środa, 24 grudnia 2014

42. Even your emotions have an echo

Na początek: CZERWONA CZCIONKA! (nie ma to, jak taki komunikat przy rozdziale wychodzącym w wigilię ;>)

Na rozwinięcie: Rozdział dedykujemy naszej wspaniałej Justynce (@iLoveDooots), której od razu chciałybyśmy życzyć WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN! Przyszłaś na świat w takim pięknym dniu! Wigilia (prezentyyyy), urodziny naszego kochanego Tommo i jeszcze nowy rozdział TTD (ehe, ehe no dobra to ostatnie już nie takie piękne XD). Życzymy Ci dużo pieniędzy, dużo sławy, dużo Louis'ego, dużo Harry'ego, dużo szczęścia, dużo sukcesów, dużo pewności siebie, dużo wspaniałości, dużo pieniędzy (bo one mogą kupić większość innych życzeń), dużo pieniędzy i dużo pieniędzy! Dużo miłości, dużo radości, dużo koncertów, dużo spotkań M&G, dużo pocałunków z idolami, dużo takiej jednej rzeczy, której nie możemy na głos wypowiedzieć, bo mogłabyś to przeczytać dopiero za dwa lata (mmmmmhhhm). Ogólnie to dużo wszystkiego, czego byś sobie tylko wymarzyła, bo mogłybyśmy wymieniać cały dzień! ;D 
Dziękujemy, że wciąż tak aktywnie wspierasz naszego bloga, że jarasz się tymi wypocinami w tak cudowny sposób i że jesteś z nami w TTD - owym gangu!

Na zakończenie: No i Wam wszystkim, nasze kochane, życzymy spokojnych, zdrowych, bogatych, ciepłych, seksownych, epickich, uroczych, kolorowych, ekscytujących świąt! Mamy nadzieję, że spędzicie je jak najmilej i, mimo rodzinnych integracji, dacie radę przeczytać ten rozdział! 
A teraz zapraszamy! Do czytania, do komentowania, do dzielenia się opłatkiem, a jeśli nie uznajesz chrześcijańskiej tradycji, do jak najlepszego wykorzystania tych wolnych dni, które dało nam państwo! Do imprezowania, chlania i późnego wstawania! :D 
Dobra, ale przecież jesteście tu dla rozdziału, a nie naszej paplaniny, także...  

ENJOY! 

A. <3 & M. xx

p.s. Jeśli zjawiły się jakieś nowe osóbki, które chciałyby być informowane o pojawiających się rozdziałach, napiszcie swoje @ w komentarzach :) :) :)

Even your emotions have an echo *



Milena

        Nagłe walenie w drzwi wybudziło mnie z sennego letargu, w którym znajdowałam się od czasu zniknięcia Kornelii za drzwiami jej sypialni. Odstawiłam kubek z zimną już kawą na stolik i podeszłam wolnym krokiem, by zobaczyć kto dobijał się do naszego mieszkania. Ledwie uchyliłam drzwi, zostałam odepchnięta od progu przez niebywałą siłę. Potknęłam się o własne nogi i omal nie upadłam, gdyby nie fotel, stojący za mną. Skonsternowana zdałam sobie sprawę, że w salonie stanął Calum, patrzący na mnie przez zmrużone powieki. Jego obecność otrzeźwiła mnie od razu i  zablokowałam mu drogę, gdy próbował zrobić krok do przodu.
        - Co tutaj robisz? - zapytałam wściekła, że Michael miał czelność sprowadzać do nas więcej swoich ludzi. 
        - Gdzie jest Kornelia? - rzucił, odsuwając mnie na bok i rozglądając się po mieszkaniu, jakby spodziewał się mojej przyjaciółki siedzącej w jednym z foteli. Co znowu? Czy Harry się pomylił? Michael wciąż chce nam ją odebrać? 
        - To nie twoja sprawa, a teraz wynoś się z mojego mieszkania - warknęłam, popychając go ku korytarzowi. 
        - Dziewczyno, nie denerwuj mnie, powiedz gdzie ona jest! - krzyknął, a jego twarz wykrzywiła złość. 
        - Dochodzi do siebie w sypialni - cichy głos Louis’ego dotarł do mojej świadomości z lekkim opóźnieniem. Szarpnęłam głowę w jego stronę tak szybko, że zabolał mnie kark. Tomlinson patrzył bez emocji na Caluma, a ten odpowiedział na jego słowa głębokim oddechem. Nie zważając na moje protesty, podszedł do Louis’ego i zatrzymał się dopiero, gdy dzieliła ich kilkucentymetrowa przestrzeń. 
        - Wszystko w porządku? - zapytał, a mnie opadła szczęka. Przerzucałam wzrok z jednego na drugiego, próbując dobrać do siebie odpowiednie puzzle tej dziwnej układanki. 
        - Cóż, Evan nie pozostawił jej bez pamiątki, ale poza tym będzie wszystko w porządku - odpowiedział Louis. 
        - Wiem, że to była wasza zagrywka - oznajmił Calum, przyciszając głos, a mnie serce podskoczyło do gardła. Louis nie odpowiedział. W milczeniu patrzył mu w oczy, zapewne zastanawiając się czy powinien przyznać się do winy. 
        - Nie jestem głupi, Michael nie jest głupi - kontynuował brunet. Pochylił się ku Louis’emu, jakby spodziewał się porozrzucanych wkoło podsłuchów - będzie domagał się zapłaty. - powiedział cicho, a brwi rzuciły cień na jego oczy. Louis zacisnął wargi i skinął głową. 
        - Wiem. Nie jest to nic, czego byśmy się nie spodziewali - odparł, siląc się na obojętny ton. Obserwowałam ich z zainteresowaniem, świadoma, że coś mnie omijało. Od kiedy Calum próbował nam pomóc? Mężczyzna wyprostował plecy i zerknął ponad ramieniem Louis’ego. 
        - Chce się z nią zobaczyć - powiedział stanowczym tonem, zmieniając diametralnie nastrój między nimi. Louis parsknął śmiechem i pokręcił powoli głową. Położył na jego ramieniu dłoń, jakby spodziewał się natarcia. 
        - Słuchaj, młody. Odbębniłeś swoje, dzięki tobie dowiedziałem się o tej popierdolonej sprawie, ale nie przeciągaj struny. - rzucił groźnie, patrząc mu prosto w oczy. Błękit staczał z brązem niemą walkę. Calum przekrzywił głowę i cały się napiął. 
        - Kurwa, chociaż na chwilę, Tomlinson - załamując ręce, naparł na Louis’ego, który odepchnął go tak mocno, że Calum zachwiał się na nogach. Palec wskazujący wystrzelił w jego kierunku, gdy Louis przestał udawać uprzejmość. 
        - Nie nadużywaj mojej cierpliwości. Jeżeli próbujesz dobrać się do mojej kobiety to radzę, żebyś od razu z tego zrezygnował - syknął groźnie, a Calum przekręcił oczami. Otrzepał klapy koszuli z niewidzialnego pyłu i przejechał dłonią przez swoje ciemne włosy. 
        - Nie rób z siebie idioty, po prostu chcę wiedzieć, czy wszystko z nią w porządku - warknął, pochylając się nieznacznie, jak gotowy do ataku lampart. Louis wypuścił ciężko powietrze przez nos. 
        - Już ci mówiłem…
        - Calum. Wszystko ok - głowy wszystkich odwróciły się ku różowej czuprynie, wychylającej się z progu. Poczułam nieprzyjemne nerwowe łaskotanie w żołądku. Bałam się z nią zamienić słowa od wczoraj, gdy zemdlała po swoim wybuchu złości. Prawdę powiedziawszy nie miałam na to zbyt wielu okazji, bo Louis nie odstępował jej na krok. 
        Calum opuścił bezwładnie ramiona na widok mojej przyjaciółki, która teraz stanęła między nim, a Louis’m. Właściwie to stanęła frontem do Caluma, przylegając plecami do torsu Louis’ego, jakby chciała go obronić przed naszym “gościem”. Brunet wyciągnął rękę i dotknął jej policzka, przyglądając się plastrowi na czole i guzowi na skroni. Skrzywił się z sykiem, a potem opuścił dłoń, widząc ostrzegawcze spojrzenie Louis’ego. 
        - Zasłużył na to, co dostał - powiedział drżącym głosem, a Kornelia kiwnęła głową i odepchnęła się lekko od Louis’ego. 
        - Nikt temu nie zaprzecza. - odparła. Nie uszło mojej uwadze, że dziwna ciemna aura, która pojawiła się wokół niej poprzedniego dnia, wciąż tam była. Zagryzłam wargę i przeniosłam ciężar ciała z nogi na nogę, czując się dziwnie niekomfortowo z tą odmienioną Kornelią w jednym pomieszczeniu. W tym czasie ona podeszła do Caluma i owinęła ręce wokół jego bioder, wtulając się w niego mocno. Louis poruszył się niespokojnie, ale nie interweniował
        - Dziękujemy, że nam pomagałeś. - szepnęła moja przyjaciółka, gdy Calum położył ramię na jej plecach i zaczął je głaskać powolnymi ruchami. 
        - Na tyle, na ile mogłem - odszeptał i pochylił się, by ucałować czubek jej głowy. Louis zmrużył oczy, co nie uszło jego uwadze. Spojrzał na niego lękliwie, z niewypowiedzianą prośbą. Prośbą o pozwolenie na chwilę bliskości? 
        Kornelia wreszcie oddaliła się od niego i powróciła pospiesznie do boku Louis’ego. Ujęła jego dłoń w swoją i skinęła na Caluma. Ekspresja chłopaka sugerowała, że nie podobała mu się ta sytuacja. Rzucił wzrokiem na splecione dłonie pary i przełknął ciężko ślinę. Odchrząknął, przeczyszczając gardło i rozejrzał się po salonie. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. 
        - Przepraszam, że tak cię potraktowałem - powiedział, a potem odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. 
        - Hood! - zawołał za nim Louis. Calum zatrzymał się w progu, ale nie odwrócił. Przekręcił tylko nieco głowę, wbijając wzrok w podłogę i czekając na dalsze słowa mężczyzny. - Umowa, o której mówiła ci Kornelia, gdy Styles był jeszcze w Irlandii, nie została zerwana - skrzywiłam się na ton z jakim Louis wypowiedział nazwisko Harry’ego. Może chciał to ukryć, może wręcz przeciwnie. Wszystko jedno, bo obrzydzenie, w które je ozdobił było aż nadto słyszalne. Tylko ja byłam w stanie dostrzec, że Calum zamknął na dłuższą chwilę oczy, a mała zmarszczka pojawiła się między jego brwiami. Ująwszy w dłoń klamkę, wziął głęboki oddech. 
        - Jasne - rzucił cicho i zamknął za sobą drzwi. 
        W salonie zapanowała nieznośna cisza. Nikt się nie ruszył, nikt nie wypowiedział nawet jednego słowa. Przygryzłam paznokcie, nie mając pojęcia co robić. Powinnam się odezwać? Poprosić Kornelię o rozmowę? Zaproponować kawę? W końcu był poranek. Co miałam zrobić? 
        - Milena… - podskoczyłam, gdy z jej ust padło moje imię. Błyskawicznie przywróciłam się do porządku i spojrzałam w niebieskie oczy przyjaciółki. 
        - Tak? - mój głos był zachrypnięty, zdradzając zdenerwowanie. Kornelia uśmiechnęła się łagodnie i ścisnęła mocniej dłoń Louis’ego
        - Jak się czujesz? - zapytała z troską, wywołując u mnie konsternację. Uniosłam niepewnie kąciki warg i podrapałam się po głowie
        - Ja? Um… Dobrze. Dobrze. A ty? - nerwy zjadały mnie w całości, przeżuwały i wypluwały te durne słowa. Przecież to była Kornelia. Dziewczyna, którą znałam kilka lat, z którą nie rozstawałam się na dłużej niż tydzień, która była przy mnie, a ja przy niej w doli i niedoli. Dlaczego robiłam z siebie taką idiotkę. 
        - Dobrze. Jeszcze trochę kręci mi się w głowie, ale to przejdzie. - machnęła niedbale ręką i zaśmiała się wesoło. - Mam nadzieję, że nie miałaś dzisiaj koszmarów? - dodała, sprawnie schodząc ze swojego tematu. Dlaczego zachowywała się, jakby nic się nie stało. Jakby poprzedniego dnia nie została porwana, pobita i nie groziła jej śmierć? Czy mogła sobie z tym poradzić przez noc? Nie.. Nie ona. Ta dziewczyna to tykająca bomba naładowana emocjami. Coś było nie tak i musiałam się dowiedzieć co. 
        - Nie. - skłamałam. Tak naprawdę miałam koszmary. Gorsze niż zwykle. Widziałam w nich martwego Harry’ego i Kornelię. Co jakiś czas przed oczami pojawiał mi się Louis, który płakał nad ich grobem, a ja nie mogłam wydusić z siebie nawet jednego szlochu, zakneblowana niewidzialnym materiałem. Jeszcze gorzej było w chwili po przebudzeniu, gdy zorientowałam się, że moje łóżko było puste. Harry musiał uporać się z policją i Michaelem, na co poświęcił całą noc, pozostawiając mnie samą ze swoimi myślami. 
        - To dobrze. Mam nadzieję, że od teraz będzie ci się polepszać - mi? A co z Tobą? Myślałam, nie rozumiejąc zupełnie co się właściwie działo. Już miałam odpowiedzieć, ale drzwi wejściowe ponownie się otworzyły i do mieszkania wszedł Harry. Spojrzał po każdym z osobna, zatrzymując na chwilę wzrok na Louis’m i zdjął marynarkę. 
        Tomlinson napiął się cały i wyszedł nieco przed Kornelię, jakby bał się, że Harry ją zaatakuje. Domyślałam się, że na tym etapie był to odruch bezwarunkowy, ale wyraźnie dostrzegłam ból przebiegający po twarzy mojego chłopaka, gdy go zauważył. Rzucił marynarkę na oparcie fotela i wziął głęboki oddech. 
        - Wszystko załatwione. - oznajmił, nie patrząc na nikogo. Podeszłam do niego powoli i wzięłam go za rękę, uśmiechając się pocieszająco. 
        - Świetnie - rzucił Louis, pociągnąwszy dłoń Korneli, odwrócił się w kierunku jej sypialni. 
        - Tommo… - zawołał za nim Harry, łamiącym się głosem, lecz drzwi zatrzasnęły się nim zdążył dokończyć myśl. Zacisnął palce na mojej skórze, a mięśnie jego szczęki zatańczyły gwałtowne. Pocałowałam go w ramię, czując ból, który w sobie nosił. 
        - Chcesz się stąd wynieść? - szepnęłam głosem przytłumionym przez jego koszulę. Spojrzał na mnie spod siniaków na twarzy i westchnął głęboko. Kiwnął głową, a ja sięgnęłam po jego podbródek i złożyłam na ustach delikatny pocałunek. 
        Porwałam z sypialni torebkę, dopiłam w pośpiechu kawę i wyszłam za Harrym na korytarz. Nie musieliśmy nawet omawiać celu naszej ucieczki. Harry od razu ruszył w stronę swojej willi. Przez całą drogę wpatrywał się w przednią szybę, nie mówiąc wiele. Bawiłam się jego palcami, spoczywającymi na moim udzie, ale żadne z nas nie wypowiedziało nawet słowa. Czułam się dziwnie ze świadomością, że mieliśmy wreszcie spokój. Tak, został do rozwiązania jego konflikt z Louis’m i dziwne zachowanie Kornelii, ale poza tym wydawało się, że nikt nie był już w niebezpieczeństwie, co zdjęło z mojego serca ogromny ciężar. Czekała nas rozmowa, która prawdopodobnie odbędzie się w pomieszczeniach ogromnego budynku, do którego zmierzaliśmy, ale nie mogłam zostawić ot tak faktu, że Harry naraził moją przyjaciółkę na niebezpieczeństwo. Nie byłam tak zła, jak spodziewałam się, że będę, lecz ostatnie dwa dni pozostawiły we mnie niesmak, którego musiałam się pozbyć. 
        Maserati zatrzymało się na kamiennym podjeździe i wyszliśmy z auta bez słowa. Spotkaliśmy się przed maską i złączyliśmy dłonie, po czym, w milczeniu, ruszyliśmy do drzwi. Harry przekręcił klucz i wpuścił mnie do środka. Dom przywitał mnie zapachem drewna i męskich perfum, który znałam już tak dobrze. Nie wiedziałam gdzie się skierować. Poza garderobą z tajemną skrytką i ogromną łazienką, na parterze znajdowało się jeszcze biuro Harry’ego, w którym trzymał wszystkie dokumenty dotyczące transakcji, pokój z którego wychodziło się na piękny duży ogród i pokój gościnny. Na piętrze usytuowana była sypialnia Harry’ego, oszklony salon, który ukazywał piękno okolicy, dwie łazienki, kolejny pokój gościnny, pokój medialny i, moje ulubione pomieszczenie w całym domu, biblioteka. Nim Harry wyleciał do Irlandii zdążyłam dobrze zaznajomić się z tym miejscem. Byłam podekscytowana, że mogłam znów się w nim pojawić. To oznaczało powrót do normy, jeśli coś w moim nowym życiu mogłam nazwać normą. 
        Spojrzałam na duży brązowy fortepian, stojący samotnie w ogromnym holu i uderzyła mnie pewna myśl. Odwróciłam się do Harry’ego, który zamykał właśnie drzwi na klucz i uśmiechnęłam się psotnie. Widząc to, zmarszczył brwi i przekrzywił głowę zaintrygowany. 
        - Jakim cudem jeszcze nie słyszałam jak grasz na tym cudeńku? - zapytałam, wskazując palcem instrument. Wreszcie przez jego twarz przebiegł cień uśmiechu, gdy pokręcił głową
        - Nie jestem w tym najlepszy, to Louis jest pianistą - wzruszył ramionami, krzywiąc się na wspomnienie swojego przyjaciela. Zacisnęłam wargi i położyłam ręce na biodrach. 
        - Więęęęc… Kupiłeś sobie piekielnie duży, drogi fortepian, tylko po to, żeby ładnie wyglądał? - parsknął śmiechem i podszedł do instrumentu, wyciągając do mnie rękę. 
        - Widziałaś to miejsce? Co innego mogłoby zapełnić tę przestrzeń? - zapytał, siadając na stołku. Ustawił odpowiednio jego wysokość i położył palce na klawiaturze. Nagle w holu rozbrzmiała piękna muzyka, która wydostawała się spod klapy instrumentu. Otworzyłam szeroko oczy w zdziwieniu i podbiegłam do Harry’ego, klepiąc go w ramię. 
        - Kłamca! - warknęłam, patrząc jak jego długie palce suną zgrabnie po klawiszach, wprawiając w ruch młotki we wnętrzu fortepianu. Harry zaśmiał się melodyjnie, niemal synchronizując z muzyką, po czym przerwał grę. Jeszcze przez chwilę w domu odbijało się echo czystych dźwięków, by potem otoczyła nas przejmująca cisza. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Kornelia pewnie doznałaby tutaj orgazmu. 
        - Nie przerywaj! - zażądałam, machając zabawnie rękami, a Harry zachichotał i pociągnął mnie niespodziewanie na swoje kolana. 
        - Chyba nie zamierzamy teraz odegrać tandetnej sceny z jakiegoś romansu, co? Ja będę grał, a ty uświadomisz sobie, jak jesteś we mnie zakochana, by wreszcie pocałować mnie w pełnej uniesienia chwili - szepnął mi do ucha, wywołując gęsią skórkę. Ścisnęło mnie w żołądku na wspomnienie “zakochania”, ale celowo to zignorowałam. Zgarbiłam się lekko i westchnęłam przeciągle, kręcąc głową. 
        - Potrafisz zepsuć cały nastrój. - mruknęłam oskarżycielsko, a on wybuchnął śmiechem, który dla mnie był wystarczającą muzyką. Przymknęłam oczy, delektując się tym dźwiękiem i bliskością Harry’ego, a biodra same poruszyły się sugestywnie. Harry znieruchomiał na moment, zapewne oceniając czy dobrze zrozumiał ten gest. Milczeliśmy chwilę oboje aż odważyłam się ponownie zakołysać na jego kolanach. To wystarczyło. Zgarnął w pięść moje włosy i pociągnął mocno, kładąc moją głowę na swoim ramieniu. 
        - Wręcz przeciwnie. Najwyraźniej zbudowałem o wiele lepszy nastrój - warknął gardłowo, a ja poczułam pod sobą twardniejącą męskość. Mruknęłam z aprobatą i wykonałam kolejny ruch, co sprowokowało go do chwycenia wolną ręką mojej szyi. Ścisnął ją lekko, po czym zsunął dłoń do mojej piersi, wydzierając ze mnie stłumione jęknięcie. Poruszałam się miarowo, ocierając o jego czarne spodnie i wywołując imponującą erekcję, którą mogłam wyczuć przez barierę naszych ubrań. 
        Może nie był to zbyt odpowiedni moment, może powinnam siedzieć z nim i kłócić się na temat tego, jak załatwił sprawy w Irlandii, ale prawdą było, że nie mogłam teraz być bardziej obojętna na swoją złość. Tęskniłam za nim. Tęskniłam za każdym centymetrem tego wspaniałego ciała. Kłótnia poczeka. 
        Harry w końcu nie wytrzymał, odepchnął mnie delikatnie od siebie i wstał ze stołka. Jego dłonie natychmiast odnalazły drogę do moich bioder, na których zacisnęły się, zostawiając siniaki. 
        - Do sypialni - warknął groźnie, gryząc mnie w szyję i przywracając wspomnienia naszego pierwszego seksu. Nie widziałam tej mrocznej, władczej strony Harry’ego od ponad trzech tygodni, co spotęgowało ogień, który właśnie wybuchnął między moimi nogami. Chciałam spełnić jego polecenie, ale nie mogłam oderwać wzroku od tych rozszerzonych źrenic. Stałam jak sparaliżowana, oddychając szybko i podziwiając doskonale czytelne pożądanie, które wpłynęło na jego twarz. Pochylił się do mnie ponownie i złapał w zęby płatek mojego ucha. 
        - Słyszałaś co powiedziałem? - syknął cicho, sprawiając, że prawie ugięły się pode mną nogi. Oparłam się o fortepian, który zajęczał żałośnie, gdy próbowałam opanować pełne żądzy zaćmienie. 
        - Świetnie, w takim razie… - zaczął, a potem, bez ostrzeżenia, rozerwał guziki mojej koszuli. Wciągnęłam głośno powietrze, zaskoczona i jednocześnie podniecona. 
        - Musisz przestać to robić - szepnęłam, gdy zgarnął w dłonie moje, uwięzione w staniku, piersi. 
        - Co? - zapytał, otulając moją szyję ciepłym oddechem. Przeczyściłam gardło, osuwając się nieznacznie na klawiaturze, która ponownie wydała z siebie kilka dźwięków. 
        - Um… Psuć moje rzeczy. - pisnęłam, nienaturalnie wysokim głosem, gdy jego ręka znalazła się pomiędzy moimi nogami. Poczułam, jak spodnie rozluźniają się, gdy Harry odpiął guzik i rozporek, a potem stanęłam przed nim w samej czarnej bieliźnie, gdy zsunął je z mych nóg. 
        - I tak nie podobała mi się ta koszula - warknął, napierając na mnie, a fortepian zaśpiewał fałszywie. Poczułam na udzie jego twardość i zdałam sobie sprawę, że nie dotrzemy do sypialni. Harry był zbyt wygłodniały, zbyt długo czekał, podobnie jak ja. 
        Wtem jednak spowolnił swoje ruchy, obdarzał głębokimi, zmysłowymi pocałunkami moją rozpaloną skórę, a ja wiłam się pod jego dotykiem. Długie palce przesuwały się po moich majtkach, w górę i w dół, torturując mnie bezlitośnie. Zrzuciłam z niego koszulkę i wgryzłam się w jego ramię, próbując powstrzymać jęknięcie rozkoszy, gdy wdarły się pod moją bieliznę. Kołysałam biodrami w rytm jego ruchów, próbując spotęgować doznania, które mi serwował, ale on  zacmokał z dezaprobatą i oddalił ode mnie swoją dłoń, przyciskając w to miejsce biodra. Pisnęłam desperacko, ocierając się o nabrzmiałą męskość, wciąż uwięzioną w jego spodniach. 
        - Harry… - szepnęłam błagalnie, patrząc na niego zamglonym wzrokiem. Posłał mi mroczny uśmiech i polizał moją dolną wargę. Zadrżałam. 
        - Co? - zapytał, bezlitośnie obojętnym tonem. Jego gierki doprowadzały mnie do szału. Do bardzo przyjemnego szału…
        - Proszę… - jęknęłam, gdy odpiął mój stanik, który wylądował na ziemi z resztą ubrań. 
        - O co? - drażnił się ze mną, schodząc w dół, zostawiając na mojej skórze mokre ślady. Bawił się przez chwilę krawędzią moich majtek, po czym zsunął je powoli. Stałam teraz zupełnie naga, podczas gdy on wciąż był w połowie ubrany. Nie mogłam powstrzymać krzyku rozkoszy i gwałtownego drżenia, gdy przejechał językiem po najczulszym miejscu mojego ciała. 
        - O co? - powtórzył, powracając do moich ust i zezwalając mi na posmakowanie swoich soków. Ten miesiąc podziałał na mnie, jak naciągnięta cięciwa działa na strzałę. Wreszcie zostałam posłana ku wolności, a spotęgowane pożądanie potrzebowało spełnienia tu i teraz. 
        - Weź mnie - mruknęłam w jego usta, a on zaśmiał się zmysłowo i sięgnął do swoich spodni. 
        - Myślałem, że już nigdy tego z siebie nie wydusisz - rzucił i uwolnił członka z wiążącego go materiału. Bez zbędnych wstępów i ceregieli wszedł we mnie głęboko i gwałtownie, a ja krzyknęłam z rozkoszy, witając go w sobie. Czułam jak rozpychał moje wnętrze, sięgając najbardziej czułego punktu i wywołując przed oczami iskry. Harry wsuwał się i wysuwał ze mnie szybkimi ruchami, chowając twarz w zagłębieniu między moją szyją a ramieniem, a ja mogłam tylko oddawać się przyjemności, jaką mi ofiarował. Fortepian wygrywał pod nami wściekłe melodie, dostosowując się do rytmu naszych ciał. 
        W pewnym momencie Harry sięgnął ręką do moich włosów i pociągnął za nie gwałtownie, uwydatniając przed sobą moją szyję. Dysząc ciężko, wpił się w nią ustami, nie przerywając swoich ruchów. Czułam na skórze zęby, które miały pozostawić na niej długotrwałe ślady, ale nie dbałam o to. Zaborczość z jaką mnie wziął, jego żądza i chęć dominacji wprowadzały mnie w stan ekstazy. Czułam zbliżający się orgazm i wbiłam paznokcie w nagie plecy Harry’ego, próbując poczuć go bardziej, głębiej. 
        - Ah, Harry - jęknęłam, będąc już na skraju. Poczuł, jak moje ścianki się kurczą i natychmiast wysunął się ze mnie, pozbawiając drogi do osiągnięcia upragnionego szczytu. Ścisnęłam uda, próbując ulżyć sobie w torturze, łapiąc się na tym, że wciąż cichutko pojękiwałam. Harry nie dał mi szansy na protesty, bo złączył swoje usta z moimi, wpychając do nich język. Trzymał mnie mocno za włosy, ograniczając swobodę ruchów, a drugą ręką sięgnął do moich pośladków. Z łatwością uniósł mnie w górę i posadził na klawiaturze, a fortepian zagrał głośniej niż kiedykolwiek. Wtedy wbił się we mnie ponownie, nie tracąc zbędnych słów. Spojrzałam w jego przymglone oczy, zarzucając mu ręce na szyi, przyjmując go  w sobie raz za razem, pchnięcie za pchnięciem. Mruczał gardłowo, na jego ciele wystąpiły kropelki potu. Posyłał ku mnie ciepło swego oddechu, który teraz stał się nieregularny, ruchy straciły na statyczności, a ja poczułam, że on napręża się jeszcze bardziej. Wreszcie doszedł, z głuchym jęknięciem, przyciskając mnie do siebie mocno i wykonując kilka ostatnich ruchów, które doprowadziły mnie na skraj świadomości. Przejechałam paznokciami po jego plecach, zostawiając na nich krwawe ślady i wygięłam kręgosłup, przyjmując każdą kolejną falę jego intensywnego orgazmu, oddając w zamian swoje spełnienie. Przeklął siarczyście i wysunął się ze mnie, wprowadzając moje ciało w niekontrolowane drżenie, gdy otarł się o przewrażliwione wnętrze. 
        Dyszeliśmy ciężko oboje, nie odzywając się jeszcze przez chwilę, patrząc sobie w oczy w napięciu. Harry ścisnął moje biodra, a potem powiedział coś, czego najmniej w tamtym momencie się spodziewałam. Coś, czego od dawna skrycie się obawiałam, coś, czego nie chciałam usłyszeć. 
        - Kocham cię… - przyciągnął mnie do siebie i pocałował zapalczywie, a ja w szoku, przyjęłam jego pocałunek, oszołomiona przeżytym orgazmem i tym potężnym wyznaniem. Gdy odsunął się nieznacznie, spojrzałam w jego oczy, nie mogąc wydusić słowa. Mogło minąć kilka sekund, kilka minut lub godzin, a ja wciąż wpatrywałam się w niego otępiała. Zamrugał szybko i potarł szyję, rozglądając się nerwowo. 
        - Wszystko w porządku? - zapytał przyciszonym głosem, a ja potrząsnęłam głową, by ocknąć się z tego dziwnego stanu. 
        - Tak. Tak - powiedziałam, zachrypniętym głosem i zabrałam się za zbieranie z ziemi swoich rzeczy. Nałożyłam na siebie bieliznę i spodnie, a zniszczoną koszulę położyłam na klapie fortepianu. Harry w tym czasie zapiął guzik jeansów. Wciąż czułam na sobie jego uważny wzrok. Unikając go uparcie popędziłam do garderoby i szarpnęłam kilka przypadkowych rzeczy Gemmy - siostry Harry’ego. I tak już z nich nie skorzysta. Nim zdążyłam zamknąć się w łazience, Harry chwycił mnie za ramię i zatrzymał w połowie drogi. Napięłam się, nie będąc jeszcze gotową na konfrontację. Jakim cudem chwilę temu kochaliśmy się jak szaleni na klawiaturze fortepianu, a teraz nie mogłam nawet na niego spojrzeć. 
        - Nie chciałaś tego usłyszeć, prawda? - szepnął, poprawnie odczytując moje obawy. Wbiłam wzrok w podłogę, nie będąc w stanie ani zaprzeczyć, ani potwierdzić. Nie chciałam go zranić, nie teraz, gdy miał na głowie tyle stresów. Mogłam grać na zwłokę, lecz nie widziałam w tym sensu. 
        - Milena. - moje imię zabrzmiało w jego ustach surowo. Jakby był poirytowany, nawet zły. Nie było wyjścia. Spojrzałam w jego zielone oczy i przygryzłam wargę. Byłam w potrzasku. 
        - Nie rozumiem. Irwin mówił… cytował… - Harry zmrużył oczy, jakby próbował rozwiązać wyjątkowo trudne równanie matematyczne, a potem błysk świadomości zmienił jego ekspresję. Pełne usta ułożyły się w małe “o”, brwi uniosły wysoko. 
        - Nie powiedziałaś tego… - szepnął, a ja domyśliłam się co zrobił Ashton. Harry mówił, że w Irlandii Irwin przekazał mu wiadomości, które zostawiłam na jego poczcie głosowej. Zapewne, by wyprowadzić go z równowagi, blondyn dodał niektórym z nich dramaturgii. Pokręciłam głową, przekazując Harry’emu, że jego obawy były słuszne. 
        - Nie… - mruknęłam, zachrypniętym głosem. - Harry ja…To nie tak, że… Po prostu Maciej… ja nie wiem. Nie wiem - mamrotałam bez ładu i składu, nie wiedząc, jak przekazać Harry’emu co czułam. Sama nie wiedziałam co czułam. Bez wątpienia było to coś silnego, lecz nie chciałam nadawać temu etykiety. Ostatni mężczyzna, któremu wyznałam miłość zdradzał mnie z wieloma kobietami, oszukując przez cały czas trwania związku. Nie mogłam ot tak rzucać tych słów, nie będąc pewną ich prawdziwości. 
        Ku mojemu zaskoczeniu Harry uśmiechnął się łagodnie i przyciągnął mnie do siebie, przyciskając moją głowę do jego chłodnej klatki piersiowej. Poczułam ciepłe usta na włosach. 
        - W porządku. Rozumiem. Mogę ci jedynie obiecać, że prędzej czy później wycisnę to z ciebie - zażartował, a ja odetchnęłam z ulgą. Był cudowny. Był idealny. Dlaczego? To niemożliwe. To niemożliwe, żeby wyrozumiały, wrażliwy facet, obejmujący mnie ciasno, był tym samym dupkiem, którego spotkałam w Bobbles podczas naszych pierwszych wakacji w Londynie. Jak? Jak? JAK? Pewnie nigdy nie miałam zdobyć odpowiedzi na to pytanie. Bo i po co? Wolałam przyjąć jego uczucie i cieszyć się z korzyści, które z sobą niosło. W zamian oddawałam ile byłam w stanie, świadoma, że to wciąż za mało, lecz niezdolna do poprawy. Może z czasem. Później. Kiedy już będę pewna… 
        Głośny dzwonek, rozdzierający ciszę w willi przestraszył nas obojga. Zaśmialiśmy się niezręcznie ze swojej reakcji i Harry odsunął mnie od siebie na odległość ramion. 
        - Otworzę - szepnął i pocałował mnie w spocone wciąż czoło. Opuściłam powieki, przyjmując ten gest. Wewnętrzny spokój, który niedawno osiągnęłam pozwolił mi na rozkoszowanie się tymi chwilami. Wreszcie mogłam normalnie funkcjonować. 
        - Wezmę prysznic - oznajmiłam i wskazałam na łazienkę za sobą. Harry kiwnął głową i odwrócił się, by otworzyć wejściowe drzwi, w chwili, gdy po holu rozniosło się niecierpliwe pukanie do drzwi. 
        Pod prysznicem mogłam wreszcie oddać się kotłującym myślom. Harry powiedział, że mnie kocha, Kornelia była bezpieczna, choć jej zachowanie budziło moje podejrzenia, Louis zabijał Harry’ego wzrokiem przy każdym spotkaniu. Może nie groziły już nikomu śmierć, porwanie i inne niebezpieczeństwa, ale zdecydowanie musieliśmy rozwiązać problemy dzielące naszą czwórkę. Harry powiedział, że mnie kocha. Choć bałam się tego, jak ognia, wiedziałam, że kolejnym krokiem ku progresowi była moja rozmowa z Kornelią. Złapałam się na tym, że czułam pewien żal do Louis’ego o wrogą postawę, którą prezentował względem swojego przyjaciela. Może Harry nie miał wyjścia i musiał początkowo poświęcić Kornelię. Kocha mnie. Może plan nie był idealny, ale zadziałał. 
        Wyszłam z kabiny i wytarłam ciało puchatym ręcznikiem. Narzuciłam na siebie kremową bluzkę z krótkim rękawem i czarne leginsy, i poprawiłam w lustrze makijaż. Zamknęłam torebkę i spojrzałam w częściowo zaparowane lustro. Dlaczego mnie kochał? 
        Drzwi otworzyły się bezszelestnie i wyszłam na korytarz, z uśmiechem dostrzegając, że moja rozdarta bluzka wciąż leżała na fortepianie, a koszulka Harry’ego na podłodze. On natomiast gdzieś zniknął. Wytężyłam słuch, mając nadzieję, że jakiś hałas doprowadzi mnie do miejsca jego pobytu, a potem zamarłam. 
        - Michael na to nie pozwoli - głos Harry’ego, dochodzący z jego gabinetu, znajdującego się za drzwiami po przeciwnej stronie od łazienki i garderoby, brzmiał na zdenerwowany. 
        - Przecież nie on prowadzi tę grupę tylko ty! Ty i Tommo! - w osłabionym głosie Liama wyraźna była desperacja. Co on tutaj robił? Nie widziałam się z Liamem od czasu moich odwiedzin w jego mieszkaniu, gdy ujawniał oznaki odwyku, który zarządziła Karolina. Ścisnęło mnie w gardle, na myśl o tych czasach. Płacz i koszmary to jedyne skojarzenia, które przychodziły mi do głowy. 
        - Cholera on jest bystry! O mało nie straciliśmy przez niego Kornelii - wyraźnie słyszałam, że owe słowa zostały ciśnięte przez zęby. Harry tracił cierpliwość. Na paluszkach pokonałam odległość dzielącą mnie od wejścia do gabinetu i stanęłam pod ścianą. Głosy mężczyzn były teraz o wiele wyraźniejsze. 
        - Przez niego? - kpiący ton Liama wzbudził we mnie iskrę złości. Zapadła długa cisza. 
        - Przeginasz. Nie zapominaj, że to przez ciebie musiałem lecieć do tej pierdolonej Irlandii. 
        - Przez Evana. Nikt nie kazał ci handlować kobietami. Wiesz, że już byś nie żył gdyby to była Caroline lub Phoebe. 
        - Phoebe już nie jest z nami
        - Ale gdyby była Niall nie wahałby się, by wpakować Ci kulkę w łeb. Ja nie wahałbym się, żeby to zrobić. Kornelia była najbezpieczniejszym wyjściem prawda? Wiedziałeś, że Louis’emu za bardzo na tobie zależy. Jesteście jak bracia, wy dwaj. 
        - Mówisz, że gdybym wybrał Caroline, padłbym martwy z twojej ręki? 
        - Co zrobiłeś, żeby nie doszło do transakcji, hm? - Liam sprawnie zmienił temat, a ja ścisnęłam materiał bluzki w dłonie. Jego głos brzmiał słabo, lecz coś mi mówiło, że grał w tej grupie o wiele ważniejszą rolę, niż wcześniej myślałam. Jak wiele jeszcze musiałam się nauczyć o ich hierarchii? 
        - Nic, o czym twój niewyparzony ryj mógłby słuchać. - bezlitosne słowa Harry’ego przebiły się przez Liama i ścianę, wywiercając małą bolesną dziurkę w moim sercu. 
        - Racja. - Payne wydawał się być niewzruszony - Cokolwiek to było, darowało ci życie, pamiętaj o tym. 
        - Liam, do czego zmierzasz? Przyszedłeś tutaj, żeby błagać mnie o swoje dawne stanowisko, a teraz pieprzysz o rzeczach, z których doskonale zdaję sobie sprawę. 
        - Znam cię. Doskonale rozumiem każdy twój ruch i wiem, że gdybyś nie miał planu B nie wystawiłbyś na niebezpieczeństwo jednej z naszych kobiet. Bałeś się, że w narkotykowym szale mógłbym bez słuchania wpakować w ciebie cały magazynek, gdyby to była Caroline. Na dodatek Zayn pomógłby mi schować twoje ciało. Phoebe już dawno wybrała tego popierdolonego Hemmingsa, więc odpada. Jesteś zbyt wielkim tchórzem, żeby wybrać Milenę. Przecież nie chciałeś jej nawet sprowadzać tutaj z Polski, by była bezpieczna, gdzieżby oddawać ją w ręce wroga. Została Kornelia. Louis mógł wyładować na tobie swoją złość, ale wiedziałeś, że w końcu cię wysłucha. Może wciąż nie wierzyłeś w siłę jego uczucia do tej kobiety. 
        - Niezłych mam przyjaciół, którzy straszą mnie śmiercią - Harry zabrzmiał niemal wesoło, gdyby nie mroczny akcent, czający się gdzieś w jego słowach. 
        - Znasz kodeks. Wiesz, że to, co zrobiłeś złamało przynajmniej 10 zasad. 
        - Niepisanych
        - Usprawiedliwiasz się? 
        - Nie. Masz rację. Mielibyście pełne prawo odstrzelić mi łeb. Louis mógł to zrobić bez wahania. Wciąż jednak nie widzę celu tej rozmowy. 
        - Jestem w tym biznesie od początku. Znam nasze strategie, oszustwa, zasady. Przede wszystkim znam ciebie, Lou, Elegancika i Nialla. Chcesz pozbyć się tak wartościowego członka? Wiesz, że wszystkie największe transakcje były przeprowadzane tylko dzięki mojej elokwencji - głos Liama przeszedł do wściekłego szeptu, jakby wiedział, że stałam za drzwiami, bezczelnie ich podsłuchując. 
        - Zaćpałeś się. Nawet teraz trzęsiesz się jak osika, twoje ciało chce tego gówna. 
        - Wciąż jestem zdolny pracować. 
        - Nie w takim stanie
        - Nawet zaćpany, mam o wiele lepsze wyczucie w rozmowach niż ty i Tommo razem wzięci. - miałam ochotę się zaśmiać, bo łatwo było mi uwierzyć w prawdziwość jego słów. Wyobrażałam sobie naburmuszonego Harry’ego i wiecznie żartującego Louis’ego, którzy próbują dokonać jakiejś racjonalnej transakcji ze zblazowanymi bogaczami z innych krajów. 
        - Zayn przejmie funkcje negocjatora. 
        - Och świetnie, każda broń będzie musiała zostać dostarczona cudownie wypolerowana, a każdy worek z amfą, który nie będzie miał równiutkich krawędzi, zostanie wyjebany do kosza. - wyszczerzyłam zęby do pustego holu, przywołując we wspomnieniach obraz Zayna w idealnie skrojonym garniturze. Rzadko widywałam go w luźniejszym zestawie, a jeszcze rzadziej, zachowującego się niekulturalnie. Usłyszałam niski chichot Harry’ego i ze zdziwieniem przyjęłam w sobie uczucie ulgi. Dlaczego zależało mi na ich zgodzie? Ze względu na Karolinę? Może zdążyłam wybudować w sobie pewną odpowiedzialność za Liama. 
        - Jeśli Clifford się dowie… 
        - To nie było jednym z jego warunków, prawda? 
        - Powiedział, że mam cię ogarnąć. 
        - Więc mnie ogarnij. Przydziel do mniejszych zleceń, a z czasem wszystko rozejdzie się po kościach. 
        - Stary, wiesz, że to tak nie działa. 
        - Cholera, Styles, nic nie zrobiłem! Clifford jest inteligentny, jestem pewny, że wie, że to wszystko zostało zmyślone przez Evana!
        - Nawet jeśli to wie, będzie udawał, że jest inaczej. Może jest inteligentny, ale też dumny. Przygarnął pod swoje skrzydła kretyna, który pozbawił go ponad miliona. 
        - On złamał umowę. Dlaczego ty nie możesz jej lekko naciągnąć? - ponownie zapadła długa cisza. Słyszałam tylko ich spokojne oddechy i niemal widziałam oczami wyobraźni, jak wpatrywali się w siebie intensywnie - Harry, rozmyślający nad jego propozycją i Liam, modlący się w duchu o jej pozytywne rozpatrzenie. Wciąż nie chciałam wyjść z ukrycia, choć wiedziałam, że wszystko o czym rozmawiali nie było dla mnie niczym szokującym. Po prostu nie chciałam im przeszkadzać. A może tak tłumaczyłam sobie podsłuchiwanie? Tak czy inaczej coś kazało mi stać pod ścianą. 
        - Musisz być czysty - powiedział wreszcie Harry. Zgodził się. W pewien chory sposób byłam z niego dumna. Koniec końców, Liam był niewinny i karanie go za kłamstwa Petersa było więcej niż niesprawiedliwe. 
        - Dam radę - odparł Liam, a głos załamał mu się w połowie. 
        - Mam nadzieję, bo wciąż widzę świeże ukłucia na twoich rękach - warknął Harry, a potem usłyszałam głośne szurnięcie odsuwanego krzesła. 
        - To była trudna akcja - szept Liama zbił mnie z pantałyku. Już miałam odchodzić wgłąb holu, wiedząc, że Harry zakończył rozmowę, ale jego słowa zatrzymały mnie w pół kroku. 
        - Wtedy, gdy Louis’ego postrzelił Hood - mruknął. Moje serce stanęło na krótką chwilę, jakby nie chciało zagłuszać tej rozmowy. Poczułam, że zimny pot zalewa mi ręce, gdy próbowałam przetrawić, co powiedział Liam. To było tak dawno temu, ale doskonale go pamiętałam, naćpanego w moim gabinecie, mamroczącego do Zayna o zdrowiu Louis’ego. O tym, że bał się, że mógł umrzeć. Wtedy Calum postrzelił Tomlinsona? 
        - Gdyby nie Tommo, już bym nie żył - głos Harry’ego stężał, jakby mężczyzna powstrzymywał się od płaczu. 
        - Zginęło wtedy tylu ludzi. Prawie straciliśmy Lou, ciebie. 
        - Bywały gorsze akcje, Payne. To nie powód, żeby wracać do nałogu. 
        - Może moje nerwy stwierdziły, że to za wiele. 
        - Cóż. Powiedz swoim nerwom, że będzie gorzej i mają sobie poradzić bez wspomagaczy - zimny ton Harry’ego zakończył rozmowę. Potrząsając głową i zmuszając się do działania, ruszyłam w stronę fortepianu, wiedząc, że mężczyźni zaraz mieli znaleźć się w holu. 
        Zdążyłam dotknąć opuszkami palców materiału zniszczonej przez Harry’ego koszuli, gdy drzwi gabinetu uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Odwróciłam się pospiesznie, próbując udawać zaskoczoną. Harry, podczas mojego prysznica, musiał wziąć z garderoby rzeczy, bo jego tors nie był nagi, wbrew temu, czego się spodziewałam. Miał teraz na sobie czarny tank top, rzecz tak nie pasującą do jego stylu. Liam spojrzał na mnie, a przez jego twarz przebiegł wyraz zdziwienia. Był blady, jego policzki zapadnięte, a pod oczami odznaczały się wyraźne sińce. Od czasu naszego ostatniego spotkania musiał jeszcze kilka razy wracać do narkotyków. Zasmuciło mnie to, bo chciałam, by było z nim już dobrze. Choć nie miałam ku temu wielu powodów, Liam wzbudził we mnie sympatię i smuciło mnie, że szpony nałogu nie pozwalały mu się wyrwać na wolność. 
        - Milena! - zawołał zaskoczony i podszedł do mnie szybkim krokiem. Uścisnął mnie serdecznie, a Harry stanął za nim, krzyżując ręce na piersi. 
        - Hej - uśmiechnęłam się, gdy mnie od siebie odsunął. Nie wiedział, że ich podsłuchiwałam. To dobrze. Wymieniliśmy kilka uprzejmości, a potem zniknął za drzwiami wyjściowymi willi, pozostawiając mnie w holu samą z Harrym. Mężczyzna opierał się o fortepian, nie zmieniając pozycji ciała od czasu, gdy przywitałam się z Liamem. Jeden z kącików jego ust unosił się wysoko, a oczy wysyłały komunikat, którego nie potrafiłam zrozumieć. 
        - Co? - zapytałam, zniecierpliwiona jego milczeniem. 
        - Podsłuchiwałaś - rzucił, a ja omal nie zakrztusiłam się powietrzem. Czym się zdradziłam? Myślałam, że świetnie odegrałam swoją rolę, ale Harry i tak zdołał mnie rozgryźć. Nie wiedziałam czy być z niego dumna, czy może powinnam schować się w garderobie. 
        - Nie wiem o czym mówisz - wzruszyłam ramionami, przybierając jak najbardziej obojętny ton, a on parsknął śmiechem i ruszył w moją stronę powolnym krokiem. Położył dłonie na moich biodrach i ucałował w czoło. 
        - Co słyszałaś? - zapytał spokojnie. 
        - Wszystko - odparłam, zdając sobie sprawę, że nie było sensu kłamać. Uśmiech spełzł z twarzy Harry’ego, gdy kiwnął głową. Zmarszczył brwi i ścisnął delikatnie moje ramiona. 
        - I co o tym sądzisz? - zapytał z nutą zmartwienia w głosie. Coś w jego postawie pozwoliło mi myśleć, że szczerze chciał poznać moją opinię. Może jego uważne spojrzenie, napięcie w mięśniach, może sposób w jaki przygryzał swoją pełną wargę. Nie byłam w stanie wskazać konkretnego czynnika, ale Harry właśnie pytał mnie o opinię, jakbym była jednym z członków jego grupy. 
        - Liam nie zasłużył na zwolnienie go z pracy. - wypowiedziałam na głos swoje myśli. - Wszystkiemu winny był Evan i, chociaż Liam niepotrzebnie zwracał się do niego z początkową propozycją, sam do niczego nie doprowadził. Teraz powinniśmy się skupić na wyciągnięciu go z nałogu. Wiem, że tego chce. Słyszałam to w jego głosie. - Harry przyciągnął mnie do siebie i zaczął kołysać nami lekko w lewo i prawo. 
        - Ufam ci - szepnął w moje włosy, a ja zamknęłam oczy i wtuliłam się w niego mocno. 

        Wróciłam do pracy. Teraz, gdy konflikt został zażegnany, Harry powrócił do Anglii, a Kornelia była bezpieczna w naszym mieszkaniu, mogłam skupić się na projektach w firmie Malika. Ucieszyłam się na widok Simona, z którym mogłam ponarzekać na szefostwo. Dowiedziałam się, że projekty, przyznane mi w czasie mojej nieobecności, zostały porozdawane wśród innych pracowników. Dostałam kilka nowych i natychmiast zabrałam się za ich wykonywanie. Nie chciałam, by Zayn pomyślał, że lekceważyłam swoją pracę, bo byłam dziewczyną Harry’ego. Zarabiałam na siebie, robiłam to, co kochałam i nie zamierzałam zniechęcać do siebie szefa. Nieważne jak wysoko ponad nim postawiony był mój facet. 
        Życie w apartamencie było trudne. Minęły dopiero trzy dni, a Kornelia wciąż nie przestawała zachowywać się dziwacznie. Jeśli dziwacznym mogłam nazwać beztroskie rozmowy, pełne spontanicznych chichotów, i troskę o moje zdrowie. Louis unikał Harry’ego jak ognia, budując między nimi napięcie, którego erupcja była nieunikniona. Harry nie chciał rozmawiać na ten temat, a Louis znikał z mieszkania na długie godziny lub przesiadywał z Kornelią w jej pokoju. Miałam wrażenie, że tylko ja zachowałam zdrowy rozsądek, co było nie lada wyzwaniem, zważywszy na moje ostatnie załamanie. 
        W piątek wieczorem siedziałam sama w salonie. Wpatrywałam się ślepo w jasny monitor swojego laptopa, szukając w internecie jakichś nowych ciuchów. Odpalone w pokoju świeczki rzucały chybotliwe światło na jego ściany, tworząc iluzję towarzyszących mi mistycznych istot. Pomarańczowy kolor zalewał salon. 
        Trzask zamykanych drzwi sprawił, że podskoczyłam na kanapie, a laptop wypadł mi z rąk, szczęśliwie osuwając się na poduszki. Podniosłam wzrok, a przede mną stanął Louis, którego mokre włosy błyszczały pod światłem płomieni. Na dworze panowała ulewa. 
        - Hej - powiedział cicho, dostosowując się do sennego nastroju, który stworzyłam. Uśmiechnęłam się do niego uprzejmie i sięgnęłam po komputer. 
        - Hej - rzuciłam, wyłączając przeglądarkę. Żadna z sukienek nie wpadła mi w oko. 
        - Co tu robisz? Nie powinieneś być z Kornelią w Irresistible? - zapytałam, zamykając laptopa i podwijając pod siebie nogi. Był to pierwszy raz w czasie ostatnich trzech dni, gdy Louis zostawił Kornelię samą w miejscu, nie będącym naszym mieszkaniem. 
        - Chciałem z tobą porozmawiać - odparł i zdjął skórzaną kurtkę, którą miał na sobie. Powiesił ją na wieszaku przy drzwiach i opadł bezwładnie na fotel naprzeciw mnie. Kiwnęłam głową, czekając aż zacznie, ale on wpatrywał się, jak zahipnotyzowany, w jedną ze świeczek, stojących na stoliku do kawy. 
        - Co jest? - zapytałam. Wziął głęboki oddech i nerwowo potarł dłonią kark. 
        - Musisz porozmawiać z Kornelią - wyrzucił z siebie, jakby było to najtrudniejsze zdanie, które kiedykolwiek wypowiedział. Doskonale wiedziałam co miał na myśli, a mimo to powiedziałam:
        - Nie rozumiem… - Louis poprawił niezręcznie swoją pozycję na fotelu i opuścił głowę na oparcie, wbijając wzrok w sufit. Dojrzałam ledwo widoczny błysk w oku, a potem jedna wilgotna stróżka ozdobiła jego policzek. 
        - Boję się o nią - próbował zamaskować drżenie głosu, używając szeptu. Przeczyścił gardło i pociągnął nosem, beznadziejnie ukrywając swój stan. Milczałam, czekając na wyjaśnienia i czując, jak całe moje ciało napina się w gotowości. 
        - Zachowuje się, jak gdyby nigdy nic. 
        - Więc boisz się o nią, bo zachowuje się normalnie? - mój głos nie zabrzmiał tak kpiąco, jak zamierzałam. Ja też uważałam, że norma, którą karmiła nas Kornelia, oznaczała coś złego. Wewnętrzne przeczucie podpowiadało mi, że powinniśmy ją z tego jakoś wyrwać. 
        - Nie rozumiesz. Ostatnim razem, gdy powiedziałem jej, że zabiłem dwie osoby wpadła w panikę. Nie mogła przyjąć do świadomości, że jej facet mógł mieć na rękach krew innych. Potem zobaczyła coś tak brutalnego i zachowuje się jak gdyby nigdy nic! Jakby obejrzała tylko kolejny wieczorny film w telewizji. - Louis załamał ręce i wytarł pospiesznie łzy. Przełknęłam ciężko ślinę, gdy ścisnęło mnie w gardle. 
        - I co mam jej powiedzieć? “Hej Kornelia, bądź smutna, bo nie powinnaś zachowywać się normalnie po tym, jak byłaś świadkiem brutalnego mordu?” - syknęłam załamującym się głosem. - A może: “HEJ! Evan prawie zgwałcił cię i zabił, może się trochę posmucisz?”! - krzyknęłam, wstając gwałtownie na równe nogi i przechodząc naokoło stolika. Louis zacisnął wargi i pokręcił powoli głową.
        - Jest coś jeszcze - szepnął. Coś w jego tonie sprawiło, że zatrzymałam się raptownie. Oparł łokcie na kolanach i schował twarz w dłoniach, oddychając szybko, jakby dostał ataku paniki. Już miałam dotknąć jego ramienia, gdy z westchnieniem splótł palce, przyciskając pięści do ust. 
        - Dzisiaj w nocy… - zaczął, a głos urwał mu się niespodziewanie. Odkaszlnął lekko  i przygryzł swe pobielałe knykcie. - Obudziły mnie jakieś dźwięki i, nim moje oczy zdążyły przyzwyczaić się do ciemności, poczułem, że Kornelii nie ma obok mnie. Potem dostrzegłem ją na drugim końcu pokoju, stojącą przy biurku, gdzie wcześniej rzuciłem swoje rzeczy. Skierowałem na nią wzrok w momencie, w którym wyciągnęła z mojego… z mojego pistoletu magazynek. Nie wiedziałem co robiła, więc po prostu ją obserwowałem. W sumie ciekawiło mnie dlaczego rozbroiła moją broń, a potem… Milena myślałem, że może mam koszmar, ale strach jaki przebiegł po moich kościach był zbyt prawdziwy. - słuchałam uważnie jego słów, a ich siła pchnęła mnie z powrotem na kanapę, z której obserwowałam Louis’ego. Nawet w nienaturalnym świetle świeczek widziałam, że pobladł bardziej niż zwykle, łzy spływały teraz strumieniami po jego policzkach. Nieświadomie ustawiłam się, jak jego lustrzane odbicie, opierając w ten sam sposób ręce na kolanach i przyciskając dłonie do ust. 
        - Wzięła tę przeklętą broń… Podniosła ją… A potem przystawiła sobie do brody - Louis zademonstrował ruch Kornelii za pomocą wyprostowanych dwóch palców, które miały imitować lufę. Płomyki świec zniekształciły się groteskowo, iskrząc szalenie w moich oczach. Nie mogłam opanować łez. Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa. Wiedziałam, że za nazbyt naturalnym zachowaniem Kornelii musiało kryć się coś głębszego, ale to? 
        - Nie wierzyłem w to, co widzę, szarpnąłem się zbyt późno. Zdążyła pociągnąć za spust. Kiedy broń nie wystrzeliła, rozpłakała się i wtedy ją zawołałem. Cholera trząsłem się jakbym właśnie zszedł z najgorszej kolejki górskiej. Kiedy opuścił mnie szok podbiegłem do niej i wytrąciłem jej broń z ręki. Pytałem “co ty robisz”, “co robisz”? Ględziłem jak kretyn aż skończyło się na tym, że to ona musiała mnie pocieszać. - zamilkł, a ja nie przerywałam ciszy, która nastała między nami. Myśli pędziły mi w głowie z zawrotną prędkością, próbując usprawiedliwić jakoś zachowanie Kornelii. Jedynym argumentem, który wydawał się przekonujący był ten najmniej wygodny. 
        - Nie zabiłaby się - szepnęłam. - Nie Kornelia… 
        - Musisz z nią porozmawiać. Jesteś jedyną osobą, która zna ją tak dobrze. - Louis już nie płakał, jakby wykorzystał cały swój żal podczas opisywania wydarzeń z zeszłej nocy. Determinacja i upór zapanowały nad nim, wyprostowując jego plecy i osuszając łzy. 
        Nawet nie mrugnęłam, gdy drzwi do mieszkania otworzyły się bez ostrzeżenia, a do środka wpadła Kornelia, wyciskając zawzięcie swoje różowe długie włosy. Stworzyła pod sobą niemałą kałużę wody, którą rozniosła po posadzce brudną podeszwą ciężkiego glana. 
        - Łuh! Ale ulewa! Widać, londyńska pogoda postanowiła nam pokazać na co ją stać. - zawołała radośnie - Moja głowa wciąż chyba nie doszła do siebie, bo dostałam strasznych zawrotów na scenie, więc Niall kazał mi się wcześniej urwać. Pff! W pierwszy dzień pracy! No nic. Przynajmniej mam więcej czasu na nową grę - zaśmiała się, zrzucając z siebie płaszcz. Cisnęła go na kanapę obok mnie i rozejrzała się po salonie. 
        - Wow. Planujesz podpalić to miejsce? Mogłaś mówić wcześniej to zaczęłabym zbierać na nowe mieszkanie - wyszczerzyła do mnie zęby, a ja odpowiedziałam jej ponurym spojrzeniem. Stanęłam na prostych nogach, ciasno obejmując rękami brzuch. Kornelia musiała wreszcie zauważyć, że ani mnie, ani Louis’emu nie było do śmiechu, bo jej mina stężała, a ruchy stały się mniej energiczne. Kilka zmarszczek pojawiło się między brwiami, gdy zwróciła wzrok ku swojemu chłopakowi
        - Co jest? - zapytała poważnym tonem, a Louis spojrzał na mnie porozumiewawczo. 
        - Musimy porozmawiać - oznajmiłam, zwracając na siebie uwagę przyjaciółki. Zmrużyła oczy, próbując wyczytać coś z mojej twarzy, a potem pokręciła głową i zaśmiała się bez wesołości. 
        - Nie. - rzuciła, kierując się w stronę swojej sypialni. Louis podniósł się gwałtownie i ruszył za nią. 
        - Kornelia, dlaczego to zrobiłaś? - zapytał wprost, zatrzymując ją na progu. Odwróciła się na pięcie z bijącą od niej wściekłością. 
        - Co zrobiłam? - warknęła, wyszarpując ramię z jego uścisku. Wiedziała o czym mówiliśmy. Zdradziły ją oczy, w których odbijało się pełne zrozumienie. Przygryzła wnętrza policzków, a jej stopa zaczęła wystukiwać szaleńczy rytm. 
        - Wiem, że… - zaczęłam cicho, nie będąc w stanie zmusić się do pewniejszego tonu. - Wiem, że to, co przeżyłaś było straszne… Ale nie musisz uciekać się do samobójstwa… - zdołałam wreszcie to z siebie wydusić, a jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Przerzucała zdezorientowane spojrzenie ze mnie na Louis’ego i z powrotem, analizując to, co jej powiedziałam. 
        - “Samobójstwa”? - powtórzyła, jakby nie wierzyła własnym uszom. Kiwnęłam głową, czując zbierające się pod powiekami łzy. - Przecież wyciągnęłam magazynek - oznajmiła, jakby miało nas to uspokoić. Parsknęłam smutnym śmiechem i pokręciłam głową w niedowierzaniu. 
        - Jeśli… Jeśli jest ci zbyt ciężko, wrócimy do Polski - powiedziałam to. Choć nie chciałam, wypowiedziałam te słowa. Życie Kornelii było dla mnie najważniejsze. Nie mogłam pozwolić, by targała się na nie, bo wplątałyśmy się w niebezpieczny świat Stylesa i Tomlinsona. Jeszcze mogłyśmy z niego uciec. Louis spojrzał na mnie z przerażeniem, przekazując mi, że nie tego się spodziewał. Ale co miałam zrobić? Trzymać ją tu na siłę, gdy cierpiała? Patrzeć jak przystawia sobie broń do głowy i pewnego razu nie decyduje się na wyciągnięcie magazynka? Nie… Musiałam ją ratować. 
        - Zwariowałaś, prawda? - zamrugałam szybko, zaskoczona jej szorstkim tonem. - Nigdzie nie jedziemy, nie zostawię tego kretyna samego - wskazała podbródkiem na Louis’ego. Byłam skołowana. Przestałam już rozumieć co się działo w tej różowej głowie. Gapiłam się na nią jak szaleniec, byle tylko wyłapać choćby jeden klarowny sygnał co do jej stanu psychicznego, ale wszystko rozmazywało się w niewyraźną papkę. 
        Dostrzegła to. Jej twarz złagodniała, a ona westchnęła przeciągle, załamując ręce. 
        - Nie chcę się zabić. Jesteście skończonymi debilami, że tak pomyśleliście. Oboje - wycelowała palec wskazujący w Louis’ego. - Jesteście bandą robotów, która nie ma w sobie ani krzty empatii. W tej grupie musi być jakiś głos serca, a zabijając się pozbawiłabym go was. - zakpiła, wywalając język. Nie mogłam powstrzymać cisnącego się na moje usta uśmiechu. Ulga ogarnęła każdy skrawek mojej duszy, bo wiedziałam, że Kornelia była z nami szczera. Nie chciała umrzeć. Zaczęłam oddychać szybko, jakby moje ciało po raz pierwszy zakosztowało powietrza. Opadłam ciężko na fotel i zaśmiałam się do sufitu. 
        - Dzięki bogu. - szepnęłam, a Kornelia prychnęła i usiadła naprzeciw mnie. Louis wciąż stał pod drzwiami jej sypialni, nie dając się ponieść poprawie nastroju. Mierzył moją przyjaciółkę zmartwionym spojrzeniem, pocierając powoli swój zarost. 
        - Kurczę, Smyk, znasz mnie przecież tak dobrze. - Kornelia przekręciła oczami, a ja opuściłam powieki, przyjmując krytykę. 
        - Dlaczego więc to zrobiłaś? - mroczny ton Louis’ego, wyprowadził nas z beztroskiej atmosfery. Wyprostowałam się w fotelu i spojrzałam na niego przez ramię. Nie wiedziałam, jak ocenić wyraz jego twarzy. To mogła być wściekłość, ale równie dobrze konsternacja. Wpatrywał się intensywnie w Kornelię, zaciskając raz po raz szczękę. Powróciłam wzrokiem do przyjaciółki. Wytrzymała jego spojrzenie, ale uśmiech powoli znikał z jej twarzy, a oczy zachodziły łzami. Zaskoczył mnie nagły szloch, jaki wydostał się z jej ust. Przecież, jeszcze chwilę temu żartowała sobie w najlepsze. Objęła się szczelnie ramionami, jakby w pokoju spadła temperatura. 
        - Nie chcę o tym mówić - szepnęła, zniekształcając słowa przez pochylenie głowy. Zerwałam się z fotela i podeszłam do niej, klękając tuż przed nią i kładąc dłonie na jej kolanach. 
        - Kornelia, odchodzimy od zmysłów. Nie wiemy co się z tobą dzieje. Błagam, pozwól nam sobie pomóc - szepnęłam i usłyszałam za sobą szybkie kroki, gdy Louis zaczął wędrować w tę i z powrotem. - Chcesz, żebym go wywaliła? - zapytałam po polsku, żeby nie zrozumiał mojej propozycji. Kornelia potrząsnęła głową i zacisnęła palce na mojej ręce. 
        - Nie. Cholera nie. - jej głos przybrał na sile, dając mi do zrozumienia, że ją zdenerwowałam. - Kurwa mać. Przestańcie mnie traktować, jak dziecko. - warknęła, wciąż używając naszego rodzimego języka. 
        - Hej, hej, hej - Louis zajął miejsce obok mnie i ujął jej twarz w dłonie. Wstałam, otrzepując kolana i, jakby zamieniając się rolami, zaczęłam kontynuować jego marsz. 
        - Spokojnie. Wiem, że to trudne, ale proszę. Błagam cię. Nie musisz nawet mówić o tamtym dniu. Zrobisz to, gdy będziesz gotowa. Po prostu wyjaśnij mi dlaczego przyłożyłaś sobie do głowy pistolet? Dlaczego pociągnęłaś za spust? - desperacja w głosie Louis’ego była niemal namacalna. Marszczył brwi, próbując wyczytać z twarzy Kornelii nawet najsłabszą reakcję na jego prośbę. Milczała przez chwilę, by potem mruknąć beznamiętnie: 
        - Bo on go tam przystawił. - wskazała miejsce pod swoją brodą i zacisnęła powieki - dokładnie tutaj. - wtedy niebieskie oczy skierowały się ku mnie, a ja dostrzegłam całe cierpienie i ból, które próbowały ukryć przez ostatnie trzy dni. 
        - Już nie jesteś sama w walce z koszmarami. Moje właśnie zyskują na intensywności… - chciałabym powiedzieć, że zrozumiałam co miała przez to na myśli, ale byłoby to kłamstwem. Wciąż nie mogłam połączyć jej dziwnego zachowania w nocy z beztroskim zachowaniem za dnia i koszmarami, do których właśnie się przyznała. Ale nie musiałam długo czekać na wyjaśnienia. Kornelia już brała oddech, by mi ich dostarczyć. 



*Nawet twoje emocje mają echo


#TTDff

26 komentarzy:

  1. Wow, ciesze się, że Harry to do niej czuje ale kurde, mam nadzieje ze ona to odwzajemni :/ co do Kornelii to oby skończyły się problemy z tym co się stało. Czekam niecierpliwie na następny. Wesołych świąt ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, zobaczymy:D Następny wkrótce:)
      wesołych świąt! <3 :*

      M.xx

      Usuń
  2. Świetny rozdział. Czekam nn. Wesołych Świąt.
    @happily_20

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy <3 wesołych, kochana :*

      A. <3

      Usuń
  3. OMG ;o
    To było takie... takie... dające do myślenia.
    Harry wyznający swoje uczucie do Mileny był słodki, ale mimo, że ona powiedziała, że nie chodzi jej o to, że go nie kocha a narazie nie jest w stanie się zaangażować - to musiało go zasmucić i było tak na pewno ;3
    Ale oczywiście nie dał tego po sobie poznać, jak to Harry.
    Dziwne zachowanie Kornelii... Przystawiła sobie lufę do gardła.... jezu myślałam, że zejdę jak to czytałam
    Nieee, wiedziałam, że będzie miała problemy z psychiką, że nie da się tak łatwo tego zapomnieć,ale po co ona to robiła? To było straszne.
    I kiedy w końcu Harry i Lou się pogodzą?? Jasne, że nie da się tak łatwo wybaczyć tego, co on zrobił. Ale to jest złe.!! Nie widzieliście jak Calum zareagował, gdy TYLKO usłyszał jak Lou się wyraża o Harry'm? Ich postawa, szczególnie w interesach, jako wrogów jest zgubna, mówię wam. ;/
    Hahah już wiem co będę robić na Pasterce w Kościele, wymyślać, co też nawiedza Kornelię w śnie, jakie koszmary.
    Ehhh mogłoby się to już skończyć, cierpienie dziewczyn ;c Taki smutek....
    Ale była jedna taka fajna scena... (fortepian HYHY)....
    Cóż, oby więcej takich <33
    Przede wszystkim, co powinnam napisać na samym początku, ale no emocje...:
    DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA I DEDYKACJĘ.!! :*
    Wam też życzę udanych Świąt, miłej, rodzinnej atmosfery, duuuużo prezentów, miłości, żebyście się nigdy nie zmieniały, a rok 2015 obfitował w nowe doznania (if you know what i mean ^^ ) i przyniósł więcej rozdziałów TTD, które WSZYSTKIE są zajebiste !!! *-*
    chociaż w sumie to ostatnie, to takie egoistyczne, bo myślałam o sobie żebym miała więcej do czytania czegoś dobrego haha :D
    Cóż, ogółem - wszystkiego co najlepsze.! <3
    No i żeby poszło w cycki :)
    KOCHAM.!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry i Lou mają sporo do obgadania, a tu jeszcze Calum swoje 3 grosze wtrąca :D Może TTD pomoże Ci w przetrwaniu pasterki :D Mam nadzieję xD
      Dziękujemy, skarbie za te życzenia i jeszcze raz wszystkiego naj naj! <3 <3 <3

      Też kochamy! <3

      A. <3

      Usuń
    2. No cóż... Przynajmniej nie będziesz się nudzić na pasterce Justynka xD Tylko, żeby potem nie było na nas, jak się zagapisz i zamiast klęczeć, jako jedyna będziesz stać xD

      Fortepian, powiadasz... :P Ty mały zbereźniku!!! :P

      Dziękujemy, Justynka i też Cię kochamy!
      STO LAT!!!

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  4. Nie wiem od czego zacząć( jak zawsze z reszta hihihi) wiec zacznę od konca! Nie wiem czy wiecie ale to grzech tak kończyć ;'( Jak ja czytałam o tym co sie działo z Kornleia to mi było tak smutno, a do tego nie rozumiałam dlaczego tak postąpiła i byłam tak ciekawa o co chodzi, ale nieee trzeba czekać! -.-' hahah xd testujecie moja cierpliwość cały czas i ostrzegam ze za nie długo nie wytrzymie więcej! Haha xd jeszcze to wyznanie Harrego! Jeeeejku... Żal mi sie troche chłopczyny zrobiło :( ale wiem ze i tak za niedługo Milena odwdzięczy sie tym samym! Ogolem to świat ostatnio wariuje chyba ;o wszystkie ksiazki, opowiadania, FF jakie czytałam w ostatnim czasie opierają sie na tym ze to facet wyraża więcej uczuć niz dziewczyna! Nie zeby mi to przeszkadzało haha :D tak naprawde to ten rozdział mi sie tak bardzo spodobał ze nie wiem na jaka czesc sie moge rozpisać. Po prostu wszystko jest dopięte na ostatni guzik! PERFEKCJA!
    No to tyle na dzisiaj chyba. Życzenia wam juz skaladalam ale co mi tam.. Jeszcze raz Wesołych Świąt życzę kochane <3 dziękuje za dodanie rozdziału w wigilie i tym samym podniesienie moich emocji o maximum -.-' nie noo.. Świetne to było! <3
    Pozdrawiam cieplutko!
    /D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Przepraszamy :D Zastanawiałyśmy się czy nie ująć wyjaśnień Kornelii w tym rozdziale, ale 1. znów wyszedłby tak długi jak ostatni (a może nawet dłuższy), a to już by była przesada xD 2. Trzeba zachować troszkę napięcia, żeby Wam się zbyt szybko TTD nie znudziło *złowieszczy śmiech* :D
      Wytrzymasz, wytrzymasz, wierzymy w Ciebie ;D
      A co! feministyczny zew ciągnie nas ku niezależnym bohaterkom, które nie tak łatwo w sobie rozkochać xD

      Dziękujemy! <3
      i też pozdrawiamy! :D

      A. <3

      Usuń
    2. Tak, musimy być silne i niezależne i nie dawać się jakiemuś tam Harry'emu!!! xD

      Dziękujemy i Tobie też wesołych świąt!:)
      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
  5. Od czego by tu zacząć... no więc tak harry wyznał jej miłość i to było takie słodkie z drugiej strony ona jeszcze nw czego chce ale tego napewno dowiem się potem a i co ona wyprawia jakie samobójstwo aż tak z nią zle biedactwo dobra do rzeczy rozdział genialny super fajny perfekcyjny zapierajacy dech w piersiach i jeszcze dużo mogłabym tu pisać ale tak W skrócie jesteście kochane najlepsze dwa aniołki czekam na next a no i jeszcze zapomniałam wesołych świat dużo prezentów. Udanego sylwka i żeby ten rok 2015 był lepszy i żeby 1D w końcu nas odwiedziło tak chłopcy polska taki kraj też czeka na koncert do następnego całuski xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby te życzenia się spełniły <3 Ale co do nas jako aniołków. Niestety nie mogę się zgodzić :( Bliżej nam do diabłów. Demonów xD Na pewno do nieba nie pójdziemy (ale i po co, w piekle najlepsza impreza :D)

      Dziękujemy kochana i nawzajem oczywiście <3

      A. <3

      Usuń
  6. Takiiiiii suuuuuuuper rozdzial :D sporo spraw sie powyjasnialo. I mogę przyznać ze jestem uzależniona od tego opowiadania c: Nw czy to dobrze czy zle xd ten rozdzial to chyba najlepszy prezent pod choinkę jaki dzisiaj dostałam :D ~@annakalbar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D Nie dość, że zaczynamy produkować melisę to teraz jeszcze będziemy musiały Wam opłacić kurację odwykową xD
      Chociaż nie! Dla nas lepiej, jeśli się uzależniacie <3 To tak bardzo motywuje! Nie ma lepszego kopa ku pisaniu niż Wasze wsparcie w komentarzach i w tym, że wciąż z nami jesteście, śledząc przygody Mileny i Kornelii <3 <3
      Także prosto z serduszka, dziękujemy, kochana! <3

      A. <3

      Usuń
  7. zacznę od tego, że z tego wielkiego wrażenia to umieściłam ten komentarz pod rozdziałem 41...nwm czemu cos mi nie pasowało, może to przez to, że data była zła i treść komentarza a rozdziału sie nie zgadzała itd...a no i był tam już mój komentarz i nawet nie wiecie jaka pogubiona byłam...jezu ja przez was zgłupieje ;d ale chyba teraz komentuje odpowiedni post...sama juz nie wiem :( ale powracając do treści
    o jezu jezu jeezuu...
    aa wgl to witam w ten piękny świąteczny poranek..o ile tak moge powiedzieć ;D
    tak szczerze to rozdział przeczytałam wczoraj...w umie to dzisiaj o 3 ale byłam zbyt słaba i rozemocjonowana by cokolwiek napisać, a teraz przeczytałam go drugi raz i juuż pora na kilka słów ode mnie nanana ;D
    matko jak wczoraj weszłam szybko na bloga i ujrzałam tekst o czerwonej czcionce to jeezu, normalnie pomyślałam ze waśnie dostałam prezent uhuhu tak taka zboczona niewyżyta ja, nie ma co na wigilie sam raz...ale przecież to radosny, przyjemny czas no więc czemu nie, myślałam o tym całą wigilie i nawet nie wiecie jak bardzo chciałam uciec od rodziny i przeczytać ;d
    no ale taaak, ja po prostu liczyłam na trochę czegoś co nie doprowadzi mnie do ostatecznego zawału i nie spowoduje że będę zbierała się z podłogi...cóż, na marne, pan Styles jak zwykle nie zawodny ^^ on mnie dosłownie zabija, a przez was to zabija i robi jeszcze gorsze rzeczy :D
    ale tak bardziej po kolei, to Kornelia zaczyna mnie trochę przerażać i w sumie nie dziwie się Lou, to co przeżyła to masakra i chyba zaczne się obawiac co może być dalej bo jakoś tak ten jej spokój to jak wspomniałam mnie przeraża tym bardziej gdy robi takie rzeczy....fest po kolei idę nie ma co ;d
    nadal nie lubię tych relacji między Harry i Lou...ok ja wiem, może lokowaty nie pomyślał, ale nie wierze, że miał złe intencje itd wydaje mi sie, że Lou powinien go trochę zrozumieć i wrzucić na luz i działać dalej by nikt ich znowu nie ubiegł lub by z Kornelią nie działo się nic złego, do cholery czy tylko ja to rozumiem ;d
    dooobra a w tej chwili zaczyna się mój wielkie shipping lalalala H&M feels, harry girl...helena....HELENA...o boże jestem wielka! rozumicie Harry+Milena=HELENA
    jezu wiedziałam, że jestem najlepsza ;D nwm czy ktos na to wpadła, ale ja właśnie teraz tak więc dziękuję za owacje ;d ok powracając do tematu...JA PIER..(nie przeklinam bo byłam u spowiedzi) CO TA MILENA ODWALA?!
    jeden z najseksowniejszych, najprzystojniejszych wgl najlepszych gości jaki chodzi po tym nędznym świecie, za którym ona wyła tyle czasu, do którego na pewno coś czuje no bo jak nie, który jest dla niej ważny, KTÓRY BIERZE JĄ NA TYM PIEPRZONYM FORTEPIANIE w sposób o jakim można marzyć, nie, że to robie....MÓWI JEJ W KOŃCU, ŻE JĄ K O C H A, jezu na co czekałam całe 41 rozdziałów...a ona, że NIE CHCE TEGO SŁYSZEĆ?! wgl..nwm może w głowe się uderzyła lub harry zbyt mocno za te włosy ciągnął...
    nawet nie wiecie co przeżywałam czytając to w łóżku o tej 3...
    ok, ufff...spokój, wyrzuciłam z siebie to co miałam....ja jestem bardzo wyrozumiała i tak dalej, no ale...Harry Styles powiedział jej, że ją kocha ja nie wiem czy istnieje inna odpowiedź poza tą 'ja ciebie też' ale mam nadzieje, że niebawem ją przeczytam padającą z jej ust, no więc liczę na pana idealnego by jej w tym pomógł, oni są tacy wkyujedj po tym jak go podsłuchiwała, a heri taki spokojny i wgl jezu myślałam, że sie rozpłynę, tak juz ma zostac nooo, ja nie zniose więcej dramatu, nawet melina mi nie pomaga ;D
    póki co koniec o nich, a idą dalej to nadal nie ufam Calum'owi i wgl ja ufam chyba tylko Harry'emu i Lou, mam nadzieje ze sie to zmieni :)
    tak myśle czy miałam o czym jeszcze pisac...ale z tego wrazenia zapomniałam eh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak zwykle wszystko musiało być to super świetnie napisane i nwm czy wam mówiłam, ale uwielbiam czerwoną czcionke w waszym wykonaniu, seerio, jest to...fajne, by nie wyjść na totalnie głupią ;d piszecie to wszystko mega dobrze i aż chce się więcej, dla mnie to wgl tytuł ff '+18 H.S' nanana..nie no żarcik, aż tak zdesperowana i głupia nie jestem, chyba ;D boże dobra kończe bo to dopiero 12 i jeszcze nie powinnam tak myśleć, ani tego pisać bo serio weźmiecie mnie za psycho fankę i okaże sie ze nie mogę wchodzić na bloga, ale to doprowadzi do mego końca a chyba tego nie chcecie ;D
      jeszcze raz dziewczyny wesołych świąt! bo jeszcze trwają ;d ii...niech wam tam wszystko sie spełnia, wena dopisuje, a czerwona czcionka spełnia ^^
      buziaki xx


      ps. czaicieee zabrakło mi znaków i musiałam podzielic komentarz na dwie części wgl co to ma być, jezu pisałam go 40 min o matko pobiłam wszelkie rekordy chyba ok kończe bo znów bd musiała dzielić, ale to przez to, że macie tak świetnego bloga na którym prowadzę monolog ;D xx

      Usuń
    2. Ahahahaha :D Padłam XD Tyle się dzieje w tym komentarzu, że nawet nie wiem jak mam odpisać XD Helena :D Podoba mi się! I wciąż nikt nie ufa Calumowi ;D Biedny chłopczyk!
      A co do czerwonej czcionki. Haha uwielbiam taką pisać ;> Może powinnyśmy wrzucać ją częściej? XD :D
      Zobaczymy, zobaczymy :D
      Dziękujemy, kochana za ten długaaaaśny komentarz i za życzenia! <3 Wesołych, babe :D

      A. <3

      Usuń
    3. BRAWOOO! KOLEJNA NIE ZMIEŚCIŁA SIĘ W LIMICIE ZNAKÓW!!! xD Dziewczyny, ja nie wiem, jak to robicie, ale jesteście wspaniałe!!! :D <3 <3 <3

      Uwielbiam Twój komentarz:D Czytałam go i ryczałam ze śmiechu, aż mój pies przyszedł sprawdzić, co się ze mną dzieje xD HELENA xD Jak nie Milarry, HIM, H&M, to Helena, brawo za kreatywność!:D

      Pff, a co jakiś tam Styles będzie mówił Milenie, że ją kocha?! My też nie odpowiedziałybyśmy na takie wyznanie, gdyby ten prawdziwy Harry do nas tak powiedział (bo leżałybyśmy martwe na ziemi) xD

      Dziękujemy Kochana! I dla Ciebie też wszystkiego najlepszego na te święta. I na po świętach też:D

      Buziaki,
      M.xx

      Usuń
    4. Ej, mów za siebie! XD ja bym mu tylko powiedziała 'to miłe, Harry, a teraz pojde wyznać milosc Lou' xD

      A. <3

      Usuń
  8. Ne będę pisać bardzo długiego kom bo nie wiem co napisać bardzo mi się rozdział podobał i mam nadzieję, że bedzie takich więcej wesołych świąt dziewczyny :) i kiedy bedzie nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) kolejny postaramy sie dodać do sylwestra :)))

      A. <3

      Usuń
  9. Okej to fajnie czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio na Twitterze dostałam wiadomość, ze jeśli chcę mogłabym przeczytać to fanfiction, bo jest fajne. Nie wiem czy to wy mi je wysłałyście, czy ktoś inny, ale zaczęłam czytać. Już od pierwszego rozdziału akcja mnie wciągnęła. Czytałam jak zahipnotyzowana. Mega mi się podoba to, że do każdego rozdziału dodajecie piosenkę przewodnią. Zaczynam się siebie bać, bo podobają mi się takie klimaty. xD Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i wyjaśnień co z Kornelią.
    Pozdrawiam i szalonego Sylwestra. :*
    @Tyska1993

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ! <3 Cieszymy się, że polecenie bloga okazało się trafionym! :D Super, że TTD Ci się spodobało :D Też lubimy jak przy rozdziałach są piosenki przewodnie, więc stwierdziłyśmy: czemu nie? :D (czasami jest trudno znaleźć, ale w końcu zawsze się udaje xD)
      Dziękujemy, że dołączyłaś do naszego Gangu! <3
      No i nawzajem z tym Sylwestrem! :D (tylko grzecznie! XD)

      A. <3

      Usuń
  11. emm no wiec jak wszyscy nie wiem od czego zacząć ;c na początku przepraszam za znów dodany komentarz poźniej, ale cholera jasna jak zwykle wszystko musi byc przeciwko mnie i internetu nie miałam, bo jakas tam niby awaria systemu bla bla bla... i w dzień Wigilii byłam taka mega wkurwiona, że moglam dostac najlepszy prezent na świecie czyli rozdział a tu gowno nie, no przecież gdzie ja mogłam miec szczęscie pff i Ci ludzie z tego tam serwisu informacyjnego(?) oj no tam gdzie sie te problemy zgłasza xd to mieli szczescie, bo ja do nich zadzwoniłam i chciałam ich "grzecznie" upomnieć i dopytać gdzie jest mój net ! ale nie odebrali, tylko sie sekretarka włączyła.. w sumie to moze i dobrze, bo nie wiem czy by to przeżyli. Ehem wiec tak :D teraz powróćmy do rozdziału. Na początku to jak mogliscie zrobic takie zakonczenie, to juz kolejne bez happy endu.. jak tak sie konczy to ja jestem mega zdołowana i muszę siegac po jakis rozweselacz, poki co to jest czekolada, ale nie wiadomo jak to potem będzie... xd biedna Kornelia, nie wiedziałam, ze aż tak z nią źle będzie :/ bo wiadomo, trudno cos takiego przeżyc i potem z tym dalej życ, ale jak przyłożyła sb ten pistolet..to masakra, myślałam,ze ona na serio mysli o samobójstwie, ale na szczęscie, albo i nieszczęscie, bo to co rb to też nie jest dobre, myślę, ze przydałby się jej jakis specjlista, bo nie wiem czy sama sb z tym poradzi, albo moze niech tam zadziałą boski doktor Lou ? ^^ chociaz on sam jest w rozsypce ;c eh..i jeszcze te spięcia pomiędzy Tommo a Harrym, ile to bd trwało ? ja ju nie moge tego nawet czytac ;c bo to tak mnie boli, bo oni są po prostu jak bracia, a zachowują się jakby byli najwiekszymi wrogami. Wiem,ze Harry nie chciał zeby tak sie to potoczyło, nie chciał skrzywidzic Korneli, i wiem też, ze Lou trudno wybaczyć, ale no cholera jasna ! oni mają się pogodzic no ! tak to jest rozkaz :D bo to nic dobrego nie wrózy, ale ja mam takie przeczucie, ze to kiedy nastapi, ale w taki sposób jaki nikt się nie spodziewa bo haloo to w koncu TTD ! :D Dobra przejdżmy do najlepszego teraz ^^ a więc w koncu czerwona czcionka hih ^^ długo na nią czekałam, ale było na co czekac ^^ na fortepianie hmm.. tego jeszcze nie było, gdzie będzie następnym razem ? :D wgl jak to był dziki seks xd i jak swietnie to wszystko opisałscie, podjerzewam,ze MIlena była tam w siódmym niebie haha :D oby więcej takich scen ^^ a potem jak Milena podsłuchałą tą rozmowę to Harry byl dziwne spokojny xd a własnie najważniejsze, on powiedział jej, ze ją KOCHA i świetnie ujeła to harry justin, normalnie jak, no jak, Milenka od tego seksu Ci się cos w główce poprzewracało no ^^ a on tak jeszcze na to spokojnie zaareagował, jezu on mnie tak zadziwia, jest taką chodzącą tajemnicą ( w dodatku cholernie seksowną ^^ ) nie wiem, on lubi jak go się odkrywa ? raz jest taki, potem inny xd ale to jest w sumie zajebiste ^^ i czekam w kolejnych rozdziałach na wyjasnienie tego zachowania Mileny, kiedy styles wyznał jej miłosci ;D Dobra koncze, bo nie chce znowu limitu przekroczyc xd
    Życzen światecznych juz Wam nie złoze, ale moge życzyć Wam szalonego i dzikiego sylwestra, zebyście się wyszalały i potem trzeźwiały 3 dni xd i żeby tam nie jaki pan Styles i Tomlinson wbił na waszą impreze ^^ haha :D
    Ooo i widzę, ze kolejny rozdział przed sylwstrem być moze, to zajebiscie ! oby w tym razem internetu mi nie wyłączyli,bo tam ich odwiedzę i juz tak miło nie będzie.
    Także do następnego kochane <3
    buuziaki :) ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha Gosia, my mamy magiczny sposób na to, żeby kac nie męczył i 31 grudnia znów zaczynamy go stosować. xD Pijemy siemię lniane. W teorii pomaga na porost włosów, ale przyjemnym skutkiem ubocznym jest brak kaca. Całe wakacje byłyśmy pewne po największych imprezach, że będziemy miały kaca. Ani razu nie miałyśmy:D Zaczęłyśmy mieć teraz po imprezach, jak już nie pijemy siemienia xD

      Hahahha, trzeba było do sądu ich podać, że przez brak neta nie możesz czytać TTD xD

      Szalonego Sylwka, Kochana i spełnienia marzeń w 2015!
      Buziaki,
      M.xx

      Usuń