokończenia mojego zdania, niczym ucznia w podstawówce. 
- Bo, kurwa! Zrobił ze mnie totalną idiotkę. Nie, żebym chciała od niego czegoś więcej, ale... Ale... - przerwała w poszukiwaniu odpowiednich słów. 
- Ale otworzyłaś się przed nim, a on to olał.. - dokończyłam za nią, mierząc ją troskliwym spojrzeniem. Przygryzła wargę i skinęła głową, krzyżując ręce na piersi. Zmarszczyłam brwi, czując, że powinnam jakoś ją pocieszyć, ale zdawałam sobie sprawę, że wywołałoby to tylko kolejną salwę złości. Milena nie potrzebowała litości i skruchy, była silna i niezależna. Zrezygnowałam więc z takiej formy kontynuowania rozmowy i postanowiłam zmienić temat. 
- No nic. Jest chujem i tyle. A teraz chodźmy spać, bo do pracy nie wstaniesz. - powiedziałam, ale Milena tylko pokręciła głową. 
- Nie muszę... - rzekła, ponownie wlepiając tępy wzrok w ścianę. Uniosłam jedną brew, zastanawiając się czy może jednak pocieszenie nie było odpowiednią formą rozmowy. Może Harry był dla Mileny ważniejszy, niż zdawałam sobie z tego sprawę.
- Styles załatwił mi wolne na jutro... Wiesz... On i Malik - wielcy przyjaciele - wyjaśniła, przekręcając pogardliwie oczami. Acha...
- Ale masz dobrze... - mruknęłam, kładąc głowę na poduszce. Milena parsknęła i obrzuciła mnie oceniającym spojrzeniem. 
- Przecież idziesz do pracy na dziewiętnastą 
- No właśnie „idę do pracy” jest tu kluczowym argumentem - odparłam i wyszczerzyłam do niej zęby. 
- Jesteś najbardziej leniwą osobą, jaką znam - Milena wstała z łóżka i zrzuciła ze stóp buty. Zaśmiałam się i zamknęłam oczy. 
- Za to mnie kochasz - powiedziałam, nim odpłynęłam w senną podróż. 

Na drugi dzień Milena była już zupełnie sobą, sprawiając wrażenie, jakby wcale nie pamiętała o wydarzeniach minionej nocy. Obserwowałam ją uważnie, starając się wyłapać jakieś odstępujące od normy zachowania, lecz nic takiego się nie pojawiało, więc już pod wieczór, gdy szykowałam się do pracy, odpuściłam sobie nadopiekuńczość. 
- Jak myślisz? Pojawi się dzisiaj Louis? - Milena zagaiła mnie, gdy wiązałam w długi warkocz swoje włosy. Zwróciłam wzrok w jej stronę, ściskając czarną wsuwką między zębami. 
- Jestem pewna, że się pojawi - powiedziałam, wzruszając ramionami i wsuwając przedmiot między różowe kosmyki. Milena rzuciła mi wymowny uśmieszek, unosząc jedną brew. Przekręciłam oczami, siadając na łóżku i wiążąc moje czarne Lity. 
- Czego - zapytałam, udając wściekłą. Milena wydęła wargi, robiąc minę niewiniątka i odwróciła wzrok. 
- Nic, nic... Tylko, no wiesz... Prawie się pocałowaliście itp - zaczęła przyglądać się swoim paznokciom. 
- haha, odwal się. To nie ja ślimaczyłam się z jednym z tych typków na szczycie Tower Bridge - pokazałam jej język, prostując się i sięgając po żakiet. Milena pokiwała powoli głową, jakby się nad czymś zastanawiając, a potem spojrzała na mnie i wyszczerzyła zęby. 
- Byłam na szycie Tower Bridge! - wrzasnęła, wyrzucając w górę pięści. Zaśmiałam się głośno na jej spontaniczne zachowanie. 
- Cóż... Może Louis okaże się równie kreatywny - powiedziałam, parodiując marzycielskie westchnienie. Milena parsknęła na to moje małe przedstawienie i machnęła na mnie ręką, wyganiając z pokoju. 
- Idź już, bo się spóźnisz 
       - Ja ciebie też! - zawołałam, zatrzaskując za sobą drzwi. 
Uśmiechałam się szeroko jeszcze na parterze hotelu, zapinając żakiet przed wyjściem na chłodne wieczorne powietrze. Drzwi zatrzasnęły się za mną, gdy skupiałam się na złośliwych guzikach ubrania, które uparcie nie chciały ze mną współpracować. W końcu jednak udało mi się je umieścić w odpowiednich otworach i podniosłam wzrok. Przede mną, niczym postać z jakiegoś filmu, stał Louis, oparty o swoje piękne czarne Audi R8, którym tak zachwycałam się przy okazji naszej pierwszej „randki”. Zatrzymałam się, wpatrując w niego, jakby urwał się z cyrku, a ten uśmiechnął się do mnie szeroko. Wyglądał jak model, z tymi rękami skrzyżowanymi na piersi, krótkim zarostem i przydługimi włosami, ułożonymi w artystycznym nieładzie. Westchnęłam mimowolnie, zbyt późno łapiąc się na tym, co robię. 
- Zamawiała pani podwózkę do pracy? - zapytał, wskazując dłonią na Audi. Wyszczerzyłam do niego zęby. 
- Nie - odpowiedziałam zadziornie, lustrując jego ruchy i również zakładając ręce na piersi. 
- Hm... To dziwne, byłem pewien, że szef podał mi ten adres. - Louis udał skonsternowanego, pocierając powoli brodę. 
- Ach tak? Cóż, mieszka tu wielu ludzi, może chodziło o kogoś innego - droczyłam się z nim, nie ruszając się z miejsca. Louis pokręcił powoli głową, marszcząc brwi, jakby zastanawiał się nad czymś intensywnie. 
- Nie, nie... Na pewno mówił o pięknej malutkiej kobietce, wyglądającej niczym różowogłowy anioł, rozświetlający wszystko, co spotkał na swojej drodze. - zarecytował powoli. Czułam, jak moje serce przyspiesza, przyprawiając mnie mimowolnie o słodkie uczucie uniesienia. Mimo to, postanowiłam dalej ciągnąć swoją mała gierkę. 
- Wybaczy pan, ale nie znam takiej - odparłam, szukając w torebce nieistniejącej rzeczy. 
- Mój szef lubi bardzo specyficzne opisy, a ten pasuje tylko i wyłącznie do pani. - głos Louis’ego rozbrzmiał o wiele bliżej mnie niż ostatnio. Uniosłam głowę znad torebki i zobaczyłam, że stał tuż przede mną. - więc chyba będzie pani musiała się ze mną zabrać - dodał cicho, a ja przełknęłam ciężko ślinę, wpatrując się w błękitne oczy, skanujące uważnie moją twarz. Przeczyściłam gardło, starając się uspokoić szalejące we mnie emocje. 
- Chyba... Ma pan rację - powiedziałam gubiąc gdzieś po drodze słowa. Louis pochylił się nade mną nieznacznie, a ja wstrzymałam oddech. 
- Ja mam zawsze rację - odparł cicho, kładąc ręce na moich biodrach. Uniosłam jedną brew i parsknęłam śmiechem, wykorzystując jego zdziwienie, by wyplątać się z wiążących mnie objęć. Spojrzał na mnie z wyrzutem, bezskutecznie próbując ukryć wkradający się na jego usta uśmiech. Oddalił się ode mnie na niewielką odległość i wydął wargi, niczym urażone dziecko. 
- No wiesz? Znowu popsułaś mój boski podryw - mruknął, krzyżując ręce na piersi. Zachichotałam, klepiąc pocieszająco jego ramię. 
- Może następnym razem ci się uda - powiedziałam pocieszającym tonem. Westchnął ciężko i pokręcił głową, a następnie zaprosił mnie gestem do Audi. Otworzył drzwi po lewej stronie, a gdy byłam już w środku, obszedł auto i usiadł za kierownicą.
Odpalił silnik i ruszył w kierunku Irresistible. Jechaliśmy przez chwilę w ciszy, podczas której wykręcałam nerwowo palce. Nie wiedziałam jak się zachować, nie wiedziałam co owa sytuacja oznaczała. Nową rutynę? Czy już zawsze miałam być zawożona do pracy przez Lou? Uspokój się, Kornelia. On przyjechał po ciebie tylko raz. Skarciłam się w myślach, za to paranoiczne podejście. Spojrzałam w stronę Louis’ego. Patrzył przed siebie, skupiony na drodze, co ułatwiało mi podziwianie jego pięknego profilu. To niesamowite, jak w ciszy wszystkie zmysły skupiają się na tej jednej rzeczy, która nas interesuje. W moim przypadku, była to twarz Lou. Zapisałam w pamięci kształt jego szczęki, zarysowany przez kilkudniowy zarost, lekką nierówność nosa, która, w niezrozumiały dla mnie sposób, dodawała mu uroku, i te długie czarne rzęsy, wyglądające niemal jak potraktowane maskarą i podkreślające jeszcze bardziej jasny błękit jego oczu. Idealną gładkość jego rysów twarzy zakłócił nagle uśmiech, wkradający się na usta. 
- Bo się zarumienię - powiedział, zerkając na mnie krótko i puszczając mi oczko. Zamrugałam szybko i potrząsnęłam głową, budząc się z dziwnego amoku, w jakim się jeszcze chwilę temu znajdowałam. 
- Co? - zapytałam zdezorientowana. 
- Przypatrujesz mi się od jakichś pięciu minut - wyjaśnił, unosząc triumfalnie brwi. Odwróciłam pospiesznie wzrok, skupiając się na drodze przed nami i parsknęłam nerwowo. 
- Wcale nie - palnęłam inteligentnie. Louis ukazał światu swoje białe zęby i kiwnął głową, przymrużając oczy. 
- Mmmhm - zakpił, a ja rzuciłam mu mordercze spojrzenie, które wywołało u niego salwę śmiechu. Przyjemny dźwięk jego głosu bez trudu wprawił mnie w świetny nastrój i na moich ustach zagościł ledwo widoczny uśmieszek. W tym momencie samochód się zatrzymał, a ja zobaczyłam przez szybę tylne wejście restauracji Irresistible. Wzięłam głęboki oddech. 
- No cóż. Dziękuję panu za podwózkę - powiedziałam, przyjmując oficjalny ton. 
- Może jakaś zapłata za ten jakże wielki trud, który sobie zadałem? - zapytał, a ja otworzyłam w oburzeniu usta, gdy zobaczyłam, że jego wargi układają się w „o”,  oczekując na buziaka. Odrzuciłam do tyłu głowę, zanosząc się głośnym śmiechem, ale Louis w ogóle się nie poruszył. Patrzyłam przez chwilę na jego zaciśnięte, w tej komicznej minie, powieki, a potem położyłam płaską dłoń na jego ustach i ucałowałam własną skórę. 
Uniósł jedną brew, pozostając jeszcze przez chwilę w tej pozycji, a potem otworzył oczy i spojrzał na mnie z obrazą. 
- Tylko tyle?! - żachnął się. 
- Musisz się bardziej postarać - odparłam i uwolniłam się z pasa bezpieczeństwa, a potem pociągnęłam za klamkę. Nim wyszłam z pojazdu, Louis otworzył szeroko swoje drzwi i ruszył w moją stronę. Zdążyłam już się wyprostować, gdy nagle drzwi od strony pasażera zostały zatrzaśnięte, a ja do nich przyciśnięta. Wciągnęłam głośno powietrze, czując ręce Louis’ego na swoich biodrach i spojrzałam w górę, by napotkać jego poważny wyraz twarzy. 
- A co powiesz na to? - zapytał cicho, przenosząc swoją dłoń na moje udo i podnosząc mnie, bez najmniejszego wysiłku, w górę. Wisiałam teraz oparta o Audi, z nogami zaplątanymi wokół bioder Lou. Z siłą tytana, powstrzymałam budujące się we mnie pragnienie dosięgnięcia tych różowych warg, czekających na mnie cierpliwie. Zamiast swoich ust, położyłam na nich palec i pokręciłam karcąco głową. 
- Imponujące, ale ja wciąż czekam na „boski podryw” vol. 3  - zażartowałam i popchnęłam delikatnie jego ramiona, zeskakując na ziemię. Westchnął ciężko i spojrzał na mnie z dołu. 
- Nie będzie z tobą łatwo, co? - zapytał, zagryzając wargę. Puściłam mu oczko, poprawiając koszulę, która wydostała się spod mojej spódniczki. 
- Może zabierz mnie na szczyt Tower Bridge lub innego Big Bena - wzruszyłam ramionami, a Louis patrzył na mnie przez chwilę skonsternowany, po czym na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia i zaśmiał się cicho. 
- Dla ciebie wszystko - powiedział, a ja poczułam rosnącą we mnie obawę, widząc determinację na jego twarzy. 
- Proszę cię, nie rób tego? To nie w moim stylu - rzuciłam pospiesznie. Jeszcze tego mi brakowało, żeby Louis małpował Harry’ego, bo rzuciłam nieodpowiedzialnym żartem. Ku mojej uldze, on odetchnął tylko głęboko i złapał się za serce. 
- Ufff... To dobrze, bo w moim też nie - udał, że wyciera z potu czoło, oddychając przy tym teatralnie, a potem zaprosił mnie gestem do restauracji. Ruszyłam przed siebie, uśmiechając się jak idiotka.

Poniedziałkowy wieczór minął bardzo szybko. Wygłupy Louis’ego, który próbował rozśmieszyć mnie, ze swojego stałego miejsca w restauracji, sprawiały, że praca nie wydawała się tak monotonna. Musiałam się ciągle skupiać, by zachować poważną minę, a czasami, ukradkiem, pokazywałam mu obsceniczne gesty, lub szeptałam w jego stronę przekleństwa, gdy do gości przemawiał George. W pewnym momencie podszedł do Błękitnookiego Menadżer, zwracając mu uwagę, by przestał rozpraszać pracującą wokalistkę. Ten kiwnął tylko ze zrozumieniem głową i przeprosił, a ja musiałam zakryć twarz tekstami piosenek, by klienci nie zauważyli mojego śmiechu. Było to oczywiście bezcelowe, bo zapewne dostrzegli moje trzęsące się ramiona. 
Po pracy Louis czekał aż się spakuję i, jak się spodziewałam, zaoferował podwózkę do domu. Z chęcią ją przyjęłam i kilkanaście minut po północy staliśmy już pod moim hotelem. Louis zgasił silnik Audi i ogarnęła nas przejmująca cisza, przerywana tylko co jakiś czas, przejeżdżającymi obok samochodami. Zagryzłam wnętrze policzka i, po chwili zastanowienia, chwyciłam dłoń Louis’ego. Spojrzał na mnie z wesołym błyskiem zdziwienia w oczach, a potem przeniósł wzrok w dół i splótł swoje palce z moimi. Poczułam przyjemne łaskotanie w żołądku. 
- Dziękuję za dzisiaj - szepnęłam i położyłam wolną dłoń na jego policzku, czując pod skórą drapiący zarost. Pochyliłam się powoli nad automatyczną skrzynią biegów i złożyłam na nim długi pocałunek. Gdy oddaliłam się nieco, spostrzegłam, że Louis ma zamknięte oczy i uśmiecha się głupkawo. Zaśmiałam się serdecznie i szturchnęłam jego ramię. Wzdrygnął się gwałtownie, udając, że wybudza się z marzycielskiego snu i zamrugał kilka razy. 
- Gdybym wiedział, że tak się to skończy, to już od samego początku wkurzałbym cię w pracy - zażartował. Przekręciłam oczami z uśmiechem i podjęłam próbę uwolnienia swojej dłoni z jego uścisku, lecz on mi na to nie pozwolił. Przytrzymał ją delikatnie, a potem uniósł nieco i pochylił do niej głowę. Obserwowałam jak zamyka powoli oczy, jego wyraz twarzy poważnieje, a potem poczułam na swojej skórze przyjemne ciepło warg. Przedziwne uczucie łaskotania w brzuchu, wciąż narastało, sięgając już mojej klatki piersiowej i wprawiając serce w szybszą pracę. Z przestrachem zdałam sobie sprawę, że moje ciało zaczyna nieznacznie drżeć, więc ścisnęłam szybko wolną dłoń, między udami, starając się to zatuszować. Louis jednak zdawał się nic nie zauważyć, gdy ścierał łagodnie z mojej skóry, wilgotny jeszcze dowód swojego czułego gestu. Spojrzał na mnie z dołu, przeszywającym wzrokiem, a ja nie potrafiłam oderwać od niego oczu. 
- Polecam się na przyszłość - szepnął i mrugnął do mnie. Kiwnęłam z wdzięcznością głową, a on się wyprostował i puścił moją dłoń. - A teraz zmykaj, musisz być wykończona - powiedział już nieco głośniej. Rzeczywiście, czułam, że zmęczenie zaczyna opanowywać mój organizm, a powieki opadały uparcie, lecz jeden bodziec skutecznie odrywał mnie od zaśnięcia w fotelu pasażera Audi. Jeden, błękitnooki bodziec... Spojrzałam ukradkiem na hotel, a potem zmarszczyłam w zastanowieniu brwi. 
- Nie będziesz próbował ponownie mnie pocałować? - zapytałam, mrużąc podejrzliwie oczy. Niski śmiech wdarł się w moje zmysły niczym przerywająca tamę fala. 
- Myślę, że wykorzystałem swoje opcje na dzisiaj. Powinienem podładować baterię kreatywności. Trzeci „boski podryw” musi być wyjątkowy - zażartował. Uśmiechnęłam się do niego, chociaż poczułam gdzieś w głębi mojej duszy dziwne nieprzyjemne ukłucie. Otworzyłam drzwi i wysiadłam powoli z samochodu. Louis wysłał mi buziaka na pożegnanie i ruszył przed siebie, pozostawiając mnie samą, stojącą na chodniku i wypełnioną tym niezrozumiałym uwierającym uczuciem. Jeszcze przez chwilę nie ruszałam się z miejsca, wpatrując w znikające za zakrętem auto, a potem ruszyłam do hotelu, łapiąc się mocno za brzuch. Skrzywiłam się, choć nic mnie nie bolało. Miałam jednak wrażenie, że w jakiś sposób cierpiałam, nie potrafiąc wyjaśnić źródła z jakiego się to uczucie wydobywało. A gdy dotarłam do drzwi naszego pokoju, stanęłam przed nimi jak wryta, uderzona nagłą myślą. 
Może wcale nie potrzebowałam trzeciego „boskiego podrywu”?

Obudziłam się w pustym pokoju, zdając sobie sprawę, że Milena była już w pracy. Po zjedzonym śniadaniu i wypitej kawie, postanowiłam ruszyć na małe zakupy, uznając, że liczba „roboczych” rzeczy, które posiadałam była mocno ograniczona. Czas pojawić się w „Irresistible” w czymś nowym, pomyślałam. Odświeżyłam się więc szybko i ubrałam, a potem chwyciłam torebkę i wyszłam na „polowanie”. 
Moim celem było małe centrum handlowe, znajdujące się niedaleko naszego hotelu, w którym mogłam znaleźć ładne ubrania w przystępnych cenach. Spacerowałam od sklepu do sklepu, krzywiąc się i kaprysząc na większość zauważonych ciuchów. Martwiłam się, że z taką postawą nie będę nic w stanie znaleźć, lecz nagle doznałam olśnienia.
Oto była! Cudowna czarna rozkloszowana sukienka, z przewiązaną przez pas różową kokardą. Czułam rodzącą się we mnie miłość od pierwszego wejrzenia, więc czym prędzej odwróciłam się za siebie, by pobiec do przebieralni ją przymierzyć. Nie zaszłam jednak daleko, bo wpatrzona w czarne cudo, uderzyłam z impetem w coś wielkiego i upadłam, na tyłek z gracją słonia. 
- Auu! - wymamrotałam zbolałym głosem, podejmując próbę podniesienia się z podłogi. 
- Och! Przepraszam, kruszyno, nie zauważyłem cię! - niski męski głos rozbrzmiał w mojej głowie, nim jeszcze zdążyłam zauważyć jego właściciela, a potem przed moimi oczami pojawiła się ofiarowana w pomocnym geście duża dłoń. Przyjęłam ją z początkowym wahaniem i, gdy ponownie stanęłam na nogi, spojrzałam na jej właściciela. 
Przede mną znajdował się bardzo wysoki mężczyzna o ciemnej karnacji i czekoladowych oczach, wpatrujących się we mnie wesoło. Zmarszczyłam brwi, przyglądając mu się ze skupieniem. Mogłabym przysiąc, że już gdzieś widziałam tę twarz. 
- Wszystko w porządku? - zapytał, pochylając się nade mną troskliwie, a ja pokiwałam tylko powoli głowa, próbując przypomnieć sobie skąd go znam. Pomachał mi dłonią przed oczami, chichocząc cicho. 
- Halo? Jesteś tam? - wyszczerzył do mnie zęby. 
- Czy... Czy my się znamy? - zapytałam
Mężczyzna zacisnął wargi, jakby głęboko zastanawiał się nad odpowiedzią i spojrzał w sufit. Gdy jego oczy ponownie spoczęły na mnie, na ustach zagościł mu cwaniacki uśmiech, a ja już wiedziałam jaka będzie odpowiedź. 
- Takiej dziewczyny się nie zapomina - mrugnął do mnie - Widzieliśmy się w Bobbles, kilka tygodni temu. - powiedział, a mnie uderzyła nagle nieprzyjemna fala wspomnień. To był facet, który przerwał moje spotkanie z Louis’m. Zaraz, zaraz... Jak on się nazywał?
- Hood. Calum Hood - wyprzedził moje myśli. Przypomniałam sobie z jaką odrazą Louis wypowiadał to nazwisko i cofnęłam się gwałtownie. Moje ostatnie i jedyne doświadczenia z tym facetem nie należały do przyjemnych. 
- Tak... Teraz pamiętam - warknęłam i minęłam go ostentacyjnie, kierując się ku przebieralni. 
- Hej, hej! Co jest? Co to miało znaczyć? - dogonił mnie pospiesznie, blokując drogę. Przekręciłam oczami. 
- Idę przymierzyć sukienkę. Chyba nie zaczniesz mi przez to grozić? - cisnęłam przez zęby, nie będąc pewną, dlaczego się tak wściekałam. Calum westchnął ciężko i zwiesił bezradnie głowę. 
- Przepraszam za tamto. To były sprawy między mną i Tomlinsonem. Już zostały rozwiązane - powiedział, uśmiechając się uspokajająco. Zagryzłam policzek, miętosząc w palcach różową kokardę. 
- Słuchaj nie znam cię. Nie do końca też interesują mnie konflikty Louis’ego. Po prostu chcę kupić tę piękną sukienkę i udać się do domu, ok? - rzuciłam mu błagalne spojrzenie, starając się brzmieć jak najłagodniej. Choć nie miałam ku temu realnych powodów, czułam, że nie powinnam przedłużać z nim rozmowy. Calum spojrzał na materiał znajdujący się w moich ramionach, a potem otworzył szeroko usta, jakby nagle zdał sobie z czegoś sprawę. 
- Ach! Tak! Jasne! Przepraszam - wymamrotał i zrobił krok w bok, a ja od razu ruszyłam pospiesznie przed siebie, w celu przymierzenia sukienki. 
Gdy zobaczyłam siebie w lustrze, zapomniałam zupełnie o tym niecodziennym spotkaniu. Westchnęłam zachwycona, z ulgą stwierdzając, że rozmiar był idealny. Przebrałam się czym prędzej w swoje ubrania i prawie pobiegłam do kasy. Sukienka nie była tania, lecz za takie cudo byłam gotowa zapłacić nieco wygórowaną cenę. Szczęśliwa ruszyłam niemal w podskokach do wyjścia z centrum handlowego. 
- Nie przedstawiłaś się - moja pupa po raz drugi spotkałaby się z ziemią, gdyby nie stojący obok mnie kosz na śmieci, który chwyciłam dłonią, nim upadłam, zaskoczona cichym głosem, dochodzącym spod ściany budynku centrum. Spojrzałam z wyrzutem na stojącego w tym miejscu Caluma, który opierał się niedbale plecami o zimne cegły. 
- Może miałam swój powód - syknęłam, pocierając ze złością obolałą dłoń, która uratowała mnie od upadku. Calum spojrzał w tym kierunku i podszedł do mnie pospiesznym krokiem z wyrazem zmartwienia na twarzy. 
- Pokaż - powiedział, wyciągając rękę. 
- Nie - warknęłam, oddalając się od niego o kilka kroków. Zacmokał zniecierpliwiony i chwycił szybko bolącą dłoń. Zdziwiona poczułam, że jego dotyk był niezwykle ostrożny i delikatny pomimo pospiesznych ruchów. Ucisnął kciukiem zaczerwienione miejsce i przyjrzał mu się uważnie. Obserwowałam jego zachowanie z zaciekawieniem, czekając na jakiekolwiek słowa. 
- Wiesz co robisz? - zapytałam zniecierpliwiona, gdy przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Spojrzał na mnie znad „badanej” dłoni i wyszczerzył zęby
- Nie mam pojęcia - odparł i wypuścił mnie ze swojego uścisku - Ale dzięki temu nie uciekałaś i nie byłaś taka wredna. - dodał. Parsknęłam szyderczym śmiechem i przekręciłam wymownie oczami. 
- Żegnam - powiedziałam i odwróciłam się do niego plecami, ruszając w stronę hotelu. Na szczęście Calum nie zdecydował się sprawić, bym kolejny raz straciła równowagę w nogach. 




* śniłem o tobie prawie każdej nocy tego tygodnia. Ile sekretów możesz chować?

18 komentarzy:

  1. nie mogłam przestać się uśmiechać :))) czy to normalne? nie nie raczej nie, ale to było tak przecudownie słodkie że fnkdefnuihfvenjdr <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że normalne przy takim fluff rozdziale ;D Możemy więc chyba uznać, że cel osiągnięty <3
      Dziękujemy za takie boskie komplementy! <3

      A. <3

      Usuń
  2. Chce już teraz next xD fajny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo ;>
      Dzięki wielkie :D

      A. <3

      Usuń
  3. Genialny rozdzial ale ciekawi mnie co sie stalo z Harrym fajnie by bylo gdybyscie napisaly cos typu perspektywa Harrego czy coś ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez obawy, w TTD nic nie pozostanie niewyjaśnione, tylko tyle mogę powiedzieć ;D Cieszymy się, że się podoba! Oby tak już pozostało :D

      A. <3

      Usuń
  4. Super rozdzial <3 <3 <3 ~ @annakalbar

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuurwa. :) Genialny! Mam wrazenie ze to Calum i Luke szpiegują dziewczyny! Czekam na następny :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę lubimy czytać, jak snujecie domysły, co się dzieje i kto co robi:D
      Następny rozdział w przeciągu tygodnia:D

      Usuń
  6. Od samego początku wiedziałam, że to jedna jebana mafia! No kurde, teraz będą szpiegować dziewczyny. Fajnie, fajnie. Mam nadzieję, że będą perspektywy Harre'go czy Louisa. Nie mogę się doczekać kolejnego podrywu Lou. Hahaha, no nieźle wyszło xd I jeszcze te spotkanie Korneli z Calumem. Rozdział genialny jednym słowem. Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo przekonasz się, czy Twoje teorie były prawdziwe:D
      Dzięki za zajebisty komentarz (jak zawsze!:D)

      Usuń
  7. Ej ej ej! dziewczyny! zostawcie Luke'a w spokoju on nikogo nie szpieguje tylko zajmuje się Phoeby! ;p
    Kornela taka niedostępna wow wow xD
    ogólnie to już 19 rozdziałów temu wszyscy powinni przespać się ze wszystkimi :D
    taki mój chytry plan :D :D :D :D

    Kisssski! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D może 21. rozdział to będzie jedna wielka orgia XD

      Usuń