środa, 4 marca 2015

57. I hope I'm still alive

EDIT: Zapomniałyśmy dodać, że poprzedni rozdział był zakończeniem części drugiej TTD - INTERLUDIUM! 
Tym samym wchodzimy w część trzecią, już niestety ostatnią - POSTLUDIUM. Przygotujcie się na huśtawkę emocjonalną, bardziej szaloną niż w dwóch ostatnich częściach razem wziętych! Jesteśmy ciekawe Waszych wrażeń!
Nie zapomnijcie skomentować i podzielić się tagiem (#TTDff) na tt. 
Kochamy!

A. <3 & M. xx

I hope I'm still alive*     


       Cisza panująca w domu Harry’ego była czymś zupełnie odmiennym od szmeru i chichotów, które towarzyszyły mu jeszcze trzy dni wcześniej. Kornelia stała w pokoju gościnnym, ubierając perłowe korale i wygładzając czarną prostą sukienkę, sprawdzając czy wszystko było na swoim miejscu. W odbiciu lustra, w którym się przyglądała, zobaczyła siedzącego na łóżku Louis’ego, który wpatrywał się gdzieś w przestrzeń z zamyślonym wyrazem twarzy. On również przywdział czerń. Koszula, którą miał na sobie zgnieciona była na brzuchu, przez jego zgarbioną postawę, gdy opierał łokcie na kolanach, przykładając do ust złożone palce. 
      Po uporaniu się z uciążliwym zapięciem korali, Kornelia odwróciła się powoli w stronę Louis’ego i uśmiechnęła do niego blado. Odpowiedział tym samym, patrząc na nią z dołu, a następnie powrócił do swoich myśli. Dziewczyna podeszła do niego bez słowa i uklęknęła, kładąc dłonie na jego udach. Chwycił jedną z nich i przycisnął do ust, zamykając oczy. 
      - Gotowy? - zapytała cicho, muskając delikatnie policzek mężczyzny. Spojrzał na nią z nieopisanym bólem w oczach i pokręcił głową. Jego usta ułożyły się w słowo „nie”, lecz głos uwiązł w gardle. Czy kiedykolwiek byłby na to gotowy? Kornelia, wyprostowała się z klęczek i usiadła na jego kolanach, a ten od razu przycisnął swoją głowę do jej piersi, niczym przestraszone dziecko, tulące się do matki. Dziewczyna zaczęła głaskać jego miękkie włosy, szepcząc bez ustanku słowa pocieszenia, choć wiedziała, że żadne z nich nie mogło tak naprawdę dać ukojenia w bólu obecnym w sercu Louis’ego. 
      Po drugiej stronie domu, w sypialni, Harry toczył małą bitwę z czarnym krawatem, którego nie był w stanie zawiązać przez mocno drżące dłonie. 
      - Cholera, cholera! - warczał, szarpiąc się bezskutecznie z materiałem. Milena, która wcześniej zniknęła za drzwiami toalety, wbiegła do pokoju i stanęła przed Harrym. 
      - Hej, hej, spokojnie. Ja to zrobię - powiedziała cicho i odciągnęła delikatnie duże dłonie. Mężczyzna westchnął ciężko i pozwolił jej zawiązać swój krawat. Gdy już się z tym uporała, podniosła wzrok i zamarła ze ściśniętym gardłem. Zielone oczy wpatrywały się gdzieś w przestrzeń, zaszklone przez zbierające się w nich łzy. Jedna zdołała opaść na policzek Harry’ego, a Milena stanęła na palcach, by ją pochwycić. Harry wciągnął głośno powietrze, starając się powstrzymać płacz, lecz kolejne dwie krople utorowały sobie drogę w dół jego twarzy. 
      - Harry... - szepnęła, patrząc na niego z bolącym sercem. 
      - W porządku. Jest w porządku - ścisnął kąciki oczu palcem wskazującym i kciukiem, i wziął głęboki oddech. - Przepraszam - dodał, patrząc na nią z wymuszonym uśmiechem. Milena pokręciła szybko głową i wtuliła się w niego mocno. Odpowiedział od razu, przyciskając ją do siebie z desperacją. Stali tak przez chwilę w ciszy, a potem odsunęli się od siebie, rozproszeni cichym pukaniem. 
      - Już czas - powiedział Ed, wychylający się przez próg. Harry i Milena równo kiwnęli głowami i, chwyciwszy się za ręce, ruszyli za Edem do wyjścia z willi.
      W holu czekali już na nich Niall i Phoebe, stojący ramię w ramię ze smutkiem bijącym z ich oczu. Nikt nie wiedział co powiedzieć, jakich słów użyć, bo każde wydawało się nieodpowiednie. Nic nie mogło poprawić sytuacji, w której znajdowali się od trzech dni. 
      Kornelia pociągnęła Louis’ego za rękę, gdy usłyszała na schodach kroki. Poczuła lekki opór, jakby Louis nie chciał wyjść naprzeciw temu, co ich czekało. Nie chciał pożegnać się z przyjacielem. Nie był na to gotowy. Ze łzami w oczach dziewczyna wyszeptała prośbę, a Louis zacisnął wargi i wstał, patrząc tępo w podłogę. Dał się jej poprowadzić, nie widząc przed sobą nic prócz martwych oczu chłopaka, który dzisiaj miał być już po ślubie. 
      Nigdy już nie będzie. Nigdy nie zobaczy swojej ukochanej w ślicznej białej sukni, kroczącej w jego stronę z szerokim uśmiechem, patrzącą z nadzieją na ich przyszłość. Ale nigdy też nie ujrzy jej smutnych, podkrążonych oczu, nie usłyszy jej rozpaczliwego wołania i płaczu, co mogło być dla Louis’ego lekkim pocieszeniem. Bo chciał znaleźć pocieszenie w każdym najmniejszym szczególe. To, co się stało było tak niespodziewane, tak nagłe, tak nieodpowiednie. 
      “Jest w lepszym miejscu” Gówno prawda, pomyślał, gdy schodził wolno po schodach, czując na skórze ciepły dotyk delikatnej dłoni swojej dziewczyny. Spojrzał na różowe włosy, ułożone starannie w prosty warkocz i pomyślał nagle o sytuacji, w której to ona leżała z dziurą w szyi, topiąca się we własnej krwi. Wzdrygnął się, czując nagłą rozpacz. Caroline była silna. Silniejsza od niego. Louis utraciłby wszystkie zmysły, gdyby spotkało go to, co ją. 
      Milena spojrzała na pobladłą twarz swojego ukochanego i ścisnęła mocniej jego dłoń. “Dasz radę”, chciała mu powiedzieć, a on zdawał się odpowiadać “nie dzisiaj”. Nie dzisiaj, gdy przeze mnie nie żyje jeden z moich przyjaciół, podpowiadały mu myśli. Zastanawiał się czy, gdyby nie przyjął z powrotem Liama do pracy, doszłoby w ogóle do jego śmierci. Jakie motywy mógł mieć Clifford, by zgotować wszystkim z jego grupy taki los? Nie wierzył w osobiste porachunki Payne’a z Hemmingsem. Luke musiał być narzędziem, a Harry zamierzał dowiedzieć się dlaczego. 
      Siódemka osób ruszyła w zupełnym milczeniu do dużego srebrnego Audi Eda. Caroline i Zayn z Silvią postanowili opuścić willę zaraz po śmierci przyjaciela. Ozdoby ślubne źle na nich wpływały, odświeżając niechciane wspomnienia i utracone nadzieje.
      Cisza towarzyszyła wszystkim nawet w drodze na cmentarz. Jedynym źródłem dźwięku, dotykającym uszy przyjaciół był pomruk silnika samochodu. Nikt nie patrzył sobie w oczy, nikt nie śmiał się odezwać. Gdzieniegdzie opadła łza, ktoś wytarł nos w chusteczkę, ale nikt nie łkał. Jakby wciąż nie mogli uwierzyć, że to działo się naprawdę.
W milczeniu opuścili pojazd, gdy ten zatrzymał się na cmentarzu. 
      Dziesiątki ludzi odzianych w czerń podążała powoli za konwojem pogrzebowym, a śnieg kontrastował z nimi, ubierając świat w scenerię jak ze starego filmu. Niektórzy płakali  rzewnie inni w ciszy oddawali się smutkowi. Kornelia i Milena trzymały się za ręce, krocząc przed siebie w akompaniamencie chrupotu świeżego śniegu i stukania obcasów. Policzki tej pierwszej były mokre od łez, oczy podpuchnięte. Druga jednak nie płakała. Zaciskała wargi, czując rosnące poczucie winy i chęć cofnięcia czasu. To ona przekonała Harry’ego, by Liam powrócił do grupy. 
      Trumna zawisła na noszach ponad wykopanym, prostokątnym dołem, a pastor zaczął obrządek, wypowiadając stałe regułki, które niemal dla nikogo nie miały znaczenia. Caroline stała w pierwszym rzędzie, nie patrząc na czarną, błyszczącą trumnę, której wieko zostało zakryte kocem z białych mroźnych płatków. Obracała na palcu swój zaręczynowy pierścionek, nie roniąc ani jednej łzy. Czuła na sobie zaciekawione spojrzenia ludzi. “Mieli wziąć ślub”, “Zamiast wesela bierze udział w pogrzebie”, “Biedna dziewczyna”, “Zostawił ją samą”. Prawie zaśmiała się, gdy pomyślała o tych wszystkich żałosnych istotkach, udających współczucie. Tak naprawdę nikt nie był w stanie nawet wyobrazić sobie rozmiaru dziury, jaką śmierć Liama pozostawiła w jej sercu. Nikt nie zrozumie jej usilnej potrzeby otworzenia trumny i potrząśnięcia leżącym w niej ciałem, bo przecież Liam nie mógł jej zostawić. Caroline miała obudzić się w swoim mieszkaniu z obrączką na palcu i jego przystojną twarzą przed nosem. Miała zabraniać mu zadawać się z “kolegami od nałogu” i pomagać mu przezwyciężyć narkotykowy ciąg. Miała iść z nim na imprezę i kochać się szaleńczo w brudnej toalecie, zbyt niecierpliwa, by dojechać do domu. Miała dojrzeć pierwsze siwe włoski na jego zaroście i jego brązowe oczy, patrzące na nią z twarzy ich syna. 
      Liam nie “zostawił jej samej”. Śmierć Liama pozbawiła ją wszystkiego, co mogło sprawić, by była szczęśliwa. Śmierć Liama odebrała jej bohatera, który uratował jej życie, odebrała miłość, przyjaciół i pracę. Nie zamierzała wracać do tego brudnego biznesu. Nie zamierzała oglądać tych samych twarzy, które kojarzyły się z nim. Które miały szczęście i nie dosięgnęła ich kula. 
      Czuła na sobie spojrzenia wszystkich i miała to w nosie. Ich współczucie nie przywróci jej narzeczonego. 
      Caroline opadła na kolana i zaniosła się płaczem, gdy czterech mężczyzn sięgnęło po liny i zaczęło spuszczać powoli trumnę do ziemi. 
      Wyglądał inaczej. Wiedział, że wzbudzał nie mniejsze zainteresowanie niż ona, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie mógł stłumić wściekłości, która diamentowym kilofem próbowała przebić się przez jego plastikową ścianę opanowania. Przejechał dłonią po długich, mokrych od śniegu włosach. Nie mył ich od trzech dni. Pogoda zrobi to za niego. Patrzył, jak trumna znika z jego oczu w brązowo-białych czeluściach zimnej ziemi. Jak zwierzak. Jak pieprzony żółw, który zdechł, gdy Zayn był jeszcze dzieckiem. Schował go do pudełka po butach i zakopał w ziemi. “Przyjacielu, zostałeś żółwiem”, uśmiechnął się do swoich myśli, a potem wbił paznokieć w swój kciuk, bo wściekłość wykonała ponowne uderzenie. Poczuł w kieszeni płaszcza ciepłą krew i odetchnął cicho. Silvia patrzyła na niego z obawą, jakby spodziewała się, że miał zaraz zacząć krzyczeć albo paść na kolana, jak Caroline. 
      Nikt jej nie podniósł. Wszyscy patrzyli z tym swoim sztucznym smutkiem, myśląc zapewne, jak bardzo została pokrzywdzona przez los. To nie ona została pokrzywdzona, to Liam. Zayn miał ochotę podejść do niej i szarpnąć, by stanęła na równe nogi, powiedzieć, by się opanowała, ale resztki rozsądku podpowiedziały mu, że zrobiłby tylko scenę. “Niech przeżyje swoją żałobę, Zayn!” krzyknęłaby któraś z dziewczyn. “Uspokój się, stary”, powiedziałby Niall. 
      Pieprzyć to. Pieprzyć to wszystko. Oblizał wargi i odwrócił się od tłumu w momencie, w którym trumna uderzyła o grunt. Czerwony mustang jechał powoli pobliską ulicą. Bardzo powoli, jakby jego pasażerowie chcieli dojrzeć, co było przyczyną zbiorowiska. Idiotyzm, przecież to cmentarz. Wtedy Zayn dojrzał, kto siedział za kierownicą. Uśmiechnięta twarz Hemmingsa majaczyła za szybą. Ktoś wychylał się zza jego ramienia. Chyba Irwin. Zayn nie dostrzegł dokładnie drugiej osoby, ale to nic. Miał przekonać się o jej tożsamości za kilka sekund. 
      Sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki i pogłaskał opuszkami palców zimny metal pistoletu. Pokazując gestem Silvii, by została na swoim miejscu, ruszył powolnym krokiem, wymijając dziesiątki, rozmywających się w jego oczach, czarnych postaci, zbliżając się do swojego celu, który zdawał się teraz zatrzymać. Tak, to zdecydowanie Irwin. Blond loki wynurzyły się zza zagłówka fotela.
      Czuł topiący się pod jego butami śnieg, w który zanurzał się lekko i brnął dalej, wyjąwszy już z marynarki śmiercionośną broń. Nikt nie zwracał na niego uwagi, nikt nie chciał odwrócić wzroku od trumny czy Caroline, co dało mu idealną okazję do namierzenia na muszkę czubka nosa Hemmingsa.
      Był tak zaabsorbowany tym, co robił, tak zagłuszony przyspieszonym biciem swojego serca, że nie dosłyszał kroczącego za nim Harry’ego, który jako jeden z niewielu zwrócił uwagę na zniknięcie Malika. Dostrzegłszy pojazd, w który wpatrzony był brunet, Harry ucałował delikatnie czoło Mileny i szepnął jej do ucha, by na niego poczekała. Gdy zobaczył, że broń zalśniła w dłoni przyjaciela przyspieszył kroku i dorwał go w momencie, w którym kurek opadł z kilkukrotnym kliknięciem, przyciśnięty przez kciuk Zayna. 
      - Nie tutaj. - warknął, kładąc dłoń na jego ramieniu i obniżając je powoli. Malik zamrugał szybko, jakby wybudził się z ogarniającego go amoku, a potem wykrzywił twarz w wyrazie pełnym furii. 
      - On zabił Liama. Zasługuje na to samo! - rzucił, odpychając szefa od siebie i ponownie celując bronią w roześmianą twarz Hemmingsa. Z tej odległości dostrzegł na tylnym siedzeniu Hooda, który ze zmartwieniem wpatrywał się w tłum żałobników. Skurwiel, udaje, że mu przykro. 
      - Wywołasz zamieszanie, zniszczysz pogrzeb swojego najlepszego przyjaciela! - ostrzegł go Harry, stając przed nim, przez co broń została wycelowana w jego pierś. Zayn oddychał ciężko, wywołując kłębki pary, która znikała błyskawicznie na mroźnym powietrzu. 
      - Trudno! Jego nie będzie już to obchodzić. JEST MARTWY! - dłoń mężczyzny trzęsła się mocno, a Harry nie był w stanie stwierdzić czy to z nerwów, czy zimna. Bez cienia strachu, ujął ją i, z lekkim wysiłkiem, wyciągnął z niej pistolet. 
      - Zayn, wiem, że cierpisz, każdy z nas cierpi… - zaczął, ale Zayn popchnął go nagle, a w jego oczach zaszkliły się łzy. 
      - Gówno prawda! Wszyscy skazaliście go na straty, mieliście w dupie! Widzieliście w nim tylko ćpuna. Kto się nim zajmował, gdy wskoczył w to gówno? Ty byłeś gotowy wypierdolić go z pracy! - wrzasnął, a kilka głów odwróciło się w ich kierunku. Harry podniósł rękę, uspokajając tłum, który wyrozumiale powrócił do obrządku, uznając zapewne, że to kolejny akt rozpaczy. Nie mijało się to z prawdą. 
      - Przez oskarżenia Michaela. Wiesz przecież, że uznawałem Liama za wartościowego pracownika. Cholera, uznawałem go za przyjaciela! - wyznał, starając się nie podnosić głosu. Zayn ścisnął wargi i pociągnął nosem, a potem pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć w jego słowa. 
      - A mimo to bronisz jego mordercy. Taki z ciebie przyjaciel, Styles! 
      - Jeśli zabijesz Hemmingsa wszystko może się posypać!
      - JUŻ SIĘ POSYPAŁO! LIAM NIE ŻYJE! 
      Czerwony mustang odjeżdżał właśnie, a Zayn zauważył za plecami Harry’ego, jak Ashton Irwin wychyla się przez okno i przesyła mu buziaczka, uśmiechając się ironicznie. Zabiję go. Zabiję ich wszystkich, głos, który podszeptywał mu owe myśli, wrzeszczał teraz jak oszalały w jego głowie. 
      - Musimy się dowiedzieć dlaczego Liam zginął. Nie możemy działać pochopnie - powiedział Harry, który nie mógł widzieć tego, jak Irwin z nich zakpił. Zayn ledwo go usłyszał przez kotłujące się w jego głowie myśli o potrzebie zemsty. 
      - Pierdol się, Styles. Dla ciebie liczy się tylko biznes. Nic więcej. Im więcej masz kasy tym jesteś szczęśliwszy. 
      - Po prostu chronię całą resztę. Musimy zachować zdrowy rozsądek. 
      Zayn zaśmiał się nagle i głośno, jakby słowa Harry’ego ogromnie go rozbawiły, a potem jego pięść wylądowała nagle na policzku szefa. Harry zachwiał się zaskoczony i chwycił za  bolące miejsce, patrząc szeroko otwartymi oczami na przyjaciela. 
      - Powiedz mi, Styles, czy tak bardzo “chroniłbyś wszystkich”, gdyby to właśnie Louis był chowany w ziemi pełnej śmieci i robactwa? - warknął, pocierając knykcie i mrużąc oczy. Jego głos łamał się nienaturalnie, pozbawiając go ostatnich oznak podobieństwa do Zayna sprzed zabójstwa.
      Harry spojrzał na tłum, który był zbyt daleko, by usłyszeć cios i dostrzegł mokre od śniegu brązowe włosy swojego przyjaciela. Rozumiał, co Zayn miał na myśli. Potrafił sobie wyobrazić jego ból. Cholera, wszyscy cierpieliśmy, ale najbardziej on i Caroline. Potrzeba zemsty była silna, nawet u Harry’ego. Czuł, że Zayn miał rację. Gdyby to Louis zginął, Harry nie zawahałby się pociągnąć za spust, widząc przejeżdżającego obok sprawcę. Hemmings miał tupet, pokazując się na pogrzebie swojej ofiary. To była czysta prowokacja. Luke wiedział, że Harry nie pozwoliłby nikomu na strzelaniny. Ale czy zjawiłby się, gdyby na swoją ofiarę wybrał jego najlepszego przyjaciela? Harry szczerze w to wątpił. 
      - Masz rację. Rozumiem cię, Zayn, masz rację! Hemmings za to zapłaci. Clifford za to zapłaci, wierz mi! - obiecał, będąc pewny szczerości swoich słów. Nikt nie zadziera z moimi ludźmi. Nikt nie zabija moich przyjaciół. Nikt.
      - Hemmings zginie z mojej ręki. - oznajmił Zayn, a Harry’emu nie pozostało nic, jak tylko kiwnąć głową. Malik zasługiwał na swoją zemstę. 
      Phoebe chwyciła się kurczowo dłoni Nialla, gdy zobaczyła w oddali, jak Zayn uderza mocno pięścią Harry’ego. Była jedyną osobą, która to dostrzegła i nie chciała wzbudzać zamieszania. Cokolwiek spowodowało owy akt agresji, musiało zostać rozwiązane między tą dwójką. Ostatnie trzy dni wydawały się tak nierealne, tak odmienne od codzienności, że nic już nie wydawało się jej normalne. Zayn stracił całą swoją elegancję i opanowanie, Caroline nie odzywała się do nich słowem, zamknąwszy się w swoim pustym mieszkaniu. Żaden z chłopców nie chciał rozmawiać. Każdy rozpaczał po stracie przyjaciela. 
      Nie mogła uwierzyć w czyn swojego byłego chłopaka. Nie mogła uwierzyć, że to Luke dopuścił się tak strasznej rzeczy. Znała go dobrze, kochała go długi czas. Od początku był tchórzem. Od początku bał się tej pracy, przez którą zupełnie utracił słodką część swojej natury. Tę, w której zakochała się Phoebe. Choć stał się aroganckim dupkiem, choć podniósł na nią rękę nie jeden raz, nigdy nikogo nie zabił, migając się zawsze od tego zadania. Co poruszyło Luke’iem tym razem? Byłaby mniej zdziwiona, gdyby spróbował zadać cios Niallowi. Mógł być zazdrosny, mógł chcieć wyrównać porachunki, ale nie Liam, nie chłopak, z którym Luke nie miał niemal nic wspólnego. 
      Tchórz, który dopuścił się najgorszego morderstwa, jakie dotąd dotknęło obie grupy. Harry i Michael stracili już wielu ludzi, ale zwykle były to mało znaczące pionki, nigdy część rządząca, nigdy przyjaciele. Niepisany kod zabraniał im zabijać się nawzajem, jakby próbowali sobie udowodnić, że potrafią wygrać bitwę o władzę bez pozbywania się ważnych członków. A teraz osoba, która nigdy wcześniej nie zabiła, pozbawiła życia osoby, która nigdy nie miała zostać zabita. 
      Phoebe spojrzała na klęczącą w śniegu Caroline i przytuliła się mocniej do Nialla. 
      - Kocham cię - szepnęła, pierwszy raz odkąd do siebie wrócili. Normalnie Niall zacząłby skakać ze szczęścia i przedrzeźniać się z nią, że wiedział, że znów to usłyszy. Tymczasem on otoczył ją ramieniem w pasie i kiwnął lekko głową ze łzami wciąż wypełniającymi jego oczy. 
      - Ja ciebie też - odparł, przyciskając swoje wilgotne usta do jej czoła. 
      - Nie umieraj… - poprosiła w momencie, w którym Caroline przestała płakać i zaczęła wpatrywać się ślepo w, niewidoczną pod piachem, trumnę. 
      - Ty też - ostatnie słowo Nialla urwało się w połowie, jakby zabrakło mu powietrza, lub siły do mówienia. Oboje patrzyli na wykopany dół, płacząc cicho. 

      Weszła do pustego mieszkania, w którym porozrzucane były książki, a szkło leżało niebezpiecznie na podłodze. To z zastawy stołowej od jej brata, którą dostali jako prezent ślubny. Przez ostatnie trzy dni Caroline nie robiła nic innego poza demolowaniem jego mieszkania. W końcu miało mu się już nie przydać. 
      Niczym duch, sunęła przez szkło i kartki, zmierzając do sypialni. Była blada i osłabiona, nie docierała do niej ponad połowa bodźców świata zewnętrznego. Opadła na łóżko, które wciąż pachniało jego perfumami. Wtuliła twarz w jego poduszkę i zaczęła wdychać to, co po nim pozostało. Chciała się rozpłakać, ale nie mogła. Jej gardło ścisnęło się boleśnie, jakby ktoś zabraniał jej uronić więcej łez. Jakaś niewidzialna siła próbowała ją przekonać, że on wciąż żył, że miał zaraz zjawić się w mieszkaniu, wyzywając ją za rozbicie pięknego prezentu. 
      Nie mogła wyobrazić sobie kolejnych dni, nie wiedziała jak funkcjonować. To, co jej pozostało miało związek z nim. Z tym, który teraz tkwił pod ziemią, martwy, nieświadomy. Wzięła głęboki oddech i krzyknęła, rozdzierając sobie płuca. Krzyczała do momentu aż w gardle zabrakło jej głosu, aż nie mogła go więcej użyć, a nawet wtedy próbowała wydusić z siebie rozpacz, choć w sypialni rozbrzmiewało tylko ciche syczenie. 
      Chciała go tutaj, obok siebie. Chciała, żeby zjawił się obok niej, pogłaskał po jej lokach i zapewnił, że nigdzie się nie wybiera, jak w ciągu kilku ostatnich tygodni, gdy odstawił narkotyki. Potrzebowała jego osoby, dotyku, ale zamiast tego otrzymała zimny powiew wiatru z otwartego okna i szorstkie muskanie pościeli, która tak uparcie wydzielała jego zapach.
      Po kilku głębszych oddechach, podniosła się i wstała z łózka, zmierzając do szafy. Chwyciła jedną z jego koszul, jej ulubioną i zdjęła ją z wieszaka. Następnie pochyliła się i sięgnęła do ukrytego dna, które odkryła kiedyś i zachowała w tajemnicy przed nim. Otworzyła niewidoczne wieko, a jej oczom ukazało się kilka ampułek, strzykawek i świeżych igieł. Zestaw, który tam schowała, gdy próbował zrezygnować z walki o trzeźwość. 
      Chwyciła w dłoń tyle ile w niej zmieściła i powróciła na łóżko. Znała zasady, znała ten proces, bo przecież sama kiedyś wygrała z nałogiem. Igła do strzykawki, a potem do ampułki. Wciągnąć do wnętrza substancję, pozbyć się pozostałego powietrza. Gdy gotowe narzędzie spoczęło na łóżku obok niej, zawinęła sobie mocno rękaw koszuli wokół ramienia, ponad łokciem i zaczęła zginać i wyprostowywać szybko palce, trzymając w zębach materiał. 
      Skoro nie chcesz do mnie wrócić w prawdziwym świecie, może zrobisz to w tym urojonym, pomyślała i wbiła sobie strzykawkę w wyeksponowaną żyłę.

            Dzień później

      Huk otwieranych drzwi baru zwrócił uwagę wszystkich jego klientów. Speluna wypełniona była dymem tytoniowym i zapachem alkoholu. Harry i Louis w jednej chwili odnaleźli to, czego szukali. Spoglądając na siebie porozumiewawczo, ruszyli pewnym krokiem w stronę mężczyzny siedzącego z papierosem przy barze. 
      Harry chwycił w pięść rozjaśnione włosy i pociągnął
      - Ładny kolorek - zakpił, uwydatniając szyję Michaela i przykładając do niej ostry, militarny nóż. Louis w tym czasie wycelował bronią w jego skroń. Ludzie rozpierzchli się dokoła, krzycząc w przestrachu. Kilka telefonów komórkowych zostało przyłożonych do uszu. 
      Louis rozejrzał się po barze bez wyrazu.
      - Mamy pewne sprawy do wyjaśnienia, nie bójcie się, nie skrzywdzimy żadnego z was - spojrzał na mężczyznę, który szeptał coś właśnie do słuchawki. - Policja tu nic nie wskóra, więc odradzałbym takie rozmowy. Jeśli chcecie wyjść, wyjdźcie. Nikogo nie trzymamy - wyjaśnił, a tłum zaczął przepychać się do drzwi wejściowych. Ludzie deptali sobie po nogach i obijali się o siebie, byleby wydostać się z miejsca, do którego weszło dwóch uzbrojonych szaleńców. 
      Michael zaśmiał się cicho, patrząc do tyłu na Harry’ego, którego ostrze przecięło lekko skórę jego szyi. 
      - Witam, chłopcy. Domyślam się, że chodzi o tego ćpuna? - rzucił zawadiacko. Harry szarpnął go mocno za włosy, wywołując jego syk, a po nożu pociekła stróżka krwi. 
      - Zamknij mordę. Będziesz gadał, kiedy ci na to pozwolimy. - warknął, na co Michael uniósł brwi, ale już więcej się nie odezwał. 
      Louis przycisnął ponownie lufę do jego skroni i odbezpieczył broń, przybierając wygodną pozycję. I on, i Harry byli wypełnieni furią, rządzą zemsty i wywiad, który mieli właśnie przeprowadzić z Cliffordem był tylko formalnością, na którą żaden z nich nie miał ochoty. 
      - Przejdźmy do konkretów - warknął, przystępując z nogi na nogę. - Dlaczego Hemmings zabił Liama? - szturchnął głowę Michaela pistoletem, a ten oblizał powoli wargi. 
      - Dług. - odparł, wywołując kolejną falę wściekłości w obu mężczyznach. 
      - PIERDOLISZ! Nie wkręcisz nam znowu tego gówna! - ryknął Harry, który miał wrażenie, że wyrwał sporą ilość białych włosów. Michael syknął z bólu i spojrzał na niego z wyrzutem. 
      - Nie “znowu”! - warknął, tracąc swój beztroski ton - Jeśli dobrze pamiętam nasza umowa z Irlandii nie wypaliła, a mnie wciąż brakuje półtora miliona, którego pozbawił mnie wasz narkoman! 
      Harry i Louis spojrzeli krótko po sobie, przekazując niemy komunikat, po czym Tomlinson sięgnął po pustą butelkę piwa, stojącą obok niego i, trzymając za główkę, roztrzaskał ją o kant baru. Bez ostrzeżenia wbił ostre odłamki w leżącą na blacie dłoń Michaela, wywołując jego głuchy krzyk. Clifford obnażył zęby, dysząc ciężko i spojrzał na niego z nienawiścią. 
      - Zapłacisz za to! - wrzasnął, a gdy chciał odruchowo przycisnąć dłoń do brzucha, wyciął sobie w niej głębszą dziurę, ozdabiając zieloną butelkę ciemnymi plamami. 
      - Nie, przystojniaku, to ty zapłacisz. Doskonale wiedziałeś, że te pieniądze to sprawka Petersa. Chciałeś znaleźć sobie kozła ofiarnego, bo ciężko ci było przyznać się do zaufania takiej szumowinie, jak on. Dlatego nie miałeś nam za złe, że zginął! - głos Harry’ego drżał z emocji, a nóż, który ściskał, wbijał się głębiej i głębiej w szyję Michaela, wywołując jego stłumione warknięcia. 
      - Wmawiajcie to sobie dalej. Próbujecie uniewinnić kogoś, kto dawno już był stracony. Jeśli coś zrobiłem to wyświadczyłem wam przysługę! Ten dzieciak mógł wam przynieść tylko kłopoty! - syknął, a jego, wolna od szkła, ręka zaczęła trząść się przeraźliwie, jakby ciało zaczęło właśnie odpowiadać na ból, który odczuwało. 
      - Mam tego dość! Louis? - Harry spojrzał porozumiewawczo na przyjaciela, a ten nacisnął kurek i położył palec na spuście, w zamiarze oddania strzału. W tym samym momencie na zewnątrz zabrzmiały syreny, a przez okna dostały się krążące światła wozów policyjnych. Louis przeklął siarczyście, a Harry odciągnął od Michaela nóż i pchnął jego głowę na bar, w którą uderzyła z impetem. 
      Do baru weszło czterech uzbrojonych policjantów, mierzących z broni do sprawców zamieszania. Gdy wysoki blondyn o atletycznej budowie zdał sobie sprawę z kim miał do czynienia jęknął przeciągle i odwołał swoich kolegów. Schował broń do kabury, a potem spojrzał z wyrzutem na Harry’ego. 
      - Naprawdę?! W samym centrum Londynu? - zawołał, załamując ręce. Louis zmrużył oczy i wskazał policjantowi pistoletem wyjście. 
      - Odejdź stąd, Spike, to nie twoje zmartwienie. - powiedział, ale funkcjonariusz pokręcił głową. 
      - Wiecie, że jeśli kogoś zamordujecie na moich oczach, będę musiał was aresztować. Nikomu to nie będzie na rękę. - ostrzegł, a Michael uśmiechnął się lekko z głową wciąż przyciśniętą do, pełnego odłamków, blatu. 
      - A co z gnojkami zabijającymi naszych ludzi na wspólnym gruncie? - warknął Harry. Spike spojrzał na niego ze współczuciem, ale wzruszył ramionami. 
      - Słyszałem o Liamie. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić - powiedział cicho. 
      - Ale my jesteśmy - odparł Louis, ponownie mierząc do Michaela z pistoletu. 
      - To się nie uda. Wszyscy wpadniecie, a z wami połowa londyńskiej policji. 
      Długa cisza przerwała tę niewygodną konwersację. Mężczyźni mierzyli się spojrzeniami aż w końcu Harry pociągnął Michaela z powrotem na oparcie krzesła, po czym niespodziewanie wbił nóż w jego udo aż po rączkę. Poczuł jak ostrze zatrzymuje się na drewnie krzesła po drugiej stronie kończyny wroga. Michael krzyknął z bólu i pochylił się nad nogą, oddychając ciężko i jęcząc co jakiś czas. 
      - Rozpoczęliście wojnę. - warknął mu do ucha Harry i, skinąwszy na Louis’ego ruszył do wyjścia. Mijając policjanta w progu Tomlinson powiedział do niego:
      - Jeśli się wykrwawi i umrze to tylko dlatego, że nie zdążył na czas do szpitala, prawda?
      - Bo miał straszny wypadek w warsztacie. - dodał Harry, a Spike pokręcił z niedowierzaniem i głową. 
      - Jesteście chorzy. - powiedział cicho
      - Postaraj się nie zabić żadnego z nas, to nic podobnego cię nie spotka - odparł Styles. 



#TTDff


*Mam nadzieję, że wciąż żyję

39 komentarzy:

  1. Booooooooskie!<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże.. to ff to życie, przysięgam.. wypłakałam się, a teraz się śmieję z tego:
    "- Jeśli się wykrwawi i umrze to tylko dlatego, że nie zdążył na czas do szpitala, prawda?
    - Bo miał straszny wypadek w warsztacie. - dodał Harry, a Spike pokręcił z niedowierzaniem i głową. "
    najpierw płaczę jak chora, a teraz się śmieję jak debilka:) kocham Was i dziękuję, że to piszecie. I mam nadzieję, że się zemszczą na tych gówniarzach, Boże, jak oni mnie wnerwiają:)))))
    @larryzmalik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziękujemy za to, że jesteś z nami, Kochana! <3

      Usuń
  3. wylalam ocean lez po prostu:( tak bardzo mi szkoda Caroline.. drama totalna:( nie wiem co pisac :( do nastepnego buziaki ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz! :((( Nam też jest smutno, ale to było potrzebne :(

      Usuń
  4. Caroline! ; ( czuje jakbym z nią to przeżywała!
    dangerous-road-malik.blogspot.com - mój nowy blog :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ehh... Ale mi smutno ja pierdziele :/ To jak Zayn przeżywał śmierć najlepszego przyjaciela, Caroline mimo,że silna okazała się słaba sięgając po narkotyki...
    No nie... masakra. Jest mi smutno :( ale łzy nie poleciały :D no i oczywiście zacznie się akszyn xD nie mogę się doczekać kolejnych mrożących krew w żyłach rozdziałów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie akszyn, będzie! :D Kurde! Jeszcze kiedyś cię dorwiemy i się popłaczesz! XD

      A. <3

      Usuń
  6. Na prawde ninawidze siebie za te enocje ze przez caly pieprzony rozdzial plakalam i nadal nie moge sie uspokoic.. To mnie rozwalilo. Na prawde nie wiem czy jest takie opowiadanie ktorego nie chcialam czytac w obaiwe ze nie wytrzymam emocjonalnie. Ale wasze takie jest. Placze jak glupia jutro bede miaka zapuchniete oczy. To jest takie paradoksalne gowno bo to nie jest prawdziwe zycie a tak mi go zal jakby ktos na prawde mu to zrobil a on nie zasluguje na to ani tu ani nidzie. Prepraszam za pieprzone bledy ale emocje mnie rozwalily na drobne kawaleczki. Jesli planujecie jeszcze takie rozdzialy bedziecie musialy przyslac mi tone chusteczek leki na uspokojenie i korektor zeby zakryc oznaki placzu. Bo jak powiem ze ryczalam jak bobr przez bite 10 minut z powodu zabicia mojego idola ale w swiecie fikcyjnym gdzie byl inna osoba. Zabiora mnie do domku bez klamek.
    @_cutedimples_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( :( Wybacz! ale niestety, podobnych rozdziałów będzie więcej. Wchodzimy w ostatnią - trzecią część TTD, która obfitować będzie w akcje i dramy.
      Postaramy się zaopatrzyć Cię w chusteczki, meliskę i korektor! :D
      Trzymaj się, kochana, nie płacz już :*

      A. <3

      Usuń
    2. Mma nadzieje ze plabujcie druga czesc? Bo szczerze mowiac moge porownac to opowiadanie do Dreadful Ohany ktore uznaje za niesamowite.

      Usuń
    3. Niestety nie. TTD ma już zaplanowane definitywne zakończenie. :(

      A. <3

      Usuń
  7. Az brakuje słów.... To jest niesamowite :D ale że ta czesc ma byc jeszcze bardziej zaskakujaca? Nie no to chyba wszyscy czytający powinniśmy juz zapisać sie do kardiologa xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha, będzie dużo zwrotów akcji. Planujemy dość kontrowersyjne zdarzenia;)

      M.xx

      Usuń
  8. Ostatnia część?! Co?! Żartujecie?!
    To mało materiału na książkę, dziewczyny, no!
    Oh.. Genialne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, ta część będzie miała dużo rozdziałów;)

      M.xx

      Usuń
  9. Witajcie :) zostalyscie nominowane do Liebster! ;) wiecej u mnie: live-in-your-dream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Oho już tak mało do 100.000 wejść.! :3
    Wchodzimy w tą część, gdzie jest dużo akcji tak? Cóż, takiej akcji to ja nie chcę. No proszę was! Przecież tu można zawału dostać czytając!
    To pomyślcie, co by było gdyby TTD zostało zekranizowane?
    Dobra, ale do rozdziału.
    Caroline się zabiła? Powiedzcie, że ktoś ją odratuje albo coś...
    Jezu jak przeczytałam waszą odpowiedź na któryś z komentarzy i napisałyście w nim, że TTD ma już zaplanowane DEFINITYWNE zakończenie to się zaczęłam bać, że jak już tak zabijacie bohaterów, co będzie z tą czwórką? ;c
    A przeczuwam, że będzie i to dużo.
    Np nie mogę pozbyć się wrażenia, że Mike zrobi coś Lou za to, że ten wbił mu szkło w ręku i Harry'emu za to, że wbił mu nóż w udo.
    A tak wgl to ja nie cierpię takich scen, bo od razu mi się nie dobrze robi ;/
    A coś czuję, że będzie ich więcej, więc chyba muszę ukraść babci cały zapas melisy, może się ućpam jak Liam...
    Wiecie jakie to dziwne? Że to opowiadanie, OPOWIADANIE, O P O W I A D A N I E wpłynęło na mnie tak jakby on naprawdę umarł?
    I to jest takie dobijające i smutne...
    I teraz już na pewno nie ożyje, bo jest w trumnie, zasnął na zawsze i już nigdy się nie obudzi...
    I ten cały smutek, który się wszystkim czytającym udziela
    Jest jeden wniosek: świetnie manipulujecie uczuciami poprzez pisanie!
    A tak wgl to mam nadzieję, że po zakończeniu TTD nie opuścicie nas i może będzie jakieś drugie, inne ff? ;3
    Nie zniosłabym tego, że nie mam czego czytać po szkole, że nie mogłabym się choć na chwilę oderwać od rzeczywistości i przenieść w ten świat, który wy tworzycie.
    To jest naprawdę super uczucie, czytać i zapominać o tym doczesnym świecie.
    Więc bardzo proooooooszę, nie opuszczajcie nas! :*
    Do następnego, KOCHAM.<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyna, to się nastrój lepiej, bo ta część będzie obfitować w różne zdarzenia:D
      Hahahha, babcia wie, że ćpasz? xD
      Jeżeli coś wymyślimy, to na pewno Was o tym powiadomimy:)

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  11. Początek bardzo smutny, a końcówka zajebista!! Xx
    @Demon0klaudia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że się spodobało:D

      M.xx

      Usuń
  12. Nie wiem jak wy to robicie, ale nawet jeśli rozdział zawiera tak wiele smutku i żalu, to dalej ocieka perfekcja. Moze sie wydawać, ze przesadzam, ale to co piszecie czyta sie naprawde przyjemnie. Z Liamem w tym opowiadaniu nie było zbyt wielu okazji do przywiązania sie AŻ tak bardzo, a mimio tego czytając scenę jego śmierci i pogrzebu żołądek az sam sie ściska z żalu. To jest dar i to ogromny, cieszę sie ze postanowilyscie go nam pokazać ;) wracając do treści. Caroline serio umarła :x? Tak bardzo mi żal Malika :( zemsta będzie mocna! No i końcówka! Ahh Zbiła mnie! Bardzo mi sie podobala! BARDZO!
    To tyle, czekam na następny! Buziaki x
    /D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Kochanie za wszystkie komplementy! :***
      Co do Caroline, to się przekonasz:D

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  13. Booże, aż się poryczałam.. Do tego jeszcze ta muzyka.. Jak to czytałam to sama miałam ochote podejść do tego samochodu i zabić całą tą trójke tam haha Końcówka zajebista! Muszą zapłacić za śmierć Liama!
    Ostatnia część? ;( Mam nadzieje jednak, że z ogromną ilością rozdziałów :D
    Po za tym mega niespodzianka dla mnie, że już nowy rozdział :D myślałam, że będzie pod koniec tygodnia a tu proszeee , dzięki!
    Uwielbiam Was !
    Ania <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzykę do pogrzebu Liama miałyśmy już wybraną daaaaaaaaaawno temu:)
      Tak, nie martw się, Kochana, jeszcze trochę pomęczymy Was rozdziałami:D

      Też uwielbiamy! <3

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  14. booooooski rozdzialik! bosz poryczałam się! ej no weźcie nie załamujcie nas bardzej.
    Miśka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! Nie płacz Kochana!!! :*

      M.xx

      Usuń
  15. Jak ja to przeżywam, matko....
    Są wampiry, które żywią się ludzką krwią
    I są wampiry, które żywią się ludzkimi łzami :(
    Kocham Was, moje wampiry xxx

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow. 57 rozdziałów. Nie uwierzycie jak bardzo mnie to wciągnęło.
    Nie mam pojęcia od czego tu zacząć! Tego było zdecydowanie za dużo.
    Nie czytałam tak dobrego opowiadania o 1D od wieków! Serio!
    Naprawdę nie wiem jak zacząć! Może najpierw pisownia. Nie mogę znieść, jak w blogu są błędy interpunkcyjne, stylistyczne, a najbardziej - ortograficzne. Pod tym względem wasze było perfekcyjne <3
    Uwielbiam to, że piszecie tak długie rozdziały. Mimo, że czytam to i czytam i czytam to i tak kupę czasu zajęło mi dotarcie do końca! Cieszę się, że mi ktoś to polecił na tt <3 Gang rządzi!
    Moja przyjaciółka mimo woli też zna już całą historię, bo nie mogę przestać o tym gadać, mimo, że chyba nie jest bardzo szczęśliwa z mojego przynudzania i ciągłego powtarzania "o mój Boże. Calum. O Bożeee" :D
    Powiem tak: mimo, iż jestem od kilku ładnych lat Harry's girl to wątek Kornelii i Louisa spodobał mi się bardziej od wątku Harry'ego i Mileny. Ale w sumie głównie dlatego, że w tym pierwszym występuje wątek Caluma :D Nie wiem, czy to dlatego, że mam wariacką "fazę" na niego teraz, czy po prostu tak wynika z tego co pisałyście, a jego kocham najbardziej z całego fanfiction! I nie mogłam przeboleć, że jak mu się oddała to był tylko sen! CENTRALNIE WTEDY PISZCZAŁAM! A jak się obudziła...myślałam, że się rozpłaczę! Calum jest dobry, musi być! Tzn po tym jak nakablował na Kornelię strasznie się wkurwiłam na niego, ale wierzę, że jest w nim światełko <3 To jakim uczuciem obdarzył Różową jest takie słodkie! Uwielbiam ten wątek i zawsze jak się zaczyna to prawię piszczę (kurwa, pomyślałaby kto, że jestem w pierwszej gimbazy, a nie kończę szkołę średnią)!
    Wciąż mnie zaskakuje to jak płynnie wprowadzacie nowe, ciekawe wątki. Jestem tak bardzo zazdrosna o waszą, niekończącą się, wenę! Jesteście zajebiste! :D
    Co do najnowszego wątku - ja pierdole! Hemmings ty **************! Jak już pisałam na twitterze: raz u was się śmieje, raz piszczę, raz się zapowietrzam...i raz ryczę. Nie mogę uwierzyć, że Liam nie żyje! Jak oni mogli! Wgl już było tyle prowokacji! Dobrze, że wreszcie coś z tego wynikło! Clifford jebany ma za swoje! Biedna Caroline! Jak mogła dać sobie w żyłę?! Boże! Ktoś powinien jej pilnować! Michael na pewno nie umrze, bo to by było bez sensu, ale wreszcie zacznie się prawdziwa wojna! Jezu tylko oszczędźcie Caluma! On musi przejść na stronę "dobra" ;-; Moje kochanie. Jestem 100000% za trójkątem Kornelia-Calum-Tomlinson! xD
    Muszą się pogodzić. Muuusząąąąąą
    Jezu zakochałam się w tym opowiadaniu <3 Nie mogłam się oderwać! Hahahah ostatnio byłyśmy z dziewczynami w kawiarni, a ja siedzę i nołlajfie czytając TTD <3 pełna olewka
    Musiałam to skończyć! I wreszcie jestem na bieżąco! :D
    Kornelia i Milena muszą pogadać. Muszą znowu sobie zaufać i pozwierzać.
    Wgl było jeszcze milion rzeczy, które chciałam Wam powiedzieć w komentarzu podczas czytania, ale teraz już nic nie przychodzi mi do głowy!
    Tęskniłam za pisaniem komentarzy <3 Zazwyczaj właśnie tak się rozpisuję, więc się przyzwyczajcie, mam nadzieję, że nie macie jakiś przeciwwskazań co do tego ;)
    Kocham Was i podziwiam i nie mogę się odczekać kolejnego rozdziału!
    #TEAMKORNELIAICALUM #TTDFF

    @_yourkitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że Ci się spodobało Kochana, to dla nas ogromna motywacja widząc komentarze od nowych czytelników (od tych "starych" też:D) <3 Dziękujemy za wszystkie komplementy:)
      My też nie znosimy błędów w opowiadaniach, więc mocno dbamy o to, żeby u nas się nie pojawiały:D Oczywiście jakieś pewnie się znajdą, bo nie wszystko uda nam się wyłapać podczas sprawdzania, ale mamy nadzieję, że to jakieś pojedyncze :P
      Hahaha, no cóż, w końcu jest Twoją przyjaciółką, jakoś musi to przetrwać xD
      My też uwielbiamy wątek Caluma;) Mamy nadzieję, że spodoba Ci się jego rozwinięcie:D
      Ej, spooooko, my obie mamy po ponad 20 lat, a piszemy ff o 1D i 5SOS, miejmy wyjebane, co pomyślą sobie ludzie :D
      Ahahahhahah, właśnie widziałyśmy Twojego tweeta co do tej kawiarnii i ryczałyśmy ze śmiechu, że nołlajfujesz jak my:D Nadajemy się na siebie xD
      Ale my wcale nie narzekamy na takie długie komentarze, uwielbiamy je!!! :D
      My Ciebie też kochamy i dziękujemy za ten cudowny komentarz! :)

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
    2. haha przyjaciółka na szczęście jak usłyszy "Calum awww" to mi wtóruje :D więc mogło być gorzej!
      Watek z nim...Jezu skoro lubicie go i Wam się podoba to ufam, że mi tez się spodoba xD kurcze jak nie to będę ryczeć
      wgl super się Ci odpisuje raz tu raz na tt xD no nic
      co do wieku to pewnie! Pełna wyjebka! :D jak nie pasuje to won, 1D i sosi rządzą :')
      Jezu nie ma za co <33 to była przyjemność go pisać, chociaż czuję jakbym tam napisała tylko 1/5674376543765 tego co bym chciała! nienawidzę jak nie potrafię czegoś ubrać w słowa :( no nic..
      czekam, aż wstawicie 58 z zapartym tchem :)
      XXX
      @_yourkitty

      Usuń