niedziela, 15 marca 2015

59. I can't sleep tonight



Milena

       Harry zatrzymał Maserati pod budynkiem, w którym, będąc ostatnio, dowiedziałam się o wypadku Stylesa. Przygryzłam wargę, przyglądając się białym ścianom i oknom, w których połyskiwały promienie zimowego słońca. Harry ścisnął moją rękę i wyszedł z samochodu. Okrążył go i otworzył drzwi po mojej stronie, ofiarując mi pomoc przy wyjściu. Chwyciłam jego dłoń i nie puszczałam jej już do momentu, w którym stanęliśmy pod drzwiami mieszkania. Harry zapukał kilka razy, ale nikt się nie odezwał. Spojrzałam na niego z konsternacją i już miałam się odezwać, kiedy szczęknął zamek, a naszym oczom ukazała się pobladła twarz Caroline. Przełknęłam ciężko, widząc w jakim stanie się znajdowała. Jej loki prawdopodobnie nie widziały szczotki od dnia pogrzebu, sińce pod oczami czyniły z niej imitację chodzącej śmierci. Spojrzała na nas niewidzącym wzrokiem i cmoknęła kilka razy, jakby oceniała smak czegoś, co przed chwilą zjadła. 
       - Słucham? - zapytała obojętnie, opierając się niedbale o framugę. Harry uśmiechnął się do niej smutno. 
       - Jak się czujesz? - zapytał, a ona przekręciła oczami i przeniosła ciężar z nogi na nogę. Jej zachowanie wydało mi się osobliwe. Zdawała się nie rozpaczać, jakby wszystko wokół przestało ją obchodzić. 
       - Dobrze. Czego chcecie? - zapytała, a jej czoło zetknęło się z drewnem, gdy oparła je o drzwi, jakby była mocno zmęczona. 
       - Chcieliśmy złożyć ci pewną propozycję. Ofiarować pomoc - powiedziałam cicho, patrząc na nią z dołu. Uniosła jedną brew i zaśmiała się cicho. Spojrzała przez swoje ramię w głąb mieszkania, a ja domyśliłam się, że miała gościa. 
       - Słyszałeś, Nick, chcą mi pomóc - rzuciła, kpiącym tonem, a za jej plecami rozległ się śmiech. Harry zmarszczył brwi i niespodziewanie chwycił Caroline za rękę, podwijając jej rękaw. Zadrżałam, gdy zobaczyłam, że skóra zgięcia jej łokcia była zaczerwieniona, a w wielu miejscach znajdowały się małe ranki, otoczone siniakami. 
       - Chyba sobie jaja robisz - warknął mój chłopak i uderzył w drzwi, które, pod wpływem jego siły, walnęły z hukiem w ścianę. - Nick! - wrzasnął, idąc w stronę salonu. Caroline zawołała za nim z wyrzutem i podbiegła do drzwi, za którymi zniknął. Stałam w progu, niepewna co powinnam zrobić, ale zanim zdążyłam wykonać jeden krok, Harry pojawił się ponownie w korytarzu, trzymając zaciśniętą dłoń na karku bladego, chudego chłopaka, którego widzieliśmy pod Irresistible po kolacji z Kaitō. Nick krzywił się z bólu i próbował wyswobodzić z silnego uścisku, ale Harry umiejętnie parował jego ciosy. Wreszcie drugą ręką zgarnął za plecami chłopaka jego nadgarstki, skutecznie go unieruchamiając. 
       - Wypierdalaj stąd i więcej nie wracaj! - krzyknął, wypychając Nicka z mieszkania z taką siłą, że ten upadł przede mną na kolana. 
       Caroline popchnęła nagle Harry’ego i uderzyła go płaską dłonią w policzek. 
       - Odpierdol się, Styles! - wrzasnęła na niego, a potem pochyliła się, by pomóc wstać Nickowi. Harry spojrzał na nią zdezorientowany, nieświadomie łapiąc się za zaczerwienione miejsce. 
       - Co ty robisz, dziewczyno?! - zapytał podniesionym głosem, gdy Caroline otrzepała ramiona chudzielca - Zamierzasz się zaćpać?! Jeszcze kilka dni temu nie było osoby bardziej nienawidzącej tego gówna! 
       Caroline spojrzała nagle na Harry’ego zbolałym wzrokiem, a ja przeczuwałam co miało nadejść. Przycisnęłam dłoń do ust, czekając na jej słowa. 
       - Kilka dni temu mój mąż jeszcze żył - wrzasnęła, potwierdzając moje obawy. Fakt, że nazwała Liama swoim mężem sprawił, że zachciało mi się płakać. Wzięłam głęboki oddech, by się uspokoić i zrobiłam krok w stronę dziewczyny. 
       - Karolina, nie możesz się tym truć. Nic nie jest dobrym powodem, żeby do tego wrócić. - powiedziałam do niej w naszym ojczystym języku
       - To jest najlepszy sposób, żebym, żebym… - zaczęła, ale zacięła się w pół zdania, nie będąc w stanie wypowiedzieć kluczowych słów. 
       - Wiesz, że on by tego nie chciał. Pomogłaś mu tyle razy, nie pozwól, żeby to się zmarnowało - starałam się mówić cicho, ze spokojem. Caroline prychnęła krótko i pociągnęła Nicka za sobą do mieszkania. 
       - Pomogłam i co to dało?! I tak leży w ziemi, będąc pożywieniem dla robaków. Odpierdolcie się ode mnie! Oboje! - dwa ostatnie zdania powiedziała po angielsku, wpatrując się z nienawiścią w Harry’ego. 
       - Chcemy ci pomóc, jesteśmy rodziną - powiedział cicho, wytrzymując cierpliwie jej obelgi. 
       - On niby tez miał być waszą rodziną i jak skończył?! Pierdolę to! Dajcie mi spokój, powiedziałam. Odchodzę z tego gówna. Nie niesiesz ze sobą nic prócz cierpienia i śmierci! Może obudzisz się, kiedy Milena padnie trupem! - zadrżałam na tę myśl, a Harry zacisnął pięści. Żyła na jego szyi uwydatniła się nagle, gdy próbował powstrzymać targające nim emocje. 
       - Caroline, proszę… Nie rób sobie tego. Nie rób tego jemu - szepnął
       - Nie rozumiem o czym ty mówisz. On to uwielbiał - zakpiła i zatrzasnęła nagle za sobą drzwi salonu. - Liczę do trzech! Jeśli stąd nie wyjdziecie wzywam gliny! Albo lepiej, Clifforda! - jej stłumiony wściekły głos rozbrzmiał w korytarzu jako ostatnie ostrzeżenie. 
       Spojrzałam na Harry’ego, w którego oczach tliły się łzy. Znał Caroline dłużej niż ja i domyślałam się, że zobaczenie jej w takim stanie mogło wpłynąć na niego dewastująco. Chwyciłam jego dłoń w swoją i pociągnęłam go na zewnątrz. 
       - Zabiję tego gnoja - syknął, nie odwracając wzroku od drzwi, które zamknęłam chwilę wcześniej. Sięgnęłam jego twarzy i zmusiłam go, by na mnie spojrzał. 
       - Jesteś pewien, że to całkowicie wina Nicka? - zapytałam, patrząc na niego porozumiewawczo. Zamrugał szybko, wahając się przed odpowiedzią. 
       - Caroline nie jest głupia - wydusił wreszcie z siebie. Uśmiechnęłam się do niego smutno, głaszczą łagodnie jego policzek. 
       - Caroline jest załamana. Rozpacz doprowadza nas do różnych okropieństw - szepnęłam i zacisnęłam zęby, gdy do mojej głowy wtargnął obraz Ashtona na celowniku mojego pistoletu. 
       - Musimy coś z nią zrobić - nalegał, nie pozwalając mi się wyciągnąć z budynku. Kiwnąwszy głową, wyjęłam z torebki telefon i wykręciłam numer Phoebe. 

       To było jasne, że Caroline nie mogła zabrać się z nami do Polski. Zayn nie odpowiadał na wezwania Louis’ego niczym poza prośbami o zostawieniu go w spokoju, więc mieliśmy odbyć tę podróż we czwórkę. Phoebe obiecała zająć się Caroline podczas naszej nieobecności, przekonując Nialla, by porozmawiał “od serca” z Nickiem. Wiedząc co działo się za zamkniętymi drzwiami mieszkania Liama, nie chciałam lecieć do Polski, lecz widok zmęczonego Lou i smutnego Harry’ego przekonał mnie, że tym razem powinniśmy pomyśleć o sobie. Tym samym kroczyłam powoli przez odprawę, dając się obmacać obleśnemu strażnikowi.
       Silniki samolotu buczały w moich uszach, gdy wpatrywałam się przez okno w wodę pod nami. Harry głaskał kciukiem wierzch mojej dłoni, nie wypowiadając nawet słowa. Kornelia i Louis nie rozmawiali ze sobą podczas całego pobytu na lotnisku i w czasie lotu. Siedzieli obok siebie w ciszy, nawet się nie dotykając. Atmosfera między nimi gęstniała z każdą kolejną minutą, wprawiając wszystkich w niezręczny nastrój. Miałam nadzieję, że najbliższy tydzień miał to zmienić, a oni oboje będą w stanie porozmawiać o tym, co ich trapiło. 
       Godzina lotu i byłam bezpieczna. Wszyscy byliśmy bezpieczni. Tylko godzina. Wyszłam na szare, deszczowe powietrze Poznania, patrząc na znajomy budynek lotniska, jakbym wyleciała do Anglii dopiero wczoraj. Przed wejściem na parkingu dla taksówek stał piękny czarny Mercedes, o  którego maskę opierał się starszy mężczyzna. Jego kurtka wyglądała, jakby ledwo dała się zapiąć na ogromnym brzuchu. Harry kiwnął do niego porozumiewawczo głową. 
       - Pan wypożyczał? - zapytał go po polsku nieznajomy, a Harry spojrzał na mnie z półuśmiechem, więc przejęłam pałeczkę. 
       - Tak, on. Nie mówi po polsku - wyjaśniłam, a mężczyzna kiwnął głową ze zrozumieniem i rzucił Harry’emu klucze. Ten złapał je zręcznie i puścił mu oczko. 
       - Musi podpisać - przypomniał nam facet i wyciągnął z teczki, którą trzymał, dwie spięte ze sobą kartki. Harry podpisał szybko i pożegnał się z mężczyzną po angielsku, na co ten mruknął coś pod nosem i machnął ręką. 
       Harry nie mógł wziąć swojego auta ze względu na żmudną papierkową robotę, na którą nie pozwolił nam nagły wyjazd. Zamiast tego skorzystał z wypożyczalni i oczywiście musiał postarać się o najdroższy model, jaki posiadali. 
       Louis przyciągnął do bagażnika dwie walizki - swoją i Kornelii i wrzucił je jednym zwinnym ruchem. Przyjaciółka zerknęła na mnie lękliwie, a potem usiadła na tylnym siedzeniu, zajmując miejsce obok swojego chłopaka. Z cichym westchnieniem weszłam do samochodu, gdzie panowała niezręczna cisza. Harry usiadł za kierownicą i odpalił Mercedesa. Nie patrząc nawet na GPS, ruszył w kierunku domu Kornelii. Mieszkała bliżej, więc postanowiliśmy podrzucić ją i Louis’ego, jako pierwszych. 
       Mercedes zatrzymał się przed dużym białym domem, którego drzwi otworzyły się w momencie, w którym zgasł silnik samochodu. Na zewnątrz wyszła mama Kornelii, niska kobieta, która farbowała swoje dawno już siwe włosy na brązowo. Owinęła się szczelnie grubym swetrem i uśmiechnęła do nas szeroko. Gdy jej wzrok skrzyżował się ze wzrokiem Kornelii, moja przyjaciółka wypuściła ze świstem z płuc powietrze i szarpnęła za klamkę drzwi auta, otwierając je szeroko. Uśmiechnęłam się do Harry’ego, który odpowiedział mi tym samym i razem z nim i Louis’m podążyliśmy za, biegnącą w stronę swojej mamy, Kornelii. 
       Dziewczyna rzuciła jej się w ramionach, a naszych uszu doszedł rozpaczliwy szloch, który zupełnie zbił mnie z pantałyku. To nie brzmiało, jak płacz spowodowany szczęśliwym spotkaniem. Raczej, jak wyraz nieopisanej ulgi, połączony z błaganiem o pomoc. Jakby Kornelia nie spodziewała się, że miała jeszcze zobaczyć swoją mamę. 
       Kobieta poklepała ją po plecach śmiejąc się wesoło, jakby nie zauważyła przedziwnego tonu owego powitania. Mimowolnie spojrzałam na Louis’ego, który wbił wzrok w ziemię, zaciskając z siłą pięści. Wyglądał, jakby sam miał się za chwilę popłakać. 
       - Aż tak się za mną stęskniłaś? - zapytała pani Madej, a Kornelia wtuliła się w nią mocniej w odpowiedzi. Ramiona przyjaciółki drżały, szarpane przez spazmy płaczu. Jej mama posłała każdemu z nas łagodny uśmiech, więc z Harrym odpowiedzieliśmy tym samym. Louis nie wiedział nawet, że na niego spojrzała. 
       Po kilku minutach Kornelia wreszcie puściła mamę i odsunęła się od niej na odległość ramion. Pani Madej otarła jej łzy i pogłaskała łagodnie po policzku. 
       - Już się wypłakałaś? - zapytała, a Kornelia zaśmiała się przez łzy i pokiwała głową. 
       - Przepraszam… Po prostu, stęskniłam się za tobą - powiedziała drżącym głosem. 
       - Ja za tobą też, piosenkareczko. Widzę, że dalej jesteś z tym cudem - wskazała na Louis’ego, a ja parsknęłam śmiechem. Kornelia wyszczerzyła zęby, grożąc mamie palcem. Harry uśmiechał się uprzejmie, uroczo zdezorientowany, ale do Louis’ego dalej zdawało się nic nie docierać. Miałam ochotę kopnąć go w tyłek. 
       - Wszystko z nim w porządku? Wygląda jakoś dziwnie - zapytała pani Madej, a Kornelia spojrzała na swojego chłopaka. Wreszcie podniósł wzrok i uśmiechnął się blado, widząc, że był na uwadze wszystkich dookoła. 
       - Tak, tak. Nie spał całą noc, jest po prostu zmęczony - odparła Kornelia i, chwyciwszy Louis’ego za rękę, ścisnęła ją porozumiewawczo. Louis zmarszczył brwi, nieświadomy tematu ich rozmowy, a potem skinął w kierunku starszej kobiety. 
       - Bardzo mi miło znów panią widzieć. Świetnie pani wygląda - oznajmił, jakby wybudził się z jakiegoś transu. Kornelia przetłumaczyła mamie to, co powiedział, a kobieta powachlowała się dłonią. 
       - Gdybym była kilka lat młodsza… - powiedziała i wszystkie trzy wybuchnęłyśmy śmiechem. 
       - Co jest takie zabawne? - zapytał Harry, obejmując mnie jedną ręką w pasie. 
       - Nic, nic - pocałowałam go w policzek i powróciłam do rozmowy z Kornelią i jej mamą. 
       Po wymienieniu uprzejmości z resztą rodziny Kornelii, Harry wciągnął mnie do Mercedesa i zawiózł do mieszkania, którego nie widziałam ładnych parę lat. Gdy miałam pracę, wynajmowałam swoje cztery ściany, ale po przeprowadzce do Londynu musiałam je odstąpić. Dlatego byłam zmuszona zająć swój stary pokój w mieszkaniu moich rodziców. Przygryzłam ze zdenerwowania paznokieć. Tak dawno ich nie widziałam. 
       Harry pogłaskał mnie po plecach, dodając otuchy, gdy wspinaliśmy się po schodach wiekowej pięknej kamienicy. Wreszcie zapukałam w odpowiednie drzwi i po chwili ciszy przed naszymi oczami stanęła szczupła, niska kobieta, wycierająca ręce w kuchenną szmatkę. Potarłam kark i uśmiechnęłam się do niej nieśmiało. 
       - Hej… - mruknęłam, na co kąciki jej ust uniosły się lekko i kiwnęła głową. 
       - Cześć - powiedziała, a potem zmierzyła badawczym spojrzeniem Harry’ego. Widziałam w jej oczach błysk podziwu, więc przybiłam sobie mentalną piątkę. Widziała go po raz pierwszy i zaimponowanie jej sprawiło mi dziwną, niezrozumiałą satysfakcję. 
       - Jesteś sama? - zapytałam, zaglądając do cichego, przestrzennego mieszkania. Miało wysoko zawieszony sufit, który dodawał echa każdemu dźwiękowi. 
       - Tak, ojciec w pracy. - odpowiedziała i odsunęła się, by zrobić nam miejsce. Spojrzałam z obawą na Harry’ego, z którego twarzy nie schodził uśmiech. Poczułam lekkie zażenowanie, gdy pomyślałam o jego wielkiej drogiej willi. To nie były warunki, do których Harry został przyzwyczajony. 
       - Wiesz, że nie musisz tu zostawać. Możesz wynająć pokój w hotelu - mruknęłam do niego, a on spojrzał na mnie, jakbym spadła z księżyca. Od samego momentu podjęcia decyzji o wylocie do Polski, Harry nalegał, żeby zostać w moim domu. Chciał dowiedzieć się o mnie o wiele więcej niż już wiedział, a pobyt w domu, w którym się wychowałam był idealnym na to sposobem. 
       - Och, twoja mama ma coś przeciwko? - zapytał, patrząc z obawą na kobietę. Pokręciłam głową. 
       - W sumie, nawet jeszcze jej nie zapytałam… - mruknęłam, a potem odwróciłam się do mamy i wymusiłam uśmiech. 
       - Ach właśnie. Mamo to jest Harry - mój chłopak - skrzywiłam się na te słowa, które jakimś cudem brzmiały jeszcze gorzej po polsku niż po angielsku. Czy kiedykolwiek miałam przyzwyczaić się do świadomości bycia w stałym związku? 
       - Harry, moja mama - Nadia— przedstawiłam ich sobie, każdego w odpowiednim języku. - Nie masz nic przeciwko, żeby został tutaj ze mną przez ten tydzień? - dodałam, zwracając się do mamy. 
       - Nie, oczywiście, że nie. Wchodźcie, zanim zamarzniecie na tej klatce - powiedziała i wciągnęła nas obojga do środka. Harry rozejrzał się po korytarzu, a ja westchnęłam ciężko i wstawiłam swoją walizkę do mojej starej sypialni. Prócz brakujących książek pokój zdawał się wyglądać tak samo, jak wtedy, gdy opuściłam go sześć lat temu, by zacząć samodzielne życie. Oczywiście odwiedzałam czasami rodziców, ale zwykle były to zbyt krótkie wizyty, bym miała szanse ponownie spać w swoim starym łóżku. 
       Harry wszedł za mną do środka i zamknął za sobą drzwi. Skanował wzrokiem każdy mebel, każdą ścianę, a ja coraz bardziej kurczyłam się w sobie. 
       - Ładnie tu - powiedział, uśmiechając się do mnie łagodnie. Prychnęłam na niego i zaczęłam zdejmować szalik i kurtkę. 
       - No co? - zapytał, widząc moją naburmuszoną minę. Wzruszyłam ramionami, a gdy już uporałam się z nieznośnymi warstwami ubrania, opadłam ciężko na duże miękkie łóżko. 
       - Willa to to nie jest - mruknęłam, głaszcząc dłonią zimną pościel. Harry parsknął śmiechem i usiadł obok mnie, obejmując mnie pasie rękami. 
       - Pamiętasz, jak mówiłem ci, że nie zawsze byłem bogaty, prawda? Zanim grupa dorobiła się swojej części mieszkałem w kamienicy podobnej do tej. - oznajmił i cmoknął mnie w czoło. Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego uważnie, a potem wydusiłam z siebie coś, co intrygowało mnie od momentu, w którym po raz pierwszy ujrzałam jego ukryty pokój, wypełniony bronią i narkotykami. 
       - Właściwie to od kiedy w tym siedzicie? Mieliście nam wyjaśnić, gdy zdecydowałyśmy się wrócić z wami do Londynu - zauważyłam, a on zaśmiał się cicho i kiwnął głową. 
       - Myślę, że teraz nie jest na to czas, ale obiecuję, że wyjaśnię ci, gdy będziemy mieli chwilę dla siebie. Czuję, że powinniśmy posiedzieć trochę z twoją mamą - odparł, a ja przekręciłam oczami. 
       - Nie widziałyśmy się prawie rok, myślę, że przeżyje kolejne pięć minut - mruknęłam, wywołując jego chichot. 
       - Chodź - pociągnął mnie za rękę, a ja niechętnie poddałam się temu gestowi.Zanim zdążyłam chwycić klamkę drzwi, przyciągnął mnie niespodziewanie do siebie i włożył ręce pod moją bluzkę. Zadrżałam z wrażenia, którego nie czułam od długiego czasu. 
       - Wiesz… - szepnął mi do ucha, zanim musnął ustami moją szyję - Jesteśmy teraz jak nastolatkowie, którzy muszą uważać na rodziców, żeby nie zostać przyłapanym. - zaśmiałam się na jego słowa. Cieszyłam się, że zdobył się na żarty, a nawet na chwilę namiętności. Ostatnie wydarzenia były dla niego i Lou ogromnym ciężarem i rzadko pozwalali sobie o nich zapomnieć. 
       - Dlatego będziemy musieli odpuścić igraszki na tydzień - powiedziałam, a on warknął i ugryzł mnie lekko w obojczyk. 
       - Chyba śnisz - odparł, wywołując mój śmiech. W końcu wyprostował się, pozostawiając wrażenie chłodu na mojej skórze i wbił we mnie z czułością wzrok. - Kocham cię - szepnął, ujmując mój policzek w swoją dłoń. 
       - Ja ciebie też - odpowiedziałam po chwili ciszy. Widziałam w jego oczach błysk, który pojawiał się za każdym razem, gdy zmuszałam się na to wyznanie. Ten błysk budził we mnie małą eksplozję szczęścia i utwierdzał w słuszności decyzji o wypowiedzeniu wreszcie tych okropnych dwóch słów. 
       Złączyliśmy nasze usta w krótkim pocałunku, by wreszcie opuścić moją sypialnię i wrócić do mamy. Harry zabrał się chętnie za pomaganie jej w szykowaniu obiadu, a choć nie mogli porozumieć się w jednym języku, dzięki mojemu tłumaczeniu, zaczęli razem żartować i śmiać się głośno, tworząc więź, którą obserwowałam z szeroko otwartymi oczami. Oto moja mama - osoba, która mnie wychowała, widziała mnie od najmłodszych lat i od zawsze uczyła, by być uczciwym i nie zadzierać z prawem - żartuje sobie beztrosko z moim chłopakiem - gangsterem i mordercą, który prawo miał gdzieś, a mnie znał od niecałego roku. Gdyby tylko się dowiedziała kim był ten człowiek…
       Około osiemnastej do mieszkania wszedł mój tata, wysoki, szczupły mężczyzna, którego głowę obsypała siwizna. Gdy wkroczył do kuchni przeniósł zdezorientowane spojrzenie ze mnie na Harry’ego i uśmiechnął się niepewnie. 
       - Milena? - zapytał, przeciągając sylaby. Parsknęłam śmiechem i kiwnęłam mu na powitanie. 
       - Hej. Tata to jest Harry, mój chłopak. - przedstawiłam Stylesa, a ten podał mojemu ojcu rękę i uścisnął ją mocno. 
       - Hej, Piotr - przedstawił się, na co Harry kiwnął z uśmiechem głową. Kim jesteś i co zrobiłeś z mrocznym Harrym, którego poznałam w Bobbles? Zastanawiałam się ile jeszcze razy miałam zadać sobie to pytanie. 
       - Co ty tu robisz? Nie siedzisz w Anglii czy coś? - zapytał mój tata, a ja przekręciłam oczami. 
       -  Nie powiedziałaś mu? - burknęłam do mamy, a ta wzruszyła ramionami. 
       - Nie było okazji - odparła
       - Nie było okazji? Mieszkacie razem! - wrzasnęłam, a Harry chwycił mnie za rękę i ścisnął mocno. Tylko jego ciepły dotyk powstrzymał mnie przed kontynuowaniem sprzeczki. Odwróciłam się do ojca, który stanął za mamą i zaczął wyjadać przez jej ramię jedzenie z garnka. 
       - Przyjechaliśmy na krótkie wakacje. Zostaniemy tutaj tydzień. Nie masz nic przeciwko temu? - wyjaśniłam, pocierając nerwowo czoło. Tata obrzucił Harry’ego badawczym spojrzeniem, zatrzymując je na naszych splecionych dłoniach. 
       - Póki nie będziecie zbyt głośno - mrugnął do mnie, a ja wyrzuciłam w powietrze ręce z przeciągłym warknięciem. 
       - Tato! - jęknęłam, chowając twarz w dłoniach. 
       - Co? Jesteś dorosłą kobietą, a ten facet raczej nie uznaje celibatu. Spójrz tylko na te tatuaże. - tata przyciszył głos, jakby Harry mógł go jakimś cudem zrozumieć. Zacisnęłam pięści i pociągnęłam Harry’ego za sobą, zmierzając wściekle do sypialni. 
       Jakby nic się nie zmieniło. Rodzinne sprzeczki, atmosfera codzienności. Czas zdawał się tutaj zatrzymać. Wciąż byłam córką, zwykłą dziewczyną, która po prostu dostała dobrą pracę za granicą. Moi rodzice nie wiedzieli, że kilka dni temu zginął przyjaciel mojego chłopaka, że jego narzeczona postanowiła uciec w narkotyki, które przypadkiem okazały się być jednym z dwóch rodzajów niebezpiecznych towarów, których handlem kierował, och zaraz - mój chłopak. 
       Czy to była rzeczywistość? A może wyśniłam te kilka miesięcy i tak naprawdę wciąż szukałam pracy w Polsce, powołując się na doświadczenie na studiach? Spojrzałam na Harry’ego, który obserwował mnie przez dłuższą już chwilę. Widziałam zmarszczkę między jego brwiami, sugerującą, że się martwił. 
       - Co jest? - zapytał, a ja zamrugałam szybko i potrząsnęłam grzywką. 
       - Nie… Nic. - mruknęłam i usiadłam na fotelu przy biurku. 
       - Przecież widzę. - powiedział, siadając naprzeciwko mnie. Oblizałam wargi, przyglądając mu się w milczeniu. 
       - To jest takie dziwne - szepnęłam, wywołując jego konsternację - Nie pasujesz tu. - dodałam, a on poruszył się zakłopotany
       - Chcesz… Chcesz, żebym poszukał hotelu? - zapytał cicho. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak, w jego głowie, mogły zabrzmieć moje słowa
       - Nie! Nie to miałam na myśli! - zaprzeczyłam pospiesznie - Chodzi o to, że… Nie siedzimy tutaj nawet jeden dzień, a wszystko wydaje się nagle takie normalne. Jakbym nigdy nie wyjechała. Jakbyś ty nigdy się nie “stał”. Jakby Kornelia nie była wcale porwana, a Liam… - przerwałam pospiesznie, zaciskając z nerwów szczękę. - Przepraszam - szepnęłam
       Mina Harry’ego zrzedła wyraźnie, ale wymusił w sobie uśmiech i wyciągnął rękę, by pochwycić moją dłoń. 
       - W porządku, kontynuuj - powiedział. Miałam ochotę go pocałować za wyrozumiałość, którą mnie otaczał. Zagryzłam wargę i wzięłam głęboki oddech. 
       - To wszystko. Po prostu mam wrażenie, jakbym cofnęła się w czasie. 
       - Żałujesz, że przeprowadziłaś się do Anglii? - zapytał nagle, a ja zauważyłam jak mięśnie jego szczęki podskakują nerwowo. Rozejrzałam się po pokoju. Był nudny, szary, bardzo polski, jak moje życie, zanim poznałam Harry’ego. Wtedy nie pracowałam w wielkiej korporacji, nie oglądałam wyścigów motocyklowych, nie uczęszczałam na przyjęcia bogaczy. Ale też nie wisiało nad moim chłopakiem niebezpieczeństwo, nie musiałam się bać o życie jego czy Kornelii. 
       - Nie wiem… - odpowiedziałam szczerze, a on zgarbił się na łóżku. - Nie, chyba nie - dodałam, patrząc w jego piękne zielone oczy. - Moje życie jest teraz o wiele bardziej interesujące 
       - O wiele bardziej niebezpieczne - mruknął smutno, więc wstałam z krzesła i podeszłam do niego. Usadowiłam się wygodnie na jego kolanach i, kładąc palec na jego podbródku, zmusiłam, by na mnie spojrzał. 
       - Coś za coś - szepnęłam i sięgnęłam wargami jego różowych ust. Uśmiechnął się delikatnie, głaszcząc mnie lekko po plecach. 
       - Kocham cię - mruknął z nutą smutku, a ja kiwnęłam z uśmiechem głową. 
       Nie liczyłam na fajerwerki. Nie liczyłam na poprawę rzeczywistości, bo to, co ostatnio działo się wokół nas, było ciężkie do zamiecenia pod dywan. Nigdzie tego dnia nie wyszliśmy, niewiele mówiliśmy. Harry położył się na łóżku, przyjmując mnie w swoich ramionach, łaskocząc palcem skórę, gdy wpatrywał się ślepo w sufit. Nie zadawałam pytań i nie wymagałam, by się odzywał. Sprawa z Liamem, Caroline i Cliffordem zaprzątała teraz wszystkie głowy naszej grupy. Czułam się bezradna, jak podczas pobytu Harry’ego w szpitalu, choć tym razem to nie moja ukochana osoba była w niebezpieczeństwie. Uśmiechnęłam się ironicznie do swoich myśli. Gówno prawda, teraz wszystkie moje ukochane osoby były w niebezpieczeństwie. 
       Słyszałam dźwięki w reszcie mieszkania, gdy moi rodzice szykowali się do snu, jak gdyby nigdy nic. Jakby ich córka nie dołączyła do przestępczej grupy, jakby nie groził jej i jej przyjaciołom pewien facet, który polecił zabójstwo biednego Liama. Jaki psychopata wybiera przeddzień ślubu ofiary na czas morderstwa? Jaki psychopata wybiera jakikolwiek dzień na czas morderstwa. Zadrżałam i podniosłam głowę, przyglądając się zaostrzonej szczęce Harry’ego. Taki psychopata, który właśnie mnie obejmuje. Zemsta Harry’ego nie miała być przyjemna i, choć jeszcze o niej nie usłyszałam, domyślałam się jakie obrazki mogły teraz krążyć po jego głowie. 
       Jeśli nie nałogowy ruchacz to przestępca. Wpadłam z deszczu pod rynnę? Może już nigdy nie miałam zakochać się w porządnym, dobrym obywatelu, który nie zdradza nagminnie lub nie rozwala spluwami swoich wrogów. A jednak uczucie do Harry’ego było zbyt silne i nie widziałam jego końca. Mam nadzieję, że piekło rzeczywiście nie istnieje, bo jeśli chrześcijanie mają rację to czeka mnie wieczność w mękach. 
       Spojrzałam na małą bliznę pod okiem Harry’ego - pozostałość po jego wypadku na motorze i zacisnęłam szczękę. Wojna i tak wybuchnęła. Nie straciłabym wiele więcej, gdybym pociągnęła za spust, gdy Ashton stał przede mną w swoim mieszkaniu. Calum nie odważyłby się mnie zabić, a Michael prawdopodobnie i tak pozbyłby się Liama. Czy byłoby lepiej, gdybym to ja rozpoczęła ten konflikt? Nie… coś podpowiadało mi, że środki Harry’ego miały być łagodniejsze niż te, które przygotowałby Michael w ramach zemsty. Na pewno? Czy może nie poznałam jeszcze najmroczniejszej strony mojego ukochanego? Może właśnie teraz układał plan okrutnych tortur, jakie miał zaserwować Cliffordowi? Nawet jeśli, to ten skurwiel na to zasługuje… Nagła decyzja zbudowała we mnie odwagę, by wypowiedzieć kolejne słowa. 
       - Harry… - szepnęłam, widząc, że jeszcze nie spał. Zerknął w dół, obdarzając mnie najbardziej czułym spojrzeniem, jakie kiedykolwiek od niego otrzymałam. - Ta wojna… - zaczęłam niepewnie, a on ścisnął moje ramię, bym kontynuowała. 
       - Nic nie będzie mogło jej powstrzymać, prawda? - Harry zmarszczył brwi i poprawił swoją pozycję na poduszce, przyciągając mnie bardziej do siebie.
       - Zamierzasz to zrobić? - zapytał, uśmiechając się lekko, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że nawet ja nie byłabym w stanie wyperswadować mu tego pomysłu. 
       - Nie wkurwiaj mnie - wyciągnęłam do niego język, a on zaśmiał się cicho. 
       - Chciałam się upewnić, że to, co zaraz powiem nie zakłóci potencjalnego pokoju. - dodałam już ciszej, kładąc się na brzuchu i opierając na łokciach. Harry oparł poduszkę na ścianie za sobą i opadł na nią, patrząc na mnie z zainteresowaniem. 
       - O żadnym pokoju nie ma już mowy - powiedział, przejeżdżając palcem po mojej szczęce. Kiwnęłam głową i wzięłam głęboki oddech. 
       - Ukryłam coś przed tobą - zaczęłam niepewnie, unikając jego wzroku. Zmrużył oczy, a jego twarz przybrała w ciemności przerażającego wyrazu. 
       - Co takiego? - zapytał poważnie. Chwyciłam jego dłoń w swoją i ucałowałam każdy palec z osobna, zanim przyznałam się do swojego sekretu. 
       - Wiem dlaczego miałeś wypadek. - Harry zamrugał szybko i bezwiednie chwycił się za żebra, które zabrały najwięcej czasu, by się zagoić - Dowiedziałam się co dokładnie się stało i zrobiłam strasznie głupią rzecz, gdy jeszcze byłeś nieprzytomny 
       - Ok, bez owijania, dziecino. - powiedział, siląc się na łagodny ton. Odchrząknęłam cicho. 
       - To Ashton. Był zły, że wygrałeś i przestrzelił twoje opony. - wbijając wzrok w materac, kontynuowałam - Kiedy się o tym dowiedziałam wzięłam swój pistolet i złożyłam mu wizytę…
       - Milena! - Harry nagle zerwał się na łóżku, siadając wyprostowany. Dźwięk jego krzyku rozszedł się echem po mieszkaniu, budząc zapewne moich rodziców. 
       - Zupełnie postradałaś zmysły? - ściszył głos, patrząc lękliwie na ścianę, za którą znajdowała się ich sypialnia
       - Byłam głupia, wiem. Po prostu… Ty prawie umarłeś. Raz nawet zrobiłeś to na moich oczach, wariowałam! - zaczęłam się tłumaczyć, czując łzy zbierające się w kącikach moich oczu. Wracanie do tych konkretnych wspomnień nie było najlepszym pomysłem kilka dni po śmierci znajomego. 
       - “Raz to zrobiłem na twoich oczach”? - Harry marszczył brwi, zdezorientowany. Załkałam cicho, przypominając sobie, jak jego klatka piersiowa przestaje się poruszać, a w moich uszach rozbrzmiewa pisk kardiogramu. 
       - Stanęło ci serce, kiedy u ciebie byłam. - moje ręce zaczęły trząść się przeraźliwie, więc Harry ujął je w swój mocny, dodający otuchy uścisk. - To było straszne. Myślałam, że cię straciłam. Byłam wściekła i zrozpaczona. W pewien sposób rozumiem Caroline. Gdybym wiedziała do kogo się zwrócić pewnie zatopiłabym się w najgorszych narkotykach. - kilka łez opadło na jego nagą klatkę piersiową. Otarł mój policzek opuszkami palców i pociągnął mnie do siebie, całując zachłannie. 
       - Nie płacz - szepnął, przytulając mnie mocno, co tylko wywołało głośniejszy szloch - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytał, ujmując moją twarz w dłonie i patrząc mi uważnie w oczy. 
       - Właśnie dlatego - wskazałam na swoje zaczerwienione oczy, a Harry zaśmiał się łagodnie i pokręcił z niedowierzaniem głową. 
       - Nie zawsze musisz być silna, dziecino - szepnął. Zdjęłam jego ręce ze swojej twarzy i westchnęłam ciężko
       - Problem w tym, że przez ciebie robię się okropnie słaba - warknęłam, zła na swoją, nowo-odkrytą emocjonalność. 
       - Nie zauważyłem - mruknął, przyglądając mi się, jakby owa słabość miała nagle zabłysnąć na mojej twarzy. 
       - Bo zwykle w tych momentach jesteś w Irlandii albo ledwo żywy w szpitalu - warknęłam zaskakując nas obojga wyrzutem, jaki pojawił się w moim głosie. Harry zamilkł nagle, patrząc na mnie z bólem, a ja spuściłam wzrok i wymamrotałam przeprosiny. 
       Zostałam nagle popchnięta na poduszki, po czym Harry położył się nade mną, opierając ręce po obu stronach mojej głowy. Zamknął nasze usta w głębokim, długim pocałunku, który wypędził z mojej głowy wszystkie złe wspomnienia. Wplotłam ręce w jego gęste loki, ledwo łapiąc oddech. Gdy wreszcie postanowił dać odpocząć moim wargom, zmusił swoje, by obdarzyły pieszczotą moją wrażliwą szyję. 
       - Obiecuję - szepnął między pocałunkami - że… już nigdy… cię nie opuszczę - spojrzał mi w oczy, gdy jego długie włosy łaskotały moje policzki. 
       - Nie możesz tego obiecać - zauważyłam smutna, a on pokręcił z determinacją głową
       - Mogę i właśnie to robię. Jestem szefem, pamiętasz? Mogę wszystko - naciskał, wywołując moje ciche parsknięcie. Spoważniałam jednak po chwili, gdy nawiedziła mnie nieprzyjemna myśl. 
       - Nie, kiedy dorwie się do ciebie Clifford - szepnęłam
       - Niech spróbuje. On i jego rozwalona noga. 
       - Noga niedługo mu się zagoi. 
       - Wtedy przebiję ją po raz drugi. A zaraz potem dosięgnę nożem jego krtani - jego głos przybrał niskich tonów, które wywołały ciarki na moich plecach. Tak, zdecydowanie byłam w związku z psychopatą. Ale czy mi to przeszkadzało? Scałowałam grymas na jego twarzy. Niski głos i mroczne spojrzenie wywołało we mnie dawno nieodczuwany rodzaj przyjemności, którą obudziła jakaś chora część mojej osobowości. To pewnie przez nią zgodziłam się na randkę z tym chamskim dupkiem, którego poznałam w Bobbles. To przez nią pozwoliłam sobie się w nim zakochać.
       Moje wargi spijały powoli smak jego ust, sięgając każdego ich milimetra, dając sobie czas na poznanie ich struktury, choć tak naprawdę mogłabym już w śnie narysować każą krzywiznę, każde ich wypełnienie. Harry warknął, zniecierpliwiony moją grą i przycisnął mnie gwałtownie do materaca. Pisnęłam zaskoczona, a potem oddałam się jego dotykowi, gorącym pocałunkom i pieszczotom, jakimi mnie obdarzał. Nie wiedziałam nawet kiedy, leżałam naga na swoim starym łóżku, w swoim starym pokoju, ze swoim nowym, mrocznym chłopakiem, który już tak dawno nie pokazał mi tej władczej, mrocznej natury. Palce na moim najczulszym miejscu wywołały falę gorąca, która przelała się przez moje ciało, wydzierając ze mnie głośne jęknięcie, które Harry zagłuszył swoją dłonią. 
       - Ćśśś. Nie chcesz obudzić rodziców, prawda? - powiedział zachrypniętym głosem. - Powinienem cię zakneblować - dodał, a ja nie byłam do końca pewna czy mówił poważnie. Nie miałam głowy, by się nad tym zastanawiać, czując przyjemne ruchy palców. Zaklęłam cicho i ugryzłam go w dłoń, którą wciąż trzymał na moich ustach. Uśmiechnął się szeroko, obdarzając mnie pożądliwym spojrzeniem, a potem zastąpił dłoń ustami i wszedł we mnie nagle i gwałtownie, tak, jak dawno tego nie robił. Jęknęłam w jego usta, czując cudowne wypełnienie, wysyłające impulsy przyjemności do każdej części mojego ciała. 
       Opuściły mnie wszystkie ponure myśli, łzy już zaschły, a ja nawet nie pamiętałam dlaczego w ogóle się pojawiły. Jedyne co się liczyło to te rytmiczne ruchy, które skutecznie uniemożliwiały mi zachowanie ciszy. Loki pieściły moją szyję, duże dłonie przesuwały się po całym ciele, dodając intensywności przeżywanym doznaniom. Spełnienie rosło z każdą chwilą, z każdym ruchem tego pospiesznego aktu. Żadne z nas nie chciało tego przeciągać, zbyt stęsknione swoją bliskością, zbyt zatracone w cudownej nieświadomości, w jaką wprowadzał nas wzajemny dotyk. Wspinałam się na szczyt szybciej niż zwykle i nawet dłoń czy usta Harry’ego, nie mogły powstrzymać donośnego krzyku, który rozdarł moje gardło, gdy orgazm wreszcie mnie dosięgnął. Cisnęłam soczystą wiązanką przekleństw, między które wplotłam kilka razy imię Harry’ego i to straszne wyznanie, które tak ciężko było ze mnie wyciągnąć w normalny dzień. Moje paznokcie wbiły się głęboko w skórę na plecach Harry’ego i byłam prawie pewna, że poczułam pod nimi ciepłą krew. Harry warknął głośno, potwierdzając moje podejrzenia i wykonał kilka kolejnych ruchów, doprowadzając się do spełnienia. Schował twarz w zgięciu między moją szyją i ramieniem i ugryzł mnie mocno, gdy targały nim ostatnie spazmy rozkoszy. 
       Przez chwilę w pokoju słychać było nasze przyspieszone oddechy, a potem Harry wysunął się ze mnie i opadł na poduszki obok, lecz zaraz potem odskoczył nagle z głośnym sykiem. 
       - Au! - jęknął i spojrzał na mnie ze sztucznym wyrzutem. Kazałam mu się odwrócić i sama syknęłam na widok przed sobą. Na plecach Harry’ego widniało osiem ciemnych stróżek krwi, zaczynających się w głębokich rankach, jakie po sobie zostawiłam. 
       - Przepraszam - szepnęłam i wstałam, ruszając pospiesznie do łazienki. Po krótkim odświeżeniu się namoczyłam, porwaną wcześniej z kuchni, szmatkę i wyszłam na korytarz. 
       Gdy wróciłam do sypialni, zobaczyłam, że Harry wygląda przez okno, nagi jak go natura stworzyła, ozdobiony srebrnym światłem księżyca. Uśmiechnęłam się na ten widok i podeszłam do niego, dotykając delikatnie szmatką jego pleców. Pocałowałam go w ramię, gdy szmatka zbierała dowody naszego zbliżenia. Harry uśmiechnął się, nie patrząc na mnie, a potem spojrzał na ścianę, gdy rozległy się za nią szumy. 
       - Jednak obudziłaś rodziców - szepnął, a ja pacnęłam go lekko szmatką. Kiedy jego plecy były czyste, wyszedł na krótko do toalety, pozostawiając mnie samą z własnymi myślami. 
       Westchnęłam, patrząc na jasny księżyc i myśląc o tym, co się przed chwilą stało. Przyjemna nieświadomość, którą chciałabym zachować na najbliższe kilka dni. Gdy tylko stanęłam przy oknie wspomnienia rzuciły się na mnie, jak wygłodniałe lwy, wzbudzając wyrzuty sumienia, że pozwoliłam sobie na chwilę przyjemności. Liam nie żyje, Caroline powróciła do narkotyków, Kornelia ledwo rozmawiała z Louis’m, nad naszą grupą wisiała wojna, a ja uprawiam seks w swojej starej sypialni w Polsce… 
       Potrząsnęłam głową, wybudzając się z tych natrętnych myśli. Potrzebowałam tego i byłam pewna, że Harry również tego potrzebował. Odmawianie sobie przyjemności nie mogło nam pomóc w zrealizowaniu zemsty.
       - O czym myślisz? - podskoczyłam, gdy poczułam na swojej talii ciepłe ramiona. Zamknęłam oczy i oparłam się o tors Harry’ego
       - Nie skomentowałeś tego, co powiedziałam ci o wypadku - zauważyłam, ignorując jego pytanie. Harry pocałował mnie krótko w szyję. 
       - Wiedziałem, że to Ashton - mruknął, a ja odwróciłam się gwałtownie przodem do niego i spojrzałam ze zdziwieniem w jego oczy. - Gdy tylko dowiedziałem się, że to Phoebe przekazała wam informacje od razu domyśliłem się, że to ten idiota… 
       - Dlaczego nic nie zrobiłeś? - zapytałam. Zaśmiał się cicho i przyłożył swoje wargi do mojego czoła. 
       - Nie chciałem narażać cię na niebezpieczeństwo - szepnął i pociągnął mnie do łóżka.
       - Chodź. Czas spać. To był długi dzień. - powiedział, przyciskając mnie do siebie i układając się wygodnie na łóżku. Choć on zasnął szybko, ja nie mogłam zmrużyć oka przez całą noc. Coś tu nie grało. Jego odpowiedzi wydawały się zbyt proste. Poza tym wciąż nie wiedziałam, jak zaczęła się ich przygoda z nielegalnym handlem. 


#TTDff

26 komentarzy:

  1. jejku ja chcę,żeby Louis zaczął rozmawiać z Kornelią. ogólnie rozdział świetny, życzę dużo weny x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy! :* teraz rozdział z perspektywy Kornelii, wiec zobaczymy jak pojdzie miedzy nia a Lou ;D

      A. <3

      Usuń
  2. Ship życia zaraz po Korneli i Louis'im :c
    Czekam na kolejny, ily xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mam podobnie :D ale jestem pewna, ze u M. działa to w druga strone :D

      A. <3

      Usuń
  3. Ale to wszystko pogmatwane Aż się boję co przyniosą kolejne rozdzialy :** UWIELBIAM !♥ seks a obok rodzice xD milusio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do konca TTD wszystko bedzie juz jasne :D
      Buziaki :*

      A. <3

      Usuń
  4. Ło..... Nie wiem co mam napisać......
    Ale i tak was kocham!!!!
    Miška. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne? Za małe słowo...
    Świetne?... Może jakieś inne.
    Wyjątkowe? Tak, raczej to.

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdzia, tylka mi Kornelii i Louisa brakowało xd juz nie moge sie doczekac nastepnego :D całuje Was,gwiazdy, i dziekuje za to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojawia sie juz w kolejnym rozdziale :D to my dziękujemy za to, ze jestes z nami i za ten komentarz :*

      A. <3

      Usuń
  7. świetny rozdzia, tylka mi Kornelii i Louisa brakowało xd juz nie moge sie doczekac nastepnego :D całuje Was,gwiazdy, i dziekuje za to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  8. swietny rozdzial misie❤

    OdpowiedzUsuń
  9. BRAK TELEFONU TO NAJGORSZA UDRĘKA W XXI WIEKU!
    A więc, tak.... nie wiem od czego zacząć...
    Bo już mniej więcej wiedziałam, co chcę napisać, a tu JEB
    nowy zwiastun? Trzeba obejrzeć!
    No to oglądam... i to jest takie mega!
    Idealnie dobrana muzyka, gify i wszystko i ta całość jest po prostu taka genialna, że o matko, mam fangirling!
    Ale ta końcówka... mnie zabiła
    "I love you" i strzał....
    kurwa, ile ja mam teraz domysłów...
    czemu mam wrażenie, że zginie ktoś z 4?
    czemu myślę, że to będzie Milena?
    Dobra, myślę, że to będą wszyscy ;c
    Nie no, ale trailer serio jest zajebisty i mama takei ajhdgxhjabdgjkdjvbcdshddsgbjkd
    że no po porstu nie moge się ogarnąć i napisać normalnego koma i pewnie zrobiłam trochę błędów, ale to dlatego, że serio szybko piszę to wszytsko xd
    Ale ok, ochłonę, przejdę do rozdziału
    Czerowna czcionka jest zawsze miła dla oczu *-*
    zwłaszcza w takim momemcie, więc jest omg
    ale chcę już kolejny bo nie wiem co to się dzieje u Lou i Korneli !
    No i wgl Milena powiedziała Harry'emu, że celowała do Ashtona
    a potem, że zawsze cierpiała i płakała i była w rozsypce tylko on nigdy tego nie widział i potem było słodko ;c
    Ahh jak ja was kocham! <3
    Czeeekam na następny z niecierpliwością! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahaha, może masz rację, może nie :O No ale zaskoczeniem nie będzie, jeśli powiem, że jeszcze ktoś na pewno zginie. TYLKO KTO?!?!?! :D
      Super, że trailer Ci się podoba, mam nadzieję, że zachęci jeszcze kogoś do przeczytania TTD :O
      Następny rozdział pojawi się już niedługo, może nawet uda się go napisać do jutra :D

      KOCHAMY! :* :* :*

      A. <3

      Usuń
  10. Oja ale super �� nie wiem czemu ale chciałabym zeby mielenie cos sie stało ��nie wiem czemu ale tak ��bardzo fajny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  11. Coraz więcej się dzieje, jeju 😍
    Rozdział jak zwykle genialny ❤

    OdpowiedzUsuń