poniedziałek, 20 października 2014

31. A lover on the left, a sinner on the right..

A lover on the left, a sinner on the right*

Milena


Dwa dni wcześniej... 

        Karolina nie zamierzała dłużej zostać w Polsce, więc Harry i Louis zarezerwowali jej miejsce w samolocie wylatującym jeszcze dzisiaj po południu. Domyślałam się, że dziewczyna chciała jak najszybciej wrócić do, potrzebującego jej, Liama. Byłam ciekawa w jakim stanie znajdował się teraz ten nieszczęsny mężczyzna. Postanowiłam sobie, że gdy tylko znajdę się znów w Londynie odwiedzę go jak najszybciej. Wiązało się to z poproszeniem Karoliny o jego adres, ale jej reakcja, gdy udałam się do niej z ową prośbą była jak najbardziej pozytywna. Uściskała mnie mocno i uśmiechnęła się z wdzięcznością, a potem zapisała adres Liama, który schowałam od razu do portfela. 
        Pomachałyśmy z Kornelią Karolinie, gdy przeszła przez odprawę, na co ta odpowiedziała nam wysuniętym w górę kciukiem, po czym zniknęła za rogiem. Uśmiechnęłam się słabo, myśląc nad tym, że za dwa dni to ja będę przechodzić przez owe bramki. Decyzja, która podjęta była wyłącznie w afekcie, ciągnęła się teraz za mną, przywołując sprzeczne myśli. Kornelia tryskała szczęściem, nie odstępowała Louis’ego na krok, ja natomiast unikałam Harry’ego jak ognia. Nie chciałam, by myślał, że zrobiłam to dla niego. O nie. Zrobiłam to, by polepszyć swoją jakość życia. Zrobiłam to, bo pragnęła tego Kornelia, bo spełni to nasze marzenie o mieszkaniu w Londynie. Ale na pewno nie zrobiłam tego dla Harry’ego. 
        Oszukujesz samą siebie, Smyk. Wiesz doskonale, że Styles był głównym powodem, słyszałam denerwujący głosić, gdzieś z tyłu głowy. Otrząsnęłam się szybko z tych myśli i spojrzałam na Kornelię, która chwytała właśnie dłoń Louis’ego i kierowała się do wyjścia z małego poznańskiego lotniska. Harry już przestał próbować mnie dotykać. Od czasu naszej rozmowy, która odbyła się cztery dni temu unikałam bliskości z nim, jak ognia. Powoli zaczynałam żałować, że tak niewiele potrzebował, by przekonać mnie do podjęcia tej lekkomyślnej decyzji. Moment, w którym straciłam panowanie nad sobą przechylił szalę. Moment, w którym spojrzał na mnie z tak głębokim uczuciem, taką tęsknota. Czy to możliwe, że był to ten sam facet, który w czasie naszego pierwszego spotkania bezczelnie zasugerował, że z łatwością wskoczę mu do łóżka? 
        Ruszyłam za różową czupryną, pozostawiając Harry’ego za sobą. Usłyszałam jego przeciągłe westchnienie, a potem odgłos powolnych kroków. Odruchowo odwróciłam się w jego stronę, by pochwycić tęskne spojrzenie. Przeniosłam pospiesznie wzrok na jakiegoś faceta, idącego obok Harry’ego. Czy mi się przewidziało czy on właśnie się zaśmiał? Mój wzrok ponownie padł na wysokiego mężczyznę. Patrzył w podłogę, uśmiechając się krzywo. Gdy zauważył, że wpatruję się w niego z wyrazem szoku na twarzy, przyspieszył kroku, by zrównać się ze mną. 
        - Wiesz, że długo to nie potrwa, prawda? - zapytał, a ja nie miałam pojęcia, o co mogło mu chodzić. Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego, jak na idiotę. 
        - Nie rozumiem? - odpowiedziałam szczerze, próbując zwiększyć dystans między nami. Nie pozwolił na to. Położył rękę na moich plecach, a ja poczułam tysiące gorących iskierek wychodzących z tego miejsca. 
        - Możesz mnie unikać, możesz być obrażona, ale w końcu się poddasz - szepnął mi do ucha, a ciepły oddech owiał skórę mojej szyi, przyprawiając mnie o ciarki. Poruszyłam nerwowo ramionami i wyplątałam się z jego objęcia. 
        - Poddam się? - warknęłam, czując, że ta jego gierka coraz bardziej zaczyna mnie irytować. 
        - Tęskniłaś za mną. Za moim dotykiem - jakby na potwierdzenie swoich słów, przeciągnął opuszki palców po mojej obnażonej szyi. Zadrżałam, łapiąc ciężko powietrze w płuca. Rozejrzałam się nerwowo wokół siebie. Kornelia i Louis wsiadali właśnie do Maserati. Spojrzałam na Harry’ego bez emocji, próbując ukryć to, jak działały na mnie jego słowa i gesty. 
        - Zdaje ci się. Robię to tylko dla Kornelii - syknęłam, wskazując głową, na przyciemnione szyby jego samochodu. - I dla kasy - dodałam, wiedząc, że słowa wychodzące z moich ust były nieco brutalne. Pokręcił głową, mrużąc przy tym oczy. 
        - Gówno prawda. Pocałowałaś mnie, jak tylko znalazłem się w kawiarni - zaczął, zatrzymując nas w połowie kroku. Wyrwałam ramię z jego uścisku i zaśmiałam się sztucznie 
        - Nawał emocji, nie myślałam racjonalnie - wzruszyłam ramionami 
        - Tuliłaś się do mnie zaraz po podjęciu decyzji - odwarknął. Zacisnęłam pięści. Naciskał zbyt mocno, wiedział zbyt wiele. Dlaczego facet, którego znam tak krótko, potrafił przejrzeć mnie tak łatwo? 
        - Ponownie. Emocje - odparłam beznamiętnie, starając się pokazać, że jego mała gierka nie robiła na mnie wrażenia. 
        - Teraz też odczuwasz te emocje? - zapytał, wysyłając mi tajemniczy półuśmiech. 
        - Nie? - skrzywiłam się, zdezorientowana, a Harry spojrzał wymownie w dół. 
        - Więc mnie puść - powiedział, wyraźnie nie mogąc powstrzymać, bijącej od niego, satysfakcji. Spojrzałam w miejsce, na którym ulokowany był jego wzrok i zdziwiona ujrzałam nasze dłonie splecione szczelnie. Palce skrzyżowane były w geście, co najmniej, czułym. Szarpnęłam się szybko, czując jak na policzki wpływa mi rumieniec. Zamrugałam kilka razy, patrząc z odrazą na swoją zdradziecką dłoń. Kiedy to się stało? Prawdopodobnie, gdy próbowałam wyszarpnąć z jego uścisku swoje ramię. Głupia, skarciłam się w duchu i pokręciłam głową. 
        - Zwykła nieuwaga - nie wiedziałam dlaczego się tłumaczę. Nie wiedziałam dlaczego chciałam go przekonać, że nic do niego nie czuję. Moje kłamstwo było tak bardzo jasne, a on świetnie zdawał sobie z niego sprawę. 
        - Mów sobie co chcesz. W Anglii będziesz moja - syknął mi do ucha i wyminął mnie, siadając, jak gdyby nigdy nic, za kierownicą Maserati. Oho, tutaj się chował nasz bezczelny Harry. Paznokcie wbijały mi się we wnętrze dłoni od siły zaciskania pięści. Podeszłam sztywnym krokiem do auta i otworzyłam tylne drzwi, ale miejsce, które zwykle zajmowałam, okupowane teraz było przez Louis’ego, który obejmował czule Kornelię. Warknęłam w złości i szarpnęłam drzwi od strony pasażera. Usiadłam po lewej stronie Harry’ego, a gdy wyciągnął dłoń, by położyć ją na moim udzie, strzepnęłam ją bezceremonialnie i skrzyżowałam ręce na piersi. 
        - Wiesz, że jeszcze mogę zmienić zdanie - powiedziałam do niego, a w aucie zapadła głucha cisza. Harry spojrzał na mnie,a w jego oczach przez chwilę tliła się obawa, zastąpiona potem przez chytry uśmiech. 
        - Wcale tego nie chcesz - powiedział pewnie i odpalił silnik samochodu. Parsknęłam sztucznym śmiechem i otworzyłam usta nie dowierzając jego słowom. 
        - Zawsze taki pewny siebie, co? - rzuciłam ironicznie, patrząc na mijające nas samochody. 
        - Zawsze taka uparta, co? - zakpił, a mnie przypomniały się chwilę droczenia się w Galvin At Windows, czy tej pamiętnej, ostatniej nocy zaraz po… Spojrzałam na Harry’ego przymglonym wzrokiem, przypominając sobie, jak przycisnął mnie do ściany w garderobie, jak szeptał podniecające sprośności do mojego ucha. Poczułam gorąco wypełniające moje policzki i ścisnęłam mocno uda. Och, Styles, dlaczego tak zjebałeś? Było idealnie… myślałam, patrząc na jego przystojny profil. 
        - Ach! - podskoczyłam wyrwana z myśli, na dźwięk głosu Kornelii. Spojrzałam za siebie w zdziwieniu, myśląc, że może Louis wywołał owy krzyk, ale dziewczyna patrzyła na mnie z widoczną w oczach ekscytacją. 
        - Nasi znajomi… Organizują jutro spotkanie pożegnalne. No wiecie, bo nie wiadomo, kiedy wrócimy do Polski… Nagle zebrało im się na sentymenty. Może… Może też wpadniecie? - zapytała lękliwie, a ja zmarszczyłam nos. 
        - Kornelia, do cholery! Dlaczego chcesz zrujnować ostatnią imprezę tutaj? - warknęłam do niej po polsku. Harry i Louis spojrzeli po sobie zdezorientowani, a Louis wzruszył ramionami i wydał z siebie kilka szeleszczących dźwięków, które prawdopodobnie miały być kiepską imitacją języka polskiego. Harry zachichotał cicho, a ja rzuciłam Tomlinsonowi mordercze spojrzenie. 
        - Ogarnij się, Milena. Przestań się dąsać. Decyzja została podjęta, lecimy do Anglii, więc po prostu się z tym pogódź. To w końcu ty zadecydowałaś - w tonie Kornelii wyraźnie słyszalna była skarga. Przekręciłam oczami i załamałam ręce. 
        - Nie wybaczyłabyś mi, gdybym tego nie zrobiła. Gdybym odmówiła, nie dałabyś mi żyć. Nie mogłaś oderwać rąk od… od niego. - specjalnie nie użyłam imienia Lou, żeby nie pytał o temat naszej rozmowy. Dopiero po chwili zrozumiałam, że popełniłam błąd. Oczy Kornelii błysnęły łzami, a ja poczułam nieznośne ukłucie poczucia winy. 
        - To niesprawiedliwe. Nie zwalaj tego na mnie - szepnęła, a Louis chwycił jej dłoń, rzucając mi pełne wyrzutu spojrzenie. Ostatnie kilka dni były dla mnie zbyt stresujące. Wypowiadałam rzeczy, których wcale nie miałam na myśli. Kłótnie z Kornelią były teraz na porządku dziennym. Ona również była nerwowa. Płakała przy każdej lepszej okazji, przesadzała z reakcjami. Nerwy wpływały na nas obie i prowokowały sprzeczki. 
        - Co się dzieje? - zapytał Louis, obejmując ją opiekuńczo. Ignorując go odpięłam pas i, ku zgrozie Harry’ego, wspięłam się na swój fotel, by przejść przez środek na tył samochodu. Usiadłam między Kornelią a Louis’m i chwyciłam dłoń przyjaciółki. 
        - Wiem. Przepraszam. Oczywiście, że nie zrobiłam tego tylko dla ciebie. Jeśli wiesz o co mi chodzi - szepnęłam, wciąż używając naszego rodzimego języka. Nie było sensu okłamywać Kornelii. Mogłam uparcie udawać przed Harrym, że jego sztuczki nie robiły na mnie wrażenia, że wcale nie jechałam do Anglii, bo tęskniłam za nim, jak szalona, ale Kornelia znała prawdę. Ona jedna wiedziała jakie myśli kotłowały się w mojej głowie i ona jedna zasługiwała na szczerość. Zbyt szczelnie zamknęłam się w mojej bańce wymówek, zapomniałam wyjść z niej dla Kornelii. 
        - Wybacz, że znów się poryczałam - warknęła, zła na siebie, przewracając oczami i ocierając gwałtownie wierzchem dłoni łzy. Uśmiechnęłam się do niej i pokręciłam głową, dając znak, że nie ma o czym mówić. 
        - Serio, czy ktoś mi wreszcie powie co tu się dzieje? - Louis wyrzucił w górę ręce, w geście bezradności, ale żadna z nas nie zareagowała, a Harry był zbyt skupiony na drodze. Albo udawał, że tak było. 
        - Nie powinnaś być tak surowa dla niego - szepnęła Kornelia, zupełnie ignorując skargi Tomlinsona i wskazując brodą na Harry’ego. 
        - Nie wiem, Kornelia. Ciężko mi będzie wrócić do tego, co mieliśmy. Oszukał mnie. Nas - poprawiłam się pospiesznie. Kornelia ścisnęła moją rękę i już nic nie powiedziała. Nie wiedziałam, czy mnie rozumiała. Jej podejście do chłopaków zdawało się być tak łagodne. Jakby cała sprawa ze szpiegowaniem nas, oszukiwaniem, z ich nielegalnym zawodem, nie istniała. Trochę zazdrościłam jej tej beztroski. 
        - Cholera! Błagam przestańcie wreszcie rozmawiać w tym dziwnym języku! - Louis wydął wargi, jak zranione dziecko, a Kornelia zaśmiała się cicho i położyła dłoń na jego udzie. Ekspresja mężczyzny zmieniła się diametralnie z komicznej na zmysłową. Uniósł wymownie jedną brew i posłał Kornelii uwodzicielski uśmiech. Moja przyjaciółka parsknęła śmiechem i odsunęła złośliwie dłoń. 
        - Wracając - zaczęła, już po angielsku - spotkanie odbywa się w naszym ulubionym barze karaoke 
        - Co jest z wami i karaoke? - zapytał Harry, a ja byłam pewna, że przekręcił oczami. 
        - Zamknij się, Styles, każda okazja do posłuchania pięknego głosiku panienki Madej, jest doskonała - Louis pacnął go lekko w tył głowy i światła zatańczyły blaskiem w jego miękkich lokach. 
        - Tam zaczęła się nasza przyjaźń, więc uznałyśmy, że jest to idealne miejsce - Kornelia wzruszyła ramionami - tak czy inaczej. Wyślemy wam adres, jeśli chcecie to wpadnijcie. Pozwiedzacie trochę nasze miasto i poobserwujecie, jak bawią się szaraczki. Bez drogich drinków i stolików dla VIP-ów - puściła oczko Louis’emu, ale ten nie uśmiechnął się od razu, jakby jej słowa wpłynęły negatywnie na jego nastrój. 
        - Wiemy, jak bawią się szaraczki - powiedział Harry, patrząc we wsteczne lusterko. Kornelia zmarszczyła brwi, a ja przypomniałam sobie, jak Louis obiecał, że opowie o ich przeszłości, gdy będą pewni, że polecimy z nimi do Londynu. 
        - Um… Wybaczcie. Jeśli was uraziłam - Kornelia zdecydowanie była ostatnio zbyt przewrażliwiona. 
        - W porządku. Po prostu musicie zrozumieć, że nie zawsze byliśmy bogaci - Harry wzruszył ramionami, a Louis przytaknął z delikatnym uśmiechem, patrząc uspokajająco na moją przyjaciółkę. 
        - Że nie zawsze byliście przestępcami - rzuciłam, nim zdążyłam ugryźć się w język. Napięłam się w oczekiwaniu na jakiś atak, lecz zza fotela kierowcy dało się słyszeć tylko cichy tajemniczy chichot. 
        - Tego nie wiesz - Harry spojrzał na mnie i zatrzymał samochód. Znajdowaliśmy się w znajomym już parkingu pod centrum handlowym. Przymrużyłam oczy, patrząc na niego podejrzliwie i oceniając, czy żartuje, lecz nie byłam w stanie wyczytać nic z jego twarzy. Uniósł jedną brew, jakby wyzywał mnie na pojedynek, ale nie dałam się sprowokować. Popędziłam Kornelię i wyszliśmy z samochodu na chłodny parking. 
 
***

        - Nie wierzę! No kurwa, no nie wierzę! Martyna, do cholery, co on tu robi? - Kornelia zwróciła się do swojej koleżanki, gestykulując żywo i wylewając naokoło swojego drinka. Do naszego ukochanego baru wkroczyło właśnie dwóch młodych mężczyzn. Dwóch mężczyzn, którzy byli ostatnimi osobami, jakie chciałybyśmy widzieć na naszej pożegnalnej imprezie. Jeden z nich - średniego wzrostu z ciemnymi włosami i oczami, o nieco latynoskiej urodzie, rozejrzał się po sali, prawdopodobnie szukając mnie. Drugi - wyższy od niego blondyn o szarych oczach stanął w wejściu z założonymi na piersi rękami i kiwał głową w takt piosenki, wyśpiewywanej teraz przez Michała - naszego znajomego. 
        Poczułam nieprzyjemne łaskotanie w żołądku, gdy wreszcie, orzechowe oczy skrzyżowały się z moimi. Zacisnęłam zęby i wzięłam sporego łyka piwa, które trzymałam w rękach. Mężczyzna ruszył w moją stronę. Kurwa. 
        - Milena - przywitał się z szerokim uśmiechem na twarzy. Przekręciłam oczami. 
        - Maciej - warknęłam i odwróciłam się do niego plecami, rzucając Kornelii błagalne spojrzenie. Uniosła dłonie w geście poddania i pokręciła głową. 
        - Milena, przepraszam! Naprawdę nie wiedziałam, że oni tutaj będą. Przecież obydwie robiłyśmy listę gości - szepnęła mi do ucha, wskazując na blondyna. 
        - Ktoś musiał ich zaprosić - warknęłam, ignorując rozchodzące się za mną ciepło, sugerujące, że Maciej wciąż tam stał. Poczułam delikatny dotyk na swoim ramieniu i zadrżałam z obrzydzenia. Odwróciłam się gwałtownie do mężczyzny i obrzuciłam go nienawistnym spojrzeniem. 
        - Co tutaj robisz? - syknęłam. Maciej wciąż uśmiechał się od ucha do ucha. 
        - Dawid powiedział, że wyjeżdżacie do Anglii - wyjaśnił, wskazując na blondyna za sobą, który zawiesił wzrok na Kornelii. Dawid i Maciej to najlepsi kumple i zarazem członkowie zespołu, w którym niegdyś śpiewała Kornelia. Dawid i Maciej to nasi eks. Jeden i drugi był siebie warty w samouwielbieniu, niewierności i bezduszności. 
        Zdałam sobie sprawę, że moje serce galopowało niczym spłoszona gazela, więc łyknęłam hojnie piwa, by uspokoić nerwy. 
        - A skąd Dawid wiedział, że wyjeżdżamy do Anglii? - zapytałam, mrużąc oczy. 
        - Oj, Milena, nie bądź taka. Dawno się nie widzieliśmy - mruknął, kładąc rękę na moim policzku. Ja chyba śnię. Wyszarpnęłam się gwałtownie z jego dotyku i postawiłam kufel na barze, by czasami go nie stłuc 
         - Nie dotykaj mnie - ostrzegłam Macieja. Gdyby wzrok zabijał, mężczyzna padałby właśnie martwy na ziemię. 
        - Księżniczko… Co było minęło. Wyprowadzasz się do innego kraju, może spróbujemy się pogodzić i rozstać w przyjaznych warunkach? - zapytał, posyłając mi najbardziej czarujący uśmiech, na jaki było go stać. Gdybym nie znała go tak dobrze, może i wpadłabym w jego sidła. Maciej był doskonałym kłamcą. Na tyle doskonałym, by przez rok skutecznie ukrywać przede mną kilka romansów, w tym jeden z moją dobrą koleżanką. Wylałam dosyć łez przez tego gnojka. Nie miałam zamiaru psuć sobie ostatniego wolnego wieczoru w Polsce.
        - Myślę, że powinniście iść. Ty i Dawid - powiedziałam, próbując zdusić, rosnącą we mnie, wściekłość. 
        - Posłuchaj… Wiem, że byłem kutasem, ok? Wiem o tym! Ale tęskniłem za tobą przez ten rok i chciałbym ci to wynagrodzić. Chociaż na ten wieczór - tym razem trzymał ręce przy sobie, lecz, wśród słodyczy cieknącej z jego słów, wyłapywałam kropelki jadu. Powoli i ostrożnie, upewniając się, że go nie odepchnę, schylił się do mojego ucha. 
        - Seks był niesamowity, pamiętasz? Może powspominamy trochę - końcówka jego języka musnęła delikatnie płatek mojego ucha, a ja zadrżałam mimowolnie. Tak, miał rację. W łóżku był świetny, jeszcze do niedawna najlepszy. Na szczęście z tronu zrzucił go pewien Anglik. To nie zmieniało faktu, że wiedział gdzie uderzyć. Znał moje czuły punkty i to, co najbardziej robiło na mnie wrażenie. Wiedział, że szyja była dla mnie niczym przycisk włączający pożądanie. Z trudem odsunęłam się od niego i pokręciłam gwałtownie głową. 
        - Zostaw mnie - szepnęłam, czując, jak wszystkie moje ściany zaczynają kruszyć się powoli. 
        - Oboje wiemy, że tego nie chcesz - jego ciepła dłoń spoczęła zaciśnięta na moim podbródku w zbyt znajomym dla mnie ruchu. Skrzywiłam się na bolesne wspomnienia. 
                                                       
                                                          ***
        - Księżniczko, proszę! Przecież wiesz, że to nieprawda! - mówił z desperacją, załamując ręce. Świat przysłaniały mi łzy i pewna fotografia, którą trzymałam między palcami. Fotografia Macieja, leżącego bez ubrań w łóżku jednej z moich najlepszych koleżanek, a jego eks. 
        - Jak mogłeś. Jak mogłeś… - powtarzałam, niczym zaklęcie, nie wiedząc, co w tej sytuacji zrobić. Zaufałam mu, otworzyłam się dla niego, kochałam go. Był pierwszym mężczyzną, przed którym nie bałam się przyznać do jakichkolwiek uczuć. 
        - To nawet nie jestem ja na tym zdjęciu! Do cholery myślisz, że bzykałbym twoją kumpelę? Masz mnie za takiego chuja?! - krzyknął, wyrywając fotografię z mojej ręki. Zaśmiałam się rozpaczliwie, wskazując na jego obnażone ramię. Widniał na nim mały tatuaż w kształcie trójkąta, taki sam, jak u mężczyzny na zdjęciu. 
        - Czy ty masz mnie za idiotkę? Jesteś ohydny! Spierdalaj z mojego mieszkania! - wrzasnęłam i, nim zdołałam zapanować nad impulsem, chwyciłam z półki ramkę z naszym wspólnym zdjęciem i rzuciłam nią w mężczyznę. Uchylił się przed przedmiotem który roztrzaskał się o ścianę za nim. Zmrużył oczy i wziął głęboki oddech.
        - Wiesz co? Tak! Tak, to ja na tym zdjęciu! Tak, ruchałem twoją koleżaneczkę. Kochana Ewelinka,  wykrzykiwała moje imię, jak ty co noc. Ha! Nawet głośniej! “Maciej, szybciej, och tak, jesteś najlepszy, jesteś taki duży”! - obrzydliwy półuśmiech gościł na jego twarzy, gdy wyrzucał z siebie te słowa. Nie byłam w stanie się ruszyć. Słuchałam tych okropieństw, sparaliżowana przez niedowierzanie. Maciej podszedł do mnie i, nim zdążyłam się cofnąć, ścisnął w dłoni mój podbródek. 
        - A wiesz co jest najlepsze? - syknął prosto w moje usta. Łzy spływały po moich policzkach nieprzerwanym strumieniem.  - Robiłem to przez cały rok. Cały pieprzony rok naszego “związku”. Ewelina, Kinga, Daria, Nadia… Wymień każdą swoją koleżankę, a ja odpowiem, że krzyczała w łóżku moje imię, że czuła mnie w sobie. A ty ślepa, naiwna, zakochana Milenka, wierzyłaś skruszonemu Maciejowi, gdy mówił, że zatrzymali go w pracy, że próba się przedłużyła - niski śmiech wyrwał się z jego ust, a ja mogłam tylko stać, obezwładniona przez jego uścisk i słuchać tych okrutnych rzeczy. Moje serce zostało rozerwane na tysiące małych kawałeczków. Każdy mężczyzna w moim życiu okazywał się bezdusznym potworem. Każdy… 
        - Kornelia… - szepnęłam. Nie chciałam wierzyć, że i ona mi to zrobiła. Nie mogła. Gdyby nie ona, prawdopodobnie nie dowiedziałabym się o niewierności Macieja. Wręczyła mi to zdjęcie, mówiąc, że musimy porozmawiać, ale nim zdążyła wyjaśnić skąd je ma i czy ona również brała w tym udział, Maciej zjawił się w mieszkaniu po “przedłużonej” próbie z zespołem. Próbie, na której jakimś dziwnym trafem nie było Kornelii. Wtedy przyjaciółka zostawiła nas samych, byśmy mogli porozmawiać “w spokoju”. 
        Maciej zaśmiał się ponownie i puścił wreszcie mój podbródek, odpychając go mocno. Zachwiałam się na nogach i oparłam o ścianę za mną. 
        - Ta twoja psiapsióła… Założyłem się z Dawidem, że z łatwością mi ulegnie, ale widzę, że wasza głupia przyjaźń jest ważniejsza. Nie wie, co traci. Chociaż… Może spróbuję jeszcze raz. Skoro z tobą i tak wszystko skończone, nie muszę martwić się o konsekwencje i być dyskretnym - nagły szloch wyrwał się z moich płuc. Byłam rozdarta między ulgą, że Kornelia nie oddała się Maciejowi, a rozpaczą, że tyle działo się za moimi plecami, że najbliższa mi osoba, okazała się tą najbardziej okrutną i bezwzględną. 
        - Wyjdź - szepnęłam, wskazując ręką drzwi. Nie byłam w stanie wydusić z siebie głosu przez szloch. 
        - Nie musisz prosić dwa razy - Maciej uniósł wymownie brwi i ruszył w stronę wyjścia. - Ach i Milena? - zatrzymał się w progu - Na twoim miejscu zmieniłbym pościel. Wczoraj Ewelina doznała tutaj największego orgazmu życia - puścił do mnie oczko, a ja spięłam się cała i chwyciłam szklany pusty wazon, stojący na komodzie obok mnie. Rzuciłam nim z całej siły w Macieja, lecz ten zdążył już zamknąć za sobą drzwi i wazon roztrzaskał się z hukiem o drewno. 
        Opadłam na podłogę łkając nieprzerwanie. Spędziłam tak około godziny, płacząc i krzycząc na zmianę. Później zadzwoniłam do Kornelii. Zjawiła się u mnie po kilku minutach, a ja opowiedziałam jej, z przerwami na płacz, wszystko, co się tu stało. Łącznie z tą częścią dotyczącą jej chłopaka, który namawiał mojego… eks do zaciągnięcia Kornelii do łóżka. Moja przyjaciółka zadzwoniła wtedy do Dawida i zerwała z nim bezceremonialnie przez telefon. Nie potrzebowała większych wyjaśnień. Wtedy to ona zachowała zimną krew. Wtedy ona była silniejsza. Dzięki niej nie siedziałam całe dnie w domu, rozmyślając nad tym, co zrobiłam źle, zatapiając się w poczuciu winy. Tego dnia postanowiłam, że żaden facet już nigdy nie zdobędzie mojego zaufania. Żaden nie wzbudzi we mnie głębszych uczuć. Żaden nie jest tego warty. 

                                                                ***
        - Jakiś problem? - zachrypnięty głos zabrzmiał za mną, wypowiadając te słowa po angielsku z mocnym brytyjskim akcentem. Maciej odsunął się nieco ode mnie. Uścisk na podbródku zelżał. Pogłaskał moją skórę kciukiem i odsunął dłoń. Wyglądał przez chwilę na zdezorientowanego, gdy spojrzał w górę na mężczyznę stojącego za mną. Odetchnęłam z ulgą, choć duma nie pozwalała mi tego pokazać. 
        - Nie, nie ma żadnego problemu, możesz sobie pójść - warknął, z łatwością przestawiając się na drugi język. Nawet nie wiesz w co się pakujesz, skurwielu. Uśmiechnęłam się pod nosem, doskonale pamiętając pokaz zazdrości Harry’ego w Bobbles. Zawiedziona stwierdziłam, że w pobliżu nie ma żadnych odpalonych papierosów. 
        - Myślę, że lepiej będzie, jeśli ty sobie pójdziesz - odparł Harry, a ja poznałam jego spokojny ton, za którym czaiła się ukryta groźba. 
        - Maciej, posłuchaj go - powiedziałam cicho. Choć wizja ukarania Macieja za krzywdy, jakie mi wyrządził, sprawiała mi dziką satysfakcję, nie chciałam wywoływać w barze sceny. Ta impreza miała być przyjemna. 
        - Maciej? - głos Harry’ego stracił cały swój spokój. Nienawiść biła od niego wyraźnie, jakby znał przeszłość, która łączyła mnie z tym ciemnookim mężczyzną. Ale przecież nie znał. Nie opowiadałam Harry’emu naszej historii. Kornelia? 
        - Dobra stary, nie znam cię, ale łatwo się domyślić, że nie jesteś stąd, więc zabieraj dupę do swojego kraju i pozwól mi porozmawiać z Mileną w spokoju - Maciej westchnął niecierpliwie i spojrzał na mnie ze znużeniem. Zamrugałam szybko spodziewając się, że Harry odsunie mnie na bok i wbije pięść w szczękę Macieja, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego, usłyszałam cichy, mroczny śmiech, wysyłający dreszcze w dół mojego kręgosłupa. Ciepłe dłonie na moich ramionach, sprawiły, że zadrżałam nieznacznie. Spojrzałam na Harry’ego i zamarłam. Jego oczy były przyciemnione z wściekłości, szczęka mocno zaciśnięta. Żyła na jego skroni pulsowała szybko, a uścisk na moich ramionach wzmacniał się z każdą sekundą. Po chwili jedna ręka puściła mnie i powędrowała do wnętrza jego czarnej marynarki. 
        - Harry nie - zdziwiona usłyszałam głos Louis’ego, który stał teraz przy Kornelii. Myślałam, że nikt nie był świadkiem tej wymiany zdań, ponieważ mężczyźni rozmawiali przyciszonymi głosami, ale Kornelia i Louis, obserwowali nas uważnie. 
        - Louis, trzymaj się własnych spraw - odparł Harry, a ja patrzyłam ze strachem na miejsce w marynarce, pod którym zniknęła jego dłoń. Louis podszedł do Harry’ego i przycisnął swoją rękę do ciemnego materiału na jego piersi. Zbliżył twarz do ucha przyjaciela. 
        - Do cholery, nie jesteśmy u siebie, nie próbuj machać tutaj tym gównem. Nie chcesz być aresztowany, co? - warknął, a ja byłam pewna, że tylko ja i Harry byliśmy w stanie to usłyszeć. Przełknęłam ciężko ślinę, domyślając się, że Harry sięgał po broń. 
        - To jest twój facet, czy coś? - Maciej rzucił pytanie w moją stronę. Byłam pewna, że celowo nie użył języka polskiego. 
        - Nie…
        - Tak - głos Harry’ego był donośniejszy od mojego. Odepchnął od siebie przyjaciela i stanął przede mną. Przekręciłam oczami i zmusiłam go, by się odsunął. 
        - Nie, to nie jest mój facet. A teraz idź sobie, zanim rozpoczniesz niepotrzebną bójkę. Nie chcę cię tu widzieć, rozumiesz? - warknęłam, patrząc z obawą na Harry’ego. Obaj powinni znać swoje miejsce. Harry nie może wymachiwać bronią przed każdym facetem, który mnie dotknie. Nie byłam jego. Ale Maciej nie może myśleć, że nie pamiętałam o jego robaczywej naturze.
        - Księżniczko… - skrzywiłam się na tę “pieszczotliwą” ksywkę, jaką mi nadał w czasie naszego związku. Nawet po angielsku, w ustach Macieja, brzmiała ona jak najgorsza obelga. - Przecież dopiero co rozważaliśmy miły pożegnalny seks. Nie pamiętasz, jak mówiłaś o tym, jak bardzo chcesz poczuć mnie w sobie? - zatkało mnie. Mówiąc to Maciej spoglądał wymownie na Harry’ego. Prowokował go, to było jasne, ale wciąż nie mogłam wyjść z szoku, że zdobył się na takie kłamstwo. 
        Prowokacja zadziałała, bo, nim zdążyłam jeszcze dobrze przetrawić to, co Maciej do mnie powiedział, pięść Harry’ego wylądowała na jego kwadratowej szczęce. Krzyknęłam głośno i odskoczyłam od mężczyzn. Maciej uderzył plecami o krawędź baru, a Harry, nie czekając na jego reakcję, chwycił go za nieskazitelną jasną koszulę i pociągnął, prawie unosząc Macieja w górę. Różnica wzrostu była wyraźna, z przewagą Stylesa, ale obaj mężczyźni patrzyli na siebie z równą nienawiścią. 
        Ludzie rozproszyli się na boki, przypatrując bójce, a barman podciągnął rękawy, gotów wyrzucić z miejscówki niechcianych gości. 
        - Nie waż się mówić o niej takich rzeczy. Nie tknęłaby cię nawet palcem. - syknął Harry, patrząc Maciejowi prosto w oczy. Mój były zdawał się nie być ani trochę przestraszony groźbą Stylesa. Uśmiechał się ironicznie i unosił brwi w pogardliwym wyrazie. 
        - Ależ to jest zupełna nieprawda. Doskonale pamiętam, jak jęczała pod moim ciałem, prosząc o więcej - sapnął, ale nim zdążył się zaśmiać, Harry pchnął go ponownie na bar i zaczął okładać jego twarz pięściami. Maciej próbował się bronić, lecz przewaga wzrostu Harry’ego skutecznie go od tego powstrzymywała. Zakryłam usta rękami, tłumiąc krzyk przerażenia. Jedno uderzenie musiało być wyjątkowo celne, bo łuk brwiowy Macieja trysnął szkarłatną, ciepłą krwią. 
        - Harry, przestań! - krzyknęłam, ale bałam się podejść do walczących mężczyzn, by nie zostać przypadkowo uderzoną. Zignorował mój krzyk, prawdopodobnie nie słysząc go w przypływie agresji.
        - Okej, dosyć tego! - Louis chwycił w pięści tył marynarki Harry’ego i z niewiarygodną siłą, wywołaną najpewniej przez zastrzyk adrenaliny, odciągnął przyjaciela od, krwawiącego teraz z nosa i skroni, mężczyzny. Harry zachwiał się na nogach, ale w porę złapał równowagę. Wykonał ruch, jakby chciał odepchnąć od siebie Louis’ego, ale coś w spojrzeniu Tomlinsona go zatrzymało. 
        Radek, barman, z którym byłyśmy z Kornelią w koleżeńskich stosunkach, stał za Anglikami, zastanawiając się zapewne czy ma interweniować. Zwykle to on wywalał natrętnych pijaczków, czy uprzykrzających się typów z baru, ale była to prawdopodobnie pierwsza sytuacja, w której musiał rozważyć, czy byłby w stanie wyrzucić o wiele wyższego od siebie i groźnie wyglądającego mężczyznę z innego kraju. Spojrzałam na niego przepraszająco, czując się winna zaistniałej sytuacji. Marszczył brwi, wyglądając na wściekłego, ale wciąż cierpliwie czekał na rozwój wydarzeń. 
        - Wypierdalaj! - wrzasnął Harry, wskazując palcem na Macieja - Zanim dokończę to, co zacząłem! - dodał, poruszając się do przodu. Louis wyciągnął przed niego rękę, blokując mu drogę. Maciej wytarł wierzchem dłoni, lecącą z nosa, krew i rzucił Harry’emu mordercze spojrzenie. Nie odrywając wzroku od zielonych oczu ruszył w milczeniu w stronę wyjścia. W barze panowała nieznośna cisza, zakłócana czasami wyszeptanymi komentarzami gapiów. 
        - Ty też. Nie chcemy cię tutaj, wyjebuj! - zdziwiona, usłyszałam głos Kornelii. Patrzyła przymrużonymi oczami na Dawida, który wyglądał na równie zszokowanego, jak reszta, przebywających w barze ludzi. Moja przyjaciółka splotła powoli swoje palce z palcami wolnej dłoni Louis’ego, a Dawid spojrzał na nie ze zmarszczonymi brwiami, jakby przetwarzając w głowie to, co właśnie zobaczył. 
        - Domyślam się, że powiedziała, że masz spierdalać, więc spierdalaj - warknął Louis, który wysunął się teraz nieco przed Kornelię, wciąż trzymając ją pewnie za rękę. 
        - Jasne, jasne. Idę. Kornelia. Miłego życia w Anglii - Dawid pożegnał się, kłaniając nieznacznie mojej przyjaciółce. 
        - Mhm… Już sobie idź - Kornelia machnęła na niego niedbale dłonią, jakby odganiała się od muchy. Kilka nieśmiałych chichotów przedostało się przez zagęszczoną atmosferę panującą teraz w barze. Dawid kiwnął głową na Louis’ego, a potem odwrócił się do wyjścia i zniknął za drewnianymi drzwiami. 
        Spojrzałam wtedy na Harry’ego, dyszącego ciężko z wyrazem twarzy, z którego wciąż biła nieposkromiona furia. Nie zdążyłam się odezwać, bo Louis szarpnął go za kołnierz i pociągnął na korytarz, prowadzący do toalet. Niewiele myśląc, podążyłam pospiesznie za nimi. 
        - Przepraszam was, kochani. Sami wiecie, że Maciej zasłużył sobie na lekkie lanie - usłyszałam za sobą głos Kornelii i towarzyszący mu śmiech gapiów. - A teraz poproszę osobę, która zaprosiła tutaj jego i mojego, pożal się boże, byłego chłopaka, aby grzecznie wyszła, bo spierdoliła sprawę. - gdyby nie targające mną nerwy, sama zaśmiałabym się razem z tłumem na słowa przyjaciółki. Zerknęłam ukradkiem za siebie, by zobaczyć, czy ktoś wychodzi, ale nikt nie ruszył się ze swojego miejsca. 
        - Cóż. Może dowiedzieli się za pomocą Facebooka, czy innego Twittera. Tak, czy inaczej. Przedstawienie się skończyło, myślę, ze oni nie będą nam już przeszkadzać, więc możemy kontynuować zabawę. Radek, wybacz, że zrobiliśmy taki bałagan. Zapłacę za wszystkie… - głos Kornelii znikł za zatrzaśniętymi drzwiami korytarza. Harry stał pod ścianą, przyszpilony do niej przez trzymającego go wciąż za kołnierz Louis’ego. 
        - Co ci odpierdoliło? - Tomlinson starał się mówić jak najciszej, by nie wywołać ponownej sceny. - Planować wyciągnięcie pukawki! Co się z tobą ostatnio dzieje, Hazza?! - uścisk na materiale zelżał, gdy Louis czekał na odpowiedź przyjaciela. Wtedy drzwi za mną otworzyły się, a w progu stanęła Kornelia. Odetchnęłam z ulgą, że to nie któryś z naszych znajomych, mających nadzieję na dalsze show. Bar znów szumiał od rozmów, prawdopodobnie dzięki interwencji mojej przyjaciółki, a potem ponownie nastała cisza, gdy drzwi zamknęły się z cichym skrzypnięciem. 
        - Przecież bym go nie postrzelił! Chciałem go tylko postraszyć - Harry wydawał się być teraz o wiele spokojniejszy, mimo że patrzył na Louis’ego z, wypisanym wciąż na twarzy, gniewem. 
        - W Polsce! Wiesz, że to nie skończyłoby się dobrze - syknął Tomlinson, uderzając płaską dłonią w miejsce na marynarce Harry’ego, gdzie prawdopodobnie schowana była jego broń. Harry unikał jego wzroku i zaciskał mocno szczękę. Louis wypuścił ciężko powietrze z płuc i uwolnił wreszcie materiał jego koszuli, który wyginał się teraz nieestetycznie. Zauważyłam kilka ciemnych kropeczek na błękitnym kołnierzu. Krew Macieja… 
        - Co ci w ogóle odbiło? Co, jeśli, ktoś to zgłosi? - Louis potarł nerwowo swój zarost. Nagle nogi zmiękły mi, gdy wyobraziłam sobie, jak cały ich biznes upada, przez głupią bójkę o jedną dziewczynę, a Harry gnije do końca życia za kratkami. Ze zdziwieniem poczułam niewygodne ukłucie. Nie chciałam, by tak się stało. Nie dla nas. Nie dla pracy i mieszkania w Londynie. Dla Harry’ego…  
        - Upewniłam się, że nikt nie zadzwoni na policję. A jeśli chodzi o Macieja, to nie macie się co martwić. Ten facet brał udział w niejednej bójce... Prawdopodobnie chodzi teraz okrwawiony, chwaląc się, jak to skopał dupę jakiemuś przypakowanemu dresowi - Kornelia położyła dłoń na moich plecach, dodając mi otuchy. Louis kiwnął do niej głową z wyrazem wdzięczności i wrócił wzrokiem do Harry’ego, oczekując na odpowiedź. 
        - To był ten Maciej. Ten jebany skurwysyn, który tak wykorzystywał Milenę. - knykcie Stylesa zbielały, gdy zacisnął dłoń. Dostrzegłam na niej kilka rozcięć i, opadające szybko, krople krwi. 
        - Harry… Krwawisz - szepnęłam, patrząc z troską na Stylesa. Dopiero wtedy jego oczy spotkały się z moimi. Ciemność pojaśniała nieco, gdy uniósł brwi w lekkim zdziwieniu. Spojrzał na swoją dłoń, jakby wcześniej nie czuł głębokich ranek. 
        - Skąd wiecie o Macieju? - zapytała Kornelia, nie czekając na jego odpowiedź. Odwróciłam się do niej szybko, zdezorientowana. Byłam pewna, że to ona opowiedziała Anglikom o mojej sytuacji z byłym chłopakiem. 
        - Skąd wiedzieliśmy, że będziecie w tej kawiarni, gdy wysłaliśmy do was Caroline? - odpowiedział pytaniem Louis, uśmiechając się do mojej przyjaciółki przepraszająco. Zmrużyła oczy, a ja widziałam, jak niebieski odcień jej tęczówek ciemnieje nieco. Położyła dłonie na swoich biodrach i zaczęła tupać w szaleńczym tempie swoją malutką stópką. Czułam, że do mojego mózgu nie docierała wystarczająca ilość potrzebnych bodźców, stłumionych przez szok, wywołany brutalnym zachowaniem Harry’ego. Coś mnie omijało. 
        - Do chuja! Możecie przestać nas podsłuchiwać?! Jakim cudem w ogóle wam się to udało? - warknęła wyraźnie rozeźlona, choć nie tak bardzo, jak zapewne byłabym ja, gdyby nie to dziwne otępienie, ogarniające moje myśli. 
        - Kocie, wyrzucenie telefonu nigdy nie powstrzymałoby mnie przed odszukaniem ciebie. Musiałabyś się bardziej postarać - Louis puścił jej oczko, ale ona nie uśmiechnęła się do niego. Zamiast tego posmutniała i skrzyżowała ręce na piersi. 
        - Błagam. Zdejmijcie te wszystkie podsłuchy, czy cokolwiek tam macie. Jak mamy wam ufać, skoro jesteśmy ciągle przez was obserwowane? - powiedziała cicho, patrząc spod rzęs na Tomlinsona. W korytarzu zapadła na chwilę cisza. Harry przeczesał palcami swoje długie, miękkie włosy i spojrzał na mnie przepraszająco. Louis kiwnął głową bez słowa, zapewne odpowiadając tym samym na prośbę Kornelii. 
        - Dziękuję… - szepnęłam cicho, a wszystkie trzy pary oczu zwróciły się ku mnie. Zakłopotana potarłam nerwowo ramię ze wzrokiem skupionym na szmaragdowych tęczówkach. 
        - Powinnam być zła, ale ten facet… Zasługiwał na to. - mruknęłam, odnosząc się do bójki przy barze. Spojrzałam ponownie na zakrwawioną dłoń Harry’ego. - Musisz to przemyć - szepnęłam, czując, że zaczynam gadać od rzeczy. Nie wiedziałam dlaczego zachowanie Harry’ego tak bardzo wpłynęło na moje reakcje. Wiedziałam tylko, że zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. Chciałam wrócić do Anglii. Chciałam pozostać u boku Stylesa, bez względu na to, jak bardzo legalny, lub nie, prowadzi biznes. Zdałam sobie sprawę, że złamałam obietnicę daną sobie po odejściu Macieja. Może czas leczy rany? A może właśnie otwierałam na nowo coś, co już zdążyło się zabliźnić? 
        Moje obronne mury zostały dostatecznie uszkodzone przez słowa Macieja. Znalazł kilka szczelin, przez które wciskał swoje zatrute macki, a ja nie wiedziałam, jak od tego uciec, czym go zablokować. Gdyby nie Harry, ściany rozpadłyby się zupełnie. 
        Styles spojrzał na swoją ściśniętą pięść, a potem znów na mnie i kiwnął bez słowa głową. Jabłko Adama poruszyło się w górę i w dół, gdy przełknął ciężko ślinę. 
        - Nikt nie będzie cię tak traktował. Nigdy więcej - wyrzucił z siebie, jakby desperacko pragnął, bym uwierzyła w tę obietnicę. Uśmiechnęłam się do niego przez łzy. Płakałam? Ile już czasu?  Dzisiejszy wieczór przywołał zbyt wiele wspomnień. Czara goryczy, wypełniająca się przez cały ten tydzień, została wreszcie przelana. Ekspresja Harry’ego zmieniła się nagle z wściekłej na pełną uczucia. Bez ostrzeżenia podszedł do mnie szybkim krokiem i pochylił się nade mną, chwytając moją twarz w dłonie. Poczułam na policzku szorstką fakturę zaschniętej krwi, gdy miękkie usta Harry’ego przyciśnięte zostały do moich. Bez zastanowienia odpowiedziałam na pocałunek, chwytając delikatnie rękaw jego marynarki. Palce drugiej ręki wplotłam w jego brązowe loki. Poczułam, że strumień łez zwiększa swoją intensywność. Od kiedy byłam takim emocjonalnym wrakiem? Odkąd zostałam zmuszona do opuszczenia faceta, na którym mi zależało, bo ukrywał przede mną przerażający fakt ze swojego życia. Odkąd ten sam facet przyleciał specjalnie po mnie do Polski, po dwóch tygodniach, ukrywanej przeze mnie, tęsknoty. Odkąd mój były chłopak, odpowiedzialny za nieufność, jaką obdarzałam płeć przeciwną, postanowił zjawić się w na mojej imprezie pożegnalnej i przypomnieć dlaczego go tak nienawidziłam. Dlaczego nie potrafiłam powiedzieć “Kocham cię” nikomu innemu? Pieprzyć to! Miałam ciężki miesiąc, należy mi się prawo do kilku łez! 
        - Powinienem go zabić - warknął Harry w moje usta, delikatnie ścierając kciukiem wilgoć z mojego policzka. Pokręciłam powoli głową.
        - Przestań - szepnęłam, otwierając oczy i napotykając przeszywający mnie szmaragd. - Było minęło - dodałam, próbując przybrać obojętną minę. Kiepsko mi to wyszło. Odchrząknęłam cicho i odsunęłam się od Harry’ego nieznacznie. Przez jego oczy przebiegł błysk zawodu, ale nie protestował. 
        - Dobra. Widocznie macie sobie wiele do wyjaśnienia, więc my już pójdziemy zabawiać gości - oznajmił Louis, a ja zmarszczyłam zdziwiona brwi. Zupełnie zapomniałam, że on i Kornelia wciąż stali z nami w tym małym korytarzu. Przyjaciółka potarła moje ramię, zanim wyszła do baru, a Louis klepnął Harry’ego w plecy, ostrzegając go przed wyjściem, że “nie ma bezmyślnie machać pukawką w nieswoim kraju”. Gdy zostaliśmy sami w korytarzu, zapadła nagle niezręczna cisza. 
        - Ja..
        - Przepraszam - zaczęliśmy równo, a potem zaśmialiśmy się cicho. 
        - Ty pierwszy - wskazałam na niego ręką. Westchnął ciężko i potarł zakrwawioną dłonią kark. 
        - Przepraszam. Że podsłuchiwaliśmy, że zaatakowałem tego gnojka na waszej imprezie. 
        - Och, nie jestem zła, że pokazałeś mu, gdzie jego miejsce. Gdybym miała wystarczająco dużo siły, sama bym go sprała - wzruszyłam ramionami. Cień uśmiechu przebiegł przez jego twarz.
        - Nie przepraszam za to, że dostał po mordzie. Cholera, gdyby nie Louis, ten skurwiel nie wyszedłby stąd na własnych nogach. - jego pięść ponownie się zacisnęła, rozdzierając świeżo zaschnięte ranki. Kilka stróżek krwi dołączyło do makabrycznej mozaiki na jego skórze. 
        - Więc za co? - zapytałam, nieco zdezorientowana, patrząc z troską na jego rany. 
        - Za to, że zrobiłem to tutaj. Mogłem go wywlec na zewnątrz, nie robić sceny. To wasz ostatni dzień w Polsce, nie chciałem popsuć waszej imprezy. - spojrzał na mnie z obawą. Kiwnęłam głową bez słowa, a on odetchnął z ulgą i spojrzał na swoją dłoń. 
        - Rzeczywiście powinienem to przemyć - mruknął pod nosem. Zaczął zginać i prostować palce, obnażając przy tym z sykiem zęby. Skrzywiłam się, domyślając, że nie mogło to należeć do najbardziej przyjemnych czynności. 
        - A ty swoją twarz - dodał, patrząc na mnie zza zakrwawionej dłoni. Przekrzywiłam zdezorientowana głowę, nie wiedząc o czym mówi. Zaśmiał się cicho, ostrożnie, jakby obawiał się wykonywać gwałtowniejszych gestów w mojej obecności. A jeszcze wczoraj nie miał nic przeciwko szarpaniu moich nerwów… 
        - Chodź - chwycił najdelikatniej jak potrafił mój łokieć i pociągnął do męskiej toalety. Postawił mnie przed umywalką i wskazał na odbicie w lustrze. Zobaczyłam na swoim policzku szkarłatne smugi. Skrzywiłam się na ten widok i puściłam wodę.
        - Um… Wybacz… - szepnął, a ja zaśmiałam się na głos. Zakłopotanie Harry’ego było doprawdy urocze. Nie mogłam powstrzymać trzęsącego mną chichotu. Domyślałam się, że nerwy powoli opuszczają mój system, przez co reagowałam na wszystko zbyt intensywnie, ale nie dbałam o to. Cieszyłam się, że tym razem to śmiechu nie mogę powstrzymać, a nie łez. Harry uniósł brwi, zdziwiony moim zachowaniem. Wzięłam głęboki oddech. 
        - Jesteś taki uroczy - oznajmiłam, zmywając krew ze swojego policzka. Oczy Harry’ego otworzyły się szeroko, jakby nagle sobie coś uświadomił. Uśmiechnął się krzywo. 
        - Uroczy? Właśnie stłukłem na kwaśne jabłko twojego byłego faceta - żachnął się, wypinając dumnie pierś. - Nie ma w tym nic uroczego. Wywołuję grozę, jestem poważanym przywódcą niebezpiecznej grupy. Ostatnia rzecz, jaką możesz o mnie powiedzieć to to, że jestem uroczy! - posłał mi obrażone spojrzenie. 
        - Jesteś. Jesteś słodki. Kulisz się przede mną, choć wczoraj jeszcze nie bałeś się dokuczać mi przy naszych przyjaciołach - Zaśmiałam się pod nosem i oceniłam wynik mojej pracy. Krew prawie nie była już widoczna.
        - Słodki, tak? - głos Harry’ego obniżył się nagle o kilka oktaw i przybrał groźny ton. Mężczyzna położył ręce na moich biodrach i obrócił mnie gwałtownie wokół własnej osi. Patrzył teraz na mnie przymrużonymi oczami, zmniejszając dystans między nami. Cholera, jest tak blisko… - Teraz też jestem słodki? - syknął, pochylając się do mojej szyi. Poczułam gęsią skórkę ogarniającą moje ramiona. Mogłam przysiąc, że moje serce przestało na chwilę bić, jakby przygotowywało się na szaleńcze tempo, które miało za chwilę przybrać. 
        - Łooo kurwa! Sory, Milena! - Michał, wpadł do łazienki, zataczajac się gwałtownie. Odruchowo odepchnęłam od siebie Stylesa i poprawiłam sukienkę, którą ten, jakimś cudem, zdążył już podciągnąć w górę. 
        - Nie w porządku, Michał. Ja… Już wychodzę - odchrząknęłam, przygładzając niezręcznie włosy. Czmychnęłam czym prędzej z łazienki i podbiegłam do stolika, przy którym siedziała Kornelia. Za dużo się dzieje, za dużo! 

Obecnie...

        Rzuciłam torebkę na lśniącą podłogę mieszkania siostry Harry’ego. Przyjrzałam się znajomym ścianom, mając wrażenie, że nigdy nie opuściłam Anglii na dłużej niż dwa dni. 
        - Witajcie w domu - Harry posłał mi nieśmiały uśmiech i odłożył w kąt moją walizkę. 



       Witajcie w piekle! szepnął natrętny głosik w mojej głowie, którego postanowiłam zignorować. 




Kochane, wybaczcie późny update. Nie będziemy kłamać, przeszkodziły nam imprezy. :D (No dobra, A. przeszkodziły imprezy. M. sumiennie wypełniała wszystkie blogowe zadania i czekała, aż A. się ogarnie xD)
Postaramy się to Wam jakoś wynagrodzić. :D A tymczasem mamy nadzieję, że rozdział się podobał i ponownie walniemy złotą radą:
NIE BIĆ SIĘ W BARACH! Tak nie wolno i można napytać sobie biedy. *grozi palcem*
Kochamy Was, dziękujemy za komentarze pod ostatnim rozdziałem <3 Jak Wam się chce, to pod tym też możecie coś napisać. ;D

A. <3 i M. xx


*Kochanek po lewej, grzesznik po prawej 

23 komentarze:

  1. Mówiąc wynagrodzić macie na myśli dodawanie nowych rozdziałów 2-3 razy w tygodniu ?xd nie no wiem ze to jest raczej niewykonalne xd czekam z niecierpliwością na następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak byłoby idealnie, ale TTD mogłoby wtedy się zbyt szybko skończyć :( :D Natomiast, jeśli się uda to postaramy się wstawić najnowszy rozdział nieco szybciej niż zwykle. :D Chciałybyśmy z nimi przyspieszyć, ale napisanie jednego zabiera kilka (czasami dochodziło nawet do ośmiu) godzin, więc zwykle jest to rozłożone na dniach, co wiąże się z mniejszą możliwością wstawienia więcej niż jednego rozdziału na tydzień :( Wybacz :( :( :(

      A. <3

      Usuń
  2. To chyba najlepszy rozdzial z calego opowiadania, macie wielki talent moze jak skonczycie to zaczniecie tlumaczyc na anielski albo poszukacie tlumacza bo gwarantuje, ze to ff odniesie WIELKI sukces :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękujemy! Nawet nie wiesz ile to dla nas znaczy... Myślałyśmy o tłumaczeniu, ale, mimo że jesteśmy biegłe z angielskiego, obawiam się, że mogłybyśmy nie podołać. Ale kto wie co przyszłość przyniesie :) Może ktoś chętny zgłosi się do wypełnienia tego zadania.
      Jeszcze raz dzięki za tak miły komentarz <3

      A. <3

      Usuń
    2. Awww, jenyyy, dziękujemy, jesteście kochane, Dziewczęta! <3

      M. xx

      Usuń
  3. Tak na anielski to przetlumaczcie xD
    Mial byc angielski :)xx
    @PolusiaLove

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anielski też byłby spoko xD <3

      A. <3

      Usuń
    2. Hahaha, ok, już załatwiamy anielskich tłumaczy xD :*

      Usuń
  4. O mój boże ;ooo
    To było takie ajhbskasxkjsbgkaxabkl
    Harry w obronie Mileny w klubie takie słodkie *-*
    I w końcu przyznała się przed sobą, że Harry jest dla niej ważny.!
    I oh, boże.... nie wiem co mam pisać, to było takie doskonałe <3
    Zdecydowanie jestem jak najbardziej za większą ilością słodkich momentów H i M :*
    I się pocałowali, boże przeżywam to ff jak jakaś nienormalna haha
    stąd komentarz jest trochę chaotyczny ;d
    I jeszcze to jak Michał wszedł do łazienki kiedy Harry podwinął jej sukienkę
    hahahahah :D boże xd to jest mega ^^
    tak btw to mój brat nazywa się Michał i sobie go wyobraziłam hahaha XD
    Ale nie rozumiem, czemu Milenka jest taką pesymistką? Bo ten jej głosik w głowie mówiący "witajcie w piekle!" wiele mówi ;3
    Tzn. to w sumie z jednej strony dobrze, coś się będzie działo ! ;d
    Ale z drugiej niepokojące, no bo to będzie??
    Hahahaahaha ogłoszenie parafialne XD hahahah :D
    Wybaczamy Ci wszystko A. <3
    A w ogóle już dawno temu w jakimś niepamiętnym komentarzu miałam pisać że A przypomina mi z zachowania Kornelię a M Milenkę . ;*
    Nie pytajcie czemu haha po prostu tak jakoś :)
    Jesteście super dziewczyny.!!
    Chcę więcej... <33
    KOCHAM. *-*
    Ps. chyba nigdy nie dodam wam jako pierwsza komentarza ;c haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Tak się domyślałam, że nam tu Justynka oszaleje przy momentach Harry'ego i Mileny ;D
      Pozdrów Michała! Powiedz mu, że nieświadomie został bohaterem jednego takiego ff :D

      Dziękuję za wybaczenie, imprez się nie wybiera... :( czy jakoś tak :O
      A co do Twojego porównania M. i mnie do Mileny i Kornelii to trafiłaś w dziesiątkę.
      Niektóre wątki z ich życia są LUUUUŹNO oparte na historii naszej przyjaźni. Charakterami też nieco się zgadzają. (No może bardziej niż nieco xD Ale nie w całości :D ) No no... niezła obserwacja :D I to wyciągnięta tylko z komentarzy i naszych krótkich rozmów na TT :O

      Loff wielkie! <3

      A. <3

      Usuń
    2. Przekazałam, też pozdrawia haha :D a potem dodał jeszcze "no wiedziałem, w końcu imię Michał otrzymują najprzystojniejsi" hahaha jego skromność <<<<<
      Oszalałam i to bardzo haha <33
      Imprez się nie wybiera hahhahaah padłam ;3
      A dziękuję ! ;* Mam dar haha ^^ i skromność po bracie ;-;
      <3<3

      Usuń
    3. boże, moi współlokatorzy uznają mnie za wariatkę, bo wybuchłam takim głośnym śmiechem xD
      BTW, A., nie słyszałaś nic u siebie na górze? To by było całkiem prawdopodobne xD
      Musimy Ci, Kochana przyznać, że jesteś spostrzegawcza xD Jak na to wpadłaś?:D
      Chaotyczność komentarzy po niektórych ff to u mnie standart, ale wydaje mi się, że takie komenty są właśnie najlepsiejsze:D
      KOCHAMY!!! Buziaki,

      M. xx

      Usuń
    4. Hahaha, Justyna, masz zajebistego brata xD

      Usuń
    5. hahahahahaah :D
      A to moja słodka tajemnica! ^^ Ale mogę trochę opisać hah
      Więc najbardziej widać to po waszych komentarzach ;3 Albo po tym, co dodajecie pod rozdziałem. Ważne jest też jak odpowiadacie na niektóre rzeczy i na co zwracacie uwagę. Ogólnie rzecz biorąc, ludzi łatwo rozgryźć, tylko właśnie trzeba się przyjrzeć ;3
      Skoro są najlepsiejsze to będzie ich więcej ! <3
      ILY ;*

      Usuń
    6. Haha, M., nic nie słyszałam, a okno mam otwarte. Ale może to dlatego, że Edzio mi śpiewa i zagłusza wszelkie dźwięki, dochodzące z Waszego mieszkania xD

      Justynka, podziękuj Michałowi za pozdrowienia, pozdrów go t... a nie czekaj... xD
      Skromność jest przereklamowana. Trzeba być zajebistym i o tym wiedzieć ;D XD

      A. <3

      Usuń
  5. OMG :) najlepsza była ta bujka w barze należało się mu pieprzony egoista i ten pocałunek na końcu <3 Harry był słodki czekam na next do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkim się podoba bójka w barze xD No ja nie wiem xD
      Dziękujemy, Karolinko,
      do następnego!

      M. xx

      Usuń
  6. Laaaa ej to bylo genialne! *-* nie moglam sie oderwac. Bardzo trzyma w napieciu. Pocalunek na koncu byl najlepszyyy <3 nie wierze, ze ten Maciej to taki cholerny dupek. I nie spodziewalam sie po Hazzie takij reakcji... bylo mega. Do nastepnego :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! <3 Cieszymy się, że trzyma w napięciu, o to nam chodziło!:D

      M. xx

      Usuń
  7. powróciłam biczys! xD

    Bójka w barze lubię bójki z resztą już kiedyś wam o tym pisałam xD
    Trochę szkoda Radka bo wydaje się spooooko barmanem, a musiał burdel po zadymie sprzątać. ;/ ale coś mi się wydaje, że Kornelia wróciła i pomogła sprzątać... no nie wiem np. umyła schody czy coś xD lel

    PS. Lovciam Was <3

    kissski

    @No_Maybe_Yes

    OdpowiedzUsuń
  8. YAAAAAAAAAAAAYYY, wreszcie! <3
    Tak, Tala, też tak myślę, Kornelia uwielbia latać z mopem nad ranem... xD
    LEL xD

    M. xx

    OdpowiedzUsuń