sobota, 28 lutego 2015

56. Your life was my life's best part

Your life was my life's best part*


Milena

         Kornelia patrzyła na mnie z nadzieją w oczach, gdy Louis zniknął za drzwiami jej sypialni. 
       - O co chodzi? - zapytała, zrzucając swoje szpilki i opadając lekko na kanapę. Przełknęłam ciężko ślinę i wykręciłam nerwowo palce. Nie patrząc jej w oczy usiadłam na fotelu i zacisnęłam wargi, zastanawiając się nad doborem kolejnych słów. Kornelia uśmiechała się, czekając cierpliwie aż zbiorę się w sobie. Wreszcie wzięłam głęboki oddech. 
       - Mam dość tej ciszy między nami - mruknęłam, a Kornelia zaśmiała się cicho i pokiwała głową. 
       - Mi to mówisz? Prawie zerwałam dziś z Louis’m, bo nie mogłam znieść konfliktu z wami obojgiem - odparła, pozbawiając mnie na chwilę mowy. Otworzyłam szeroko oczy zszokowana jej słowami 
       - Co? Myślałam, że to była jedna z wielu waszych sprzeczek. - Kornelia pokręciła głową i uśmiechnęła się smutno. 
       - Tyle się wydarzyło od czasu wypadku Harry’ego. Popełniłam ogromny błąd, przez który popsuła się nasza relacja z Lou… - powiedziała cicho, przygryzając lekko wargę. 
       - Ale już jest dobrze? - zapytałam, spojrzawszy wymownie w stronę jej sypialni. Postanowiłam nie pytać o owy błąd, bo odwaga, którą zbudowałam w sobie, by podejść do tej rozmowy mogła ulotnić się w każdej chwili. Przyjdzie czas na zwierzenia. Teraz chciałam mieć za sobą te kłótnię. 
       Kornelia zrobiła, co musiała, mówiąc Calumowi o moich zamiarach i prawdopodobnie postąpiła słusznie. Potrzebowałam jednak czasu, by przetrawić swoją nieudaną zemstę na Irwinie. Jego śmierć mogłaby rozpocząć łańcuszek nieszczęść, których byłabym przyczyną. Kto wie, ktoś mógł pożegnać się z życiem, gdyby nie Calum, któremu udało się mnie powstrzymać. Wiedziałam to, znałam prawdę, ale potrzebowałam zemsty. Harry prawie umarł przez tego skurwiela i wciąż był nieświadomy przyczyny swojego wypadku. To nie było fair. Kiedyś Harry się dowie, Louis się dowie i cała reszta, a wtedy rozpęta się piekło, którego początek został tylko opóźniony przez Kornelię. 
       - Tak, chyba tak… - odpowiedziała na moje pytanie przyjaciółka, choć jej głos pozbawiony był przekonania. - Ale teraz to jest nieważne. Mówiłaś, że masz dość naszej ciszy? - dodała, ożywiając się nieznacznie. Zaśmiałam się cicho i pokiwałam głową, patrząc na nią pełnym obaw wzrokiem. 
       - Tak… Wiem.. Wiem, że to, co zrobiłaś, było potrzebne. Działałam w afekcie, nie myślałam o konsekwencjach. Na dobrą sprawę mogłam tym zabić pół naszej grupy - wyznałam, bawiąc się krawędzią koszulki. Kornelia kiwała głową, słuchając mnie z uwagą. - Przepraszam - wydusiłam wreszcie z siebie. Kornelia uśmiechnęła się szeroko. 
       - Cieszę się, że nie postanowiłaś nie odzywać się do mnie przez resztę życia - powiedziała, wywołując mój śmiech. 
       - Żartujesz? Były chwile, w których musiałam sobie przypomnieć, że jestem na ciebie zła, bo tak bardzo chciałam z tobą porozmawiać. - odparłam, czując rozchodzącą się po moim wnętrzu ulgę. Kornelia również zdawała się rozluźnić. Odetchnęła głęboko i spojrzała na mnie. 
       - Ja też przepraszam. Mogłam cię powstrzymać zanim… - spojrzała z obawą na drzwi swojej sypialni i pochyliła się delikatnie w moją stronę - zanim wysłałam Caluma - szepnęła, upewniając się, żeby Louis nie usłyszał części rozmowy, której nie powinien usłyszeć. 
       - To nie były dobre czasy dla żadnej z nas. - stwierdziłam, wpatrując się w swoje palce. 
       - Nie… - potwierdziła Kornelia i wstała z kanapy, po czym podeszła do mnie powoli. 
       - Najważniejsze, że mamy to już za sobą - powiedziała i wyciągnęła ku mnie ręce. Natychmiast się rozchmurzyłam, przyjmując jej objęcia. Zaśmiałyśmy się obie, zadowolone, że mogłyśmy pożegnać się z nieprzyjemną atmosferą, która od ostatnich dni bezustannie nad nami wisiała. 
       Na zemstę przyjdzie jeszcze czas
       Ślub zbliżał się wielkimi krokami i kolejne dni spędziłam na projektowaniu i szykowaniu wystroju pomieszczeń willi Harry’ego, w których miały się odbyć ceremonia i zabawa. Wszyscy najbliżsi z grupy Stylesa zdecydowali się przenieść do jego domu, by pomóc w przygotowaniach i ułatwić sobie tym samym wypełnianie obowiązków biznesowych. Willa miała dość sypialni, by pomieścić osiem par, więc nasza dziesiątka plus Ed Sheeran, który nie miał dziewczyny, znalazła bez problemu swoją przestrzeń. 
       Willa, odkąd byłam w Londynie, nigdy tak nie tętniła życiem, jak w tym tygodniu. Co chwilę można było na kogoś wpaść, z kimś porozmawiać. Niestety, moja ukochana biblioteka, stała się też ulubionym miejscem Nialla i Phoebe, w którym bynajmniej nie czytali książek. Impreza w stylu lat 30. musiała wzbudzić w nich do niej sentyment. Udało mi się jednak znaleźć kilka chwil, w których mogłam usiąść z książką na cudownym, wyłożonym poduszkami, parapecie i zatopić się w treści ulubionych lektur. Tak było też trzy dni przed ślubem. Skończyłam plan ozdób holu i wybrałyśmy z Caroline kolor kwiatów, więc już wieczorem miałam wolne, bo Harry i Louis byli na spotkaniu służbowym z Kaitō. 
       Usiadłam na swoim ulubionym miejscu z egzemplarzem Anny Kareniny na kolanach i zabrałam się za czytanie, które szybko zostało mi przerwane przez odgłosy dochodzące z korytarza. Westchnęłam ciężko, wpatrując się w literki, które, przez rozproszenie nie były w stanie ułożyć się w sensowne słowa. Głosy stały się wyraźniejsze, gdy para, do której należały zbliżyła się do drzwi biblioteki. 
       - I jesteś pewien, że to wystarczy? - Caroline
       - Oczywiście, że tak. Skarbie on może i jest ćpunem, ale w gruncie rzeczy to dobry chłopak - głos Liama przybrał uspokajający ton. 
       - Dobry chłopak, który próbował znów wkręcić cię w ten koszmar. 
       - Bo gdy jesteś na dnie to wolisz mieć towarzysza. 
       - Niech znajdzie sobie innego - dziewczyna wydawała się rozeźlona, jej głos drżał nieznacznie. Zamknęłam książkę, zaznaczając uprzednio zakładką miejsce, na którym się zatrzymałam i skupiłam się na rozmowie, wiedząc, że dalsze czytanie nie miało sensu. 
       - Skarbie, spokojnie. Powiedziałem mu, że ma więcej nie próbować mnie przekonać. Tak, jestem uzależniony, ale wierz mi, że ty jesteś o wiele potężniejszym nałogiem. I niedługo mam się z tym nałogiem ożenić, co czyni mnie najszczęśliwszym ćpunem na świecie - uśmiechnęłam się na słowa Liama, które wzbudziły ciepło nawet w moim sercu. Ich miłość, zbudowana na przeciwnościach losu musiała być potężniejsza niż każdy z nas mógł sobie wyobrazić. 
       - Spadaj, ty i te twoje metafory - Caroline wydawała się powstrzymywać śmiech. Liam zachichotał cicho, a potem nastała cisza, więc uznałam, że postanowili podsumować tę rozmowę pocałunkiem. 
       - Nie wrócę do tego. Nie, kiedy zgodziłaś się zostać moją żoną. 
       - Przestań tak gloryfikować ten ślub, niedługo i tak będziesz miał mnie dość. Zrobię się gruba i pomarszczona to pobiegniesz do jakiejś ładnej dupy - niemal parsknęłam śmiechem, powstrzymując się w ostatniej chwili. 
       - Pff. Nie doceniasz mnie. Wiem, że chcesz się mnie pozbyć, ale nawet twoje dodatkowe sto, dwieście, osiemset kilogramów i pięć tysięcy zmarszczek nie przekonają mnie do odejścia. Jesteś skazana na mnie, więc się przygotuj 
       - Ech… Dobrze, że będę miała na to całe życie. Wystarczająco dużo czasu, by się przyzwyczaić… - sztucznie zniecierpliwiony ton Caroline wywołał prychnięcie Liama. 
       - Przyzwyczaić do blasku mojej zajebistości, bo wciąż będziesz w szoku, że taki cudowny facet cię zaobrączkował. 
       - Chyba pomyliły ci się strony, kochanie. Będziesz na moją łaskę, a ta obrączka to taka mała obroża, do której przyczepię ci smycz. - po chwili ciszy oboje wybuchnęli śmiechem, a potem usłyszałam huk drzwi, gdy zatrzasnęli się w swojej sypialni, znajdującej się naprzeciwko biblioteki. 
       Cisza pozwoliła mi skupić się ponownie na książce. Cieszyłam się, że nie podsłuchałam przypadkiem czegoś, co nie powinno dotrzeć moich uszu. Żadne z narzeczonych nie wydawało się ani trochę zdenerwowane ślubem. Jakby czekali na to od chwili, w której się poznali, jakby wiedzieli, że taka właśnie miała być ich przyszłość. To, że Liam walczył ze swoim silnym nałogiem tylko po to, by być odpowiednim mężem dla Caroline było godnym podziwu czynem. Sama widziałam go w chwili narkotykowego uniesienia i dziwiłam się, że udało mu się z tego wyrwać. Na pewien sposób byłam z niego dumna. 
       - Hej, piękna - podskoczyłam na parapecie, gdy w progu pojawiła się głowa Harry’ego. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i, po raz drugi już dzisiaj, zamknęłam książkę. 
       - Hej, przystojny - powiedziałam, wywołując jego cichy śmiech. Wszedł do środka i, stanąwszy przy mnie, pochylił się, by ucałować mnie czoło. 
       - Co robisz? - zapytał, a ja spojrzałam na niego wymownie, na co przekręcił oczami i wskazał mi ręką, bym się przesunęła, co zrobiłam z chęcią. Usiadł za mną, a ja oparłam się plecami o jego klatkę piersiową, napawając bijącym od niego ciepłem. Objął mnie w pasie, przykładając usta do moich włosów. 
       - Jak poszło spotkanie? - zapytałam cicho z zamkniętymi oczami. 
       - Ok. Nuda, jak zwykle. Omawialiśmy powrót przewozu przez firmę Phoebe. 
       - Była z wami na spotkaniu? 
       - Musiała być - odpowiedział, a ja kiwnęłam głową. 
       - A jak Louis i Kaitō? - zapytałam, pamiętając sceny zazdrości chłopaka mojej przyjaciółki. 
       - Zdecydowanie jest między nimi chłodniej niż było kiedyś - Harry zaśmiał się pod nosem
       - Ale nie wpłynie to na wasz biznes?
       - Nie. Kaitō to świetny facet, rozumie zazdrość Louis’ego. Choć wciąż mam wrażenie, że wodzi głodnym wzrokiem za Kornelią - odpowiedział, rysując na wierzchy mojej dłoni łaskoczące kółka. 
       - A kto tego nie robi? - mruknęłam, uśmiechając się lekko. 
       - Ja - niski pomruk wywołał dreszcze, które przebiegły szybko po moim kręgosłupie. Harry zaczął całować mnie po szyi, niemal natychmiast budząc we mnie głód. Tego dnia to nie Niall i Phoebe wykorzystali bibliotekę do czynności innych niż czytanie. 
       - Nie wiem. Nie wiem, nie wiem! - Kornelia stała przed lustrem w sypialni, która tymczasowo należała do niej i Louis’ego, przykładając do siebie na zmianę dwie sukienki, które trzymała w rękach. Jedną pastelowo różową, koktajlową, drugą długą do ziemi czarną z dekoltem w serce i przewiązaną przez talię różową wstążką. Siedziałam na łóżku, przekręcając oczami na jej niezdecydowanie. 
       - Może wybierz inny kolor niż czarny i różowy? - zaproponowałam, wskazując jej walizkę, rozwaloną na podłodze, z której wysypywały się góry ciuchów. 
       - Pojebało cię?! - krzyknęła, patrząc ze złością na moje odbicie. Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową, a potem padłam na łóżko, wpatrując się w biały sufit. 
       - Weź czarną. Na ślubie będziesz musiała tańczyć, więc lepiej mieć krótką sukienkę. Na kolację możesz bawić się w długaśne materiały - powiedziałam, wkładając ręce pod głowę.
       Usłyszałam jej westchnienie, gdy zaczęła się przebierać. Za dwie godziny mieliśmy zjawić się w Irresistible na kolacji przedślubnej, która była ponoć tradycją w rodzinie Caroline. Zostało na nią zaproszone skromne grono gości, które włączało głównie najbliższą rodzinę narzeczeństwa i nas. Kornelia zawołała mnie, bym zajęła się jej makijażem, ale od piętnastu minut nie była w stanie wybrać odpowiedniego stroju. 
       - Dobra, kurwa! - warknęła, co przykuło niespodziewanie moją uwagę. Usiadłam gwałtownie i spojrzałam na nią z szerokim uśmiechem
       - Tracisz akcent! - zawołałam, na co spojrzała na mnie, jak na idiotkę.
       - Co?
       - Twoje “r” jest jakieś takie miękkie - wyjaśniłam, a ona warknęła przeciągle i spojrzała na mnie z politowaniem. 
       - Naprawdę? Teraz zachciało ci się gadać o naszym nieumiejętnym używaniu języka polskiego? - syknęła. 
       - Po prostu dopiero teraz zwróciłam na to uwagę. 
       - Bo sama zamieniasz “ś” w “sz”! Obie straciłyśmy naszą polskość!
       - Ej! Nieprawda! - wrzasnęłam. Obie wybuchnęłyśmy gromkim śmiechem, który został przerwany wejściem Louis’ego do sypialni. Przerzucał wzrok z jednej na drugą, uśmiechając się lekko, z nieświadomością wypisaną na jego przystojnej twarzy. 
       - Nie umiemy polskiego - powiedziała Kornelia, poprawnie odczytując jego minę. Przerzuciła przez głowę długą suknię i już po chwili zaplątała się w czarnych delikatnych materiałach. Jej ręce wystawały zabawnie z miejsca, w którym powinna znajdować się głowa, a nogi były niemal w całości odkryte. Z westchnieniem podeszłam do niej i pomogłam uporać się z kłopotliwą sukienką. 
       - To dobrze! Nie będziecie “szczniemrztować” przy mnie. Od dzisiaj tylko angielski! - powiedział mężczyzna i usiadł na łóżku, w miejscu, które przed chwilą było zajmowane przeze mnie. 
       - Chyba śnisz - odparła Kornelia i usiadła grzecznie na taborecie, wystawiając do mnie twarz. Pokazałam Louis’emu język i chwyciłam swój zestaw, zabierając się za malowanie przyjaciółki. 
       - Ta… Nie ma szans, żebyśmy zrezygnowały ze swojego języka. Może pojebały nam się trochę akcenty, ale wciąż jesteśmy polkami z krwi i kości - dodałam od siebie, a Louis kiwnął głową, patrząc z uwagą na moje działania. 
       - Nigdy nie zrozumiem pracy, którą wkładacie w upiększanie. - mruknął, krzywiąc się lekko na jasny podkład, który właśnie trzymałam w rękach. 
       - Wolę oszczędzić ci męki oglądania mojej “cudownej” twarzy bez “upiększaczy”. - rzuciła Kornelia, przez co klepnęłam ją w ramię i ostrzegłam, by się nie ruszała. 
       - Nie wiem o czym mówisz. Twoja twarz jest zawsze cudowna - odparł Louis, pokazując jej język. Palec mojej przyjaciółki powędrował do jej otwartych ust, gdy zaczęła udawać, że wywołuje wymioty. 
       - Ja pierdole! - warknęłam i pacnęłam ją w potylicę, a ona znieruchomiała w sekundę. 
       Godzinę później byliśmy już wszyscy gotowi. Chłopcy w garniturach wyglądali niezwykle imponująco, ale nie tak bardzo jak dziewczyny, których większość zdecydowała się na długie suknie. Phoebe w jasno żółtej, przełożonej przez jedno ramię, ozdobionej błyszczącymi kolorowo w świetle kryształkami. Silvia, podobnie, jak Kornelia, zdecydowała się na czerń, która wspaniale komponowała się z jej długimi lśniącymi włosami. Ja natomiast założyłam brzoskwiniową asymetryczną sukienkę, której przód sięgał przed kolana, natomiast tył niemal sięgał podłogi. Cały jej wierzch okryty był koronką, z której również zrobione zostały półdługie rękawy. 
       Rozstaliśmy się z Caroline i Liamem pod willą, gdy wsiedli do białego, drogiego Leksusa, a sami w dziewiątkę wpakowaliśmy się do pięknej limuzyny, w której znajdował się malutki barek z, czekającymi już na nas drinkami. Śmiałyśmy się z Kornelią ze scenerii, która kojarzyła nam się z filmami o bogatych nastolatkach, ale reszta zdawała się być przyzwyczajona do takich widoków. Ed wypił swojego drinka w mgnieniu oka, a Niall poszedł za jego przykładem, do czego zachęcił również Phoebe. Wkrótce już wszyscy trzymaliśmy puste szklanki i rozmawialiśmy głośno. 
       - Więc, Zayn, zdenerwowany? - zapytał Ed, a Zayn poluźnił nieco swój krawat i pokręcił grzecznie głową. 
       - Nie. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. - odparł, głaszcząc palcami kark Silvii, której zdawało się to niezwykle podobać. 
       - Co robicie na kawalerskim? - zapytała Phoebe, a Niall i Louis parsknęli śmiechem. 
       - Chciałabyś wiedzieć. - powiedział blondyn, a dziewczyna przekręciła oczami. 
       - Dlatego zapytałam - odgryzła się, wyciągając język. 
       - Nie powiemy - rzekł Harry, odstawiając szklankę na barek i obejmując mnie szczelnie w pasie. Phoebe prychnęła pogardliwie. 
       - A wy co robicie na panieński? - zapytał Niall
       - Nie powiemy - odparłam, przybierając ton Harry’ego, na co ten spojrzał na mnie ze zmrużonymi oczami. Sprawa była prosta. Chciałyśmy, żeby Caroline bawiła się jak najlepiej, więc zarezerwowałyśmy cały klub, do którego wstęp mieli mieć tylko mężczyźni. Oczywiście striptizerzy byli obowiązkowo w to włączeni. 
       - Więc się rozumiemy - powiedział Zayn, uśmiechając się do nas porozumiewawczo. Wszyscy zgodnie potwierdziliśmy jego słowa, a chwilę później limuzyna stanęła pod restauracją Nialla, więc wysiedliśmy z niej po kolei, zmierzając na kolację.
       Przywitaliśmy się ze wszystkimi, a Zayn i Liam wymienili długi uścisk, jakby nie widzieli się kilka miesięcy. Bromance tej dwójki wywoływał na moich ustach szczery uśmiech. Caroline wyglądała przepięknie z luźno spiętymi włosami i starannie zrobionym makijażem. Założyła kremową sukienkę w stylu pin-up, której dół rozszerzał się uroczo dzięki licznym falbankom. Oboje z Liamem zdawali się promieniować szczęściem, którym zarażali wszystkich wokół siebie. Tym razem przyszło o wiele więcej osób, których większości nie znałam. Mimo to cały wieczór minął w przemiłej atmosferze, a wybuchy śmiechu i nieprzyzwoite żarty w pewnym momencie stały się jego normą. 
       - Jak się trzymasz? - usłyszałam wśród zgiełku rozmów, pytanie Zayna. 
       - Doskonale. Lepiej być nie może  - odpowiedział Liam, uśmiechając się do przyjaciela radośnie. Zayn odwzajemnił uśmiech i poklepał go po plecach. 
       - Kto by pomyślał, przyjacielu...
       - Wiem, wiem, eleganciku, wciąż nie możesz uwierzyć. - Payne puścił mu oczko i upił nieco wina ze swojego kieliszka. 
       - Po prostu kiedyś nigdy nie dałbyś się usidlić żadnej dziewczynie. 
       - I masz. Pojawiła się taka jedna wredna szuja - zażartował, a Zayn zaśmiał się cicho i spojrzał wdzięcznym wzrokiem na Caroline. 
       - Dobrze trafiłeś. Ona ma na ciebie uzdrawiający wpływ - stwierdził. Liam przytaknął bez słowa i ujął dłoń Caroline. 
       - Ty też ostatnio nie próżnujesz - odparł, wskazując na Silvię, która prowadziła z jednym z braci Caroline zażartą dyskusję na temat technik rysunku. 
       - Też mi się pojawiła jedna taka... - Zayn przerwał nagle, jakby nie mógł nawet w żartach wypowiedzieć się źle o swojej dziewczynie. 
       - No powiedz to! - drażnił się Liam - Powiedz: "Szuuuja" - Zayn pokręcił głową i wyprostował się na krześle. 
       - Cudowna osoba - powiedział zamiast tego, a Liam przekręcił oczami i uderzył go pięścią w ramię. 
        - Kiedyś oduczysz się tej kulturki - rzucił, a Zayn zaśmiał się głośno.

       Nasza grupa dotrzymała towarzystwa narzeczeństwu do końca spotkania i opuściliśmy restaurację dopiero po pierwszej w nocy. Niall oznajmił, że musi opieprzyć obsługę za kilka opóźnionych posiłków i docinki w kierunku klientów, które nie grzeszyły dyskrecją. Louis i Ed stwierdzili, że może to być zabawne, więc podążyli za nim, a Harry i Zayn poszli skorzystać przed wyjazdem z toalety, ale ich długa nieobecność pozwoliła mi podejrzewać, że utknęli na jakiejś interesującej rozmowie. 
       Stałyśmy więc wszystkie z Liamem, marznąc na śniegu aż reszta miała łaskawie do nas dołączyć, byśmy mogli wrócić do willi. Caroline i Liam odwołali swojego kierowcę i postanowili zabrać się z nami limuzyną. 
       - Co tam, pani Payne? - zapytał mężczyzna, obejmując w pasie narzeczoną, gdy zmęczyło go już stanie w milczeniu. Caroline zachichotała cicho i pokręciła głową. 
       - Jeszcze Storszewski - przypomniała mu, a ten wzruszył ramionami i cmoknął niezadowolony. 
       Uśmiechnęłam się na ten widok, ale moją uwagę zwrócił po chwili czerwony samochód, zbliżający się w naszym kierunku. Gdy, był już wystarczająco blisko zwolnił, pozwalając mi dojrzeć kto był w środku. Zmarszczyłam brwi w zdziwieniu, gdy szyba od strony pasażera została opuszczona, a w zasięgu mojego wzroku znalazły się blond włosy. W światłach latarni błysnął niespodziewanie metal pistoletu, do którego lufy doczepiono czarny tłumik. Nie zdążyłam dobrze ocenić co się stało, gdy, po cichym wystrzale, Hemmings schował się na powrót w samochodzie, w momencie, w którym Liam upadł na ziemię, krztusząc się krwią, wypełniającą jego, przebite kulą, gardło. 
       Wszystko nagle zwolniło, pozbawiając zaistniałej sytuacji sensu. Caroline krzycząca imię swojego narzeczonego i jego ciało, szarpiące się w konwulsjach na zimnym śniegu, który spijał łapczywie szkarłatną krew, przybierając jej barwę i tworząc upiorną aureolę wokół głowy Payne’a. Czułam szybkie bicie swojego serca, ale, choć ono szalało w mojej klatce piersiowej, reszta ciała zdawała się odmówić jakimkolwiek ruchom. Patrzyłam w przerażeniu, jak Caroline stara się zacisnąć bezskutecznie ranę, a jej ręce już po chwili były po łokcie skąpane we krwi. Liam krztusił się i charczał przeraźliwie, uderzając pięścią raz po raz w szkarłatny śnieg. 
       - Liam! Liam! Pomóżcie mi! Pomóżcie, on się dusi! - krzyczała Caroline, usilnie próbując uratować swojego narzeczonego. Phoebe już trzymała w dłoni telefon, dzwoniąc po pomoc, a Kornelia krzyknęła na całe gardło, wołając imię Louis’ego. To na nic… pomyślałam, widząc bladą twarz Liama. Białka jego oczu przybrały niemal taką samą barwę, jak jego krew, usta stały się sine, a ich ruchy zwalniały z każdą kolejną sekundą. 
       Nie wiedziałam ile minęło czasu. Może były to sekundy. Może godziny. Wiedziałam jedynie, że po tym czasie Liam przestał poruszać się spazmatycznie, a jego oczy zastygły w wyrazie bólu, który jeszcze chwilę temu odczuwał. Zaryłam kolanami w zimny, teraz już czarny śnieg. 
       - Liam? Liam! - Caroline potrząsnęła bezwładnym ciałem, próbując wydobyć z niego życie, które umknęło już bezpowrotnie. - Nie, nie, nie… nie, Liam! Nie zrobisz mi tego, nie teraz! LIAM! - krzyczała, zalewając się łzami, próbując wciąż zatamować krew, która dalej wylewała się powoli z poharatanej szyi powoli, powiększając ogromną już plamę na śniegu. 
       Poczułam na policzkach łzy w momencie, w którym z Irresistible wybiegli Ed, Harry, Niall, Louis i Zayn. Wszscy stanęli zamurowani nad ciałem Liama, a Zayn padł po chwili na kolana obok mnie i pochylił się nad martwym mężczyzną. Z jego gardła wydarł się donośny krzyk rozpaczy, którego echo poniosło się po osiedlu. Niespodziewanie wyciągnął z kabury, schowanej pod marynarką, pistolet, wstał na proste nogi i rzucił się biegiem za czerwonym samochodem, którego światła miały zaraz zniknąć za zakrętem. Silvia nie czekała nawet chwili i ruszyła za nim, wołając go przez zaciśnięte gardło. Nie zwrócił na to uwagi. Z szaleńczym krzykiem zaczął naciskać spust, a w powietrzu padło sześć, rozrywających uszy huków. Gdy samochód z Hemmingsem zniknął z naszych oczu, Zayn ponownie opadł na ziemię i otoczył głowę ramionami, zanosząc się głośnym szlochem. Silvia dotarła do niego po krótkiej chwili i objęła mocno, przyjmując na siebie jego rozpacz.
       Poczułam na swoim karku ciepłe palce, gdy Harry uklęknął obok mnie, patrząc tępo na ranę Liama, która wciąż parowała, przypominając o swojej świeżości. Caroline przyłożyła czoło do czoła narzeczonego i błagała wciąż, by do niej wrócił, by jej nie opuszczał. Nikt nie mógł zrozumieć bólu, który wypełnił jej serce. Nikt nie powinien widzieć ukochanej osoby zamordowanej brutalnie na jego oczach. 
       - Kto? - zapytał cicho Harry, a jedna łza odnalazła drogę w dół jego policzka. Musiałam wziąć kilka głębszych oddechów, by być w stanie odpowiedzieć.
       - Hemmings - szepnęłam, ledwo wyduszając z siebie to jedno, okropne nazwisko. Gdzieś w oddali usłyszałam szloch Kornelii i przekleństwa Louis’ego. Ed pochylił się nad ciałem, sprawdzając ranę, co utrudniały mu wypełnione łzami oczy. 
       Harry ledwo zauważalnie kiwnął głową, nie będąc w stanie oderwać wzroku od martwego przyjaciela. 
       - Dlaczego? Dlaczego? Mieliśmy się pobrać. Mieliśmy wziąć ślub! Dlaczego ten skurwiel to zrobił?! - krzyk Caroline przybrał wściekłych tonów. Wstała gwałtownie i zwróciła się w kierunku, w którym zniknął Hemmings i jego towarzysz. Chwyciła się za włosy, szarpiąc za nie nieświadomie, niszcząc swojego koka. 
       - Nie żyjesz, skurwielu! Nie żyjesz! - ryknęła do pustej ulicy, a Ed wstał z klęczek i podbiegł do niej pospiesznie. 
       - Caroline, Caroline! Spokojnie! - spróbował ją objąć, ale wyrwała się szybko, odpychając go mocno od siebie.
       - Nie! Nie dotykaj mnie! Nie było cię tutaj! Nie pomogłeś mu! Żaden z was! - spojrzała z wyrzutem na każdego z nas swoimi zaczerwienionymi oczami, a potem jej wzrok padł ponownie na narzeczonego, wywołując kolejną salwę szlochów. 

       - Mieliśmy wziąć ślub - szepnęła, oddychając głęboko, a nogi ugięły się pod nią i tylko dzięki refleksowi Eda nie uderzyła głową w ziemię, gdy straciła przytomność. 






#TTDff 





*Twoje życie było najlepszą częścią mojego życia

47 komentarzy:

  1. O kuRwa! (Zeby nie bylo ze bez akcentu) jestem wstrząśnięta i placze kuRwa nie!

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu.. az sie poplakalam:( biedny Liam jeju najbardziej szkoda Caroline:( ale i tak cudny rozdzial chociaz dziewczyny sie pogodzily, do nastepnego ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze to jakaś pozytywna nutka w rozdziale;)

      xx

      Usuń
  3. Kurwa czy to się dzieje naprawdę?!
    HEMMINGS TY SKOŃCZONY SKURWUSIE
    Caroline moje biedactwo, pomogę ci zapierdolić tego złamanego kutasa!
    Ja nie wiem co jeszcze mam powiedzieć totalnie zbiłam się z tropu
    Ja Was przejrzałam, WY ŻYWICIE SIĘ LUDZKIMI ŁZAMI!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KURDE, TO SIĘ MIAŁO NIE WYDAĆ! xD

      Musimy obmyślić plan zemsty, jak mamy pomóc Caroline:D

      xx

      Usuń
  4. Ja pierdolę. Ryczę przez was głupie. Dlaczego cały czas mi kogoś zabijacie no ;-; I to niesprawiedliwe shit noooo. Co za ehhh, no nie wiem już nawet co napisać nie komentujee ;/ Biedna Caro, pęka serducho </3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz Kochana :*
      Akcja, musi coś się dziać, nie może być za długo spokojnie:D

      Usuń
  5. Japierdole płacze boże jeszcze nigdy tak nie płakałam jezu oni on i ona Liam i Karolina mieli być taka piękna parę dlaczego mi to zrobiliscie dlaczego?! Jeju... kiedy nowy?

    OdpowiedzUsuń
  6. Płacze.. nie moge sie pozbierac.. to nie mozliwe.. bylam taka dumna z Liama, że radzi sobie z nalogiem, cieszylam sie jego i Caroline szczesciem.. a teraz.. o Boże, pogrzeb i te sprawy, bede jeszcze nie raz plakac napewno! Na poczatku myslalam ze bedzie to spokojny rozdzial. Dziewczyny sie pogodzily, przygotowania do slubu.. kompletnie sie tego nie spodziewalam! Uff.. dopieri oddychlam. Podziwiam Was, że potraficie o ttym pisac. Ja bym plakal jak glupia pisząc to! Bardzo wrazliwa ze mnie osobka. No coz.. mam nadzieje, że Caro tak jak reszta grupy poradzi sobie z tą stratą. a ten sukinsyn Hemming popamieta ich, napewno!
    To tyle jesli chodzi o ten rozdzial. Teraz mam dla Was propozycje, oczywiscie to Wasz blog i zrobicie jak uwazacie, ale ja na glowe juz dostaje i co godzine wchodzw i patrze czy jest nowy rozdzial.. wiec proponuje, zebyscie ustalily jeden dzien, i co tydzien w tym samym dniu dodawaly rozdzial. Np. w każdy piątek. lub w każda sobote itd. Wtedy kazdy bedzie wiedzial kiedy sie spodziewac rozdzialu. oczywiście to tylko propozycja! :)
    ROZDZIAŁ ŚWIETNY, UWIELBIAM! OBY TAK DALEJ. Z niecierpliwością czekam na nastepny! Pozdrawiam, buziaczki! xx
    Tysia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie jest to możliwe - nie zawsze w weekendy mamy czas, żeby dodawać rozdziały, nie zawsze też jest wena na ich pisanie.;(
      Ale Kochana nie musisz wchodzić co chwilę i sprawdzać, czy pojawił się rozdział. Jeśli masz twittera, możemy Cię informować, podaj nam tylko username'a;)

      Buziaki,

      M.xx

      Usuń
  7. Jak zobaczyłam co za piosenka będzie to już wiedziałam co się wydarzy :/ No, ale kurde.... Mogłyście dać mu jeszcze troszeczkę pożyć. NO NIE NO PO PROSTU NIE!
    P.S Marlena musisz się bardziej postarać by poruszyć moje skamieniałe serce i doprowadzić mnie do łez xD mimo, że uśmierciłyście mi ukochanego..

    OdpowiedzUsuń
  8. Ze niby on nie żyje? Powiedzcie, że to nie prawda i będzie wszystko ok. Boże tak żal mi ich wszystkich a najbardziej Caroline. Przecież oni mieli się pobrać ... normalnie płacze. A Hemmingsa trzeba zabić , albo coś przecież to co tu zrobił to jest niedopuszczalne :'(((
    a tak btw to świetny i zarazem smutny rrozdział i czekam na next'a xx
    @Demon0Klaudia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Kochanie :***
      Czasem i smutne rozdziały muszą być;) Dramaaaaaa :D

      Usuń
  9. Ale ze jak to nie żyje?? To nie może być prawda, ja się nie zgadzam
    Rycze jak głupia 😭

    OdpowiedzUsuń
  10. Placze jak chora:) tyle moge powiedziec

    Ps ostatnio jestem kaprysna i zmieniam usery:) zmienilam z @inzayn18 na @larryzmalik i na razie nie zamierzam zmieniac haha przepraszam za 3 chyba zamieszanie z tym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co;) Już Cię zapisałam, także następne powiadomienie o rozdziale dostaniesz spokojnie:D

      M.xx

      Usuń
  11. I się popłakałam...
    @oxdamonox

    OdpowiedzUsuń
  12. rycze :((( piękny rozdział ale dlaczego Liam????? :(((( normalnie nkncauihbivhiufahvjkfbn
    O mój boże po prostu brak słów :) to jedno z moich ulubionych ff
    Zapraszam do mnie- http://mylittleangel-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Kochana! <3

      Na pewno wpadniemy :) x

      Usuń
  13. Prezent od polish directioner do one direction
    chcesz się przyłączyć? przeczytaj-
    http://mylittleangel-ff.blogspot.com/2015/03/fan-book-ogoszenie-wazne-znow.html
    udostępniajcie, rozpowszechniajcie kochani :*

    OdpowiedzUsuń
  14. O mamo jak dobrze nareszcie się tutaj pojawić, jezu....w sumie zrobiłam to już dobre kilkanaście godzin temu, ale po 3 rozdziałach które w końcu sobie dokładnie przeczytałam i jestem na bieżąco, ciężko oj ciężko było funkcjonować, nadal nie wiem jak zasnęłam, ale to może przez te płacz i smutek, wszystko totalnie wgniotło mnie w łóżko, ze szczęśliwej stałam się totalnym wrakiem, znów, no ale przez to TTD więc jakby mogło być inaczej.
    No ale tak sobie pozwolę na krótkie zdanie o każdym rozdziale który zalegam, inaczej nie byłabym sobą :D
    no więc tak, odnośnie 54: lekko czerwony czcionek oczywiście sprawił, że pałałam szczęściem bo przecież zawsze chciałam przeczytać o Harry'm odbywającym ostry stosunek na szpitalnym łóżku, swoją drogą, ta pielęgniarka zdecydowanie wygrała życie :D no ale tutaj uśmiech nie znikał mi z twarzy, fakt, że ten seksowny dupek wyszedł z tego wszystkiego cało i jest wśród żywych uszczęśliwił mnie tak bardzo, helena znów taka cudowna, i to ''kocham cie'' ah, ania szczęśliwa, wesele w drodze, każdy, prawie, szczęśliwy, czego chcieć dalej? no właśnie
    ok, idąc do 55: tutaj trochę złego Lou i złej Korneli, ale nie byłabym sobą gdybym nie napisała, ze nie zasłużyła na to...bo dla mnie jej tłumaczenie na temat Caluma jest beznadziejne, ale to ja i to może dlatego, że nie podobało mi się bardzo to wszystko i lubię czasami widzieć ją taką :D ale odetchnęłam z ulgą gdy jednak do zerwania nie doszło, tego bym nie chciała bo mimo wszystko lubię ich dwójkę bardzo, i dobrze, ze sobie to wyjaśnili, oby tylko ona kierowała się tym co tak zawzięcie mu zapewniała. Ok sielanki ciąg dalszy, wesele w toku, każdy zadowolony, czego chcieć więcej?
    Dobrze, że dziewczyny sobie wszystko wyjaśniły, i tutaj przechodzimy do nowego rozdziału...przecież wszystko jest w końcu dobrze, czyż nie tak miało być? czujecie tu jakiś sarkazm czy coś? a może to, jak moje serce nadal płacze? czujecie? czy wy czujecie cokolwiek? bo ja przez was zaczynam chyba czuć już sama nie wiem co....ślub, miał być ślub, wesele, jezu, Liam i Caroline, to szczęście jakie wokół nich się unosiło, całe to przygotowanie, chyba niczego tak nie wyczekiwałam aż rozdziału w którym miało się to stać, o jezu
    pierdolony Hemmings, pierdoleni oni...chryste nikogo nie znienawidziłam tak bardzo, jeszcze bardziej, dosłownie w jednej chwili
    dobra, płakałam tutaj już tyle razy, głównie przez to co robiłyście z Harry'm, ale chyba nigdy nie byłam w takim stanie czytając o..nawet nie mogę tego napisać. Ich przyjaciel, nic nikomu nie szkodzący Liam który miał uszczęśliwić Caroline, on i mieli się pobrać! a teraz nie żyje, został zamordowany przez tych skurwieli...to chyba nigdy do mnie nie dotrze. Teraz liczę na zemstę, zdecydowanie, Harry Lou i cała reszta, mają ich tak sponiewierać, że zaczną błagać o śmierć, jezu niech zrobią z nimi wszystko co najgorsze, niech gniją jak najbardziej tylko mogą. Tak strasznie mi ich wszystkich szkoda, ale zdecydowanie najbardziej Cat, omg dlaczego wy to zrobiłyście. Ja nie wytrzymam jeśli tutaj jeszcze ktoś zginie, nawet nie chcę myśleć...nie, nie, nie, to za wiele ufff...dobra, bo aż teraz czuje łzy, matko Liam :(
    ja nwm...muszę, sama nie wiem co, moja składnia teraz taka marna, i w ogóle...
    uwielbiam was, ale chyba wiecie czemu nienawidze w takich momentach :D
    już czekam niecierpliwie na ciąg dalszy :)
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha:D To teraz wszystkie będziemy marzyć o seksie na szpitalnym łóżku xD Byle tylko nikomu nic się nie stało, po prostu jakieś badania rutynowe, czy coś w tym stylu xD
      Nie płacz nam Kochanie :*** Musisz przetrwać, żeby zobaczyć, co dalej będzie:D
      My Ciebie też uwielbiamy!
      Trzymaj się nam!!!

      Buziaczki,
      M.xx

      Usuń
  15. Cooo!? Jak !? Jak on mógł zastrzelić Liama i to w dzień jego ślubu!? Mam wrażenie, że dopiero teraz zacznie się akcja tego ff...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak już napiszecie materiał na książkę, to dajcie znać. Będę stałym klientem waszego autorstwa! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Kurwa, czemu?
    Przecież miał być ślub! Miały być małe Liamki!!!!
    I co teraz? Na jakiego chuja Hemmings się wgl udzielał? No ja mu kiedyś strzelę kulkę w łeb za to, co zrobił.
    Jestem taka wkurzona jak nigdy
    No bo serio... podjechał sobie, otworzył okno i znikąd strzelił mu w gardło....
    Nosz w pizdu kurwa jebana go mać
    Nie wyobrażam sobie tego, co teraz musi przeżywać Caroline
    i Zayn
    i każdy z nich
    I staram się nie płakać
    Proszę, niech on ożyje, on wcale nie umarł, Ed mu pomoże...
    No proszę ;c
    Przecież Liam już nie ćpał, czemu go zastrzelił ?
    To nie ma sensu!
    Jejkuuu ;c
    Mamy żałobę na TTD.
    Jedyne, co dobre, to to, że się dziewczyny pogodziły.
    Ej,ale to nie jest ten atak co oni zamierzali zrobić nie?
    Ani zemsta za to, co zrobiła Mielna?
    Boję się kolejnych rozdziałów, ale weny życzę <3
    KOCHAM.:*
    Zajebisty rozdział, tylko strasznie szokujący. I nieprzewidywalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz wszyscy hejtujemy Hemmingsa!:D Należy się! :D
      Od początku myślenia nad rozwojem wydarzeń w TTD wiedziałyśmy, że Liam ma zginąć i najpierw miała to być duża akcja, ale potem stwierdziłyśmy, że nie, nikt nie może się spodziewać:D Mamy nadzieję, że to nam wyszło:D

      Też kochamy!

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  18. Ooooo wy to naprawde umiecie sprawić, ze człowiek wpadnie w szok o.O gdzie ja bym sie tego mogła spodziewać o.O wtedy kiedy juz sie wydaje byc okej BUM wszystko trafia szlag >.< od początku planowalyscie smierć, czy stęskniłyście sie za tym okropnym dreszczykiem towarzyszącym takim zdarzeniom? Wiecie co jest dobre w tej sytuacji? ;> zemsta będzie tak okrutna.. Ona będzie taka diabelska, juz to widze.. Do tego ta sytuacja z Irwinem wyjdzie na jaw, bo w koncu musi.. 'Bedzie płacz i zgrzytanie zebow' nie wiem czemu ale troche mnie to pociesza ;> kurde.. Ale strasznie jestem ciekawa co im strzelilo do głowy... Przeciez to mial byc ślub do jasnej cholery, gdzies tam w kąciku mojej głowy naszła mnie mysl ze to przez Milene, która chciała zaatakować Asha.. Naprawde mam nadzieje ze to nie jej wina i tylko tak mi sie ubzduralo, bo to dopiero by sie zaczęło dziać ;_;
    Kurde mac miało byc tak pieknie... Ehh czekam z niecierpliwością na następny i troche wyjaśnień idących z nim w parze ;) kocham!
    /D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liam był uśmiercony w naszych myślach już od samego początku i tylko czekałyśmy, kiedy możemy to wstawić:D W końcu nadeszła ta chwila:D
      Wszystko się już niedługo wyjaśni i zobaczysz, czy Twoje teorie się sprawdzą:D
      Też kochamy!!!

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  19. Liaaaaaś ;( I biedna Caroline, miał być taki piekny ślub a tu zrobilyscie nam psikusa.. Ale życie toczy się dalej, czuje, że teraz to dopiero będą AKCJE! Się zacznieee :D
    Jest smutno, ale pozytywne akcenty też są, Milena i Kornelia się pogodziły <3 I ten fragment kiedy dziewczyny gadają o ich języku polskim i akcencie hahahaha
    Ogólnie to rozdział zaczął się mega pozytywnie, później były akcenty z komedii a na końcu DRAMAT. Mieszanka idealna a co :D
    Oczywiście czekam na ciąg dalszyy
    Ania <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy piszą "miał być ślub", a my z A. przez to od soboty śpiewamy sobie Brodkę, a szczególnie nie przepadamy za tą piosenką xD
      Tak, nam też się wydaje, że akcje się dopiero zaczynają:D

      Następny do końca tygodnia;)

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. "ja pierdolę" wyraża więcej niż 1000 słów:D

      Usuń
  21. No nie, no nie, no nie!! Biedactwo moje Caroline! HEMMINGS TY SKOńCZONY DURNIU! Rozdział pikny! Czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wszyscy wyzywają Luke'a:D
      Do końca tygodnia;) x

      Usuń
  22. Boze nie, poplakalam sie. Powiedz ze Liam bedzie zyl!!! Blagam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie możemy powiedzieć:D
      Ale spokojnie, wkrótce się przekonasz:D

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  23. Dopiero zaczęłam czytać to opowiadanie, a już tak się wciągnęłam! No mam nadzieję, że Liam nie umrze, no bo nie może tak zostawić swojej ukochanej :( To by było zbyt STRASZNE!!! :(
    A tymczasem zapraszam do siebie, gdzie dopiero zaczynam-http://1d-mystery.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, zobaczymy, co nam tu jeszcze się wydarzy:)

      Dziękujemy za zaproszenie, na pewno skorzystamy:)

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń