poniedziałek, 9 marca 2015

58. I'll give you one last chance to hold me

Hej, hej, hej, kochane! Tak tylko piszemy z małym komunikatem:
Wkroczyłyśmy w część trzecią i najbardziej intensywną. Choć w tym rozdziale żaden kolor czcionki nie jest potrzebny to ostrzegamy, że w kolejnych pojawią się treści i sceny mocno kontrowersyjne w wielu tego słowa znaczeniach! 
No! to tak tylko ku przestrodze :D 
Kochamy i dziękujemy za ponad 100 000 wyświetleń! Jesteście niesamowite! Nie przestawajcie promować bloga! Może TTD spodoba się jeszcze wielu osobom, co jest naszym marzeniem :) Komentujcie, dzielcie się wrażeniami pod naszym tagiem (#TTDff), a my mamy nadzieję dać Wam przyjemność (nawet jeśli są to smutne feelsy, wiemy, że i tak je uwielbiacie XD) z czytania tego ff!!!


Kochamy! 

A. <3 & M. xx



I'll give you one last chance to hold me*

Kornelia

        Szarpałam palcami róg strony, na której utknęłam, wpatrując się ślepo w literki przed sobą. Nic nie miało sensu, żadne słowo nie układało się w coś, co mogłoby nadać znaczenia tekstowi, któremu się przyglądałam. Zerknęłam na zegarek wiszący na ścianie i westchnęłam cicho. Długo nie wracali. Milena machała nogą, wystającą zza fotela, na którym siedziała, przygryzając zębami końcówkę ołówka. Haseł na jej krzyżówce zdawało się nie przybywać i już po chwili rzuciła zeszyt na stół i skrzyżowała nogi. Zaczęła wpatrywać się we mnie badawczym wzrokiem, lecz udawałam, że tego nie widzę, wciąż obserwując bezsensowne literki. 
        - Chyba czas zająć się twoimi włosami. Odrosty są już strasznie długie - odezwała się z lekkim uśmiechem, a ja zamknęłam książkę i chwyciłam w dwa palce bladoróżowy kosmyk. Obracałam go, przyglądając się matowym, rozdwojonym końcówkom. Za dużo stresu…
        - Wiesz… - mruknęłam cicho, nie odrywając wzroku od włosów. - Tak myślałam, że… Może czas wrócić do swojego naturalnego koloru - stwierdziłam i, podobnie jak ona, rzuciłam książkę na stół. Milena zamrugała szybko kilka razy i pokręciła głową. 
        - Żartujesz, prawda? - podniosła głos, jakbym powiedziała coś obraźliwego. Przekręciłam oczami i potarłam palcami czoło. 
        - Wydaje mi się… Myślę, że ten kolor nie jest odpowiedni - wzruszyłam ramionami, czując ogarniający mnie ponownie tego tygodnia smutek. 
        Milena wyprostowała się na swoim fotelu i zmarszczyła brwi. 
        - Nieodpowiedni do czego? - zapytała z wyraźnym w jej głosie wyrzutem. 
        - Do sytuacji… - mruknęłam i przygryzłam lekko wargę. Milena prychnęła ostentacyjnie i rzuciła mi rozeźlone spojrzenie. Dlaczego tak się złościła?
        - Nie, nie, nie, nie! Nie pozwolę ci zmienić tego koloru! To jest coś, co może pozwolić mi zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Coś, co wydaje się zatrzymywać normalność, którą straciliśmy! - wrzasnęła. Przekrzywiłam głowę, uśmiechając się lekko. 
        - Moje włosy są różowe. Nie ma w nich nic normalnego - stwierdziłam, ale ona uciszyła mnie machnięciem ręki. 
        - Były różowe, gdy się tu przeprowadziliśmy. Były różowe, gdy cię poznałam! Twoje włosy aktualnie są dla mnie najnormalniejszą rzeczą na świecie! - jej determinacja, by odwieść mnie od decyzji zmiany koloru na głowie, rozjaśniła nieco, ostatnio poszarzały, świat. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością i kiwnęłam głową. 
        - I tak nie chcesz tego zrobić. - mruknęła pod nosem, sięgając po krzyżówkę. 
        - Nie chcę. - potwierdziłam, a ona uniosła z wyższością brwi, jakby ciężko było jej wybaczyć mi mój pomysł. 
        - Więc nie pierdol. Jutro pójdę do miasta po farbę i zajmę się twoimi odrostami 
        - Nie musisz. - powiedziałam, smutniejąc nagle - Kupiłam farbę na… na ślub. Miałam cię poprosić o odświeżenie mojego koloru… - szepnęłam, a Milena spojrzała na mnie przez mgłę wspomnień i skrzywiła się nieco. Kiwnęła prawie niezauważalnie głową i szybko otarła policzki, choć łzy nie zdążyły jeszcze na nie spaść. 

        Nie zauważyłyśmy kiedy zegar wybił północ. Siedziałyśmy wciąż na tych samych miejscach, czekając na wiadomość od Lou i Harry’ego, ale nasze telefony milczały. Piętnaście po dwunastej postanowiłam wreszcie zadziałać i wykręciłam numer swojego chłopaka, ale do mieszkania nagle wpadły dwie postaci i aparat wypadł mi z ręki. 
        Harry i Louis stanęli w salonie. Zauważyłam na rękawie koszuli tego drugiego ciemnoczerwoną plamę. Serce podskoczyło mi do gardła, widząc, że podobna, choć o wiele większa plama widniała na nogawce Harry’ego. Nie powiedzieli nam gdzie szli, żebyśmy się nie martwiły, to jasne. Teraz było jasne, że chodziło o zemstę.
        Milena wstała z fotela, a krzyżówka zsunęła się z jej kolan, opadając bezwładnie na podłogę. 
        - Zabiliście go? - zapytała zimnym tonem. Louis rzucił mi mroczne spojrzenie, po czym potarł pobrudzony rękaw o swoje czarne spodnie. 
        - Nie. Przeszkodziła nam policja - warknął, a Harry zmarszczył brwi i podszedł do mojej przyjaciółki. Pocałował ją w czoło i spojrzał głęboko w oczy. 
        - Jak się czujesz? - zapytał, a ona uśmiechnęła się do niego uspokajająco i kiwnęła głową. 
        - Dobrze - szepnęła. Nie patrzyłam na nich, wbijając wzrok w, stojącego wciąż w progu Louis’ego. Po chwili wpatrywania się w podłogę, szarpnął się lekko i zamknął za sobą drzwi. Zaczął rozpinać guziki koszuli i, nie patrząc na żadnego z nas, wszedł bez słowa do mojej sypialni. Byłam zdezorientowana, a przez moją głowę zaczęło przelatywać tysiące myśli, mogących wyjaśnić jego osobliwe zachowanie. Spojrzałam z obawą na Harry’ego, a ten zacisnął wargi i przycisnął mocniej do siebie Milenę. 
        - Po prostu do niego idź - powiedział cicho, nie siląc się na wyjaśnienia. Bez protestów powędrowałam do swojej sypialni, a gdy otworzyłam ostrożnie drzwi napotkałam widok Louis’ego, pozbywającego się swojej koszuli. Szepnęłam jego imię, a on obrzucił mnie ponurym spojrzeniem. 
        - Schudłaś - rzucił nagle, zbijając mnie z pantałyku. Spojrzałam na swój brzuch, zasłonięty luźną, męską koszulką. 
        - Ach… Tak, odchudzałam się do ślubu… Wiesz, musiałam się zmieścić w najlepszą sukienkę - mruknęłam na odczepne, a on uniósł jedną brew. 
        - Kłamiesz. Byłaś już wystarczająco chuda. - stwierdził, wywołując we mnie poczucie winy. - Ile dziś zjadłaś? - zapytał. Odwróciłam wzrok i przygryzłam policzek. 
        - Nie byłam głodna - powiedziałam wymijająco - Co się stało z… nim? - zmieniłam szybko temat i wskazałam na poplamioną koszulę, leżącą teraz na podłodze. 
        - To dla was za dużo - mruknął pod nosem, jakby nie usłyszał mojego pytania. Nie wytrzymując, podeszłam wreszcie do niego i sięgnęłam dłońmi jego twarzy. 
        - Louis, co się stało - zapytałam cicho, wpatrując się w jego podkrążone oczy. Zwilżył dolną wargę i chwycił mnie jedną ręką w pasie. 
        - Chcieliśmy pozbyć się Clifforda - odparł szczerze, nie odrywając wzroku od moich ust. 
        - I dlaczego nam nie powiedzieliście? - zapytałam, sięgając kosmyków jego włosów i pociągając lekko. Poczułam uścisk na biodrze. 
        - Jesteś koścista - szepnął, zaciskając powieki i pochylając nieco głowę. 
        - Dlaczego nam nie powiedzieliście? - powtórzyłam, ignorując jego komentarz. Wziął głęboki oddech. 
        - Bo byście protestowały. 
        - Nie doceniacie nas - zmrużyłam oczy, pociągając mocniej za jego włosy, a on spojrzał na mnie z nieukrywanym zdziwieniem. - Zabił Liama - warknęłam
        - Wpadałaś w panikę, gdy powiedziałem ci o osobach, które zabiłem… - zaczął niepewnie, tracąc swoją mroczną postawę, której trzymał się od wejścia do mieszkania.
        - Wpadam teraz w panikę? - zapytałam rozeźlona. Jego usta ułożyły się w słowo “nie”, a potem przyciągnął mnie do siebie i schował twarz w zgięciu między moją szyją a ramieniem. 
        - Co się teraz stanie? - szepnęłam. Poczułam wilgoć jego ust na swojej skórze i zadrżałam. Długo nie odpowiadał, muskając wargami każdy nagi skrawek mojej szyi. Westchnęłam cicho, odchylając głowę, by dać mu większy dostęp, a on skorzystał z niego bez zastanowienia. Choć było mi niezwykle przyjemnie, wiedziałam, że musieliśmy dokończyć tę rozmowę, więc przywołałam go, wypowiadając cicho jego imię. 
        - Michael i reszta będą musieli się poddać. - ciepły oddech otulił moją skórę - albo ich zniszczymy - długie palce zacisnęły się mocno na mojej koszulce w momencie, w którym moje serce wykonało kilka nierównych uderzeń. 
        Oddaliłam się nieznacznie od Louis’ego. Był zmęczony. Prawdopodobnie nie spał całą noc, a mimo to wciąż miał siły, by planować zemstę. Nie dziwiłam mu się. Śmierć Liama dotknęła nas wszystkich, a skoro i ja, i Milena zostałyśmy nią mocno poruszone, nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić co mogła czuć reszta. W szczególności Zayn i Caroline. To, co się wydarzyło pokazało nam, że gra właśnie się rozpoczęła i wszystkie chwyty były dozwolone. Michael zignorował zasadę wspólnego gruntu, zabił kogoś z najbliższych przyjaciół Harry’ego i Louis’ego. To nie mogło mu ujść na sucho. 
        - Rozumiem… - szepnęłam i odsunęłam się od niego. Sięgnęłam po, leżącą na ziemi, koszulę i przyjrzałam się ciemnej plamie na rękawie. - Raczej nie da się tego wyratować. Nie masz nic przeciwko, żebym ją wyrzuciła? - zwróciłam się do Louis’ego, siląc się na beztroski ton. Patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami, pocierając nadgarstek, na którym również znalazło się kilka kropel krwi Michaela. 
        - Powinnaś wrócić do domu - powiedział nagle, mierząc mnie od stóp do głów wzrokiem. Stanęłam jak wryta, ściskając w pięściach zimny materiał. Mój oddech przyspieszył, niekontrolowany, w kącikach oczu zebrały się łzy. 
        - Żartujesz, prawda? - syknęłam, cofając się o kilka kroków, aż natrafiłam na ramę łóżka. - Nie wyjadę. Nie zostawię cię. Nawet nie próbuj mnie zmuszać, bo ci się to nie uda. Nie obchodzi mnie co zrobi Michael, ja tutaj zostaję. Jak możesz mówić w ogóle coś takiego? Jak możesz! - paplałam, jak idiotka, desperacko próbując udowodnić mu, że nie było nawet najmniejszej szansy, bym go posłuchała. 
        Pokręcił głową i podszedł szybko do mnie, a jego dłonie spoczęły na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował głęboko, obejmując w talii. 
        - Nie to miałem na myśli - szepnął, gdy odsunął się ode mnie nieco i spojrzał mi w oczy. Zdezorientowana czekałam na kontynuację tego wątku, wciąż miętoląc w rękach koszulę, którą przed chwilą miał na sobie. Trzęsłam się na całym ciele, przestraszona perspektywą opuszczenia Louis’ego. Tak bardzo go kochałam, tak bardzo potrzebowałam. Chwile, w których miałam siedzieć sama w Polsce i zastanawiać się czy czasami nie zginął, byłyby dla mnie najgorszym koszmarem. 
        - Michael nie stanie na nogi przez pewien czas - szepnął i pocałował mnie krótko - Najbliższy tydzień, może dwa, będą względnie bezpieczne. Myślę, że powinnaś spotkać się z rodziną. Milena też… A wyjazd mnie i Harry’emu dobrze by zrobił - wyjaśnił, a ja odetchnęłam z ulgą. Wtuliłam się w niego mocno, czując jak miękną mi nogi. 
        - Chcecie zabrać nas do Polski? - zapytałam cicho, a w mojej głowie pojawił się obraz mamy, która wita mnie w progu naszego domu. Nagle zachciało mi się płakać. Żaden członek mojej rodziny nie wiedział o niebezpieczeństwach, które na mnie czyhały. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że byłam porwana, że chciano mnie zabić. Nie wiedziałam, że perspektywa spotkania z nimi miała tak na mnie zadziałać. Zdawało się, jakbym już w myślach pożegnała się z rodziną na zawsze. Tym czasem Louis zaproponował, bym się z nimi spotkała. Załkałam cicho, wbijając paznokcie w nagą skórę jego pleców. 
        - Wylot pojutrze rano. - szepnął, całując mnie w czubek głowy. Kiwnęłam głową, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Czułam nieopisaną ulgę, uświadamiającą mi stres, panujący nade mną ostatnimi dniami. 
        - Dziękuję - zaszlochałam, a on tylko pogłaskał mnie po plecach. Gdy na niego spojrzałam, zauważyłam, że się nie uśmiechał. Mroczna maska powróciła na swoje miejsce, ale postanowiłam o nią nie pytać. Wylot za granicę to żadna radość, gdy kilka dni temu straciło się przyjaciela. 

        Milena przygryzała kciuk, patrząc na stos swoich rzeczy. Obserwowałam jej walkę z walizką i debatę na temat potrzebnych ubrań aż w końcu opadła na kanapę i westchnęła ciężko. 
        - Nie wiem czy to jest dobry pomysł - mruknęła, a Harry, który bawił się jej pistoletem i Louis, na którego kolanach właśnie siedziałam, spojrzeli na nią skonsternowani. Louis poruszył się pode mną niespokojnie, a ja ścisnęłam lekko jego dłoń. 
        - Wszyscy musimy odetchnąć - powiedziałam cicho, zerkając ukradkiem na pociemniałe oczy Tomlinsona. 
        - Tak, ale… - Milena spojrzała z obawą na Harry’ego, który obserwował ją uważnie. - Zayn i Caroline nie powinni teraz zostać sami. Może… Może mogłybyśmy przekonać chłopaków, żeby ich wziąć? - zwróciła się do mnie po polsku. Harry zmrużył ostrzegawczo oczy, okazując, że nie podobała mu się zmiana języka naszej rozmowy, ale się nie odezwał. Louis zdawał się być myślami gdzieś daleko. Zagryzłam wargę, zastanawiając się nad jej propozycją, a potem kiwnęłam głową. 
        - Wątpię, by chcieli z nami lecieć, ale warto spróbować - mruknęłam. 
        Nie było ciężko przekonać chłopaków do pomysłu Mileny. Obaj się zgodzili, choć Louis wyglądał, jakby nie zdawał sobie sprawy o czym dyskutowaliśmy. Od wczorajszego pojawienia się w naszym mieszkaniu wydawał się być nieobecny. W rozmowach ze mną odpływał często albo krytykował mój spadek wagi i kazał mi jeść. 
        - Porozmawiam z Zaynem - zaproponował niespodziewanie po chwili ciszy, jaka zapadła w naszym salonie. Harry kiwnął głową, a Milena uśmiechnęła się do niego słabo. 
        - A ja pójdę do Caroline. - powiedziała. 
        - Pójdę z tobą - Harry podszedł do niej i pochylił się, by pocałować ją w ramię. 
        - W takim razie ja idę z tobą - spojrzałam na Louis’ego, a ten pokręcił głową. 
        - Zostań tu i się pakuj. Wszyscy oprócz ciebie już to zrobili - odparł, a potem pokazał mi gestem, bym z niego zeszła. Lekko zawiedziona, stanęłam na chłodnej podłodze, patrząc ze zmartwieniem, jak opuszcza w milczeniu mieszkanie. Poczułam na sobie współczujące spojrzenia dwóch par oczu i wzięłam głęboki oddech. 
        - W końcu dojdzie do siebie - szepnęłam, wysilając się na uśmiech
        - Nie jestem całkowicie pewien czy chodzi wyłącznie o Liama - odparł Harry, wywołując moje zaintrygowanie. Unikał mojego wzroku, a w końcu zaproponował Milenie, by się pospieszyli, bo Caroline nie odpowiadała na telefony, więc możliwe było poszukiwanie jej po mieszkaniach znajomych. 
        - Zaraz, co masz na myśli? - zapytałam, a Harry pokręcił tylko głową i zatrzasnął za Mileną drzwi, pozostawiając mnie w salonie samą.

        Pukanie do drzwi przerwało moją gonitwę w pakowaniu. Walizka była zapełniona górą nieposkładanych rzeczy, których zapewne połowa miała nie zmieścić się w środku przy próbie jej zapięcia. Wyprostowałam plecy i spojrzałam w stronę dźwięku, który odwrócił moją uwagę. Miałam pewne podejrzenia co do tego kto mógł przyjść mnie odwiedzić. Poza nieobecną trójką tylko jedna osoba mogła chcieć porozmawiać ze mną po śmierci członka mojej grupy. Powolnymi ruchami sięgnęłam pod poduszkę i chwyciłam pistolet, który otrzymałam od Louis’ego i Harry’ego. 
        Na palcach przecięłam salon i otworzyłam ostrożnie drzwi, nie uchylając ich zbyt mocno. Miałam rację. Calum popchnął drewno i wszedł nieproszony do środka, patrząc na mnie zbolałym wzrokiem. Zatrzasnął za sobą drzwi i oparł się o nie, nie wypowiadając ani jednego słowa. Przywoławszy się do porządku, wyciągnęłam przed siebie broń i wycelowałam ją w czoło mężczyzny. 
        - Daj mi jeden powód dlaczego miałabym nie pociągnąć za spust - warknęłam, czując, że całe moje ciało zaczyna drżeć lekko, a gardło zaciska się wbrew mojej woli. Calum uniósł brwi i odepchnął się od drewna, po czym ominął mnie, jakby moja groźba nie zrobiła na nim wrażenia. 
        - Masz zabezpieczoną broń - powiedział cicho i usiadł na oparciu fotela. Zaskoczona spojrzałam na pistolet, stwierdzając, że miał rację. Przeklęłam się w duchu, ale wciąż mierzyłam do niego, nie tracąc gardy. 
        - Odłóż ją, oboje wiemy, że mnie nie zabijesz - dodał, wywołując mój gniew. 
        - Zdziwiłbyś się - odparłam, poprawiając uchwyt. 
        - Więc dlaczego jej nie odbezpieczysz? - zapytał i oblizał lekko wargi. Moje dłonie zadrżały, jakby odpowiadając na jego pytanie. Calum podszedł do mnie i, nieprzerwanie patrząc mi w oczy, wyciągnął z moich rąk pistolet. Nie protestowałam, patrząc na niego przez łzy. Odłożywszy go na stole, położył ciepłą dłoń na moim policzku i pogłaskał je lekko kciukiem. 
        - Jak się czujesz? - zapytał, zrzucając z siebie maskę obojętności, którą przywdział od wejścia do mieszkania. Zacisnęłam szczękę i bez słowa ruszyłam do swojej sypialni. 
        - Kornelia!
        - Odejdź, zanim wróci Louis. - rzuciłam za siebie i uklęknęłam przed walizką. Zaczęłam wyrzucać z niej rzeczy w celu jak najlepszego ich poukładania. Calum stanął w progu i spojrzał ze zdziwieniem na to, co robiłam. 
        - Wyjeżdżasz? - zapytał, a w jego głosie pojawiła się nuta obawy. 
        - Tak. - odpowiedziałam wymijająco i otarłam pospiesznie, uparcie spływające po mojej twarzy, łzy. Calum zamrugał szybko i pokręcił głową, jakby nie był w stanie przeanalizować tego, co właśnie usłyszał. 
        - Gdzie…
        - Do Polski - ze zdziwieniem zauważyłam, jak się uśmiechnął. Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego zza góry ciuchów. 
        - To dobrze. Będziesz bezpieczna - powiedział cicho i uklęknął obok mnie, wystarczająco blisko, bym poczuła ucisk jego uda na swoim.
        - Milena też jedzie?
        - Oczywiście, że tak. Ona, Louis i Harry - warknęłam, odsuwając się od niego. Słysząc to, Calum ścisnął mój różowy szalik, który chwilę temu zagarnął z czubka stosu. 
        - Nie uciekacie? - spojrzał na mnie, mrużąc swoje ciemne oczy. 
        - Oczywiście, że nie. - parsknęłam i wyrwałam szalik z jego rąk. Nie zdążyłam się odsunąć dostatecznie szybko i poczułam uścisk na swoim nadgarstku. 
        - Więc zrób to ze mną - Calum spojrzał mi z determinacją w oczy, zbijając mnie z pantałyku. 
        - Co? 
        - Ucieknij ze mną - szepnął i puścił mój nadgarstek, by pogłaskać mnie po policzku. To uczucie było mi tak znajome, wywoływało na moich ramionach gęsią skórkę. Przełknęłam ciężko, patrząc na niego w ciszy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jego propozycja była zbyt nagła i niespodziewana. 
        - Robi się niebezpiecznie. Michael się leczy, ale, gdy będzie już na chodzie poleje się krew. Dużo krwi. - wyjaśnił i obrócił mnie ku sobie
        - Zabiliście Liama - szepnęłam - Odebraliście Caroline jej narzeczonego i chcecie się mścić za to, że Michael musiał za to zapłacić? - nie mogłam wydusić z siebie głosu. Czułam, że gdybym próbowała mówić głośniej, jedyne co wyszłoby z mojego gardła to rozpaczliwy szloch. 
        - Nie mieszaj mnie do tego - Calum zacisnął powieki, a jego druga dłoń również powędrowała do mojej twarzy. - Nie miałem z tym nic wspólnego. 
        - Gówno prawda! - krzyknęłam i wstałam, odpychając go od siebie. Zachwiał się na klęczkach, ale w porę złapał równowagę. - Zaufałam ci! Broniłam cię przed Louis’m, próbowałam, a ty… ty… - mój głos jakoś odzyskał swoją moc, gdy wrzeszczałam na Caluma, który wstał, górując teraz nade mną. Wykrzywił twarz, jakby moje słowa sprawiały mu fizyczny ból. 
        - Nie zgrywaj świętej! Wykorzystałaś moje uczucie, żeby mnie od siebie odsunąć! Pocałowałaś mnie, a potem zostawiłaś, jak ostatniego idiotę! - odkrzyknął, gdy wzięłam głęboki oddech przed kolejną salwą wyrzutów. Przekrzywiłam lekko głowę, po czym zaśmiałam się bez wesołości. 
        - Oh, oh, straszne! Straszne, jak chciałam chronić nas obojga, podczas, gdy ty mordujesz członka mojej grupy! 
        - Nie bądź idiotką! Nigdy, bym ci tego nie zrobił! Przysięgam, że nie miałem żadnego głosu w podejmowaniu tej decyzji! Każdy mój argument przeciw był ignorowany! 
        - Mogłeś zrobić cokolwiek! 
        - I dać się zabić?! - ryknął nagle, uderzając mnie falą wściekłości większą, niż kiedykolwiek od niego odebrałam. Stanęłam, jak wryta, patrząc na niego, dyszącego ciężko i myśląc o możliwościach, które mógł mieć przed sobą, gdy Michael podejmował decyzję o zabiciu Liama. Jakbym zareagowała, gdyby Calum zginął, broniąc Payne’a dla mnie? Boże…
        - Kocham cię, ale nie dam się zabić za Payne’a! Wtedy nie miałby cię kto chronić! - wrzasnął, wywołując u mnie kolejną falę łez. Mówił to z taką łatwością, jakby niczego innego nie był bardziej pewny niż tego pieprzonego uczucia do mnie. 
        - Louis mnie chroni - szepnęłam, spuszczając oczy. 
        - A kto ochroni cię przed nim?! - pięść powędrowała na ścianę obok Caluma i wydrążyła w niej kilka pęknięć. Zadrżałam. 
        - Jak myślisz?! Kto stanie się celem Michaela, kiedy zacznie planować zemstę na Stylesie i Tomlinsonie, co?! Wraz z jego głupim morderstwem wszystkie granice zostały przekroczone i ani on, ani ci dwaj nie cofną się przed niczym, byle tylko wygrać! - krzyczał na całe gardło, a przez wysiłek, jaki w to wkładał, na jego szyi i czole uwydatniły się pulsujące żyły. 
        - Mówisz tak tylko, by mnie do siebie przekonać - wyrzuciłam z siebie i usiadłam na łóżku, chowając ręce między udami i wbijając wzrok w podłogę. 
        - Może… A może mam rację i już niedługo będziesz na celowniku Clifforda - Calum ściszył wreszcie głos i uklęknął przede mną, kładąc dłonie na moich kolanach. 
        - Poradzimy sobie - warknęłam, pewna, że jego groźby były tylko strategią, by mnie zdobyć. Zacisnął pięści.
        - Nie bądź głupia! - krzyknął, ale nagle zacisnął powieki, przywołując się do porządku. - Ucieknij ze mną, proszę. - duże dłonie przesunęły się w górę moich ud. - Mam pieniądze. Zaszyjemy się w kraju, w którym nas nie znajdą. Mówiłaś, że kochasz Islandię, prawda? Dlaczego nie tam? Kupimy dom, zaczniemy własny, niewinny biznes… 
        - Calum… 
        - Dlaczego mamy siedzieć tutaj, ryzykować własnym życiem? Dlaczego nie możemy zacząć żyć bez, wiszącego nad nami, wiecznego niebezpieczeństwa?
        Łaskotał mnie przez jeansy, drżenie jego głosu wywoływało uścisk w moim gardle. Co stałoby się, gdybym przyjęła jego propozycję? Nie mogłabym być z Louis’m. Musiałabym pożegnać się z Mileną i rodziną. Odizolować się od wszystkich, których kochałam, dla zapewnienia bezpieczeństwa. Dla życia z Calumem? 
        - Wiem, że mnie kochasz. Może nie jest to uczucie tak silne jak do Tomlinsona, ale czujesz je. Gdyby tego nie było, właśnie leżałbym martwy w twoim salonie. Nie musisz tego mówić. Rozważ tylko moją propozycję, proszę… - odsunęłam go od siebie i wstałam z łóżka, podchodząc do przeciwległej ściany. Oparłam się o nią plecami i spojrzałam na, stojącego już, Caluma, którego twarz zastygła w wyrazie oczekiwania. 
        - Ja… - zawahałam się, co wywołało szok na jego twarzy. Jakby nie spodziewał się, że spełnię jego prośbę i zastanowię się nad tą propozycją. Wykorzystał tę chwilę niepewności i podszedł szybko do mnie. W znajomym już geście, ujął moją twarz w dłonie i oparł swoje czoło o moje. 
        - Zrób to, zrób to dla mnie, dla siebie. Możemy żyć beztroskim życiem, być ze sobą bez obaw o zemstę twojego chłopaka, bez zmartwień o czyjeś uczucia. Bez Michaela grożącego każdemu z nas i Stylesa opanowanego żądzą zemsty. Moglibyśmy… Moglibyśmy spędzić ze sobą całe życie, dożyć starości, mieć dzieci… - zawahał się, jakby bał się, że mógł mnie tym przestraszyć. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam w jego oczy, gdy odchylił się nieco, by móc mi się przyjrzeć. Ujęłam jego dłoń w swoją i przycisnęłam do niej policzek. 
        - Nie chcę mieć dzieci… - szepnęłam, a on wyszczerzył zęby i pokręcił szybko głową. 
        - Ok, żadnych dzieci. Możemy mieć koty. Tysiące, jeśli chcesz. Jakoś zniosę towarzystwo tych diabłów - odparł pospiesznie, uśmiechając się szeroko. Uniosłam lekko kącik ust, a potem spuściłam wzrok, a moje policzki ponownie zalśniły od łez. 
        - Nie mogę… Louis… - zaczęłam.
        - Nie, nie, nie… Zaczęłaś to rozważać, chcesz to zrobić! - stwierdził desperacko, wplątując palce w moje włosy. Pokręciłam głową i spojrzałam na niego przez łzy. 
        - Nie chcę. Kocham go. - oznajmiłam, czując, że po raz kolejny wbiłam mu nóż w plecy. Calum pochylił się nagle nade mną, przyciskając mnie mocniej do ściany. 
        - Nie! - zatrzymałam go, zanim jego usta zdążyły dotknąć moich. Zawisnął kilka centymetrów od nich i pozostał w tej pozycji, przejeżdżając kciukiem po moich wargach. 
        - Powiedz, że tego nie chcesz. - mruknął, a jego nos otarł się lekko o mój.
Chcę
        - Nie chcę tego. - szepnęłam z wysiłkiem
        - Nie chcesz być bezpieczna? 
Chcę
        - Jestem bezpieczna. Ufam mu. 
        - Więc wcale nie chcesz, żebym cię teraz pocałował? - czułam na wargach jego miętowy oddech, czułam drżenie jego ciała, to z jaką siłą powstrzymywał się przed wykonaniem kolejnego ruchu. Jego bliskość nie pozwalała mi myśleć trzeźwo. Byłam pewna swojej decyzji. Choć perspektywa życia bez stresu wydawała się piękna, była też usłana cierpieniem. Nie mogłabym rozstać się z Louis’m. Za bardzo go kochałam, mimo sprzeczek, mimo jego zawodu i mojego dziwnego uczucia do Caluma to Louis był na pierwszym miejscu. To on zajmował największą część mojego serca. Człowiek potrafi kochać kilka osób naraz i jeśli w moim przypadku miałam wybierać, bo moje niesforne serce postanowiło oddać uczucie dwóm, wrogim sobie, mężczyznom, decyzja była jasna. Nie powstrzymywało to jednak przyspieszonego jego bicia, które czułam, gdy Calum trzymał mnie w swoich objęciach, nie powstrzymywało chęci sięgnięcia jego pełnych warg. Wzięłam głęboki oddech i wyszeptałam cicho:
        - Nie 
        - Zawahałaś się - odparł i, nim zdążyłam go powstrzymać, przycisnął swoje usta do moich. Krótko, delikatnie, pocałował mnie tak, jakby chciał przekazać, że jest to tylko dla niego, że tego potrzebował. Nie odepchnęłam go, nie stałam jak kołek. Po prostu oddałam ten lekki pocałunek, starając się myśleć o tym, jak ostatnim razem okropnie go potraktowałam. Byłam mu to winna. 
        Gdy się ode mnie oddalił, otarł kciukiem moje mokre policzki i uśmiechnął się smutno. 
        - Dziękuję - szepnął, doskonale rozczytując moje myśli. 
        - Ucieknij beze mnie. - powiedziałam, a on zmarszczył lekko brwi - Twoje uczucie do mnie tylko wpędzi cię w kłopoty. Wystarczyłoby, żeby Louis wpadł teraz do mieszkania i już padłbyś martwy. Proszę, Calum, jeśli chcesz być bezpieczny, zrób to beze mnie. - błagałam. 
        Calum pokręcił głową i przyciągnął moją dłoń do swoich ust. 
        - Jeśli ty zostajesz, to ja też. - powiedział. Skrzywiłam się z żalu i przytuliłam nagle do niego, ciągnąc nieświadomie za jego włosy. 
        - Wiesz, że nigdy nie będę w stanie odwzajemnić tego, co do mnie czujesz! Nie rób tego dla mnie, błagam! - koszulka na jego piersi była już zupełnie przemoczona przez moje łzy. Calum zaśmiał się cicho, smutno i pogłaskał mnie po plecach. 
        - Gdy będę miał pewność, ze jesteś już bezpieczna, odejdę. - zapewnił i odsunął mnie lekko od siebie. Nie mogłam powstrzymać rozpaczliwego płaczu, który uniemożliwił mi mowę. Wydarzenia ostatnich dni otworzyły nowe, niebezpieczne perspektywy i ta, w której Calum umiera, utkwiła mi nieproszona w głowie, wywołując wyrzuty sumienia za to, że tak okrutnie traktowałam go ostatnimi czasy. Śmierć stała się nagle czymś realnym, czymś co mogło przyjść w każdej chwili. Wreszcie zrozumiałam nagłe decyzje, które tu zapadały, intensywność uczuć, z jaką oni nas obdarzali. 
        Dźwięk otwieranych drzwi salonu sprawił, że Calum odskoczył gwałtownie ode mnie, skradając uprzednio jeszcze drugi, krótki pocałunek. Ku mojemu przerażeniu do sypialni wszedł Louis, który wbił ponury wzrok w Caluma. 
        - Tomlinson - Calum kiwnął głową na powitanie, nie zwracając nawet uwagi na jego zaciśniętą pięść. 
        - Hood - odpowiedział mój chłopak, a ja stanęłam jak wryta. Louis był wściekły, widziałam to na pierwszy rzut oka, a jednak nie zamachnął się, by uderzyć Caluma, nie wrzasnął na niego, nawet nie próbował mnie od niego odsunąć. Po prostu, mimo ociekania wrogością, się z nim przywitał. 
        - Myślałem, że już cię nie będzie - mruknął, a mnie zakręciło się w głowie. Co?! Calum pokiwał wolno głową ze smutnym wyrazem. Spojrzał na mnie przepraszająco i pogłaskał po policzku. Byłam pewna, że równie dobrze mógł sobie przyłożyć naładowaną broń do skroni i przekazać spust Louis’emu. Mój chłopak zacisnął szczękę i zrobił krok w naszą stronę
        - Coś mnie zatrzymało. Właściwie dopiero przyszedłem - oznajmił Hood i zatrzymał nagle Louis’ego, kładąc dłoń na jego piersi, gdy ten był dostatecznie blisko, by sięgnąć pięścią jego szczęki. Z tej odległości zauważyłam przyspieszony, nerwowy oddech swojego chłopaka. 
        - Mam nadzieję, że zdążyłeś powiedzieć co chciałeś. Twój czas się skończył - syknął, odtrącając rękę Caluma i wpatrując się w niego w napięciu. Calum spojrzał na mnie, potem na niego i kiwnął głową. 
        - Tak. Tak. Dzięki za tę szansę. - wycofał się do wyjścia z sypialni, ale nim z niej wyszedł odwrócił się jeszcze w naszą stronę. 
        - Moja propozycja jest ciągle aktualna. Jak tylko zmienisz zdanie… - urwał, gdy Louis uderzył pięścią w ścianę, w podobnym ruchu, jaki on wykonał kilkanaście minut temu. 
        - Spierdalaj - warknął cicho, a Calum zniknął w salonie i już po chwili usłyszeliśmy szczęk zamykanych drzwi wyjściowych. 
        Nawet wtedy napięcie nie opuściło mojego ciała. Kręciło mi się w głowie, a na nogach trzymała mnie tylko adrenalina. Spojrzałam w szoku na Louis’ego, gdy ten opadł wyczerpany na łóżko i zgarbił się, chowając twarz w cieniu. 
        - Co to miało być? - zapytałam, a on wzruszył ramionami i oparł czoło na swoich dłoniach, zagarniając w palce włosy. 
        - Chciał cię odbić, prawda? - szepnął, a ja parsknęłam nagle, nie wiedząc dlaczego budowała się we mnie wściekłość. Coś było nie tak, a pointa całej sytuacji omijała mnie szerokim łukiem. 
        - Ale zostałaś… - odpowiedział sam sobie
        - Nie jesteś zły? - palnęłam. Wyprostował nagle plecy i spojrzał na mnie czarnymi oczami. Wyglądał jakby się naćpał i postarzał o dziesięć lat. Jego oczy były podkrążone, źrenice rozszerzone do tego stopnia, że błękit niemal za nimi zniknął. Miałam wrażenie, że kilka włosów na jego głowie posiwiało, a na czole wydrążyły się zmarszczki, ale mogła to być wina kiepskiego oświetlenia. Przełknął ślinę i szarpnął się, jakby chciał coś uderzyć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. 
        - Oczywiście, że jestem zły - warknął, zaciskając pięści na krawędzi materaca. - Jestem wściekły. Najchętniej wyprułbym temu dzieciakowi flaki - syknął. 
        Nic nie rozumiałam. Skonsternowana patrzyłam, jak wściekłość wzdryga nim raz po raz, jakby decyzja o oszczędzeniu Caluma odebrała mu możliwość wyładowania tej całej negatywnej energii. 
        - Więc dlaczego…
        - Calum zrobił coś dla mnie, więc ja zrobiłem coś dla niego, dobrze? Nie zasypuj mnie pytaniami, nie mam na nie siły. - rzucił, a jego głos zadrżał na końcu zdania i Louis pochylił ponownie głowę, chowając, wykrzywioną w cierpieniu, twarz. Zaczął oddychać głęboko i wreszcie wydusił z siebie:
        - Powiedział nam gdzie mogliśmy znaleźć Michaela, ale tylko w zamian za jedną rozmowę z tobą - wyjaśnił cicho, garbiąc się jeszcze bardziej. Zakryłam usta dłonią i podeszłam do niego powolnym krokiem. 
        - Zdradził Michaela w zamian za jedną głupią rozmowę ze mną? - zapytałam cicho, myśląc o konsekwencjach jego nieodpowiedzialnego zachowania. Idiota! Jeśli ta umowa wyjdzie na jaw zostanie zabity! Zaklęłam głośno, a Louis wzruszył ramionami. 
        - Widocznie nie doceniłaś siły jego uczucia - mruknął
        - Widocznie nie doceniłam siły jego głupoty! Równie dobrze mógł wskoczyć do basenu pełnego rekinów! - krzyknęłam, czując kolejne łzy na swoich policzkach. - Pierdolony kretyn! 
        Louis zaśmiał się bez wesołości i podniósł wreszcie głowę, patrząc na mnie z największą rozpaczą, jaką u niego widziałam. Powolnym ruchem chwycił moją dłoń i przyciągnął do ust.
        - Dzięki niemu dostaliśmy możliwość zemsty - powiedział cicho z wyrzutem. 
        - Ja… Wiem, to dobrze, ale tak bardzo ryzykował. Jeśli Michael się dowie…
        - Skończ - przerwał mi szeptem i zacisnął powieki. - Za dużo ostatnio się działo, jeśli będę musiał jeszcze słuchać o twoich zmartwieniach na temat żałosnego żywota Caluma chyba skoczę z pierdolonego wieżowca. - warknął, a ja zamilkłam natychmiast, uświadamiając sobie jaką popełniłam gafę. 
        - Przepraszam - wyszeptałam 
        - Dlaczego zostałaś? - zapytał, muskając wargami opuszki moich palców. - Czuje na tobie jego wodę kolońską, więc jestem pewny, że wykorzystał najróżniejsze sposoby przekonania cię do siebie - dodał, doskonale odgadując to, co Calum zrobił kilka chwil temu. Nic nie mówiąc, popchnęłam go lekko, by się wyprostował i usiadłam okrakiem na jego kolanach, zrównując ze sobą nasze twarze. 
        - Nie zostawię cię. Nigdy - szepnęłam, ujmując swoją małą dłonią jego policzek. Nie patrzył na mnie i zaciskał wargi, oddychając głęboko. 
        - Nie obchodzi mnie jak bardzo jesteś na mnie wściekły. Nie obchodzi mnie jak bardzo chcesz teraz zamordować Caluma. Wiem, że gdyby nie ostatnie okropne wydarzenia do niczego podobnego by nie doszło i nie musiałbyś cierpieć podwójnie. Rozumiem twoją wściekłość. Louis! - zmusiłam go, by na mnie spojrzał - Zostałam, bo cię kocham. Zostałam, bo na samo wyobrażenie życia bez ciebie dostawałam mdłości. Zostałam, bo mnie teraz potrzebujesz i zostałam, bo ja nikogo nie potrzebuję bardziej niż ciebie. - wyjaśniłam, starając się przekazać w moim spojrzeniu jak najwięcej miłości. Jego oczy zaszkliły się niespodziewanie, a twarz poczerwieniała, jakby silił się na to, by się nie rozpłakać. 
        - Próbowałem… Chciałem cię odesłać, żebyś była bezpieczna - szepnął, przyciągając mnie bliżej siebie. - Powinnaś być z rodziną, ale… - położyłam palec na jego ustach i uśmiechnęłam się pogodnie, choć moje serce pękało na widok jego rozpaczy. 
        - Nie chcę wracać. Już ci powiedziałam, że nie dałbyś rady się mnie pozbyć - oznajmiłam - To jest moja decyzja, rozumiesz? - dodałam, by nie zadręczał się swoim egoizmem. Nie chciał, żebym wracała, chociaż wiedział, że tak byłoby rozsądniej. Zaczęła się wojna i każdy z jego grupy był w niebezpieczeństwie. Miałam uciekać od przyjaciół, bo tak mi wygodniej? Nie. Zamierzałam być z nimi do końca. 


*dam ci ostatnią szansę, byś mnie objął

#TTDff

36 komentarzy:

  1. Ja...nwm jak skomentować.kocham to ff i mam cichutką i malutką nadzieję, że nic złego nie stanie się już nikomu z grupy Harry'ego*-* Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonasz się już niedługo Kochana;)

      M.xx

      Usuń
  2. jexu ale mnie Calum wkurwia hahah niech sobie odpusci biedaczek xd rozdzial swietny i czekam na nastepny buziaki kochane ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Calum weź w końcu dupę w kupę, gościu
    Boziuniu, tak bardzo żal mi Lou. To jak męczy, męczy i mnie omfg
    Trzecia część dopiero się zaczyna a ja już wysiadam z emocjami i SERIO przed każdym rozdziałem zapylam parzyć melise xD
    Jeszcze nigdy nie czytałam ff, które wywarłoby na mnie takie uczucia także wielki wielki szacun kolejny raz xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, trzecia część jest chyba najbardziej emocjonującą:D
      Dziękujemy Kochana! :***

      M.xx

      Usuń
  4. Nienawidzę Was...naprawdę szczerze, całkowicie i niezaprzeczalnie Was kocham.
    znaczy..co?
    Boże, Anka ogarnij się xd
    Ale ja nie mogę!
    ten rozdział mnie dosłownie zabił. Gdybyście koło mnie siedziały (co jest technicznie niemożliwe, bo siedzę w moim barłogu, gdzie kot zajmuje większą część łóżka, obok porozrzucanych dookoła chusteczek ;-;) to pewnie miałybyście niezłą bekę z tego jak się tu rzucam i trzęsę i ryczę i krzyczę!
    muszę się uspokoić...czekam na przesyłkę z meliską M.
    ahh no i ogólnie czytam na wattpadzie(co chyba zauważyłyście), ale komentarze lepiej mi się pisze na kompie, więc pisze tu..
    Zakochany Calum z waszego ff to najlepszy Calum na świecie...(wybacz Calumie z Dreadfula) Przepraszam, ze piszę okropnie chaotycznie ALE NIE MOGĘ SIĘ POZBIERAĆ!
    ASDHGDSLKGJLDSKJFKLDS
    Okej już mi lepiej
    Zacznę od początku czy od tego JAK TO KORNELII NATURALNYM KOLOREM WŁOSÓW NIE JEST RÓŻOWY?! co sprzeczne zzz...ze wszystkim! Z LOGIKĄ!
    Jejku jak tylko było pukanie do drzwi to w sekundzie mój umysł "OMG CALUM DKIJFL OMGFGMOMFG KSS KISS KISSSS!" nadal się trzęsę! I już jestem na siebie zła za to, że nie będę umiała ubrać w słowa tego co czułam czytając to!
    Bo tego się nie da wyrazić słowami! Można tylko ZWARIOWAC!
    " - Więc zrób to ze mną - Calum spojrzał mi z determinacją w oczy, zbijając mnie z pantałyku. "
    W tym momencie, przyrzekam, moje serce przestało bić. Boże Cal moje ty kochanie najsłodsze najukochańsze Boże taki taki ;-; come to me I'll love you forever and always oh gosh i wanna hug youuuu
    przepraszam już się uspokajam.
    Ale ten ucisk w brzuchu, ta gula w gardle, te łzy w oczach! GAAAHHRRR
    ANKA!
    okej
    Jezu Hood ma rację (no co ty Anka? nawet jakby powiedział, że słońce kręci się wokół księżyca to przyznałabyś mu rację) Kornela jest w niebezpieczeństwie. I co teraz pan Tomlinson powie? Co zrobi?
    Wgl co wy ze mną zrobiłyście?! Od ponad 3 lat directioner a tu jestem przeciw nim kurcze ;-; To wszystko Hood xd
    Pan Tommo pewnie znowu spieprzy, a Calum będzie naprawiał oh yeah.
    nie polecam czytać tego słuchając beside you ani amnesia!
    wracając.
    Calum proponujący jej spokojne życie na Islandii, gdzie mieliby dzieci >>>>>
    Boże on jej zaproponował posiadanie razem dzieci! CO?! ale to nie jest najlepsze!
    kiedy stwierdziła, że "nie chce mieć dzieci" to po prostu zaczęłam piszczeć! Ona to naprawdę rozważała! Ona tego CHCIAŁA! Nie mogę w to uwierzyć Kornlum is real! (wzięte od @Dzulson26 sorry) I mimo tego, że jestem za tym całym serduszkiem i wgl duszą wątrobą czy czymśtam to byłam w pełnym szoku! Zastanawiała się! Tomlinson w tym rozdziale mnie cholernie wkurwiał, ale go rozumiem. Kurwa. Ale ona o tym MYŚLAŁA!
    Okej Anka, ogarnęli to za pierwszym razem... xd
    i wgl to, że mógłby mieć koty i to że dziś dodał na tt zdjęcie z kotem! Pisząc że nawet nie lubi kotów :'DDD beka
    przeznaczenie! sdgvjhsadf;
    jak wszedł Louis to znowu umarłam, przerażona że coś mu zrobi a tu TAKI CHUJ!xDD kurcze..coś grozi Calumowi..mojemu skarbowi..nie mogę - umrę. nie mogę czekać na następny tydzień! po prostu nie! GDZIE MOJA MELISKA?! XD
    Kocham Was! już się za bardzo rozpisałam - przepraszam xDD
    mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży dla wszystkich, a jak uśmiercicie Caluma - nawet jak będzie to by ocalić Kornelię - to Was zabiję xD jasne? ok
    do następnego
    buziaki xx <3 @_yourkitty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Nawet nie wiedziałam, że Calum dzisiaj wstawił kota xD Przeznaczenie <3 (mój drugi "monsz" po Louis'm <3 )
      Tyle feelsów tutaj widzę! :D Cieszę się, że ten rozdział troszkę ożywił Twoje Kornulowe serduszko :D
      Kornelia w kropce, Louis w cierpieniu, Calum w cierpieniu i gdzie tu znaleźć kompromis xD
      Co do uśmiercenia Caluma to nie możemy potwierdzić ani zaprzeczyć XD No ale to się tyczy po prostu każdego bohatera XD W TTD nikt nie jest przecież bezpieczny ;D

      Buziaki <3

      A. <3

      Usuń
    2. O Boże, wiem co czujesz . Tez jestem Directionerką, a w tym ff Cal to moj bóg. On jest tutaj taki słodki i tak okazuje swoje uczucia wzgledem Kornelii. Chwilam mam wrazenie ze uczucie Caluma do Kornelii jest silniejsze niż uczucie louisa do niej . Omg dajcie mi takiego Caluma !

      Usuń
    3. JEZU JA TEŻ! ASDGHJL FEELS!
      MY POOR SHIPPER HEART ;-;
      Calum jest tu najlepszą postacią ze wszystkich!!

      Usuń
  5. Trzymacie mnie w napięciu :D martwie sie o wszystkich A dla was mam propozycje ^^ Wydajcie książkę krymininalna! Nieźle wam idzie! Uwielbiam wasz styl pisania! ;**** :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No byłoby cudownie taką książkę wydać :D Kto wie co się w przyszłości stanie :D

      Hugs

      A. <3

      Usuń
  6. Doskonałe...

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie wierze no ze Kornelia oddała pocałunek rly! Szykowałam sie na awanturę ale to dobrze ze jej nie było :D a tak wgl to podoba mi sie wyjazd do Polski ich haha duzo rzeczy moze sie zadziac cos czuje >.<
    A tak wgl to nie doszło jeszcze do mnie ze to ostatnia czesc TTD ;_;
    Buź!
    /D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, Kochana, ostatnia część, ale jeszcze trochę rozdziałów przed nami:)))
      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  8. Dlaczego każdemu zal louisa, a nikomu nie jest zal Caluma jak ja płacze kiedy czytam takie momenty z nim. Ludzie, wyobraźcie sobie jak on sie czuje osoba, ktora kocha bez wzajemności. To przeciez takie smutne ! A co do louisego, on trochę przesadza (przynajmniej ja mam takie wrażenie ) albo coś jeszcze ukrywa. Współczuje Kornelii, wybierać spośród 2 super facetów. Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachowanie Lou jest podyktowane śmiercią przyjaciela i sprawą Kornelii i Caluma. W perspektywie takiej tragedii prawdopodobnie liczyłoby się od drugiej połówki pełnego wsparcia i oddania, a on musiał się niechętnie nią podzielić i podczas rozmowy Kornelii i Caluma zastanawiać czy on czasem nie dałby rady jej do siebie przekonać. Stres robi z człowiekiem straszne rzeczy i staramy się to jak najlepiej oddać. :D

      A co do Caluma to się zgodzę! :D Tyle hejtów na tego biedaka!

      Buziaki :*

      A. <3

      Usuń
  9. O.M.F.G nie wiem co napisać. Ale chce jeszcze!!
    Kocham!
    P.S dziękuję za odpowiedzi pod moimi komentarzami. <3
    Miška.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw sie, bedzie jeszcze :* staramy sie nie zostawiać Was bez odpowiedzi :* Wasze komentarze sa dla nas motywacja <3

      A. <3

      Usuń
  10. No dzieje się dzieje... :D w sumie to szkoda mi Calumna ale dobrze, że została z Louisem :)) @Demon0klaudia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdy w tej sytuacji jakos cierpi. Ale milosc to milosc! :D

      A. <3

      Usuń
  11. Omg ta akcja z Columem O.O ten cały pomysł z ucieczką jprd szkoda mi go ! ale dobrze że została z Lou no i właśnie Lou jej jest strasznie przemęczony ;c Cudowne czekam na next :*:')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest :( chyba wszyscy potrzebują teraz odpoczynku. A tu za rogiem wojna!

      Buziaki :*

      A. <3

      Usuń
  12. O nie! Co to ma być?! Siedzę i czytam waszego bloga. Od początku, a wy co? Zabiłyście Liam'a! Wiem, to było w poprzednich rozdziałach, ale postanowiłam skomentować ostatni...
    Nosz kurwa! A miało być tak pięknie!
    Brak mi słów. Callum taki tchórz? Taka ciota?:') wybaczcie, ale muszę Go trochę ,,pojechać". Ja po prostu, ugh, nie! Rozumiem, że boi się o swoje życie i bla, bla, bla. Ale tak teraz chce się wycofać, uciec? Myślałam, że jest bardziej, hm, honorowy. Że zostanie i będzie walczył. Ehh...
    Pewnie poleje się jeszcze więcej krwi, prawda? Zginą kolejne ważne osoby. Tak, ważne. Kurde, no!
    Robi się tak mega ciekawie! Już dawno było. Praktycznie cały dzień w szkole na telefonie siedziałam i czytałam. Nie umiałam się powstrzymać.
    Chcę Wam jeszcze na koniec powiedzieć, że zyskałyście mnie. Nową fankę Waszego bloga. O tak. Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo! Nie ma!
    Ściskam ciepło!♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie! Przepraszam za Calluma! Nie wiem, co mnie wtedy poniosło. Wybacz mi Callum. Ja na prawdę tak o Tobie nie myślę. Ugh. Rozumiem go już. Rozumiem jego uczucie. Nieodwzajemniona miłość boli. Nawet bardzo. Więc nie mam mu tego za złe. Przepraszam. :(

      Usuń
    2. Śmierć Liama była zaplanowana od początku:D
      Dziękujemy Kochana! :) Wcale nie chcemy się Ciebie pozbywać, cieszymy się, że jesteś z nami!:)
      Myślę, że Calum Ci wybaczy xD xD xD

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  13. matko, mam wrażenie, że jako jedyna tak bardzo uwielbiam Caluma i shippuje go z Kornelią no ugh, mój biedulek:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś jedyna! Sporo mamy Kornlum shippers!:D

      M.xx

      Usuń
  14. Jeju, biedny Calum, za bardzo go lubię ;cc
    Btw, świetny blog, uzależniłam się!
    Wasza nowa czytelniczka ❤

    OdpowiedzUsuń